Twoja wyszukiwarka

BOGDAN MIŚ
WPUSZCZANIE W KANAŁ
Wiedza i Życie nr 9/1997
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 9/1997

INTERNET ZDOBYWA WCIĄŻ WIĘKSZĄ POPULARNOŚĆ; WŁAŚCIWIE NIE MA PO CO PODAWAĆ NA DOWÓD TEGO FAKTU JAKICHKOLWIEK STATYSTYK, JEST TO BOWIEM ISTNA LAWINA SETEK I TYSIĘCY PODŁĄCZANYCH KOMPUTERÓW, NOWYCH WITRYN, SERWISÓW, BAZ DANYCH... KAŻDA STATYSTYKA ZOSTANIE W CIĄGU KWARTAŁU UNIEWAŻNIONA PRZEZ RZECZYWISTOŚĆ.

No i zaczynają się kłopoty. Jakie - łatwo się domyśleć. Żeglowanie po tym oceanie informacji - w każdym razie: żeglowanie świadome i celowe - nastręcza coraz więcej trudności. Dotarcie do pożądanej informacji zaczyna pomału przypominać poszukiwanie igły w stogu siana; z drugiej strony, jeśli już trafimy na źródło upragnionej wiedzy, to może się ono okazać zbyt obfite, by z niego rozsądnie skorzystać. Powiedzmy, że poszukujemy informacji o trzęsieniach ziemi; wpisujemy do jakiejś przeszukiwarki słowo earthquake (aby wykonać sensowne przeszukiwanie, trzeba używać terminologii angielskiej) i w wyniku otrzymujemy... 500 adresów do najróżniejszych witryn. Nawiasem mówiąc, akurat 500 dlatego, że typowa przeglądarka tak właśnie ma ustawione ograniczenie liczby wskazywanych miejsc - po to właśnie, by nie było ich za dużo. Niegdyś usunąłem to ograniczenie podczas wyszukiwania i... musiałem je wstrzymać, liczba znalezionych źródeł przekroczyła bowiem wszelkie granice rozsądku.

O SZTUCE STAWIANIA PYTAŃ

Jaka jest na to rada? Po pierwsze, nauczyć się stawiania pytań. Rzadko kiedy potrzebna nam będzie informacja - dla przykładu - o trzęsieniach ziemi w ogóle. Raczej będziemy poszukiwać wiedzy o trzęsieniach z określonego regionu naszej planety, czy z określonego okresu, powiedzmy z pierwszej połowy naszego stulecia. Nauczmy się tedy stawiać właściwe pytania od razu, zawężanie bowiem pola poszukiwań "na piechotę" może być kłopotliwe; aby zaś pytanie było poprawnie postawione, powinno uwzględniać - dla wielu: niestety! - zasady logiki formalnej. Nie są one przesadnie skomplikowane, wystarczy dokładnie pojmować sens takich pojęć, jak koniunkcja (chodzi o właściwe użycie spójnika "i") czy alternatywa (spójnik "lub") zdań; ale kto to pamięta ze szkoły czy uczelni?

Serwis PointCast pokazuje informacje sieci CNN...

Zresztą i to może nie wystarczyć; w każdym razie taka perspektywa wydaje się rysować. Oczywiście, człowiek "logicznie uświadomiony" i poprawnie stawiający złożone pytania dotrze do poszukiwanej informacji wielokrotnie szybciej od laika i - co ważne! - uzyskane przezeń wiadomości będą daleko bardziej wiarygodne (dlaczego - to temat na odrębne rozważania...). Ale i on może mieć trudności; i w tym wypadku nie ma żadnej pewności, że znalezione źródło będzie miało sensowny rozmiar.

Jeśli zaś uwzględnimy w naszych przemyśleniach czynnik jakości transmisji i czasu jej trwania, sprawa skomplikuje się dodatkowo. Nie pomoże najszybszy komputer, choć jakość maszyny ma tu pewne znaczenie; nie da zbyt wiele również użycie szybkiego modemu, bo decyduje sieć telefoniczna i stopień jej zablokowania. A ten jest wciąż większy; najbardziej sensownie zorganizowane poszukiwania informacji, przeprowadzane przez biegle poruszającego się po Internecie wysoce kompetentnego fachowca - potrafią mimo wszystko trwać godzinami. Poza wszystkim, to kosztuje.

