Twoja wyszukiwarka

NATALIA SZCZUCKA-KUBISZ
W POSZUKIWANIU NOWEJ OJCZYZNY
Wiedza i Życie nr 10/1997
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 10/1997

LICZBA UCHODŹCÓW NA ŚWIECIE STALE WZRASTA. ABY ZWRÓCIĆ UWAGĘ NA TEN DRAMATYCZNY PROBLEM, MAJĄCY WYMIAR SPOŁECZNY I HUMANITARNY, CO ROKU WIĘKSZOŚĆ KRAJÓW ŚWIATA NALEŻĄCYCH DO ONZ OBCHODZI DZIEŃ UCHODŹCY; W POLSCE JEST TO 7 PAŹDZIERNIKA.

Bogate państwa coraz szczelniej zamykają granice przed osobami z krajów Trzeciego Świata. Obawiają się imigrantów, którzy na Zachodzie poszukują lepszej pracy i lepszego życia. Bramy powinny jednak zostać uchylone, przynajmniej dla uchodźców, którzy muszą uciekać, by ratować życie.

Każdego dnia ludzie podejmują dramatyczne decyzje o opuszczeniu domów, bliskich i swoich krajów. Niewielu z nich może sobie pozwolić na ucieczkę samolotem, większość wybiera się w drogę pieszo, zmierzając ku najbliższej granicy. Uciekają przed wojną lub przed prześladowaniami, obawiając się, iż zostaną uwięzieni, będą torturowani lub straceni. Ich obawy wypływają z cierpień już doznanych, autentycznego zagrożenia lub doświadczeń przyjaciół i sąsiadów.

Ludzie uciekają z krajów, gdzie łamane są prawa człowieka. Władze niektórych państw używają przemocy, inne ją tolerują lub nie są w stanie jej przeciwdziałać. Według szacunków Amnesty International na świecie jest obecnie 15 mln uchodźców. Dalsze 25 do 30 mln ludzi przemieściło się wewnątrz swych krajów. Zostali zmuszeni do opuszczenia domów, uciekają z terenów objętych wojną na obszary, gdzie mogą czuć się bardziej bezpieczni, jednak w dalszym ciągu pozostają w kraju swojego pochodzenia - są to uchodźcy wewnętrzni.

OD CZEGO UCIEKAJĄ?

W latach dziewięćdziesiątych Europa była świadkiem największej katastrofy od lat czterdziestych naszego wieku. Rozpadła się Jugosławia - codziennością stało się wypędzanie ludzi z ich domów, masowe mordy oraz gwałty. W samej Bośni i Hercegowinie ponad połowa ludności musiała opuścić miejsca, w których żyła, około 1.3 mln osób stało się uchodźcami wewnętrznymi. Ponad milion uchodźców bośniackich udało się do innych republik byłej Jugosławii. Wielu z nich próbowało wyjechać do innego kraju, nie mogli jednak sprostać wymaganiom wizowym, zaostrzonym przez wszystkie kraje europejskie natychmiast po wybuchu wojny. Większość spośród 600 tys. uchodźców, którzy dotarli do zachodniej Europy, otrzymała jedynie "ochronę czasową". Nie stosuje się wobec nich normalnej procedury, dzięki której można byłoby określić, czy potrzebują ochrony jako uchodźcy w rozumieniu Konwencji Genewskiej.

W 1950 roku wojska chińskie zajęły Tybet. Od tego czasu Tybetańczycy poddawani są ciągłym represjom, przede wszystkim na tle narodowościowym i religijnym. Tysiące z nich uciekło do Indii - największym "tybetańskim" miastem w Indiach jest Dharmsala, gdzie mieszka również najbardziej znany uchodźca obecnych czasów: Dalajlama. Na zdjęciu: Dharmsala w północnych Indiach

