Twoja wyszukiwarka

JOANNA NURKOWSKA
SŁONECZNE ZŁEGO POCZĄTKI
Wiedza i Życie nr 8/1997
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 8/1997

ZA MIARĘ UDANYCH WAKACJI, PRZYNOSZĄCYCH WYPOCZYNEK ORAZ SIŁY, POWSZECHNIE PRZYJMUJEMY PIĘKNIE ZABRĄZOWIONĄ SKÓRĘ. TYMCZASEM LEKARZE PRZESTRZEGAJĄ - NIE ISTNIEJE ZDROWA OPALENIZNA.

Większość z nas jest wielbicielami słońca. Niegdyś uznawaliśmy je za bóstwo, dziś nasze upodobanie wyraża się bardziej prozaicznie - chociażby w umiłowaniu, niekiedy fanatycznym, opalenizny. To jej zdobyciu poświęcamy letnie urlopy i zimowe godziny w solariach, przekonani najczęściej, że dbamy w ten sposób o urodę i zdrowie.

Tymczasem dawka promieni słonecznych potrzebna dla zdrowia nie zabrązowi skóry człowiekowi rasy białej (tj. statystycznemu Europejczykowi), a opalenizna jest krzykiem organizmu przeciw kąpielom słonecznym.

Przez większą część starożytnej historii ludzkości zabrązowiona skóra (ciemna karnacja) była wyraźnie w modzie. Nic dziwnego, skoro Asyryjczycy, Fenicjanie, Egipcjanie, Persowie i wedyjscy Hindusi czcili Słońce i wierzyli w jego lecznicze siły. (Przedkolumbijscy Majowie wiążący boskość z jasnym licem, takim choćby jak hiszpańskich konkwistadorów, należeli wówczas do wyjątków).

W czasach nam bliższych wyżej ceniono jasną karnację; w XVIII wieku w Europie i Nowym Świecie kwintesencją elegancji, wytworności i szyku była porcelanowa bladość, która odróżniała klasy wyższe od chłopstwa pracującego na roli. Bladość ową osiągano, stosując kosmetyki produkowane na bazie ołowiu, stąd nie mogła być ona zdrowa.

W XX wieku opalenizna powróciła do łask, stała się wyznacznikiem mody - wskazywała status społeczny, a przede wszystkim ekonomiczny człowieka. Stała się wizytówką tych, których stać na rozkosze lenistwa czy zażywanie sportu na świeżym powietrzu i wyjazdy do ciepłych krajów.

Może to dziwne, ale mimo naszej odwiecznej zażyłości ze słońcem, dopiero bardzo niedawno - pod koniec ubiegłego wieku - zauważono, że dobroczynne i nieodzowne dla życia promienie nie służą ludzkiej skórze. Prawdopodobnie wcześniej ludzie nie żyli na tyle długo, by podstępna działalność słońca miała czas w pełni się ujawnić.

ZDRADLIWE PROMIENIE

Pierwszy medyczny opis zmian degeneracyjnych skóry przypisanych działaniu słońca pochodzi z 1894 roku, niedługo potem odkryto jego rolę sprawczą w rakach skóry. Jednak dopiero pod koniec lat sześćdziesiątych naszego stulecia zależność między opalaniem się a uszkodzeniami skóry stała się oczywista i bezdyskusyjna. Od tego czasu ciągle przybywa dowodów, że ceną za opaleniznę jest przedwcześnie postarzała skóra, a czasem także pojawiające się w niej zmiany nowotworowe.

Światło słoneczne zawiera 40% promieni świetlnych widzialnych, 59% podczerwonych cieplnych i tylko 1% nadfioletowych, tzw. ultrafioletowych (UV), z których największe biologiczne znaczenie ma UVA i UVB (ramka: "Słoneczni posłańcy"). Właśnie te promienie powodują opaleniznę ze wszystkimi jej konsekwencjami.