DROGA DO KANAŁU

Na szczęście - jest środek na te wszystkie problemy. Wprawdzie z gatunku tych, co to budzą u wielu uczucia ambiwalentne, ale w końcu zawsze jest "coś za coś". Z czegoś rezygnujemy, by coś zyskać; w tym wypadku rezygnujemy z pełnej swobody wyboru, mówiąc górnolotnie "ograniczamy swoją suwerenność intelektualną" w buszowaniu po Sieci - aby w zamian zyskać na łatwości i szybkości dostępu do informacji. Ten środek - to tak zwane "kanały informacyjne" i coś, co nosi nazwę "formatu CDF" (od: Channel Definition Format, format definicji kanału).

Pomysł nie jest taki zupełnie nowy; do tego stopnia, że nie umiem powiedzieć, kto nań wpadł jako pierwszy. Chyba jak sięgnę pamięcią w - niezbyt w końcu długie - dzieje światowej pajęczyny WWW, można było zamawiać określone serwisy informacyjne (a to właśnie jest w gruncie rzeczy istotą owego "kanału"). Ostatecznie, zapamiętanie na stałe (w postaci tzw. zakładki) adresu - na przykład gazety "The New York Times" czy "Rzeczypospolitej" - oznacza zapewnienie sobie dostępu do określonego serwisu informacyjnego. Oczywiście, dostaniemy w takim serwisie to tylko, co nam dostarczy jego redaktor; w tym sensie zatem "nie jesteśmy suwerenni intelektualnie".

Naciśnięcie "klawisza" Weather ukazuje mapę pogody; Point- Cast umoŻliwia wybór konkretnej mapy - nas interesowała oczywiście Europa

Następnym krokiem było powstanie w Internecie serwisów - nazwijmy je tak - "zbiorczych". Chyba najbardziej znanym z nich jest słynny PointCast,1 używany - podobno - przez co piątego internautę na świecie. Istotą tej z kolei usługi jest to, że wybierając - powiedzmy - wiadomości naukowo-techniczne, dostajemy je na ekran nie z pojedynczego źródła (np. z jednej gazety), ale z kilku czy kilkunastu. Nie muszę zatem wyszukiwać w Sieci witryny serwisu naukowego CNN, "Los Angeles Timesa", Reutera i co tam jeszcze jest do dyspozycji; po prostu, informuję PointCast, że chodzi mi o tę tematykę i on załatwia wszystko. Za pośrednictwem tego, bez przesady genialnego, programu (zresztą dostępnego w Sieci najzupełniej bezpłatnie, obecnie w wersji 2.0) mogę zamówić prognozy pogody, kursy giełdowe, wiadomości serwisowe z najrozmaitszych dziedzin i tak dalej. Co więcej, program ten sam automatycznie łączy się z Siecią (jeśli w tym momencie pracuję, na przykład piszę artykuł, to połączenie nastąpi "w tle", niedostrzegalnie) i ściąga najnowsze informacje, a także... aktualizuje sam siebie, tak więc raz zainstalowawszy go w komputerze mam bez żadnego kłopotu stale najnowszą wersję! Dalej, mogę ustawić komputer w ten sposób, że po określonym czasie bezczynności PointCast sam "wyrzuci na ekran" wszystkie wiadomości, w dodatku w niezwykle atrakcyjnej formie graficznej.

Istnieją również inne podobne usługi, może nie tak wyrafinowane i rozbudowane jak PointCast, ale także wielce użyteczne. Wymienię tu choćby bardzo lubiany przeze mnie Crayon, który niegdyś był zwykłą zabawką (można dzięki niemu zaprojektować bez trudu własną "gazetkę elektroniczną" i otrzymywać na ekranie dostęp do licznych źródeł, w tym np. komiksów czy felietonów znanych amerykańskich dziennikarzy), a obecnie jest wielce rozbudowanym serwisem dostawczym; albo serwis MSNBC, powstały dzięki współpracy słynnego Microsoftu z siecią telewizyjną NBC; albo działający podobnie jak Crayon serwis "My Excite"... Mógłbym tak kontynuować jeszcze przez dwie strony.