Fot. Natalia Szczucka-Kubisz

W innych częściach świata miały miejsce równie tragiczne wydarzenia. Kraje rozpadały się z powodu konfliktów wewnętrznych, wiążących się z nie ustającą przemocą. Wojny oznaczają załamanie władzy państwowej, nie ma wówczas nikogo, do kogo można by się zwrócić o pomoc. Najbardziej zagrożone wojnami w ostatnich latach były Afganistan, Angola i Liberia. Konflikty wewnętrzne oraz systematyczne gwałcenie najbardziej podstawowych praw człowieka zmuszały ludzi do ucieczki również z takich krajów, jak Algieria, Burundi, Kolumbia, Sierra Leone, Somalia, Sri Lanka oraz Sudan. Podczas wojny w Zatoce Perskiej w latach 1990-1991 setki tysięcy osób wypędzono z Kuwejtu i innych państw Zatoki. Po wojnie około 2 mln irackich Kurdów oraz muzułmanów szyickich z południowego Iraku uciekło przed narastającą brutalnością sił irackich, znajdując schronienie w obozach dla uchodźców w Iranie, Turcji i innych krajach.

W niektórych częściach świata ludzie opuszczają swe domy, by uniknąć brutalnej pacyfikacji ruchów narodowych walczących o niezależność swojego kraju. Ofiarami są mieszkańcy Timoru Wschodniego, prześladowani przez rząd Indonezji, oraz Tybetańczycy, uciekający przed represjami na tle religijnym i politycznym ze strony władz chińskich. Wojna, która rozpoczęła się pod koniec 1994 roku pomiędzy władzami rosyjskimi a secesjonistami z Republiki Czeczenii, doprowadziła do zniszczenia dwóch trzecich Groznego - stolicy Czeczenii. Większość z 400 tys. mieszkańców tego miasta uciekła. Zamieszkali u swoich przyjaciół i krewnych w innych miastach i wsiach, inni udali się do sąsiednich republik.

Wojny nie są jedyną przyczyną uchodźstwa. Codziennie w wielu krajach na całym świecie ludzie podejmują trudne decyzje opuszczenia swojej ojczyzny. Są wśród nich działacze polityczni poszukiwani przez policję - w ich krajach osobom podejrzewanym o działalność opozycyjną grożą tortury, a nawet śmierć. Są to członkowie partii politycznych, organizacji religijnych lub organizacji praw człowieka ścigani przez władze. Są wśród nich również osoby otrzymujące pogróżki od zbrojnych ugrupowań opozycyjnych.

Wielkie rzesze uchodźców musiały opuścić swe kraje wskutek bezlitosnej determinacji ludzi, którzy za wszelką cenę chcą utrzymać się przy władzy. Rząd wojskowy w Birmie (obecnie Myanmar), który przejął władzę w 1988 roku, prześladuje działaczy opozycji demokratycznej. Jego siły zbrojne torturowały i wymordowały tysiące ludzi. Ogromna liczba kobiet, mężczyzn i dzieci umiera każdego roku, zmuszana do pracy dla armii. Birmańskiej armii nie stać na nowoczesne wykrywacze min, władze pozbywają się więc studentów sympatyzujących z opozycją, wypuszczając ich na pola minowe. Setki tysięcy Birmańczyków uciekło od tego koszmaru do sąsiednich krajów.

UNHCR - Wysoki Komisarz Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców - obecnie roztacza opiekę nad prawie 23 mln uchodźców oraz uchodźców wewnętrznych na całym świecie. Na zdjęciu: dzieci tamilskie powracające z wygnania, Trincomalee, Sri Lanka

Fot. UNHCR/H. J. Davies

Choć władze różnych państw zaprzeczają doniesieniom o łamaniu praw człowieka, liczba uchodźców opuszczających dany kraj jest doskonałym wyznacznikiem poziomu bezpieczeństwa ich obywateli. Zatłoczone łódki wypływające przez ponad 10 lat ku Stanom Zjednoczonym z Haiti świadczyły o brutalności kolejnych rządów tego kraju. Ciągły napływ Irańczyków do punktów granicznych, portów i na lotniska całego świata jest wyraźnym dowodem atmosfery strachu, panującej w ich kraju. Tureccy Kurdowie poszukujący schronienia za granicą opisują tortury, "zaginięcia" i pozasądowe egzekucje, za które odpowiedzialny jest rząd Turcji. Gdy wielkie liczby uchodźców należą do jednej grupy etnicznej, oznacza to, że jest ona w danym kraju prześladowana. Ponad 90 tys. Bhutańczyków z południowego Bhutanu mieszka w Nepalu. Prawie wszyscy uchodźcy z Mali i Nigerii to etniczni Tuaregowie, którzy uciekli po stłumieniu przez władze powstania.