Fotony promieniowania UV obdarzone są dużą energią, tym większą, im krótsza odpowiada im fala elektromagnetyczna. Pochłaniane przez substancję mogą wpływać na jej właściwości fizyczne i chemiczne, wywoływać m.in. reakcje fotochemiczne: utlenianie, redukcję, rozkład i polimeryzację. Z tego względu ultrafiolet odznacza się dużą aktywnością biologiczną. Szczególnie silne działanie mutagenne i bakteriobójcze ma promieniowanie z zakresu C, nieco słabsze - odpowiednio UVB i UVA; absorbowane jest przez kwasy nukleinowe, zaburza przemianę materii w komórce i może spowodować jej zniszczenie.

Do powierzchni Ziemi dociera tylko nieznaczna ilość ultrafioletu, dużą jego część pochłania atmosfera, przede wszystkim warstwa ozonowa. W praktyce w pełni eliminowane jest w ten sposób promieniowanie z zakresu UVC, znaczna część UVB, najmniej - UVA. Mimo to promieniowanie UVB oddziałuje na nas 10-100 razy silniej niż UVA (ten rozrzut jest efektem różnego pochłaniania przez atmosferę).

Największe natężenie ultrafioletu występuje między 30o szerokości geograficznej południowej a 30o szerokości geograficznej północnej, latem, w godzinach południowych, a także wysoko w górach. (Polska znajduje się między 54o 50' a 49o 00' szer. geogr. płn.). Na każde 1000 m przybywa 15% promieniowania UV.

Wcześnie rano i po południu, gdy słońce jest nisko nad horyzontem i jego promienie muszą przebyć dłuższą drogę przez atmosferę, działanie UVB jest słabsze, w lecie - w porównaniu z zimą - intensywność promieniowania UVA wzrasta dwukrotnie, podczas gdy UVB dziesięciokrotnie. Na narciarza zjeżdżającego w styczniowy poranek z Kasprowego Wierchu działa znacznie intensywniejsze promieniowanie UVA (z powodu większego procentowego udziału UVA w ogólnej dawce UV) niż na turystę odpoczywającego w tym samym miejscu w czerwcowe południe. Latem na Kasprowym Wierchu przyjmie on jednak o 30% większą dawkę UVB, niż gdyby opalał się nad Bałtykiem.

Ilość działającego na nas promieniowania ultrafioletowego zależy również od czystości powietrza - eliminują je zwłaszcza zanieczyszczenia węglowodorowe. Natomiast każdy jednoprocentowy ubytek warstwy ozonowej pociąga za sobą dwuprocentowy wzrost intensywności samego tylko UVB.

Chmury mogą pochłonąć od 10 do 80% ultrafioletu (średnio 40%), zatrzymują jednak przede wszystkim promienie podczerwone (ciepło). Spacerując bez osłony przed słońcem w letni, pochmurny dzień, narażamy się więc nieraz na większą dawkę UV, niż kiedy chronieni kremem z filtrem opalamy się w pełnym blasku słońca.

Promienie UV ulegają również odbiciu - od śniegu, lodu (do 80% UV), powierzchni wody (w południe 5%, później więcej), piasku, betonu, chmur kłębiastych, co zwiększa naszą na nie ekspozycję. Dlatego ilość promieni UV padających na naszą skórę jest pewną wypadkową; narciarz doświadcza np. 2-5-krotnie silniejszego działania UV.

Nie tylko atmosfera pochłania promienie UVB; jak wiemy, nie przechodzą one przez szkło okienne, które nie przeszkadza tak bardzo wędrówce UVA.

Nieco podobnie jest w przypadku ludzkiej skóry. Większość padającego na nią UVB nie pokonuje bariery naskórka - zostaje odbita lub pochłonięta przez jego komórki (ramka: "Ubranie doskonałe"), natomiast około 50% UVA przenika głębiej. Jeszcze niedawno nie wywoływało to zaniepokojenia, gdyż za szkodliwe uznawano jedynie nadmierne promieniowanie UVB. Tylko ono bowiem (a nie UVA) wywołuje rumień po opalaniu i przyczynia się do poważnych poparzeń skóry. Dopiero wprzęgnięcie do badań nowoczesnych technik i aparatury odkrywa przed nami rzeczywisty obraz i znaczenie zmian wyzwalanych skutkiem działania promieni słonecznych.