KANAŁ

W połowie marca tego roku do akcji wszedł mocnym uderzeniem Microsoft, zawiadamiając publicznie, że stworzył i skierował do zatwierdzenia przez World Wide Web Consortium (w skrócie: W3C, nieformalna rada Światowej Pajęczyny), pierwszy przemysłowy format dystrybucji informacji, ów wspomniany wyżej CDF.

Serwis "Crayon" był jednym z prekursorów techniki kanałowej. Tytuł i motto są tak samo wybierane przez uŻytkownika, jak "działy" tej elektronicznej gazety

Pomysł firmy polega na tym, by nadawca wiadomości sam wyposażał ją w coś, co matematyk nazwałby zapewne meta-informacją, czyli informacją o informacji. Tym czymś będzie właśnie plik CDF, czyli... zwykły plik tekstowy (rodzaj notatki, "metki" czy może "fiszki") obowiązkowo dołączany do owej wiadomości, a napisany w pewnym niezbyt skomplikowanym, ale ściśle sformalizowanym języku. W pliku tym nadawca określi przede wszystkim "kanał", do którego będzie ona przypisana (powiedzmy: nauka i technika, sport, rozrywka itp.). Dalej plik ten wskaże rodzaj informacji (np. artykuł, rysunek, mapa), terminy jej aktualizacji na zamówienie lub automatycznie, wiedzę o nadawcy i autorze, wiadomości o prawach autorskich, datę publikacji i jeszcze kilkadziesiąt innych danych - włącznie z informacją o wybranym znaku graficznym, który będzie symbolizował dany rodzaj informacji w moim komputerze.

Przeglądarki sieciowe - takie jak MS Internet Explorer czy Netscape Communicator - będą wyposażone w algorytmy, które odczytają owe "metki" czy też "fiszki" i tym samym pozwolą użytkownikowi na "zaprenumerowanie" wybranych kanałów, a w nich określonych typów wiadomości; po prostu, wskaże je komputerowi i na tym jego rola się skończy. Dostanie na ekranie wszystkie wiadomości przeznaczone dla danego kanału - pod warunkiem, że ów nadawca zastosuje się do norm CDF.

Technika ta będzie zaimplementowana w kolejnej, czwartej wersji Internet Explorera i z pewnością pojawi się w następnej wersji systemu Windows (nie jest pewne, czy będzie ona wprowadzona na rynek już w tym roku, ale w następnym prawie bez wątpienia).

INTERNET - MEDIUM COOL?

Dziś Internet przypomina przeogromną gazetę. Jest ona tak wielka, że zasiadając przed nią (to znaczy rozpoczynając sesję łączności z Siecią) nie możemy dojrzeć żadnego z jej "brzegów" - i w tym sensie metafora gazety jest trochę kulawa. Ale sposób korzystania z Internetu jest dziś niemal identyczny, jak z gazety: pewne materiały wybieramy, inne pomijamy... Powiedzmy: interesuje mnie w "Rzeczpospolitej" dział Nauka i Technika i od niego zaczynam lekturę, zupełnie natomiast nie obchodzi Sport, którego też wcale nie czytam. Dalej: do jednego autora mam większe zaufanie i zapoznaję się z jego opinią o bieżącej polityce, inne nazwisko zniechęca mnie do lektury natychmiast. To ja - czytelnik - panuję całkowicie nad sytuacją, oczywiście w granicach wyboru wstępnego, którego dokonałem, kupując w kiosku "Rzeczpospolitą", a nie - powiedzmy - "Życie". Ale i ten wybór wstępny jest moim wyborem. Jest to wybór w pewnym sensie równoległy czy płaski: mogę przerzucać się z miejsca na miejsce niemal dowolnie. Tak samo jest dziś z Internetem.

Strona tytułowa serwisu "My Excite", związanego z popularną usługą wyszukiwawczą. Również i tu można sobie wybrać "działy" ukazujące tytuły wiadomości na ekranie. Ten serwis zapewnia nam nawet (czy raczej: o zgrozo!) horoskop...

