Twoja wyszukiwarka

JANUSZ CZAPIŃSKI
NIEWDZIĘCZNE SPOŁECZEŃSTWO
Wiedza i Życie nr 8/1997
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 8/1997

W OKRESIE PRZEMIAN SPOŁECZNYCH CI, KTÓRYM DZIEJE SIĘ KRZYWDA, KRZYCZĄ GŁOŚNO I OBARCZAJĄ WŁADZĘ ODPOWIEDZIALNOŚCIĄ ZA WŁASNE NIEPOWODZENIA. BENEFICJENCI ZMIAN ZAŚ SPOŻYWAJĄ SMAKOWITE OWOCE SUKCESU W CISZY, BEZ SZAFOWANIA OKRZYKAMI WDZIĘCZNOŚCI.

Każde znane nam z historii ludzkości społeczeństwo okazywało się niewdzięczne wobec twórców radykalnych i masowych zmian politycznych, gospodarczych, religijnych oraz wszelkich innych naruszających warunki i reguły życia codziennego. Niezależnie od stopnia powodzenia, realizacji dowolnego zamysłu zawsze towarzyszą negatywne skutki uboczne, uciążliwe dla jakiejś grupy społecznej. Zanim większość zyska, ktoś - zazwyczaj także większość - musi stracić.

W pierwszym okresie zmian to właśnie koszty reform decydują o zbiorowej ocenie ich autorów. Nie zawsze, oczywiście, obywatele mogą wyrazić swoje niezadowolenie wobec twórców owych zmian, pokojowo pozbawiając ich władzy. Systemy autorytarne umożliwiają podtrzymanie reżimu i bez społecznej legitymacji. Ale w systemach demokratycznych niewdzięczność społeczeństwa wyraża się szybkim i bezkrwawym odsunięciem od rządów tych, którym przypisuje się odpowiedzialność za uciążliwości życia.

Doświadczenia młodych demokracji krajów postkomunistycznych układają się dokładnie w cykl detronizacji elit władzy w każdych kolejnych wyborach i to bez widocznego związku z dynamiką i powodzeniem reform wprowadzanych przez poszczególne siły polityczne. Twórcy zmiany społecznej są zawsze bardziej "postępowi" od reszty społeczeństwa. W kategoriach psychologicznych owa "postępowość" wyraża się gotowością do podejmowania większego ryzyka: polityk-reformator gra zazwyczaj nie na własny, lecz innych obywateli rachunek.

Przeciętny człowiek dąży do unikania strat. Zanim oswoi się z nowymi warunkami, większą wagę przywiązuje do potencjalnych lub realnych strat niż do możliwych oraz skonsumowanych już zysków. Konserwatyzm i ostrożność społeczeństwa są jednym ze źródeł jego niewdzięczności.

Drugim źródłem owej niewdzięczności jest prawo rządzące kondycją psychiczną człowieka zwaną dobrostanem psychicznym. Głosi ono, że szczęście zależy od nas, nieszczęście zaś od zewnętrznych okoliczności. I nie chodzi przy tym jedynie o zafałszowaną świadomość wynikającą z przyjętej postawy obronnej typu: sukces zawdzięczam sobie, za porażki natomiast odpowiedzialni są oni. Prawidłowość ta jest znacznie głębsza i niezależna od stanu świadomości. Badania dowodzą, że spadek dobrostanu psychicznego ma rzeczywiście przyczyny zewnętrzne, podczas gdy jego wzrost zazwyczaj nie wymaga takich impulsów. W świetle obecnej wiedzy psychologicznej prawdziwa wydaje się minimalistyczna teoria szczęścia, która zakłada, że dla radowania się życiem trzeba jedynie unikać nieszczęść. Z punktu widzenia polityki bardziej efektywną techniką manipulowania nastrojami społecznymi jest zapobieganie pogarszaniu się warunków życia niż działanie na rzecz ich poprawy, ta bowiem wymaga dużych, choćby przejściowych kosztów. Twórcom jej pamięta się bardziej owe koszty niż ostateczne korzyści. Dopiero kolejne pokolenia będą mogły tę niewdzięczną pamięć zbiorową zmienić. Ba, nawet pozytywnie zmitologizować, czego przykładem jest gloryfikacja niektórych polityków II Rzeczpospolitej przez młodych, urodzonych po wojnie Polaków, a więc nie doświadczonych osobiście skutkami ich decyzji.

