Twoja wyszukiwarka

JOANNA NURKOWSKA
NIE MA WYMÓWEK
Wiedza i Życie nr 10/1997
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 10/1997

Nikogo już chyba dziś nie trzeba przekonywać o zbawiennym wpływie ćwiczeń fizycznych na nasze zdrowie. Coraz częściej zaleca się je nie tylko osobom w pełni sprawnym (dla zachowania kondycji i figury), ale i cierpiącym na rozmaite schorzenia. Nie każdy chory może jednak oddawać się ćwiczeniom; wysiłek fizyczny bywa zakazywany, na przykład, przy zastoinowej niewydolności serca czy osobom poddawanym chemioterapii (po serii zabiegów) z obawy, aby nie pogorszyły ich stanu.

Tymczasem dwie niezależne grupy badaczy wykazały, że takie postępowanie nie jest słuszne. Jazda na stacjonarnym rowerze czy spacer może wyraźnie zwiększyć żywotność, wzmóc siły życiowe, zapobiec zmęczeniu i zwiększyć zdolność mięśni do przenoszenia tlenu u takich pacjentów. Wyniki te powinny zatem gruntownie zmienić sposób ich rehabilitacji.

Ponad 70% pacjentów chorych na raka uskarża się na ogromny spadek sił i energii wywołany nie tylko chorobą, ale i intensywnym leczeniem. Większość programów rehabilitacyjnych ukierunkowana jest na rozwiązywanie doraźnych problemów wynikających z prowadzonej terapii, na przykład na przywrócenie prawidłowej pracy rąk po amputacji piersi itp. Nie stosuje
się natomiast ćwiczeń mających usprawnić cały organizm.

Grupa specjalistów z Uniwersyteckiego Centrum Medycznego we Freiburgu (Niemcy), zajmujących się rehabilitacją i medycyną sportową, podjęła taką próbę. Wybrano 32 osoby po leczeniu metodami chemioterapii, którym stan fizyczny pozwalał maszerować po mechanicznej bieżni z prędkością 6 km/h. Połowę z tej grupy poddano ćwiczeniom fizycznym, druga część stanowiła grupę kontrolną.

Fot. Archiwum

Po 7 tygodniach ćwiczeń sprawdzono postępy: pacjenci z grupy niećwiczącej wzmocnili się na tyle, by maszerować z prędkością 7 km/h, natomiast osoby zażywające ruchu osiągały 8 km/h. Ponadto wzrosło u nich stężenie hemoglobiny we krwi świadczące o wzroście zdolności przenoszenia tlenu. Zdaniem specjalistów, wniosek może być tylko jeden - trzeba ćwiczyć.

Drugie badanie objęło osoby, których wydolność serca spadła do 1/3. Dotychczas uznawano, że fizyczna rehabilitacja takich pacjentów jest zbyt ryzykowna, gdyż ich uszkodzony i słaby mięsień sercowy ma zbyt cienkie ściany. Co więcej, badania kanadyjskie z 1988 roku (metodą ultrasonografii) wykazały, że ćwiczenia fizyczne mogą wręcz zniszczyć serce.

Tym razem zastosowano bardziej precyzyjny sposób - MRI (magnetic resonanse imaging), czyli obrazowanie metodą magnetycznego rezonansu jądrowego. Badaniami objęto 25 chorych, których znów podzielono na dwie grupy: ćwiczących i nie. Po 2 miesiącach codziennych spacerów i regularnych 45-minutowych ćwiczeń na stacjonarnym rowerze zbadano grubość ścian ich serc za pomocą MRI. Nie tylko nie dostrzeżono jakichkolwiek oznak ich zniszczenia, ale stwierdzono także 26-procentowy wzrost zdolności do ćwiczeń przy braku poprawy w grupie kontrolnej. Taki rezultat daje tym ludziom szansę na prowadzenie w miarę normalnego życia, a nie skazuje ich na przykucie do łóżka.

Jeszcze inne badanie przeprowadzone przez naukowców z Uniwersytetu w Tromsø (Norwegia) wykazało, że u regularnie ćwiczących ryzyko rozwoju raka piersi spada o 72% (badano 20 624 kobiety).

Zdaniem naukowców oceniających te badania, wyniki są niepodważalne, a wniosek może być tylko jeden - nic nie zwalnia nas od regularnego zażywania ruchu.

"Science News" nr 18/1997