OPALAMY SIĘ

Promienie słoneczne padają na odsłoniętą skórę. Większość, w tym całe promieniowanie cieplne, widzialne, a także część ultrafioletu odbija się od jej powierzchni. Reszta podąża dalej rozpraszana w martwej, zrogowaciałej warstwie naskórka, pochłaniana przez melaninę - barwnik pełniący funkcję filtra przeciwsłonecznego. Mimo znacznych strat, tym większych, im grubszy jest zrogowaciały naskórek i liczniejsze cząsteczki barwnika, pewna frakcja promieni pokonuje te przeszkody, przedziera się dalej i atakuje głębsze warstwy skóry.

Bezpośredni kontakt z promieniami UV nie służy większości białek i innym związkom występującym w naszym organizmie, gdyż niszczy ich strukturę. Dlatego zanim jeszcze słońce poczyni pierwsze wyraźne szkody, organizm uruchamia akcję obronną.

Przenikające tkanki promienie natrafiają między innymi na specyficzne białka - receptory błonowe przesyłające za pośrednictwem innych cząsteczek do jądra komórkowego informację o słonecznym ataku. Odczytanie informacji oznacza włączenie rozmaitych genów. Przede wszystkim już po 2-3 minutach działania promieniowania ultrafioletowego uaktywniają się geny kodujące, tzw. metaloproteinazy - enzymy rozkładające kolagen i elastynę, które tworzą zrąb skóry właściwej i tkanki podskórnej. Po dniu opalania możemy w ten sposób stracić aż 20% prawidłowego kolagenu w skórze. Ponadto już niskie dawki UVB wyzwalają ekspresję genów cyklu komórkowego w fibroblastach, keratynocytach i melanocytach, wprowadzając je na drogę zaprogramowanej śmierci - apoptozy (patrz: artykuły o apoptozie, "WiŻ" nr 11/1994). Ta genowa mobilizacja stanowi wstęp do przemodelowania tkanki atakowanej przez szkodliwe promienie. Pozwala usunąć białka i komórki zniszczone lub zmienione pod wpływem słońca, jest więc w zamysłach natury korzystną reakcją obronną i naprawczą.

Już po około 30 minutach opalania, czyli zanim poczujemy, że bierze nas słońce, w skórze pojawiają się międzykomórkowe obrzęki i pierwsze spalone komórki - będą to uszkodzone keratynocyty, wypełnione wakuolami melanocyty. W wyniku reakcji fotochemicznych między UV i cząsteczkami go absorbującymi (zwanymi chromoforami), którymi są aminokwasy, a także zasady pirymidynowe z kwasów nukleinowych, komórki uwalniają histaminy, prostaglandyny, enzymy lizosomalne i kininy. Związki te oddziałują silnie na inne komórki, powodując wzrost przepuszczalności skórnych naczyń krwionośnych i ściągając siły obronne układu odpornościowego. Dostrzegalnym dla nas objawem tej skórnej mobilizacji będzie właśnie rumień i obrzęk, czyli poparzenie słoneczne. Jego dalsze konsekwencje - piekące, bolesne bąble, wodniste pęcherze i wreszcie nieznośnie swędząca, obłażąca skóra, to znane każdemu końcowe efekty walki organizmu z atakiem promieni słonecznych. Tak zazwyczaj zaczyna się co roku nasz sezon plażowy.

Zjawisko brązowienia skóry stanowi natomiast inną (poza odrzuceniem uszkodzonej tkanki) linię obrony organizmu przed słońcem. Opalając się, przyoblekamy filtr blokujący szkodliwe promienie. Jest nim melanina chroniąca przed wszystkimi długościami fal UV. Barwnik ten absorbuje światło, rozprasza UV, "wygasza" powstające na skutek jego działania wolne rodniki. Mamy ją zawsze na podorędziu, ale zazwyczaj w niedostatecznych ilościach, dopiero ultrafiolet wymusza dodatkową produkcję melaniny.

