Twoja wyszukiwarka

JOANNA KOMOROWSKA
PTASI INTELEKTUALIŚCI
Wiedza i Życie nr 11/1997
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 11/1997

POZOSTAWIONA U WETERYNARZA PAPUGA KRZYCZY ROZDZIERAJĄCO DO ODCHODZĄCEJ OPIEKUNKI: CHODŹ TU, KOCHAM CIĘ, PRZEPRASZAM, CHCĘ WRACAĆ! MYŚLICIE, ŻE TO PRZYPADEK? NIE! PTAKI SĄ INTELIGENTNIEJSZE NIŻ POWSZECHNIE SIĘ SĄDZI...

Człowiek współczesny uwielbia wszelakie rankingi. Lista przebojów, hierarchia, jakość tego czy owego, drabina ewolucyjna, towarzyska, społeczna. Ta moda na drabiny i rankingi nie ominęła również sfery badań nad umysłem. Współczesny amerykański psycholog, Arthur R. Jensen, wyraża pogląd, który podziela zapewne i większość z nas, że wśród kręgowców ryby znajdują się u podstawy skali możliwości intelektualnych, za nimi postępują płazy, gady i ptaki. Następne są ssaki z gryzoniami na samym dole, po nich kopytne, później drapieżne, wreszcie naczelne, a na samym wierzchołku ludzie.

Tak oto wszystkie ptasie rzędy (także zresztą rybie, płazie i gadzie) Jensen bezpardonowo wrzucił do tego samego przepastnego wora z napisem "głupsze niż ssak". Lelek kozodój, papuga i marabut zostały zdegradowane do pozycji intelektualnych karłów, nie dorównujących rozumem nawet krasulom, przechadzającym się po wiejskich pastwiskach. Jensenowska hierarchia, stworzona na podstawie wyrywkowych, często błędami podszytych testów przeprowadzonych na kilku zaledwie gatunkach, uwidacznia niezbyt wielką wiedzę jej twórcy dotyczącą ptasiego intelektu.

Pewne ptaki bowiem, podobnie zresztą jak i ssaki, z powodzeniem posługują się samodzielnie obrobionymi przyborami (np. wrony z Nowej Kaledonii), potrafią liczyć (np. kanarki), współpracować ze sobą podczas zdobywania pokarmu (np. kruki) i myśleć symboliczne (np. papugi). Pojawiły się też dowody na to, że niektórym gatunkom nieobca jest zdolność oszukiwania (np. amazoński Lanio versicolor). Nawet te ptaki, które powszechnie traktuje się jak intelektualnych prostaczków, jeśli zostaną odpowiednio poinstruowane, potrafią zadziwić przejawami logicznego myślenia.

BANANOWE OLŚNIENIE

Jeszcze w 1984 roku grupa naukowców z Harvard University, kierowana przez Roberta Epsteina, zdecydowała się skopiować z udziałem ptaków sławne doświadczenie przeprowadzone w latach 1914-1917 na szympansach. Niemiecki psycholog i filozof - Wolfgang Köhler, autor tamtego - dziś już klasycznego - eksperymentu, wykazał, że jego zdolniejsi małpi podopieczni, posługując się drewnianymi skrzynkami, potrafili dobrać się do ulubionego owocu zawieszonego u pułapu klatki. Najwyraźniej wpadanie na nowatorski pomysł przesunięcia skrzyni i wdrapania się na nią, by zdobyć smakołyk, odbywało się w przypływie szympansiego geniuszu, do złudzenia przypominającego ludzkie: Eureka! W swej książce The Mentality of Apes Köhler opisuje, na przykład, jak szympans Sułtan, biedząc się nad zadaniem, początkowo krążył niespokojnie po klatce, po czym: nagle zatrzymał się przed skrzynią, chwycił ją i pospiesznie przechylił z zamiarem przesunięcia w miejsce, gdzie zawieszony był pokarm. Na pomysł rozwiązania problemu małpa wpadła więc niespodziewanie, pod wpływem nagłego olśnienia (zwanego w psychologii wglądem).

