Twoja wyszukiwarka

EWA KOŁODZIEJAK-NIECKUŁA
NOSOROŻCE NA SPRZEDAŻ
Wiedza i Życie nr 11/1997
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 11/1997

DO KOGO NALEŻĄ ŚWIATOWE BOGACTWA PRZYRODY? KTO POWINIEN ROZSTRZYGAĆ SPORY WYNIKAJĄCE Z, CZĘSTO SPRZECZNYCH, INTERESÓW ŻYJĄCYCH NA TYM SAMYM TERENIE LUDZI I DZIKICH ZWIERZĄT?

Czarny Ląd dawno przestał być bezkresną ostoją dzikiej przyrody. Olbrzymie stada zebr i antylop można spotkać tylko w parkach narodowych. Na sawannach pasą się udomowione zwierzęta, głównie bydło. Dzikie gatunki stanowią natomiast mniej niż 10% biomasy dużych roślinożerców!

Tegoroczne spotkanie w Harare, stolicy Zimbabwe, przedstawicieli 135 państw sygnatariuszy konwencji CITES - regulującej międzynarodowy handel zwierzętami i roślinami z gatunków zagrożonych wyginięciem - zakończyło się triumfem Afrykanów, choć tylko częściowym. Na próbę zniesiono zakaz handlu kością słoniową dla Zimbabwe, Botswany i Namibii. Oprotestowały to organizacje "zielonych" oraz kraje Unii Europejskiej i Stany Zjednoczone podzielające pogląd, że w ten sposób pozostawia się słonie na łasce kłusowników, a kość słoniowa pochodząca z nielegalnego źródła zacznie być sprzedawana oficjalnie. Ci, którzy poparli wniosek o uchylenie zakazu, uznali, iż jest to nagroda za skuteczność w ochronie słoni. Nie przyjęto natomiast wniosku o przywrócenie handlu rogiem nosorożca.

Czy prawa popytu i podaży mogą zdominować ochronę przyrody i działać na korzyść zagrożonych wyginięciem gatunków? Wśród afrykańskich ekologów coraz częściej przeważa opinia, że dzikie zwierzęta i rośliny należy traktować jako element odnawialnych, naturalnych zasobów. I jako takie powinny one krajom, w których występują, przynosić materialne korzyści - podobnie jak ziemia produkująca żywność.

Zwolennicy pragmatyzmu i komercjalizacji w tak delikatnej materii, jaką jest stosunek człowieka do przyrody, często cytują przykład RPA. Kraju, na którego sukces w odtworzeniu populacji nosorożca białego, uznany za jeden z największych osiągnięć światowej ochrony przyrody, pracują także prawa rynku.

Zasięg występowania nosorożca białego i czarnego wg Behavior Guide to African Mammals

Masowe zabijanie zwierząt i rosnący popyt na róg nosorożca w XIX i XX wieku przesądziły o losie jednego z największych lądowych ssaków. Nosorożec biały, większy z dwóch żyjących w Afryce gatunków nosorożca, o mały włos zostałby wytępiony, czarny natomiast, kiedyś bardzo rozpowszechniony, stał się rzadkością.

Na południu Afryki z pogromu ocalało jedynie stado 20 nosorożców, żyjące nad Umfolozi, niewielką rzeką w Natalu, wpadającą do Oceanu Indyjskiego. W 1897 roku założono tam rezerwat, którego głównym celem była ochrona dużych gatunków zwierząt. Rejon ten, będący w XIX wieku terenem polowań zuluskich królów, miał już dobre "ochroniarskie" tradycje - specjalne straże strzegły stad zwierząt przed kłusownikami.

Rezerwat Umfolozi w RPA słynie jako enklawa nosorożca białego

W wyniku ścisłej ochrony nosorożce rozmnożyły się i stały na tyle liczne, że zagroziły trwałości ekosystemu. W 1960 roku zaczęto je przenosić z Umfolozi do innych afrykańskich parków narodowych, ogrodów zoologicznych i parków safari, a także na inne kontynenty.

W ciągu ponad trzydziestu lat 3.6 tys. nosorożców zmieniło miejsce pobytu. Na wolności żyje ich około 7 tys.
w 8 krajach afrykańskich (w RPA 6.3 tys.) i ponad 600 osobników w niewoli na całym świecie. Rezerwat Umfolozi okazał się także bezpiecznym miejscem dla nosorożca czarnego. Jest ich tam 350 i stanowią drugą pod względem wielkości populację tego gatunku w Afryce.

Obecnie afrykańskie nosorożce żyją głównie w małych rezerwatach otoczonych płotem. Wszędzie tam, gdzie jeszcze do niedawna licznie występowały na chronionych, ale nie ogrodzonych terenach, na przykład w kenijskim parku narodowym Tsavo, rezerwacie Solous w Tanzanii czy dolinie rzeki Zambezi w Zimbabwe i Zambii, zostały wybite przez kłusowników. Kilometr kwadratowy rezerwatu kosztuje rocznie RPA 1-1.2 tys. dolarów. Są to koszty utrzymania licznych patroli, helikopterów, samochodów, opłacenia informatorów ostrzegających przed kłusownikami. Uboższe kraje przegrywają walkę z kłusownictwem, gdyż korzyści z udanego polowania znacznie przewyższają ryzyko związane z ujęciem przez służby parku narodowego.

