Twoja wyszukiwarka

ANDRZEJ GORZYM
POTOP 97
Wiedza i Życie nr 10/1997
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 10/1997

Fot. Państwowe Przedsiębiorstwo Geodezyjno-Kartograficzne

To musiało się kiedyś zdarzyć i może się powtórzyć w każdej chwili. Tak jak każdy żywioł natury. Gdy w ciągu doby spada z nieba miesięczna porcja deszczu, powódź jest nieuchronna. Jedyne, co można wtedy zrobić, to starać się ją przewidzieć i zminimalizować skutki. Ale do tego nie wystarczą zaklęcia, powinniśmy mieć sprawny system zapór, zbiorników i obwałowań. By go zbudować, potrzeba perspektywy
planowania dłuższej niż kadencja sejmu, konsekwencji i wysiłku kilku pokoleń. Tego właśnie nam brakuje bardziej niż pieniędzy, ponieważ koszty usuwania skutków powodzi są większe niż
zbudowanie odpowiedniej infrastruktury.

Dziś, gdy opadły już wody, a dużo później po nich emocje związane z szukaniem winnych zaistniałej sytuacji, wracamy do lipcowej katastrofy. Nie po to, by komukolwiek cokolwiek wypominać, lecz by uzmysłowić nam wszystkim, że powinniśmy być przygotowani na taki kataklizm. Ta powódź, jak wynika z zachowanych zapisów historycznych, była najprawdopodobniej największą w dorzeczu Odry w minionym tysiącleciu. Geolodzy jednak twierdzą, na podstawie badań osadów, że w odleglejszych czasach zdarzały się tam bardziej katastrofalne. Czy musimy więc czekać aż natura znowu da nam pretekst, by po raz kolejny powiedzieć: mądry Polak po... wodzie?

Słubice 30 lipca 1997 r. Kolor niebieski-tereny zalane kolor czerwony-tereny podmokłe.

Źródło: Departament Stanu USA.

54 osoby straciły życie
671 195 ha zalanych gruntów
162 500 ewakuowanych osób
1500 rodzin utraciło dach nad głową
3080 km zalanych dróg
490 mostów wyłączonych z ruchu
2000 km torów zamkniętych dla ruchu

zniszczonych lub uszkodzonych:

279 kolejowych obiektów inżynieryjnych
808 km wałów na Odrze i jej dopływach
307 km na Wiśle i jej dopływach