Zespół Epsteina, z dezaprobatą patrzący na próby humanizowania naszych małpich kuzynów i przychylający się do behawiorystycznego sposobu wyjaśniania zachowań wszystkich organizmów, postanowił sprawdzić, czy osiągnięcia człekokształtnych rzeczywiście były czymś wyjątkowym i niedostępnym ptakom. Na rywala mądrej małpy uczeni wybrali skromnego laboratoryjnego gołębia, którego trudno uznać za uskrzydlonego inteligenta.

W pierwszej fazie eksperymentu ptaki uczono przesuwania po klatce niewielkich tekturowych pudełek. Jeśli któremuś udało się dopchnąć ten obiekt do pewnego ustalonego miejsca, nagradzany był pokarmem. W drugim doświadczeniu z tej serii te same gołębie miały za zadanie dziobnąć niewielki banan-zabawkę zawieszony tak, jak owoc z doświadczenia Köhlera - gdzieś u pułapu klatki. Aby go dosięgnąć, musiały wskoczyć na stojące się pod bananem pudełko, usłużnie ustawione przez badaczy. Tak więc od ptaków oczekiwano albo popychania, albo dziobania, nigdy obu czynności naraz.

Teraz nadszedł czas na główny test, naśladujący warunki doświadczenia z szympansami. W klatce umieszczono miniaturowy banan wiszący - jak poprzednio - przy suficie i ustawione w odległym kącie tekturowe pudełko. Jedynym właściwym sposobem rozwiązania łamigłówki (podfruwania ani podskakiwania nie nagradzano) było przepchnięcie pudełka w kąt, wskoczenie nań i dziobnięcie zabawki - zadanie, z jakim ptaki jeszcze nigdy nie miały do czynienia. Tymczasem okazało się, że i one, podobnie jak köhlerowskie szympansy, zdołały sobie doskonale poradzić.

Interesujący jest przy tym sposób, w jaki zwierzęta te dochodziły do właściwego rozwiązania. Najpierw - informują badacze - każdy gołąb wydawał się zdezorientowany, wyciągał się i kręcił pod bananem, przenosił wzrok od banana do pudełka i z powrotem. Wkrótce ptaki - dość nagle - zaczynały pchać pudełko w tę stronę klatki, gdzie wisiała zabawka. Zachowanie ich było więc uderzająco podobne do zaobserwowanego 70 lat wcześniej u małpy i wziętego przez jej opiekuna za przejaw wglądu. Jakkolwiek tłumaczyć gołębie wyczyny - trzeba przyznać, że ptaki samodzielnie wpadły na pomysł prawidłowego rozwiązania zupełnie nowego problemu; coś, co, według wielu, przekracza możliwości intelektualne tej grupy zwierząt. A że - w przeciwieństwie do szympansów - trzeba je było poddać uprzedniemu treningowi...

Niektórzy badacze twierdzą, że "nowe" szympansie rozwiązania wcale nie są tak nowatorskie jak by się mogło wydawać, i dodają, iż nawet ludzie tylko nieliczne zadania rozwiązują w całkiem nowy sposób. Notatki sporządzone przez Köhlera świadczą, że jego małpy rzeczywiście miały okazję manipulowania skrzynkami, nim wykonały test. Najwyraźniej te wczesne doświadczenia wystarczyły im do znalezienia metody dotarcia do smakołyka. W przypadku gołębi wczesnych doświadczeń dostarczyły natomiast dwa pierwsze etapy eksperymentu.

NO TO CZEŚĆ!

Można się zastanawiać, dlaczego o inteligencji ptaków nigdy specjalnie głośno się nie mówiło. Składa się na to kilka powodów, większość wynika nie tyle z ich intelektualnych niedostatków, co związana jest z naszymi, ludzkimi, ograniczeniami. Jak zauważył brytyjski badacz zwierzęcej i ludzkiej psychiki, Lyall Watson: Cała nasza wiedza o świecie zdeterminowana jest naszą percepcją, ta zaś jest tworem opartym na lokalnych oczekiwaniach.