TEORIA SPOŁECZNEJ NIEWDZIĘCZNOŚCI

Przyjrzyjmy się bliżej psychologicznym przesłankom niewdzięczności polskiego społeczeństwa wobec twórców reform z formacji solidarnościowej. Co oznaczała dla przeciętnego obywatela zmiana zwana "planem Balcerowicza"? Można ją opisać jako nową propozycję wyboru: przy stawce 10 wygrana wynosi 20, zamiast: przy stawce 1 wygrana wynosi 2. Sytuacja ta oznaczała zatem wzrost poziomu subiektywnego ryzyka: co prawda więcej można wygrać, ale też więcej można stracić i z reguły zmniejszoną gotowość do podjęcia decyzji: gram. By ograniczyć niechęć do nowej reguły, niezbędne więc było: zwiększenie pewności i bliskości wygranej lub ograniczenie znaczenia i wygranej, i przegranej (wszystko jedno czy przegram, czy wygram). Na początku twórcom zmiany udało się zyskać przychylność społeczeństwa przez przekonanie go, że rośnie nie tylko wysokość stawek, ale także prawdopodobieństwo wygranej. Pamiętamy też, że w 1989 roku terapia "szokowa" trwać miała od 6 miesięcy do roku. Rychło jednak okazało się, że na wygraną przyjdzie poczekać znacznie dłużej i że dla wielu ludzi szanse na nią są raczej znikome. Niemniej zasadniczo reforma powiodła się. We wskaźnikach makroekonomicznych zyski zaczęły przewyższać koszty już pod koniec 1992 roku.

Ci, którzy ponieśli wysokie koszty wprowadzanych po 1989 roku reform, opowiedzieli się przeciwko twórcom zmian

Fot. FORUM

Niektórzy obywatele od początku byli przygotowani do nowych reguł gry. Bardzo też szybko przybywało wygrywających. Polacy przechodzili przyspieszoną lekcję odpowiedzialności za własne losy i wielu z nich, zwłaszcza młodszych i lepiej wykształconych, w pełni z tej lekcji skorzystało. W 1993 roku globalny wzrost gospodarczy zaczął także przekładać się na poprawę materialnych warunków życia większości polskich rodzin.

Dlaczego zatem tak długo (co najmniej do wyborów parlamentarnych w 1993 r.) reakcja odrzucenia twórców reformy przeważała w postawach społecznych nad ich akceptacją? Dlaczego wybory parlamentarne, a później prezydenckie wygrali postkomuniści?

Różne dziedziny współczesnej wiedzy psychologicznej podsuwają nam odpowiedzi na tak postawione pytania. Z teorii szans (prospect theory) Daniela Kahnemana i Amosa Tversky'ego oraz z moich badań nad pozytywno-negatywną asymetrią, a ściślej nad efektem negatywności, wynika, że przegrani subiektywnie tracą więcej, niż wygrani zyskują, nawet jeśli wielkość przegranej - na przykład wyrażonej w pieniądzach - równa się wygranej. Zasadę tę potwierdza tzw. efekt endowment, który mówi, że ludzie domagają się wyższego ekwiwalentu za oddanie czegoś, niż skłonni są zapłacić za nabycie tego samego. To, co mamy, cenimy zazwyczaj bardziej od tego, co moglibyśmy mieć. Badania nad procesami atrybucji (wnioskowanie o przyczynach zdarzeń) pokazują, że generalnie ludzie bardziej zainteresowani są dociekaniem przyczyn porażek niż źródeł sukcesu oraz że są skłonni obarczać odpowiedzialnością za własne niepowodzenia głównie czynniki zewnętrzne, a genezy osiągnięć poszukują najczęściej w sobie.

Również z badań nad dobrostanem psychicznym wynika podobny wniosek: pogorszenie się warunków życia silniej determinuje zmianę kondycji psychicznej jednostki niż ich poprawa. Na przykład wzrost zarobków przydaje mniej zadowolenia z sytuacji materialnej, niż spadek ich ujmuje. Gdy ten wniosek uzupełnimy drugą tezą o prawidłowościach atrybucji, będziemy mogli sformułować podstawowe twierdzenia teorii niewdzięczności społeczeństwa.

Ci, którzy w procesie zmiany społecznej tracą, silniej ją odczuwają i w większym stopniu obarczają odpowiedzialnością za własne życie twórców zmiany niż ci, którzy są jej beneficjentami.

Negatywna reakcja przegranych jest zatem silniejsza i, nawet jeśli są mniej liczni od wygranych, ich głos brzmi mocniej, kiedy oceniają twórców zmiany społecznej. Ten efekt negatywności może znaleźć swój wyraz nie tylko w nastrojach społecznych i postawie wobec władzy, ale - w warunkach demokracji - także w pokojowej zmianie układu sił politycznych.

Jeśli społeczna ocena twórców zmiany może zostać wyrażona w demokratycznej procedurze wyborów, to im zmiana jest głębsza, tym większe jest prawdopodobieństwo odsunięcia jej twórców od władzy.