W DRODZE

Międzynarodowy system ochrony uchodźców powinien zapewniać bezpieczeństwo ludziom porzucającym ojczyznę, obawiającym się o swoje życie, zaraz po przekroczeniu przez nich granicy kraju. Rzeczywistość pokazuje jednak, że bardzo często jest inaczej. Mimo iż przeżyli już jeden koszmar, teraz doświadczają nowych lęków i cierpień. Wielu uchodźców, a zwłaszcza kobiety, znajduje się w dużym niebezpieczeństwie. Kobiety afgańskie, próbujące dostać się do Pakistanu, często są gwałcone i torturowane przez członków uzbrojonych grup oraz straż graniczną. Wietnamscy uchodźcy - "ludzie na łodziach" - napadani byli przez piratów, kobiety gwałcono i zabijano. Konwoje uchodźców z Czeczenii zasypywane były gradem kul przez wojsko.

Uchodźcy czasami pozbywają się całego dobytku, by móc opuścić swój kraj. Za przerzut z Azji Środkowej do Europy przemytnicy ludzi żądają często od 3 do 5 tys. dolarów. Następnie wiozą ludzi całymi tygodniami w zamkniętych ciężarówkach, o chlebie i wodzie, często bez odpowiednich ciepłych ubrań. Co roku w Odrze toną ludzie, którzy starali się dostać nielegalnie do Niemiec z terenu Polski. Głośny był przypadek znalezienia latem 1994 roku przez węgierską policję przyczepy TIR-a przez kilka dni stojącej samotnie na autostradzie. Po jej otwarciu okazało się, że w środku znajdują się ciała 17 obywateli Sri Lanki, którzy udusili się z powodu zepsutej wentylacji.

Wiele państw dużo mówi na temat praw uchodźców, w praktyce jednak starają się one zatrzymać tych ludzi jak najdalej od swoich granic. Kraje zachodnie nakładają na cudzoziemców obowiązek wizowy, którego uchodźcy nie są w stanie dopełnić. Obciążają karami firmy przewozowe, wpuszczające na pokład statków lub samolotów osoby nie posiadające kompletu dokumentów. Pracownicy linii lotniczych i morskich, jak również urzędnicy imigracyjni odmawiają uchodźcom prawa do bezpieczeństwa.

Wiosną zeszłego roku oglądaliśmy w telewizji relacje z dramatu ludzi uciekających z ogarniętej wojną domową Liberii. Spragnieni i wycieńczeni uchodźcy, tłoczący się na łodziach, odsyłani byli z jednego portu do drugiego. W palącym słońcu afrykańskiego lata tysiące mężczyzn, kobiet i dzieci uwięzionych było bez wody i jedzenia, w tragicznych warunkach sanitarnych, na statkach grożących zatonięciem, nie mając pewności, kiedy i gdzie otrzymają zezwolenie na zawinięcie do portu. Kilka osób zmarło, zanim uchodźcom pozwolono zejść na ląd.

DOKĄD PRZYBYWAJĄ?

Uchodźcy często nie są bezpieczni nawet wtedy, gdy uda im się uciec z własnego kraju. Największa ich liczba pozostaje bowiem w państwach sąsiadujących z krajem ich pochodzenia, ubogich krajach Trzeciego Świata. Często są to państwa, których rządy naruszają prawa własnych obywateli, a ich stosunek wobec cudzoziemców nie jest wcale lepszy. Wielu z nich zostało zamordowanych lub okaleczonych w miejscach, gdzie szukali schronienia. Obozy dla uchodźców we wschodnim Zairze (obecnie Demokratyczna Republika Konga) pod koniec 1996 roku stały się polem walk między zbrojnymi ugrupowaniami. Setki bezbronnych osób zginęło, setki tysięcy zostało zmuszonych do opuszczenia obozów, tysiące innych zmarło z głodu i wycieńczenia, błąkając się po bezdrożach Zairu.