Jednym z takich lokalnych oczekiwań było do niedawna przekonanie, że ptaki mimetyczne, znane ze swoich wspaniałych umiejętności naśladowania dźwięków, bezmyślnie wyklepują to, co uprzednio wbił im do głów cierpliwy trener czy opiekun. W czasach rozkwitu behawioryzmu, a nawet etologii, nie do pomyślenia było, żeby papuga mogła mówić z sensem. Słynny etolog austriacki, Konrad Lorenz, przyznawał jednak, iż w pewnych rzadkich przypadkach paplanie zadziwiająco pasowało do sytuacji. W jednej ze swoich książek badacz pisze o Geierze, papudze żako, która miała zwyczaj żegnania gości dobitnym Na, auf Wiedersehen. Dodajmy, że ptak odzywał się wyłącznie wtedy, gdy towarzystwo rzeczywiście szykowało się do wyjścia - nigdy przedtem, nigdy potem. Nie dawał się też zmylić udawanymi pożegnaniami - w takich sytuacjach milczał jak zaklęty. Wystarczało jednak, że któryś z gości pod pozorem wyjścia do toalety starał się ukradkiem wymknąć z mieszkania, by natychmiast rozbrzmiało papuzie Na, auf Wiedersehen.

Lorenz wziął to zachowanie za przejaw efektu "Mądrego Hansa" (sugerowanie się zwierzęcia zachowaniem ludzi, którzy sami, pewnymi drobnymi, mimowolnymi sygnałami demaskują prawdziwe zamiary, patrz: Uczłowieczanie małpy, "WiŻ" nr 6/1997). Niewątpliwie miał rację. Efekt "Mądrego Hansa" nie bardzo jednak wyjaśnia, dlaczego Geier mówił do widzenia, a nie, powiedzmy, klituś bajduś czy ładny ptaszek. Dopiero badania prowadzone od kilkunastu lat przez antropolog Irene Pepperberg i jej współpracowników z University of Arizona rzuciły nowe światło na tę zagadkową zbieżność.

TEN WSPANIAŁY ALEX

Doświadczenia amerykańskiego zespołu potwierdzają zadziwiającą zdolność papugi żako do wykorzystania ludzkiego języka. Papuzie mówienie nie musi być, jak się okazuje, bezmyślnym kopiowaniem zasłyszanych dźwięków, lecz sensowną, czasem nawet złożoną, wypowiedzią. Świadczą o tym odpowiedzi udzielane przez jednego z opierzonych podopiecznych Pepperberg, 19-letniego Alexa. Na pytanie, jakiego koloru jest dana rzecz, ptak potrafi bezbłędnie wymienić jedną z siedmiu barw: czerwoną, zieloną, niebieską, żółtą, fioletową, pomarańczową i szarą. Zapytany o rodzaj obiektu - podaje nazwę jednego z ponad 100 znanych mu drobnych przedmiotów (słownictwo Alexa wciąż się powiększa). Musi więc znać zasady tworzenia pojęć, posługiwać się symbolem i myśleć abstrakcyjnie. Do tego, żeby dobrze odpowiedzieć na pytanie, jakiego koloru i z jakiego materiału jest przedmiot (co ptak także potrafi), nie wystarczy podpatrywanie trenera i sugerowanie się jego zachowaniem.

Zadania stawiane papudze w jednym z testów były dodatkowo komplikowane tym, że zestawy różnorodnych znanych i nieznanych przedmiotów prezentowano jej równocześnie. Pytania nigdy się nie powtarzały i mogły dotyczyć różnych cech. Alexowi pokazano m.in. zielony kawałek drewna, dwa zielone kamyki - jeden okrągły, drugi sześciokątny oraz niebieski trójkąt, pomarańczowy pięciokąt i zielony czworokąt wykonane z papieru. Pytanie brzmiało: Jakiego kształtu jest zielony papier? Odpowiedź papugi: kanciasty, czterokanciasty.

Alex sprawnie analizuje informację o barwie, kształtach i liczbie przedmiotów, biorąc równocześnie pod uwagę ich istotne atrybuty (ponad 80% odpowiedzi jest poprawnych). Jego wypowiedzi w żadnym razie nie są więc bezmyślnym papuzim paplaniem. Dodajmy, że Alexa wcale nie trzeba nagradzać smakołykami za każdą dobrą odpowiedź. Często zadowala się potrzymaniem tego, co właśnie nazwał. Bywa że woli zupełnie inny przedmiot, którego żąda po udzieleniu prawidłowej odpowiedzi. Jeśli podetknie mu się inną zabawkę, mówi nie i ponawia swoją prośbę. Czasem wystarczają mu słowa pochwały od ulubionego trenera.