Na czarnym rynku kilogram rogu wart jest niecałe 100 dolarów - to dla kłusownika czasami więcej niż roczny dochód. Co prawda, od 19 lat obowiązuje zakaz międzynarodowego handlu rogiem, ale ograniczenie to, zamiast chronić, stało się przyczyną zagłady nosorożców na nie spotykaną dotąd skalę. W 1970 roku liczbę żyjących na wolności nosorożców czarnych szacowano na 65 tys. osobników, obecnie jest ich zaledwie 2.5 tys. Popyt na róg wzrósł, jego cena dwukrotnie się zwiększyła - w Hongkongu 1 kg rogu wart jest 5 tys. dolarów, w formie gotowego leku zaś (po zmieleniu i zmieszaniu z innymi składnikami) 50 tys. dolarów. Wbrew powszechnej opinii, rzadko służy on jako afrodyzjak, najczęściej bywa używany do spędzania gorączki. Duży rynek zbytu na róg nosorożca jest także w Jemenie, gdzie robi się z niego rękojeści tradycyjnych noży.

Kłusownictwo w Afryce jest tym trudniejsze do zlikwidowania, że, poza ekonomicznym, ma także podłoże historyczno-polityczne. Biali osadnicy rugowali czarną ludność z najżyźniejszych gruntów przeznaczanych pod uprawy, a także z obszarów, na których zakładali parki narodowe. Polowanie będące pradawnym zwyczajem stało się nielegalne, lecz dzikie zwierzęta, tak jak dawniej, wyrządzały szkody na polach i zagrażały zdrowiu. Łatwiej było się ich pozbyć niż przestrzegać przepisów, które nie uprawniały do jakiegokolwiek odszkodowania za straty. Tym bardziej że w wielu krajach afrykańskich ruchy narodowowyzwoleńcze prowadziły wręcz kampanię przeciwko przepisom chroniącym przyrodę, utożsamiając je z kolonializmem. W Zimbabwe, na przykład, tuż po uzyskaniu przez ten kraj niepodległości w 1980 roku kłusownictwo stało się powszechne, ale w ocenie służb ochrony przyrody w prawie 90% przypadków przyczyną był nie potencjalny zysk, ale chęć łamania prawa białych.

Fot. Nigel Dennis

Ludność wiejska, a także rządzące elity traktują olbrzymie połacie ziemi zajmowane przez parki narodowe jak deficytowe obszary i przeszkodę w rozwoju danego regionu. Dla afrykańskich ekologów coraz bardziej oczywisty staje się fakt, że dzika przyroda przetrwa, jeśli zmieni się do niej nastawienie całego społeczeństwa. Będzie to możliwe wtedy, gdy parki narodowe, zamiast obciążać skąpy budżet państwa, zaczną utrzymywać się same. W przeciwnym wypadku ich przyszłość wraz z gatunkami, które chronią, będzie przesądzona.

Sukces RPA w odtworzeniu populacji nosorożca białego był możliwy m.in. dzięki przyciągnięciu turystów płacących za szansę wytropienia, obejrzenia i sfotografowania rzadkich gatunków. Powstał rynek pracy dla przewodników, tropicieli i strażników. Nie brakuje także zatrudnienia w hotelach, przy budowach dróg, w pamiątkarstwie. Każdy nowy etat stworzony przez ekoturystykę jest realną szansą na poprawę bytu miejscowej ludności (jeden zatrudniony utrzymuje średnio 15 osób).

Ale prawdziwie lukratywny biznes to aukcje nosorożców, które zarząd parków narodowych Natalu organizuje od 1989 roku. Do 1995 roku za 1 mln dolarów sprzedano 328 nosorożców białych i 36 nosorożców czarnych. Sprzedawane są także inne gatunki zwierząt. Kupują je prywatni właściciele parków safari lub tzw. farm łowieckich - terenów dawniej rolniczych, na które powróciła pierwotna roślinność, a dzikie zwierzęta żyją tam na wolności i są rozmnażane. Zjeżdżający się do nich z całego świata myśliwi słono płacą za prawo do polowania. Obecnie w RPA na prywatnych terenach żyje około 1.3 tys. nosorożców białych. Rocznie około 3% zostaje zastrzelonych, przy czym na każdorazowy odstrzał wymagana jest zgoda konserwatora przyrody.

Żyrafa - najbardziej majestatyczny mieszkaniec Umfolozi

Komercjalizacja dzikich zwierząt nie tylko skierowała strumień obcej waluty do kasy parku narodowego, ale przede wszystkim zaangażowała w ochronę nosorożców lokalne urzędy i policję. Wysokie ceny - obecnie nosorożec biały kosztuje na giełdzie 18 tys. dolarów, czarny 31 tys. dolarów - sprawiły, że kłusownictwo i nielegalny handel rogiem stały się wykroczeniami zasługującym na wysokie kary i pierwszeństwo w ściganiu. Ochrona przyrody natomiast nabrała wartości jako forma gospodarowania ziemią, a także zdobyła poparcie polityków i opinii publicznej.

Guziec - afrykański krewniak dzika

Coraz więcej Afrykanów zaangażowanych w ochronę nosorożców zdecydowanie twierdzi, że jedynym ratunkiem dla tych zwierząt będzie przywrócenie legalnego handlu rogiem. Podobne rozwiązanie przyniosłoby miliony dolarów zysku parkom narodowym na terenie całego kontynentu, zwłaszcza w takich państwach, jak Zimbabwe i Namibia. Krajów tych nie stać na skuteczną walkę z kłusownictwem i, by ratować nosorożce, często przeprowadza się tam akcje odcinania rogów żywym zwierzętom.

Za kilka lat będzie można ocenić trafność podjętych w tym roku decyzji z Harare. Jeśli los słoni polepszy się dzięki międzynarodowemu handlowi ich kością, może już wkrótce i nosorożce nie będą ginęły z powodu swoich rogów.

Zdjęcia: Jacek Nieckuła