Twoja wyszukiwarka

BOGDAN MIŚ
ICQ, CZYLI WSZYSTKO W JEDNYM
Wiedza i Życie nr 10/1997
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 10/1997

Jeszcze niedawno temu - ze dwa lata ledwie - internauci tworzyli elitarną grupę. Korzystanie z Sieci w trybie tekstowym wymagało takich środków technicznych i programowych, których same nazwy budziły szacunek u laików. Anonimowe FTP, używanie telnetu, maszyna juniksowa, programy pine czy tar... Użycie któregokolwiek z tych zwrotów w towarzystwie zapewniało sukces; jakże wówczas łatwo było zarobić na miano komputerowego guru - ze wszelkimi miłymi tego konsekwencjami, w postaci na przykład damskiego zachwycenia!

Jak mówi klasyczny żart, to se ne wrati. Przeglądarki graficzne - najpierw Mosaic (kto ją pamięta?), potem Netscape i Microsoft Explorer - zmieniły sytuację całkowicie. Wskazywanie kursorem myszki na ekranie różnych przycisków, które zastąpiło mozolne wstukiwanie z klawiatury niezrozumiałych nazw poleceń; dostęp najpierw do ogromnych zasobów obrazów, potem zaś i dźwięku, odczytywanie informacji z animowanych filmów, uczyniło korzystanie z Internetu niezwykle atrakcyjnym, a jednocześnie bardzo łatwym. Dziś jest to zadanie banalne dla ucznia szkoły podstawowej, i to wcale nie wyższych klas.

I jednocześnie - mimo że owe przeglądarki graficzne dają swoim użytkownikom ogromne możliwości - korzystanie z Sieci uległo w dużym stopniu sprymitywizowaniu. Ot, siedzi się zazwyczaj godzinami przed ekranem i przeskakuje ze strony na stronę, dobrze jeśli od czasu do czasu drukując czy zachowując na dysku uzyskaną informację. Korzysta się - ale już znacznie rzadziej - z dobrodziejstw poczty elektronicznej; niekiedy zagląda do grup dyskusyjnych (to "niekiedy" akurat dobrze rozumiem, bo poziom intelektualny tych grup, zwłaszcza o charakterze ogólnym, jest zazwyczaj przeraźliwy: coś tam bredzą jacyś oszaleli fundamentaliści religijni wszystkich wyznań, erotomani i maniacy, wymyślając sobie nawzajem językiem wozaków)... A tymczasem tyle jest jeszcze możliwości inteligentnego i pożytecznego korzystania z Internetu!

Tyle że o nich na ogół nie wiemy lub nie umiemy z nich skorzystać. Dlatego cieszę się, że mogę zarekomendować program, który - po pierwsze - jest prawdziwym kombajnem, pozwalającym na bardzo łatwe korzystanie z mniej popularnych technik sieciowych, po drugie zaś nie wymaga żadnych nakładów finansowych. Jest dostępny za darmo, jako tzw. freeware.

Ów program nosi nieco tajemniczo brzmiącą nazwę ICQ, a jego producentem jest mało dotychczas znana firma Mirabilis LTD. Zapewnia on swemu użytkownikowi stałą łączność z Siecią w tle, czyli bez przerywania pracy innych programów; jest to oczywiście szczególnie wygodne wówczas, gdy mamy stały dostęp do Internetu, bowiem nasza sieć lokalna jest doń podłączona łączem sztywnym. Jednakże i korzystający z łączności modemowej będą mieli z ICQ wiele pożytku.

Co jednak właściwie robi ów ICQ? Ogólnie mówiąc: zarządza sposobem naszej łączności z innymi. Po instalacji żąda on od użytkownika wypełnienia krótkiej ankiety, celem zarejestrowania się na specjalnym firmowym komputerze (głównym serwerze systemu). Łączy się to z przyznaniem zarejestrowanemu tzw. numeru UIN (User Identification Number), który staje się jakby naszym hasłem rozpoznawczym. Autorzy systemu zalecają, by numer UIN umieszczać nawet na wizytówkach, bowiem jest on "na całe życie", a znajomość jego pozwala korzystać z dobrodziejstw ICQ zainstalowanego na dowolnym komputerze w dowolnym miejscu kuli ziemskiej. Co więcej, znajomość czyjegoś numeru UIN pozwala niezwykle łatwo odnaleźć go w Sieci i nawiązać z nim kontakt.