Zauważono, że opalanie następuje dwuetapowo. Prawie natychmiastowe przyciemnienie skóry to wynik działania promieniowania UVA - pod jego wpływem melanina uwalniana jest z melanocytów, a także dochodzi do fotoutlenienia prekursora tego barwnika. Reakcja "barwna" na UVB przychodzi z pewnym opóźnieniem (zaczyna sie po 3 dniach od zadziałania czynnika sprawczego, a pełnię osiąga dopiero po 5-10 dniach), gdyż dotyczy uruchomienia produkcji nowych cząsteczek melaniny, upakowywania ich w ziarenka barwnikowe, rozproszenia owych melanosomów w warstwie keratynocytów, a także rozbudowy melanocytów (stają się bardziej porozgałęziane). Prawdopodobnie UVB powoduje również uwolnienie jakiegoś czynnika o naturze hormonalnej, który - krążąc w organizmie - prowokuje namnażanie się melanocytów nie tylko na obszarze, gdzie działały promienie słoneczne. Tłumaczyłoby to, dlaczego rak skóry - czerniak (melanoma) - pojawia się również w miejscach chronionych przed słońcem.

Jeszcze inną poza opalaniem, bierną metodą obrony przed atakiem promieni ultrafioletowych jest pogrubienie warstwy martwych, zrogowaciałych komórek naskórka, która odbija, rozprasza i absorbuje UV. (Zjawisko to wywołują jedynie promienie UVB - UVA przenika głębiej i nie zmienia tak bardzo wyglądu naszego naskórka). Taka wzmocniona osłona wytwarza się jednak dopiero po wielu słonecznych seansach.

PRZEDWCZESNA STAROŚĆ

Słońce odciska trwały ślad w naszej skórze, prowadząc do jej fotostarzenia się. Staje się ona sucha, szorstka, pomarszczona, pokryta piegami, przebarwieniami i plamami odbarwień, widoczne są często rozszerzone drzewka naczyń krwionośnych (tzw. teleangiektazje).

Pod mikroskopem łatwo odróżnić skórę, która zestarzała się pod wpływem słońca, od tej, na której odcisnął piętno jedynie wiek. Ta ostatnia będzie miała naskórek atroficzny (cieńszy i spłaszczony), skórę właściwą o zmniejszonej liczbie komórek, nie zmienione naczynia krwionośne, włókna elastyczne nieznacznie grubsze, a kolagen coraz bardziej splątany, stabilny i odporny na degradację enzymatyczną.

Skóra postarzała na słońcu ma natomiast pogrubiały naskórek, w skórze właściwej zwiększoną liczbę komórek z licznymi fibroblastami i komórkami tucznymi (produkującymi między innymi histaminę). Jej naczynia krwionośne są pokręcone i rozszerzone, a niezwykle pogrubiałe, pofałdowane i amorficzne włókna elastyczne przesuwają się, zastępując kolagen z górnych warstw skóry właściwej.

Co niepokojące, taką elastozę obserwuje się w skórze większości zażywających kąpieli słonecznych ludzi rasy białej już przed trzydziestym rokiem życia. Oznacza to, że wiek ich skóry wyprzedza czasem nawet o dziesięciolecia ich wiek metrykalny. O tym, że opalanie przyspiesza starzenie się skóry, przekonują także badania keratynocytów i fibroblastów pobranych z okolic skóry postarzałej słońcem. W hodowlach tkankowych wykazują one znacznie krótszy czas życia w porównaniu z analogicznymi komórkami z miejsc nie opalanych.