Około 700 tys. mieszkańców Burundi uciekło w 1993 roku do Rwandy, Tanzanii i Zairu, by ratować swoje życie. Na zdjęciu: uchodźcy z obozu w Mukindo czekają na odbiór pomocy humanitarnej

Fot. UNHCR/P. Press

Czasami uchodźcy przekonują się, że w obcym kraju nie są tolerowani przez rdzennych mieszkańców. Niespodziewane pojawienie się ogromnej fali uchodźców może prowadzić do powstania problemów gospodarczych i stanowić zagrożenie dla środowiska naturalnego, zaostrzając istniejące już napięcia polityczne. W takiej sytuacji władze państw goszczących uchodźców nie zapewniają im należytej ochrony przed atakami ze strony społeczności lokalnych. Zagrożeń podobnego rodzaju doświadczali np. Somalijczycy szukający schronienia w Kenii, Birmańczycy w Bangladeszu lub Afgańczycy w Pakistanie. Również na Zachodzie uchodźcy stają się celem rasistowskich ataków ze strony ludności miejscowej. W Niemczech zdarzały się przypadki prześladowania uciekinierów z Afryki i Turcji, kilka osób zginęło po podpaleniu ich domów przez grupy skinheadów.

Jedną z najbardziej okrutnych ironii losu jest to, że uchodźcy, często więzieni i torturowani we własnym kraju, czasem po dotarciu do "bezpiecznego" kraju również bywają umieszczani w aresztach. Zgodnie z prawem międzynarodowym, osoby starające się o azyl nie powinny być przetrzymywane w areszcie, jeśli nie są oskarżone o popełnienie przestępstwa, chyba że aresztowanie jest konieczne, a ludzie ci przebywają w warunkach spełniających międzynarodowe standardy. Jednak niektóre kraje wykorzystują areszt, by utrudnić uchodźcom staranie się o azyl lub skłonić ich do wycofania wniosku o przyznanie statusu.

Niekiedy warunki w aresztach deportacyjnych są gorsze od tych, jakie panują w więzieniach, w których odsiadują wyrok skazani za przestępstwa kryminalne. W Stanach Zjednoczonych osoby starające się o azyl często przenoszone są z jednego aresztu do drugiego, czasem przebywają z dala od rodzin, z którymi uciekli, czy też przedstawicieli prawnych. W Australii główny ośrodek, w którym przetrzymywani są uchodźcy, oddalony jest o tysiące kilometrów od jakiegokolwiek większego miasta, co stanowi ogromną przeszkodę w poszukiwaniu pomocy prawnej. Dodatkowo, ludzie przebywający w aresztach cierpią psychicznie, nie wiedząc, jak długo będą przetrzymywani i czy nie zostaną odesłani z powrotem, prosto w ręce swych prześladowców. W aresztach deportacyjnych zdarzają się przypadki samobójstw. Czasami uchodźcy umierają, gdyż pozbawieni są odpowiedniej opieki medycznej. Szczególnie dotkliwie stres wywołany uwięzieniem przeżywają ofiary tortur.

Wiele krajów ignoruje przepisy międzynarodowe mówiące o tym, że nie należy karać uchodźców, którzy przekroczyli granicę bez wymaganych dokumentów. Niektóre państwa europejskie odmawiają wniesienia poprawek do swego ustawodawstwa, by zwolnić ich od odpowiedzialności za "nielegalny" pobyt na swych terytoriach. Są wśród nich Austria, państwa bałtyckie, Bułgaria, Rosja oraz Polska. Kraje, takie jak Albania, Francja, Niemcy, Rumunia, Słowacja i Turcja, nie karzą uchodźców za "nielegalne" przekroczenie granicy, choć zdarzają się przypadki aresztowań, czasami konieczna jest interwencja prawna, aby zwolnić ich z aresztu. Przepisy chroniące tych ludzi przed aresztowaniem zostały przyjęte w Belgii, Grecji, na Węgrzech, we Włoszech, w Portugalii, Hiszpanii oraz Szwecji.

