Twoja wyszukiwarka

MARZENNA NOWAKOWSKA
CYFROWY ZNAK WODNY
Wiedza i Życie nr 10/1997
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 10/1997

Czyżby koniec muzycznego piractwa, lekceważenia praw autorskich, rozgłośni nie płacących tantiem? W ciągu najbliższych kilku miesięcy przemysł muzyczny poddawać będzie surowym, niezależnym testom wiele technologii znakowania nagrań muzycznych, aby wreszcie zacząć egzekwować należne z praw autorskich udziały finansowe. Technika, która wyjdzie z testów zwycięsko, ma być od 1998 roku powszechnie wprowadzana do ochrony nagrań.

Projekt ten, nazwany Muse, zainicjowany został we wrześniu 1996 roku przez International Federation of the Phonographic Industry (IFPI) i zarząd generalny przemysłu fonograficznego Komisji Europejskiej. Projekt finansowany jest przez europejski program ESPRIT oraz takie firmy nagraniowe, jak BMG, EMI, PolyGram, Sony, Universal, Warner i Telstar.

IFPI poszukuje niezawodnej metody ukrycia zakodowanego zapisu w nagraniu muzycznym i na filmowej ścieżce dźwiękowej, aby w ten sposób kontrolować kopiowanie nagrań, monitorować ich obieg w Internecie oraz umożliwić właścicielom praw autorskich śledzenie losów ich prac w mediach.

IFPI chciałoby, aby wpisany w nagranie kod był niesłyszalny dla ludzkiego ucha, lecz zarazem na tyle mocny, by przetrwać proces konwersji pomiędzy sygnałami analogowym i cyfrowym, kompresję i transmisję. Poza tym zapis taki musiałby sprawnie funkcjonować z każdym nowym urządzeniem odtwarzająco-nagraniowym.

Już w latach sześćdziesiątych płyty zespołu The Beatles miały być zabezpieczone przed nielegalnym kopiowaniem

Fot. Internet

Skontaktowano się, m.in. przez ogłoszenie w "New Scientist", ze wszystkimi zespołami badawczymi pracującymi nad kodowaniem zapisów. IFPI prześle każdej poważnie traktującej wyzwanie grupie płytę CD z nagraną muzyką. W ciągu sześciu tygodni trzeba będzie płytę tę zaopatrzyć w proponowany system zabezpieczenia, a później przekazać ją IFPI wraz z potrzebnym oprogramowaniem lub urządzeniami do jego odtworzenia.

Następnie Netherlands Organization for Applied Scientific Research(TNO) spróbuje ów system zdekodować, stosując takie same środki, jakimi dysponują rozgłośnie, media, serwery Internetu i zwykli słuchacze. Aby zapobiec ewentualnym skargom miłośników hi-fi, że kodowany zapis niszczy jakość muzyki, TNO zatrudni do testowania zabezpieczonych nagrań specjalną grupę "złotouchych" ekspertów.

Chociaż IFPI nie zdradza szczegółów zgłoszonych projektów, ujawniają je sami uczestnicy konkursu. Thorn EMI Central Research Laboratory z Londynu opracowało system, który oczyszcza wąskie pasmo częstotliwości i wypełnia przerwę swoistym "znakiem wodnym". Zakodowany sygnał wprowadzany jest tylko wówczas, gdy na sąsiadujących częstotliwościach została zapisana dostateczna ilość dźwięku, by przerwę ukryć.

Recording Industry Association of America (RIAA) popiera z kolei projekt, w którym cyfrowy kod rozrzucony jest po całym dźwiękowym spektrum, co ma powodować, że kodowany zapis jest niesłyszalny, a jednocześnie trwały w cyfrowej obróbce.

Inna amerykańska firma, Aris Technology, proponuje system, który wyszukuje w nagraniu regularnie występujące grzbiety i doliny fal akustycznych, a wtedy dołącza do nagrania ich kopie, które niosą w sobie zakodowane zera i jedynki.

Marzenie przemysłu muzycznego o "znaku wodnym" miało się ziścić już w latach sześćdziesiątych, kiedy to firma Apple chciała go umieścić na płytach zespołu The Beatles. Nic z tego nie wyszło, ponieważ zabezpieczenie przed nielegalnym kopiowaniem musiało przecież współdziałać ze wszystkimi urządzeniami odtwarzającymi i kopiującymi. A już wtedy miliony ich wymagałyby zmodyfikowania

"New Scientist", 2089/1997