Twoja wyszukiwarka

EWA KOŁODZIEJAK-NIECKUŁA
NISZCZYLIŚMY, NISZCZYMY I NISZCZYĆ BĘDZIEMY
Wiedza i Życie nr 9/1997
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 9/1997

Fot. Archiwum

Rio-5 - tak działacze World Wildlife Fund określili spotkanie przedstawicieli 173 państw, które odbyło się w czerwcu br. w Nowym Jorku. Pięć lat, które upłynęły od Szczytu Ziemi w Rio de Janeiro, niewiele zmieniło w zaawansowaniu działań mających poprawić stan ziemskiego środowiska. A nawet więcej, Szczyt Ziemi + 5, globalny bilans zysków i strat, którego próbowano dokonać podczas sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ wypadł ujemnie. Atmosfera spotkania daleka była od nadziei i entuzjazmu, jakie towarzyszyły sygnatariuszom Agendy 21 - dokumentu końcowego wypracowanego w Brazylii.

Stężenie gazów cieplarnianych w powietrzu stale rośnie, mimo deklaracji krajów wysoko rozwiniętych, że utrzymają ich emisję do końca tego stulecia na poziomie z roku 1990. Propozycja państw Unii Europejskiej, by do roku 2010 zmniejszyć zanieczyszczenie tymi gazami o 15% w stosunku do stanu z roku 1990, nie została podjęta przez USA. Może bardziej owocna będzie konferencja poświęcona tylko problemom ograniczenia emisji gazów cieplarnianych, zaplanowana na grudzień br. w Japonii?

Brak także postępu w rozwiązywaniu innych środowiskowych problemów, takich jak wycinanie lasów, pustynnienie, szybkie zmniejszanie się zasobów czystej wody i morskich ryb. Przedstawiciele Kanady popierani przez Unię Europejską postulowali zwołanie do 2000 roku specjalnej sesji poświęconej opracowaniu międzynarodowej konwencji chroniącej lasy. Rokrocznie 142 tys. km2 powierzchni naszej planety jest ogałacanych z drzew. Jednak rząd USA i niektóre grupy ekologiczne oponowały przeciwko takiemu rozwiązaniu, obawiając się, iż jego jedynym skutkiem będą inspekcje z agencji ONZ, osłabiające pozycję przemysłu drzewnego wobec konkurentów, którzy nie ratyfikują ustawy. Co więcej, jest bardzo prawdopodobne, że konwencja o ochronie lasów nie prowadziłaby do stworzenia odpowiednio efektywnych mechanizmów kontrolujących jej przestrzeganie.

Pomoc dla krajów Trzeciego Świata także zawiodła. W Nowym Jorku unikano finansowych zobowiązań, mimo że pięć lat wcześniej większość bogatych krajów zgodziła się przeznaczać na ten cel do 0.7% swego produktu narodowego. Pieniądze te miały służyć oczyszczeniu środowiska i przyspieszeniu rozwoju gospodarczego. Tymczasem pomoc zmniejszyła się z 0.35 do 0.27% produktu narodowego w 1995 roku.

Niewielkie kraje wyspiarskie apelowały o energiczne działania ograniczające zanieczyszczenia atmosfery. Skutki działania gazów cieplarnianych zagrażają ich istnieniu. Naukowcy przewidują, że w następnym stuleciu poziom wszechoceanu wzrośnie od 30 do 100 cm w wyniku ocieplania się klimatu i topnienia lodów polarnych. Niewielki wzrost poziomu Oceanu Indyjskiego odnotowano już w okolicach Malediwów. Mieszkańcy opuścili część atoli Mikronezji, leżącej na Pacyfiku. Słona woda zniszczyła uprawy taro na Nukuoro, głównej wyspie Mikronezji.

Spotkanie w Nowym Jorku ujawniło inercję liderów gospodarczych odpowiedzialnych za ponad połowę światowych zanieczyszczeń i pogłębiającą się przepaść pomiędzy krajami wysoko rozwiniętymi a Trzecim Światem. Natomiast idea "rozwoju zrównoważonego", godząca rozwój gospodarczy ze sprawiedliwością społeczną i ekologicznym bezpieczeństwem, pozostaje tylko pustą deklaracją.

O podobnych zagadnieniach przeczytasz w artykułach:
(04/97) W EFEKCIE NISZCZĄCEGO WPŁYWU CZŁOWIEKA NA WARSTWĘ OZONOWĄ ...