Wynika z tego, że dbając o wygląd, sami go niszczymy. Gdyby jednak problem ograniczał się jedynie do zmarszczek, opalanie nie wywoływałoby aż takiego zaniepokojenia lekarzy. Kąpiele słoneczne mają jednak także inne konsekwencje. Promienie ultrafioletowe, przede wszystkim UVB, pozostawiają bowiem charakterystyczne ślady w DNA komórek skóry. Jest to swoisty odcisk palca UVB, gdyż takich akurat mutacji nie wywołują żadne inne czynniki. Jednocześnie pod wpływem promieniowania UV dochodzi do zaburzeń działania układu odpornościowego (immunosupresji) w skórze, które to zjawisko utrzymuje się jeszcze przez kilka dni po opalaniu. W rezultacie ograniczona zostaje naturalna zdolność skóry do eliminacji komórek nieprawidłowych, w tym tych, które na skutek mutacji wkroczyły na drogę nowotworzenia.

NOWOTWORY SKÓRY

Transformacja wywołana promieniowaniem ultrafioletowym rozpoczyna się prawdopodobnie od uszkodzeń DNA jądrowego w dzielących się komórkach skóry. Wskazują na to częste nowotwory skóry u osób wyposażonych w skórę pergaminowatą i barwnikową (schorzenie uwarunkowane genetycznie zwane inaczej xeroderma pigmentosum), którym brakuje enzymów reperujących uszkodzenia DNA wywołane UVB. Na skutek jego działania w jądrze komórkowym pojawiają się fotoprodukty: dimery tyminy, wiązania krzyżowe między białkami chromatynowymi, przełamania nici DNA, reaktywny tlen - prowadzące do klinicznych objawów fotouszkodzeń.

Jednocześnie, także pod wpływem promieni UV, występujące w naskórku komórki Langerhansa tracą swoiste właściwości. (Komórki te rozpoznają i prezentują antygeny powierzchniowe limfocytom T, które dopiero wówczas mogą przystąpić do ataku). Na skutek utraty rozpoznania kontaktowego spada zdolność układu odpornościowego do wyszukiwania i niszczenia komórek nowotworowych.

Fot. Adam Świetlik/FORUM

W USA nowotwory skóry już od lat przewodzą liście rozpoznawanych nowotworów. Aż 90% z nich jest wynikiem przesadnego opalania. Ogromna większość tych zmian to na szczęście dla nas względnie łagodne tzw. niebarwnikowe nowotwory skóry (nabłoniak podstawnokomórkowy i rak kolczystokomórkowy) rozwijające się - jak dowiedziono - na skutek ostrego i przewlekłego działania słońca.

Ale nawet pojedyncze poparzenia - piekący bolesny rumień, pęcherze i obłażąca płatami skóra - mogą mieć konsekwencje po wielu latach. Jak wynika z badań australijskich emigrantów, młodzi ludzie opalający się intensywnie bardziej ryzykują najgroźniejszym z nowotworów skóry (czerniakiem) w wieku dorosłym niż dzieci chronione przed słońcem. Zazwyczaj rozwija się on na tułowiu i atakuje osoby trudno się opalające.

Efekty pogoni za idealną opalenizną są niepokojące. W krajach rozwiniętych liczba przypadków czerniaka wzrasta o 5% rocznie; w latach 1960-86 zaobserwowano 3.5-krotny wzrost u mężczyzn i 4.6-krotny u kobiet. (Pewien wpływ na te dane miało jednak zapewne także zmniejszenie się warstwy ozonowej w atmosferze).

Aby obraz kłopotów, jakie ściągamy na siebie nieumiarkowanym plażowaniem, był pełen, wspomnieć trzeba dodatkowo o skutkach jego działania u osób zażywających leki. Wiele z nich jest wrażliwych na UVA - tetracykliny, tiazydy, sulfonamidy, niesterydowe leki przeciwzapalne - toteż opalanie kończy się zazwyczaj poważnym poparzeniem. Muszą o tym pamiętać także osoby wybierające się na urlop do ciepłych krajów i zażywające profilaktycznie antybiotyki przeciw bakteriom wywołującym biegunki. Do fotoalergii prowadzi też często miejscowe zastosowanie przed opalaniem niektórych maści, mydeł z salicylanilidami (przeciw bakteriom i grzybom), perfum itp., a także picie ziółek z dziurawca.