Po wspomnianym zarejestrowaniu się w systemie na ekranie zobaczymy charakterystyczne okienko i musimy sporządzić własną listę kontaktów, czyli coś w rodzaju książki telefonicznej. Wprowadzimy do niej znajomych na jeden z kilku sposobów: albo podając adres e-mail, albo imię i nazwisko, albo właśnie numer UIN. I teraz ICQ szybko i sprawnie (sprawdziłem!) stwierdzi, kto z naszych znajomych jest akurat podłączony do Sieci i powie nam o tym, wyświetlając w okienku jego ksywkę (nickname, pseudonim internetowy) kolorem niebieskim. Jeśli dana osoba jest już znana systemowi (ma nadany numer UIN), a nie jest w danym momencie dostępna - jej ksywka będzie także widoczna, ale w kolorze czerwonym. Mały znak graficzny przy niej poinformuje nas o życzeniach danej osoby: na przykład, że teraz jest zajęta i nie chce żadnych komunikatów, albo że wyszła...

Wreszcie, jeśli nasz znajomy nie zarejestrował się jeszcze (ale poinformowaliśmy system o jego istnieniu i podaliśmy jego adres e-mail), to zostanie on wpisany na odrębną listę przyszłych połączeń; kiedykolwiek owa osoba zarejestruje się w systemie, ten natychmiast poinformuje nas o tym specjalnym komunikatem i samoczynnie zestawi odpowiednie połączenie. Co więcej, mamy możliwość łatwego - dosłownie, jednym kliknięciem klawisza - przesłania tej osobie... całego naszego programu ICQ, co umożliwi jej skorzystanie z niego natychmiast.

Co jesteśmy w stanie zaproponować każdemu z naszych widocznych na liście znajomych? Po pierwsze, możemy wysłać do niego krótki (do 256 znaków) komunikat. Jeśli owa osoba pracuje akurat w Sieci, to zobaczy natychmiast na ekranie pulsujący znak graficzny (ewentualnie usłyszy sygnał dźwiękowy - to już zależy od ustawień konfiguracyjnych, czyli upodobań użytkownika, o których musi oczywiście poinformować system) i będzie mogła odczytać przesłanie lub, na przykład, automatycznie odpowiedzieć: jestem zajęty. Oczywiście, odpowiedź może być dowolna. Jeśli nasz znajomy nie jest w momencie wysłania komunikatu obecny - też nie szkodzi: komunikat zostanie zapisany przez system na serwerze, który automatycznie prześle go do celu, gdy tylko znajomy uruchomi swój komputer.

Następnie, możemy zaproponować naszemu znajomemu chat, czyli pogawędkę. Jeśli zgodzi się na to - na ekranie pojawi się nowe okno, podzielone na dwie części. W jednej ukazują się teraz teksty pisane przez nas, w drugim przez wywołanego; i tak sobie pisząc rozmawiamy (możemy pisać jednocześnie, niekoniecznie na zmianę). Co więcej, można przywołać do rozmowy dalsze osoby, czyli odbyć swego rodzaju konferencję. Oczywiście, tu już nie ma ograniczeń długości tekstu. I znów: jeśli odbiorcy nie ma "na linii", to stosowne przywołanie pojawi się na jego ekranie wówczas, gdy tylko włączy komputer, nad tym już czuwa system...

Dalej, "spod" ICQ wysyłamy i odbieramy zwykłą pocztę elektroniczną. Możemy także za jego pośrednictwem przekazywać pliki (przy czym jest to transfer znacznie szybszy od "klasycznego" wysyłania plików jako załączników do listu elektronicznego) lub "podpiąć" pod system dowolny program komunikacyjny (np. program przekazywania obrazów, telefon internetowy, wideokonferencję) i łączyć się zupełnie tak samo, jak to opisałem wyżej. Korzystając akurat z przeglądarki i znalazłszy ciekawe miejsce w Internecie, jesteśmy
w stanie wysłać jego adres przyjacielowi (lub ich grupie) jednym ruchem...

Mamy też bardzo wygodne możliwości sterowania naszą obecnością w Sieci (a raczej informacją o tej obecności). Możemy, na przykład, całkowicie zakazać systemowi przekazywania nam przesłań (ustawiając tryb pracy, zwany DND - Do Not Disturb, nie przeszkadzaj), ukryć się za komunikatem wyszedłem (standardowo, gdy rzeczywiście odeszliśmy od komputera i zdążył się na nim samoczynnie włączyć wygaszacz ekranu, system sam nadaje taki komunikat) lub udawać, że nas nie ma albo jesteśmy zajęci - a jednak odbierać korespondencję; możliwości jest mnóstwo, wszystkie przemyślane i bardzo łatwe do wykorzystania.

I teraz najważniejsze: skąd wziąć ten program? Ja sam znalazłem go na płycie CD-ROM, dołączonej do sierpniowego numeru nowego internetowego polskiego magazynu "WWW". Ale jest też do ściągnięcia z witryny http://mirabilis.com.