Gazeta i dzisiejszy Internet są tedy - w rozumieniu słynnej teorii Marshalla McLuhana2 - tak zwanymi mediami gorącymi; w odróżnieniu od telewizji, która jest klasycznym przykładem medium zimnego, z samej swej istoty narzucającego nam przekazywane treści spreparowane odpowiednio przez nadawcę. Telewizję oglądamy przecież szeregowo (jeśli ktoś woli: liniowo), program po programie - w takiej kolejności, jaką zaplanował nadawca. Nie możemy - oglądając powiedzmy program pierwszy telewizji - "przerzucić wzroku" o godzinie 19.30 na transmisję z koncertu (chyba, że mamy telewizor z systemem PIP, czyli z podglądem innego programu - ale to jeszcze droga rzadkość), bo o tej porze są "Wiadomości"; możemy co najwyżej użyć wyłącznika. Podobnie, oglądając owe "Wiadomości", dostajemy informację takimi porcjami i tak ułożoną, jak chciała redakcja; nasz udział w komunikowaniu jest absolutnie bierny.

Wprowadzenie do Internetu opisywanych tu kanałów zmienia sytuację użytkownika w sposób zasadniczy. Sieć staje się podobna do telewizji: rola nadawcy zwiększa się bardzo wyraźnie, przekaz ulega "mcluhanowskiemu oziębieniu". Oczywiście - teoretycznie wybór nam pozostaje: wcale nie musimy korzystać z kanałów wbudowanych w przeglądarkę, możemy poszukać informacji na własną rękę. Ale... będziemy musieli to umieć robić; korzystanie z kanałów natomiast nie będzie wymagało praktycznie żadnej umiejętności ani myślenia. A iluż również i z tych, którzy będą umieli - zechce z tej wiedzy skorzystać, jeśli fatyga będzie wyraźnie większa niż przy podjęciu decyzji o użyciu "gotowca" w postaci kanału?

Co z tego wszystkiego wyniknie - niebawem zobaczymy; myślę, że owo "niebawem" tłumaczy się dokładniej jako "za jakieś dwa lata". Przy całej kontrowersyjności rozwiązania "kanałowego" nie sądzę, by nie zdobyło ono wkrótce ogromnej popularności - i to mimo to, że korzystanie z formatu CDF bardzo skomplikuje życie samym nadawcom, którzy przecież będą mieli z "fiszkami" znacznie więcej pracy (nie chcę rozwijać zbytnio tego tematu, ale nie wydaje się na przykład możliwe tworzenie "fiszek" bez rozbudowania niezwykle potężnych i obszernych systemów baz danych). Komplikacje komplikacjami - a możliwość narzucenia innym swojej wizji świata czy choćby informacyjnego opanowania jakiegoś fragmentu rynku, będzie zapewne niezmiernie nęcąca. I wygra.

Grafika: Internet

1 PointCast może pracować jako samodzielny program lub jako "wtyczka" ("plug-in") do Netscape Navigatora, od wersji 3.0 poczynając. Można go ściągnąć za darmo, łącząc się z adresem:

www.pointcast.com. Twórcy serwisów internetowych mogą też kupić za ok. 1000 USD I-Server, oprogramowanie pozwalające tworzyć własną część Sieci PointCast.

2 McLuhan, (Herbert) Marshall (1911-1980), kanadyjski badacz mediów, którego słynne stwierdzenie iż "medium jest przekazem" stało się w pewnym sensie symbolem młodzieżowego buntu końca lat sześćdziesiątych. Urodził się w Edmonton, studiował na uniwersytetach Manitoba i Cambridge, wykładał potem na licznych uczelniach amerykańskich i kanadyjskich. Jego wielce kontrowersyjna teoria komunikowania (odrzucana na przykład zdecydowanie przez ortodoksyjny marksizm i w pewnym okresie "umieszczona na indeksie"), w której wprowadził ów słynny podział na media gorące i zimne, mówi m.in., że media elektroniczne - specjalnie telewizja - mają działanie społeczne daleko większe, niż wynika z przekazywanych przez nie treści. Ostrzega ona w szczególności przed wszechwładnym i złowieszczym wpływem na odbiorcę uniformizującej społeczeństwo telewizji. Aczkolwiek McLuhan twierdził, iż książka wkrótce zostanie wyparta z rynku przez media elektroniczne, to jednak sam napisał i wydał kilka znakomitych dzieł. Można tu wymienić przede wszystkim Understanding Media: The Extensions of Man (1964) i The Medium Is the Message: An Inventory of Effects (1967).