Warto wspomnieć, że oferując papudze ulubione przedmioty, o które po rozwiązaniu zadania ptak sam prosi, Pepperberg ominęła jedną z raf koralowych czyhających na badaczy zwierzęcej psyche. We wczesnych doświadczeniach z człekokształtnymi nieraz zdarzało się, że na pytanie: co to jest?, testowana małpa dawała wciąż tę samą, błędną odpowiedź. Początkowo zdezorientowani, badacze dopiero z czasem zrozumieli, gdzie leżał problem. Siłą motywującą ich podopiecznych - doskonale znających nazwy podsuwanych obiektów - wcale nie było pragnienie udzielenia prawidłowej odpowiedzi, lecz raczej poinformowanie opiekunów, na jaki przysmak małpa miała właśnie ochotę.

JAK ZACHĘCIĆ UCZNIA?

Choć pierwsze próby nauczenia ptaków mimetycznych sensownego mówienia sięgają czasów II wojny światowej, dopiero w ostatnich latach nastąpił przełom w badaniach nad ich językowymi zdolnościami. Wygląda na to, że główną przyczyną zwłoki nie była tępota opierzonych uczniów, lecz nieprzemyślane metody instruktażu. Tak oto w latach pięćdziesiątych bezskutecznie usiłowano nauczyć przedstawicieli kilku gatunków papug właściwego kojarzenia słów z obiektami, jakie te słowa określały. Błędem rujnującym całe doświadczenie było nagradzanie zwierząt zawsze tym samym ulubionym pokarmem, bez względu na to, jakiego słowa się uczyły. Co gorsza, rzadko pokazywano im rzeczone obiekty. Nic więc dziwnego, że badacz osiągnął tylko to, co było w tych warunkach możliwe - ptaki wypowiadały słowa i zwroty nie rozumiejąc ich sensu. Nawet ludzkie dziecko (według wielu lingwistów mające nieznane innym kręgowcom, wrodzone predyspozycje do posługiwania się mową), uczone tą metodą, nie byłoby w stanie popisać się zadowalającą znajomością języka.

Inny błąd popełnili naukowcy, którzy w latach sześćdziesiątych próbowali nauczyć mówienia gwarki (Gracula religiosa), posługując się odtwarzaną z taśmy wokalizacją ludzką. Spotkała ich jeszcze większa porażka: ptaki w ogóle odmówiły współpracy. W tym wypadku zabrakło odpowiednich kontaktów społecznych, które są u gwarków niezbędne, by zechciały naśladować usłyszane dźwięki. Zespołowi Irene Pepperberg udało się uniknąć obu niefortunnych pułapek - Alex po prostu przysłuchuje się rozmowie dwóch trenerów, którzy zadają sobie pytania i udzielają odpowiedzi. Zwykle po trzech dniach takiego biernego uczestnictwa papuga wtrąca się do dialogu i we właściwych okolicznościach powtarza nowo zasłyszane słowa.

Przy okazji najnowszych doświadczeń wychodzi na jaw potrzeba motywacji testowanego zwierzęcia. Jeśli Alex traci zainteresowanie sesją, żadne - nawet najsmakowitsze - frykasy czy najulubieńsze zabawki nie skłonią go do współpracy. Można sobie tylko wyobrazić, ile testów badających w przeszłości uzdolnienia intelektualne zwierząt dowiodło ich rzekomej tępoty wyłącznie z powodu braku zainteresowania ucznia. Postarać się wniknąć w świat umysłowej rzeczywistości testowanego - oto pierwszy i podstawowy przyczynek do odniesienia sukcesu w badaniu jego psychiki.

Ptasia rzeczywistość umysłowa niewątpliwie różni się od ludzkiej, decydują o tym przede wszystkim gatunkowo uwarunkowane zdolności percepcyjne. A jednak, mimo i na przekór tym barierom - staje się coraz jaśniejsze, że ptakom nieobce są zasady formułowania hipotez i wyciągania wniosków, charakteryzujące ludzkie rozumowanie. Już laboratoryjne gołębie dowodzą swoimi zachowaniami umiejętności tworzenia pojęć (umysłowych reprezentacji cech wspólnych dla grup obiektów), czegoś, co psychologowie zgodnie uważają za podstawowe cegiełki materiału myślowego. Gołębie potrafią zasygnalizować dziobaniem, że na prezentowanym slajdzie zobaczyły krzesło czy, powiedzmy, człowieka. Są również w stanie zrozumieć, iż chodzi o wskazanie konkretnej osoby i radzą sobie z tym zadaniem bez względu na to, czy przedstawiona postać jest w ubraniu, negliżu, na dworze, w mieszkaniu, samotnie czy w towarzystwie.