Podczas wojny domowej, która toczyła się na terytorium Tadżykistanu w 1992 roku, do Afganistanu uciekło około 60 tys. uchodźców. Na zdjęciu: powrót do domu do Tadżykistanu

Fot. UNHCR/A. Hollmann

Zgodnie z przepisami Konwencji Genewskiej, przypadek każdego uchodźcy powinien być wnikliwie badany, by określić, czy rzeczywiście w jego rodzinnym kraju zagraża mu poważne niebezpieczeństwo. Z procedur azylowych korzystają bowiem często również migranci ekonomiczni, którzy nie opuszczają swych stron dla ratowania życia, lecz po to, by poprawić swoje warunki materialne. Korzystają oni czasem z ochrony, która powinna być zastrzeżona tylko dla prawdziwych uchodźców. Napływ migrantów ekonomicznych sprawia, że utożsamia się z nimi również uchodźców, a tym samym podważa zasadność szczególnej ochrony tych ostatnich.

Osoby, którym udało się dotrzeć do kraju, gdzie starają się o azyl, często poddawane są procedurom nie spełniającym międzynarodowych standardów. W niektórych krajach decyzje dotyczące przyznania statusu uchodźcy podejmowane są przez urzędników imigracyjnych nie zasięgających żadnej porady prawnej w kwestii ochrony praw człowieka, nie przesłuchują oni też osobiście starających się o azyl lub nie mają pełnych danych o sytuacji w kraju pochodzenia uchodźcy. Czasami uchodźca jest zbyt przerażony, by wyczerpująco wyjaśnić urzędnikom powody ucieczki, często nikt go o to nie pyta, a brak danych o prześladowaniach jest później wykorzystywany jako argument przeciwko przyznaniu azylu. Kobiety nie zawsze są przesłuchiwane przez urzędniczki, a trudno wymagać, by kobieta zgwałcona przez żołnierzy opowiadała o swoich doświadczeniach mężczyźnie.

Niekiedy postępowanie przeprowadzane jest w języku, którego uchodźca nie rozumie. Znalezienie odpowiedniego tłumacza może w przypadku języków egzotycznych stanowić duży problem. W całej Polsce tylko jedna osoba zna język tamilski na tyle dobrze, by porozumieć się z uchodźcami ze Sri Lanki. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że w zeszłym roku wpłynęło 630 wniosków o przyznanie statusu uchodźcy właśnie od Tamilów ze Sri Lanki, możemy sobie wyobrazić, jak trudne musi być wnikliwe zbadanie każdej sprawy.

Niektóre kraje zrzucają z siebie obowiązki wobec uchodźców, odsyłając ich do "bezpiecznych krajów trzecich". Zwykle jest to państwo, przez które uchodźca przejeżdżał lub w którym przesiadał się do kolejnego samolotu. Często "kraje trzecie" wcale nie są bezpieczne, zdarza się, iż nie podpisały nawet międzynarodowych umów dotyczących uchodźców. W Australii w 1994 roku wprowadzono przepisy, na mocy których za "kraj bezpieczny" dla szukających schronienia Wietnamczyków uznano Chiny, mimo iż wielu z nich wyrażało obawę przed prześladowaniami w tym właśnie kraju. Osoby starające się o azyl często są wydalane z "krajów trzecich" do krajów "czwartych", a nawet "piątych", docierając w wyniku automatycznie przeprowadzanych deportacji tam, skąd uciekły przed prześladowaniami.

POWRÓT DO DOMU

Za najlepsze rozwiązanie problemu uchodźców uważa się dobrowolny powrót do kraju pochodzenia, gdy sytuacja będzie tam ustabilizowana. W ciągu ostatnich kilku lat UNHCR wziął na siebie odpowiedzialność za organizację takich repatriacji. Wiele z nich zakończyło się sukcesem, jak powrót Gwatemalczyków z Meksyku czy też Mozambijczyków z Malawi, Zimbabwe i innych krajów, w których szukali schronienia.