Fakt, że w świadomości społecznej jest się autorem przemian, nie oznacza jeszcze, że konsekwentnie realizuje się program reform. Ważna jest też dynamika i zakres zmian warunków życia obywateli w okresie sprawowania władzy przez daną ekipę. Chodzi bowiem o to, kogo ludzie czynią odpowiedzialnym za bieg wypadków, a nie o to, kto jest rzeczywistym ich autorem. Ci, którzy są właśnie przy władzy, mogą ratować się, zrzucając winę za niepowodzenia na opozycję, obiektywne okoliczności czy partnerów politycznych. Niekiedy to się udaje i oddala gniew ludu, ale należy do repertuaru socjotechnik, zwalczających naturalną niewdzięczność społeczeństwa. To jednak zupełnie inny problem.

DOWODY EMPIRYCZNE

Tak sformułowaną teorię niewdzięczności społecznej potwierdza bogaty materiał empiryczny zebrany w dwóch panelowych badaniach sondażowych, określonych wspólnym mianem - Polski Generalny Sondaż Jakości Życia (PGSJŻ)*. W 1996 roku zadano respondentom pytanie, od jakich czynników zależy poziom ich życia: "ode mnie", "od innych ludzi", "od władz" czy "od losu (opatrzności)". Badani mogli zgodzić się lub nie z każdym z tych twierdzeń niezależnie. Dlatego pogląd, że człowiek sam decyduje o poziomie swojego życia, nie wykluczał przypisywania także dużej odpowiedzialności władzom czy opatrzności. Najwięcej zwolenników miała opinia, że jakość, a więc powodzenie w życiu, zależy w dużym stopniu "od losu" (74%), na drugim miejscu, że od samego respondenta (71%), potem "od władz" (59%) i na końcu od "innych ludzi" (tylko 28%). Jedynie co dziesiąty Polak przypisał odpowiedzialność za poziom własnego życia wyłącznie samemu sobie. Reszta, niezależnie od tego, czy doceniała swój osobisty udział, czy też nie, doszukiwała się istotnych wpływów w czynnikach zewnętrznych. Do tej grupy należeli zwłaszcza ci, których warunki bytowe uległy między 1995 a 1996 rokiem pogorszeniu. Te zaś osoby, których dobrostan poprawił się, chętniej od innych brali odpowiedzialność za sytuację życiową, w jakiej się znaleźli.

Przedstawione wyniki badań generalnie dowodzą, że osoby, które tracą, są bardziej niż te, które zyskują, motywowane do poszukiwania przyczyn własnej sytuacji życiowej i częściej obarczają rząd za to, co ich spotyka. Rzadziej natomiast winią siebie. Oznacza to, że twórcy zmiany społecznej mają większą szansę narazić się opinii publicznej niż zyskać jej wdzięczność, nawet jeśli liczba beneficjentów autoryzowanej przez nich reformy przewyższałaby liczbę pokrzywdzonych.

Być może ludzie mają powody, aby "niesprawiedliwie" obarczać władze państwowe odpowiedzialnością za niedogodności życia. Być może też - jak głosi cebulowa teoria szczęścia - źródłem nieszczęścia jest sytuacja, źródłem zaś szczęścia sam podmiot. Być może wreszcie ludzie tracą poczucie zadowolenia, ponieważ spotkało ich coś złego, jednak - by je odzyskać - nie będą potrzebowali żadnych pozytywnych zdarzeń zewnętrznych.

W obu wspomnianych sondażach panelowych mierzono natężenie stresu życiowego, pytając respondentów o kilkadziesiąt spraw, od zdrowia poczynając, przez pracę, relacje z ludźmi i losowe przypadki, na sprawach związanych z mieszkaniem kończąc. Uwzględniając tylko te wydarzenia, które w oczywisty sposób można uznać za negatywne, obliczono wskaźnik zmiany natężenia stresu życiowego między 1993 a 1994 i między 1995 a 1996 rokiem. Badanie dotyczyło także zmienności subiektywnej oceny kondycji psychicznej w analogicznych okresach. Wyniki sondaży dowodzą, że zmianę dobrostanu silniej determinuje wzrost stresu niż jego spadek. I tak, poprawa sytuacji życiowej (spadek poziomu stresu) dawała niepredykcyjne wyniki, natomiast pogorszenie się jej zawsze pozwalało przewidzieć w istotnym statystycznie stopniu spadek dobrostanu psychicznego, nawet w tak odpornym na zmiany - wedle cebulowej teorii szczęścia - wymiarze, jak wola życia. Jednym słowem ludzie stają się mniej szczęśliwi dlatego, że przydarzyło im się coś złego, ale nie przybywa im szczęścia, gdy spotkało ich coś dobrego. Szczęśliwsi zostają sami z siebie.