Zadziwiające? Nawet błędy, które gołębie popełniają podczas nauki, świadczą o ich niewątpliwym powinowactwie umysłowym z człowiekiem.

GUBY I GAFY

Jeżeli dziecku przedstawi się specjalnie skonstruowaną bryłę z niewielkim otworem i nazwie ją Gub, okaże się, że o "gubowości", według małego człowieka, zadecydował ogólny kształt bryły, a nie wydrążony w niej otwór. Nic w tym dziwnego. My, ludzie, w pierwszych fazach uczenia się nowych pojęć jesteśmy skłonni skupiać uwagę raczej na ogólnych niż szczególnych cechach obiektów. Gołębie uczące się identyfikowania slajdów też nadmiernie generalizują. Kiedy w jednym z doświadczeń przyswajały sobie pojęcie osoba, początkowo uważały za osoby także samochody, domy i łodzie - a więc obiekty związane z ludzką działalnością. Już jednak zaprezentowanie im większej liczby przykładów wystarczało, by w kolejnych testach uniknęły pomyłki.

Według amerykańskich psychologów, Edwarda Wassermana i Ramesha Bhatta, uczenie się rozróżniania klas obiektów zachodzi u gołębi o wiele szybciej, jeśli klasy te odpowiadają ludzkim kategoriom językowym, takim jak chociażby kot, kwiat, krzesło, samochód (po 40 dniach treningu ptaki odpowiadały z ponad 80-procentową dokładnością). Gdy jednak różne obrazki przyporządkowane są zupełnie arbitralnym klasom, ptaki najwyraźniej muszą uczyć się zadania na pamięć (poprawność odpowiedzi spada do około 40%).

Najnowsze, bo tegoroczne, badania, prowadzone przez zespół naukowców z Dalhousie University w Kanadzie, sygnalizują jeszcze inne ciekawe zjawisko. Gołębie, podobnie jak ludzie, są prawdopodobnie zdolne do tzw. rotacji mentalnej: wygląda na to, że potrafią dokonać w wyobraźni obrotu wyobrażenia przedstawionej im figury geometrycznej, co pozwala im zadecydować, czy figura jest identyczna, czy tylko podobna do uprzednio pokazywanej. Tak jak ludzie postawieni w podobnej sytuacji, tym dłużej zastanawiają się nad odpowiedzią, im bardziej badana figura została obrócona względem kontrolnej.

Teoretycy nauki pilnie śledzący nowinki z zakresu psychologii porównawczej, jak dotychczas, mimo wysiłków, nie stwierdzili u kręgowców istnienia żadnych różnic w sposobach myślenia i podejmowania decyzji. Rzeczywiście, ptaki wydają się rozumować przy wykorzystaniu tych samych mechanizmów myślowych, co ssaki. Gdyby było inaczej, nie można by nawet marzyć o porozumieniu między człowiekiem a jego opierzonymi kuzynami. Laboratoryjny gołąb nie potrafiłby zrozumieć, czego od niego oczekuje istota w białym fartuchu, pochylająca się nad klatką. Papuga Alex zapytana, czym różnią się między sobą dwa drewniane trójkąty, nie odpowiedziałaby zgodnie z prawdą, że kolorem.

Gdzie więc należałoby postawić granicę pomiędzy tym, co możliwe do wydedukowania przez przeciętnego ptaka, a tym, co jest dostępne wyłącznie intelektowi tzw. wyższych ssaków? Wygląda na to, że pytanie jest z gruntu niewłaściwe, a wspomniana granica istnieje tylko w naszej, ludzkiej, wyobraźni.

JOANNA KOMOROWSKA jest doktorantką na Wydziale Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego w Katedrze Różnic Indywidualnych (Zakład Psychologii Zwierząt), zajmuje się też socjobiologią i psychologią ewolucyjną.

O podobnych zagadnieniach przeczytasz w artykułach:
(02/97) GDZIE PTAKI ZIMUJĄ
(05/97) PTASIE DZIECIŃSTWO