Wiosną 1992 roku do Bangladeszu napływało dziennie około 6 tys. osób z Birmy. Ich liczba wyniosła ostatecznie 250 tys. Na zdjęciu: obóz Balukali, Cox's Bazar District

Fot. UNHCR/L. Taylor

Jednak powrót uchodźców do kraju, w którym dalej narusza się prawa człowieka, może wywołać kolejne fale ucieczek i cierpienia wielu ludzi. Jednym z przykładów możliwych konsekwencji zbyt wczesnego powrotu jest przypadek uchodźców z Birmy należących do plemienia Rohingya. W 1991 roku około 250 tys. Rohingyan uciekło przed masowymi i ciężkimi pogwałceniami praw człowieka popełnianymi przez armię birmańską, szukając schronienia w Bangladeszu. Rok później tysiące ludzi zostało zmuszonych do powrotu do kraju, decyzja ta została zaś potępiona przez UNHCR. W 1993 roku organizacja ta podpisała umowę repatriacyjną z Birmą, a kilka miesięcy później władze tego kraju zgodziły się na monitorowanie repatriacji przez UNHCR. Pod naciskiem władz Bangladeszu UNHCR przyspieszył ten proces, przeprowadzając masową rejestrację osób chętnych do powrotu. Jednak wielu uchodźców nie rozumiało, że rejestracja ta ma jakikolwiek związek z repatriacją, wierzyli również, iż nie mają innego wyjścia, jak tylko wrócić do Birmy. Pomimo ciągłego łamania praw człowieka przez władze Birmy, którego ofiarami stawali się przede wszystkim Rohingyanie, dziesiątki tysięcy uchodźców wróciło do kraju. Wielu (w 1995 roku - 20 tys.) uciekło z obozów w Bangladeszu do innych krajów, by uniknąć repatriacji. Wielu z tych, którzy powrócili do Birmy, zmuszonych zostało ponownie do szukania schronienia za granicą.

Przeszkodą w realizowaniu programów repatriacji jest również to, iż ogromna liczba uchodźców nie ma dokąd wracać. Społeczności, w których żyli, rozpierzchły się lub przestały istnieć w wyniku wojny, "czystek etnicznych" czy ludobójstwa. Ich domy zostały zniszczone lub zajęte przez innych ludzi, a kraje rozpadły się na liczne terytoria kontrolowane przez uzbrojone ugrupowania, często wrogo nastawione wobec pewnych grup etnicznych.

Zdarza się również, że uchodźcy nie chcą wracać do krajów swego pochodzenia. Ludzie przebywający na obczyźnie przez długi czas, czasem przez dziesiątki lat, zaadaptowali się do nowej sytuacji i zbudowali swoje nowe życie. Stali się częścią nowych społeczności, wiążąc się emocjonalne z ludźmi, wśród których żyją. Dzieci uchodźców często nawet nie znają ojczyzny swych rodziców. Zmuszanie ludzi do opuszczenia miejsc, w których zapuścili korzenie, może mieć znów niszczący wpływ na ich życie.

Najważniejszą rzeczą dla uchodźców jest to, w jaki sposób są przyjmowani przez dany kraj i jego społeczeństwo. Zrozumienie ich dramatycznej sytuacji i sympatia ze strony innych ludzi mogą chociaż w pewnym stopniu zatrzeć wspomnienia przeżytej tragedii. Uchodźcy nie proszą o jałmużnę. Chcą tylko, by ich prawa były szanowane. Nie można traktować uchodźców jedynie jako zagrożenie dla obywateli określonego państwa na rynku pracy, w dziedzinie polityki mieszkaniowej lub systemu pomocy społecznej. Jeśli da się im szansę normalnego życia, mogą znacznie przyczynić się do rozwoju swojej nowej ojczyzny. Uchodźcą był Albert Einstein, byli nimi też Zygmunt Freud, Marlena Dietrich, Milan Kundera, Milosz Forman i wielu innych wybitnych ludzi. Uchodźcami byli również Adam Mickiewicz, Juliusz Słowacki, Czesław Miłosz. Każdy z nas może kiedyś stać się uchodźcą. Każdy z nas ma prawo szukać schronienia i czuć się bezpiecznym.

Opracowano na podstawie raportu Amnesty International, Refugees: Human Rights Have No Borders. London 1997.

O podobnych zagadnieniach przeczytasz w artykułach:
(10/97) MOŻE TU ZOSTANĘ ...?