Niewielką przeciwwagą wobec listy przewinień ciążących na ultrafiolecie będzie w tej sytuacji fakt, że mamy z niego także przynajmniej jeden udowodniony pożytek. Promienie UVB uczestniczą bowiem w produkcji witaminy D. Aż 90% ustrojowej prewitaminy D powstaje w skórze na skutek działania UVB na 7-dehydrocholesterol. Trudno jednak uznać to za dostateczny pretekst do wylegiwania się na plaży; do reakcji wystarczą znikome ilości tych promieni - na tyle niewielkie, że nie przyciemnią nam skóry.

Do niedawna sądzono, że wyjście z sytuacji dla osób nie tolerujących swej bladej skóry oferują solaria. Wykorzystywane są w nich lampy emitujące promienie UVA - stajemy się więc pięknie przybrązowieni, nie narażając się na rumień. Wydawało się nawet, iż opalenizna uzyskana w "łóżku" stanowić może pewną ochronę przed UVB, odpowiadającą skuteczności kremu z filtrem o współczynniku SPF = 2-3 (ramka: "Parasol, kapelusz i co jeszcze"). Niestety, większość lamp stosowanych w solariach wytwarza również UVB, a co ważniejsze straciliśmy także złudzenia co do niewinności ultrafioletu z zakresu A. Działa on przede wszystkim w skórze właściwej, wywołując tam elastozę (będącą histologicznym markerem starzenia wywołanego słońcem), jak również poważne zmiany unaczynienia. Co więcej, dowiedziono, że UVA potęguje kancerogenne skutki działania UVB - stąd opalanie w solariach może zwiększać ryzyko oparzeń i nowotworów skóry wynikających z naturalnego opalania.

Wszystko przemawia za tym, że biały człowiek przysposobiony został przez naturę raczej do znoszenia niedostatków słońca niż do życia w ostrych jego promieniach. Słońce parzy również Murzynów, ale dopiero przy 30-krotnie większej dawce promieni UV. Ich skóra dzięki obfitości barwnika przepuszcza
5 razy mniej tych promieni, nic więc dziwnego, że szkody, jakich doznaje, są nieporównanie mniejsze. Pod tym względem Europejczycy są na z góry straconej pozycji. Nawet po 3-4 miesiącach intensywnego opalania się odporność "białej" skóry zwiększa się bardzo niewiele; minimalna dawka promieni UV wywołująca rumień (tzw. MED - minimal erythema dose) rośnie wówczas 2-3-krotnie w stosunku do skóry nie wystawianej na działanie słońca.

Spustoszenia, jakie czyni w skórze ultrafiolet, niełatwo naprawić. Jedynie retinoidy władne są wspomóc naturalną regenerację skóry, ale skutki ich działania dalekie są od naszych oczekiwań. Nie potrafimy cofnąć zmian starczych, co najwyżej zbliżamy się ku ich zapobieganiu.

Czy więc opalanie musimy na zawsze wymazać z letniego planu zajęć? Wylegiwanie się na słońcu to nie tylko nabywanie opalenizny. Dla bardzo wielu ludzi to także ogromna przyjemność. To nieporównywany do niczego relaks, odpoczynek fizyczny i co ważniejsze - psychiczny. Słońce poprawia nam nastrój, dodaje sił psychicznych i radości życiu. Czy zatem musimy, chcemy i potrafimy z tego zupełnie zrezygnować z obawy o przedwcześnie postarzałą twarz? A może wystarczy w kontaktach ze słońcem zachować zdrowy umiar i respekt (wyrażający sie choćby stosowaniem kremów z filtrem), by móc w pełni cieszyć się latem?


O podobnych zagadnieniach przeczytasz w artykułach:
(04/96) JAK W OBCEJ SKÓRZE
(04/97) POWSTRZYMAĆ RAKA SKÓRY