Stres z natury swej jest negatywny i choć może być doświadczany jako zmiana korzystna, to jednak nie ma symetrii na przykład między złym doświadczeniem utraty pracy a "pozytywnym" - nietracenia jej przez już bezrobotnego. Spróbujmy zatem sięgnąć do bardziej symetrycznych miar zmiany sytuacji życiowej, w których pozytywne jest czymś więcej niż tylko brakiem negatywnego.

W badaniu z lat 1995-1996 pytaliśmy respondentów o wpływ zmiany systemu politycznego w 1989 roku na ich życie. Okazało się, że zauważalny wpływ negatywny (np. zubożenie) odbija się znacznie silniej na poziomie dobrostanu psychicznego niż spostrzegany wpływ pozytywny (np. założenie własnej firmy). Sugeruje to, że beneficjenci "planu Balcerowicza" znacznie słabiej docenili korzyści reformy niż pokrzywdzeni własne straty.

Innym symetrycznym miernikiem nowej sytuacji życiowej jest zmiana dochodów. I tu, podobnie jak we wspomnianej kwestii reformy systemowej, spadek dochodów realnych znacznie lepiej pozwala przewidzieć dynamikę wskaźników dobrostanu niż ich wzrost. Prawidłowość ta potwierdza się również w odniesieniu do subiektywnej opinii o zmianie materialnych warunków życia respondentów. Przekonanie o pogorszeniu się sytuacji materialnej lepiej pozwala przewidzieć zmianę w poziomie dobrostanu psychicznego niż jej poprawa. Warto jednak, przy okazji, zwrócić uwagę na jeszcze jeden fakt. Prawidłowość ta jest tym wyrazistsza, im silniej z poziomem zamożności związane są skale dobrostanu psychicznego. Zanika natomiast zupełnie w przypadku wskaźników określających najgłębszy poziom dobrostanu, czyli wolę życia. Ta bowiem - zgodnie z cebulową teorią szczęścia - powinna być całkowicie odporna na przypadłości losu, jako że jest ostatecznym, biologicznie uwarunkowanym źródłem odradzania się dobrostanu psychicznego na wszystkich innych poziomach. Jest wewnętrzną przyczyną szczęścia, likwidującą zewnętrznie wywołane nieszczęście. Nie powinna zatem podlegać koniunkturze życiowej.

Część naszych współobywateli wykorzystywała nowe możliwości działania, lecz odniesione sukcesy przypisała sobie

Rewolucjoniści i reformatorzy pragną - przyjmijmy łaskawie, że wszyscy i naprawdę - poprawić jakość życia ogółu. Niektórym się to udaje, czynią dobrze wedle powszechnie akceptowanych w danym społeczeństwie kryteriów dobra. Ale nawet ci twórczy autorzy zmiany społecznej nie powinni liczyć na wdzięczność współobywateli. Społeczeństwa są bowiem niewdzięczne. Nie przez złośliwość, nie z powodu braku rzetelnej wiedzy o intencjach, poczynaniach i planach reformatorów i nie z powodu jakichkolwiek iluzji podszytych politycznymi uprzedzeniami. Społeczna niewdzięczność wynika z twardych praw rządzących dynamiką dobrostanu psychicznego człowieka i sposobami nadawania znaczeń, a także przypisywania przyczyn doświadczeniom życiowym.

Społeczeństwa są niewdzięczne ze swej konserwatywnej natury i nigdy nie docenią w pierwszym pokoleniu zmian w regułach życia codziennego, nigdy nie nagrodzą twórców tych zmian. Ci, którym dzieje się krzywda - a każda zmiana naraża kogoś na koszty - krzyczą dużo głośniej i silniej obarczają władze odpowiedzialnością za własne niepowodzenia, niż beneficjenci zmian je popierają. Konsumpcja smakowitych owoców odbywa się w ciszy, bez szafowania okrzykami wdzięczności. O wizerunku twórców zmian decydują zatem ostatecznie niezadowoleni i jeśli ocena ta może przełożyć się na kartę wyborczą, władza reformatorów zostaje okrojona lub obalona bez względu na ich obiektywne sukcesy w rządzeniu. Ludziom można jedynie zepsuć samopoczucie, poprawę przypiszą - i słusznie - samym sobie.

*J. Czapiński i in., Polski Generalny Sondaż Jakości Życia 1993/1994.
Instytut Studiów Społecznych UW. J. Czapiński, Polski Generalny Sondaż Jakości Życia 1995/1996. Instytut Studiów Społecznych UW.

Prof. JANUSZ CZAPIŃSKI pracuje na Wydziale Psychologii i w Instytucie Studiów Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego.