Twoja wyszukiwarka

JOANNA NURKOWSKA MAGDALENA KAWALEC
WODNE EPIDEMIE
Wiedza i Życie nr 10/1997
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 10/1997

PO POWODZI MOŻNA SPODZIEWAĆ SIĘ NA PEWNO WIĘKSZEJ LICZBY ZATRUĆ POKARMOWYCH. NIE GROŻĄ NAM NATOMIAST EPIDEMIE CHORÓB OD DAWNA W POLSCE NIE WYSTĘPUJĄCYCH, NA PRZYKŁAD CHOLERY.

Medyczne konsekwencje powodzi ujawniają się zazwyczaj z pewnym opóźnieniem, gdy żywioł już ustąpił. Jednak w naszej strefie klimatycznej, jak świadczą choćby doświadczenia niemieckie sprzed dwóch lat, przynajmniej pod tym względem nic tragicznego się nie dzieje. Skala popowodziowych epidemii zależy przede wszystkim od tego, jakie zarazki chorobotwórcze występują na zalanym terenie, a dopiero potem od czynników klimatycznych, geograficznych, warunków sanitarnych i opieki medycznej.

W Polsce większość najgroźniejszych patogenów została pokonana i sytuacja epidemiczna nie wymyka się, jak dotąd, spod kontroli. Nie jesteśmy też krajem tropikalnym, w którym bardzo powszechne są choroby wywoływane przez pasożyty obecne w tym środowisku. Niemniej jednak i u nas występują różne drobnoustroje chorobotwórcze. W normalnych warunkach ich agresywność powstrzymują siły obronne naszego organizmu wzmocnione działaniem szczepionek, a także odpowiednią higieną.

Fot. PAP/CAF

Powódź zaburza jednak równowagę ukształtowaną między patogenami i ich ofiarami. Niszczy sieć kanalizacyjną, zalewa szamba, wysypiska śmieci, cmentarze, oczyszczalnie ścieków itp. i rozprowadza uwięzione tam drobnoustroje po całym zalanym obszarze. Wraz z wodą docierają do magazynów sklepowych, gdzie zakażają zgromadzoną żywność. Co gorsza, ta sama woda niszczy również sieć wodociągową, brakuje więc nie skażonej bakteriologicznie wody do picia i mycia. Okoliczności te stwarzają duże zagrożenie dla zdrowia powodzian.

Wszystkie epidemie towarzyszące powodziom przenoszą się przez zakażoną wodę i żywność. Skoro jednak bakterie nie powstają, jak niegdyś sądzono, z zepsutego mięsa, ale się rozmnażają, zatem nie może zaistnieć epidemia choroby, którą już wcześniej z naszego kraju wyeliminowano. Dlatego nie trzeba obawiać się w Polsce epidemii cholery - ostatnie zachorowania notowano w latach dwudziestych naszego wieku (przypadki z lat 1982 i 1992 były spowodowane "przywleczeniem" tej choroby z Indii). Trochę inaczej przedstawia się problem duru brzusznego. Ta, częsta jeszcze w latach powojennych, choroba przestała być w Polsce istotnym zagrożeniem. Mimo to zarejestrowanych jest u nas 1100 nosicieli duru brzusznego i 200 duru rzekomego, a liczba rzeczywistych nosicieli jest zapewne większa. Prawdopodobieństwo wybuchu epidemii tej choroby wydaje się jednak niewielkie.

Znacznie poważniejsze i bardziej realne jest natomiast niebezpieczeństwo masowych zatruć pokarmowych, zwłaszcza wywołanych przez salmonelle, zachorowań na czerwonkę, zapalenie wątroby typu A (zwane potocznie żółtaczką pokarmową). W trakcie i wkrótce po powodzi częste są również infekcje skóry, nieżyty układu pokarmowego i górnych dróg oddechowych. Skóra w bardzo wilgotnej atmosferze jest podatna na uszkodzenia i zakażenia, np. gronkowcami lub paciorkowcami. Przy obniżonej odporności organizmu łatwo także o zakażenia zazwyczaj niegroźnymi drobnoustrojami, jak choćby pałeczkami jelitowymi Escherichia sp.

Fot. PAP/CAF

Podobnie jest z górnymi drogami oddechowymi. U powodzian są one często podrażnione, co wynika z wilgotności powietrza, unoszącego się fetoru oraz stosowania bardzo dużej ilości środków dezynfekcyjnych i czyszczących. Tak zmienione nabłonki to idealne miejsce do kolonizacji przez bakterie, stąd częste anginy, nieżyty dróg oddechowych i inne.

W czasie powodzi i po jej ustąpieniu na niektórych terenach obserwuje się inwazje szczurów. Od gryzoni tych można zakazić się leptospirozą. Ostatnia epidemia tej choroby miała miejsce w województwie wrocławskim w 1971 roku, właśnie po powodzi.

Powódź niesie ze sobą jeszcze inne zagrożenie dla zdrowia - ogromny stres, który może się okazać najgroźniejszym, bo nie docenianym, zabójcą. Nie chodzi tylko o większą liczbę zawałów serca czy wylewów krwi do mózgu notowanych wśród powodzian. Pod wpływem silnego stresu spada gwałtownie odporność i stajemy się podatni na zakażenia, z którymi w innej sytuacji nasz organizm radzi sobie bez trudu.

Fot. FORUM

Co robić, by ustrzec się epidemii chorób zakaźnych? Jednym z narzucających się pomysłów są szczepienia powodzian. Wszystkie autorytety medyczne zalecają jednak ostrożność i ograniczenie takiej akcji do osób najbardziej narażonych na infekcje. Wyjątkiem jest szczepienie przeciw tężcowi - zalecane jednak osobom, które były szczepione nie wcześniej niż przed 5-7 laty.

Wątpliwy jest natomiast sens szczepień przeciwko durowi brzusznemu. Szczepionka ma niską, bo około 80-procentową skuteczność, nie można jej podawać ludziom powyżej sześćdziesiątego i dzieciom do piątego roku życia (czyli grupie o najsłabszej naturalnej odporności), a do uzyskania odporności musimy zostać zaszczepieni dwukrotnie, w tym po czterech tygodniach od pierwszego szczepienia (dla przedłużenia okresu uodpornienia również i rok później). Jednorazowy zastrzyk daje najczęściej słabą ochronę, a powstające przeciwciała nie są w stanie ochronić organizmu przed dużą dawką zakażającą. Nie należy również lekceważyć silnych reakcji poszczepiennych (ból, obrzęk i zaczerwienienie w miejscu wstrzyknięcia oraz bóle głowy i gorączka) oraz możliwości częściowego osłabienia mechanizmów odpornościowych w pierwszym okresie po szczepieniu. W 1975 roku szczepienia przeciw durowi brzusznemu wycofano z kalendarza szczepień obowiązkowych i obecnie jest ono zalecane, jeśli zadecyduje o tym wojewódzki inspektor sanitarny.

Podobnie jest ze szczepieniami przeciw wirusowemu zapaleniu wątroby typu A. By uzyskać odporność, trzeba się zaszczepić dwukrotnie (drugi raz po 2-4 tygodniach), a ryzyko reakcji poszczepiennych jest wysokie. Ponadto szczepionka jest całkowicie nieskuteczna, jeśli już doszło do zakażenia i trwa okres wylęgania choroby (15 do 50 dni).

Żadnego uzasadnienia biologicznego ani epidemiologicznego nie ma szczepienie osób, które przyjeżdżają czy wracają z terenów objętych powodzią. Jeśli już są zakażone, chorować będą w dobrych warunkach, jeśli nie - to poza terenem powodziowym praktycznie nic im nie zagraża.

Najlepszą ochroną jest więc nie szczepionka, a zachowanie higieny, przede wszystkim spożywanie nie zakażonych pokarmów i wody. Jeszcze kilka lat temu zdani byliśmy na beczkowozy dowożące wodę, obecnie dostarczana jest ona w butelkach, o zagwarantowanej czystości.

Więcej uwagi i ostrożności wymaga natomiast żywność, szczególnie pochodząca z niewiadomego źródła. Niebezpieczne bywają małe magazyny i sklepiki. Dla zrujnowanego powodzią właściciela zbyt dużą pokusą może być sprzedanie przesuszonych i umytych zapasów. Skutki zdrowotne takiego postępowania bywają bardzo poważne. Oto dwa przykłady: powódź w 1970 roku w Sierpcu wywołała 22 zachorowania na dur brzuszny, podczas gdy konsekwencją zalania ściekiem magazynu sklepowego w Kraśniku było aż 167 przypadków tej choroby. Zalanie całego miasta okazało się pod tym względem mniej groźne od zakażenia żywności w tylko jednym sklepie.

Miejmy nadzieję, że w przypadku ostatniej powodzi zdrowy rozsądek i kompetencje służb medycznych nie dopuszczą do kolejnego nieszczęścia, jakim byłaby epidemia na zalanych terenach.

Mgr MAGDALENA KAWALEC pracuje w Zakładzie Mikrobiologii Molekularnej Centralnego Laboratorium Surowic i Szczepionek w Warszawie.

O podobnych zagadnieniach przeczytasz w artykułach:
(10/97) POTOP'97
(10/97) POWÓDŹ TYSIĄCLECIA?
(10/97) WIELKA WODA, MATEMATYKA I KOMPUTERY
(10/97) PRAWDZIWA <>