Twoja wyszukiwarka

RYSZARD BADOWSKI
NIEGOŚCINNE MORZE OCHOCKIE
Wiedza i Życie nr 11/1997
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 11/1997

TO MORZE JEST NIEGOŚCINNE I GROŹNE. MÓWI SIĘ NAWET O KATAKLIZMIE, W REZULTACIE KTÓREGO POWSTAŁA "OCHOCKA ATLANTYDA".

O prawdziwości tych słów przekonali się polscy rybacy, łowiący mintaja na jednym z najbardziej oddalonych od naszego kraju akwenów. Tak dalekim, że jego dzisiejsi gospodarze, Rosjanie, dotarli do niego dopiero pod koniec pierwszej połowy XVII wieku.

Wtedy nazywano je Morzem Łamskim. O jego istnieniu Rosjanie dowiedzieli się, gdy - dokonując podboju Syberii - doszli do Leny i Angary. Łączyli z nim możliwość dotarcia do Chin i odkrycia nowych ziem.

Słowo "łam" w języku tunguskim oznaczało "wielkie morze - ocean". Tunguzi znad Leny (dziś zwani Ewenkami) doprowadzili do niego kozaków Moskwitina przewłokami dalekowschodnich rzek. Gdy oddział rosyjski stanął na wschodnich zboczach gór Dżugdżur, skąd można dojrzeć morze, spowijały je letnie mgły. Kozacy nie wiedząc, że są już blisko otwartej przestrzeni wodnej, opuścili łodzie na rzekę Ulja. To ona przywiodła ich do morza, stanowiącego forpocztę Oceanu Spokojnego. Tu zbudowali zimowisko - pierwsze rosyjskie osiedle nad Morzem Ochockim.

Fot. Archiwum

Odtąd Rosja datuje swoje prawa do dawnego Morza Łamskiego, nad którym mieszkali Łamutowie (Ewenowie), bliscy krewni Ewenków oraz inne małe syberyjskie ludy nie mające własnej państwowości, ale też nie podlegające żadnemu mocarstwu. Nazwy Morze Ochockie zaczęto używać po założeniu w XVIII wieku nad ujściem rzeki Ochoty osady Ochock. Rzeka Ochota słynęła z tarlisk łososi. Do połowy XIX wieku Ochock pozostawał największym rosyjskim portem na morzach Pacyfiku.

Łososie były pierwszymi rybami Morza Ochockiego, które przyciągnęły uwagę rosyjskich kupców, zwłaszcza ze względu na pozyskiwany z nich czerwony kawior. Smakowo wyróżniała się w ich rodzinie czawycza, doskonała była także mierząca do 1 metra długości keta, nieco mniejsza od niej gorbusza oraz nerka.

Połowy na skalę przemysłową innych ryb użytkowych rozpoczęły się na Morzu Ochockim dopiero w XX stuleciu. Szczególnie rozwinęły się w okresie międzywojennym, gdy w Ochocku i innych miastach nadmorskich zbudowano kombinaty rybne. W latach 1936-1937 Rosjanie złowili w wodach Morza Ochockiego ponad 7 mln kwintali ryb, podczas gdy w Morzu Barentsa 6.3 mln, w Morzu Kaspijskim 5 mln, w Morzu Azowskim 3 mln, natomiast w Morzu Czarnym 0.7 mln kwintali.

Po II wojnie światowej, gdy do ZSRR przyłączony został południowy Sachalin oraz południowa część Wysp Kurylskich, Morze Ochockie stało się wewnętrznym morzem rosyjskim, otoczonym ze wszystkich stron terytoriami radzieckimi. Tylko od południowego wschodu miała na nie niewielkie "okno" Japonia - przez wyspę Hokkaido.

Na zawłaszczonym Morzu Ochockim w okresie powojennym Rosjanie przeprowadzili szczegółowe badania geomorfologiczne, hydrologiczne, hydrochemiczne i biologiczne. Przebadali zwłaszcza Rów Kurylsko-Kamczacki, leżący po wschodniej stronie Kuryli, oddzielających Morze Ochockie od Pacyfiku. Znajduje się w nim jedna z największych ustalonych na świecie głębi - wynosi ona 10 382 m.

Przez głębokie cieśniny od strony Oceanu Spokojnego przepływa swobodnie do Morza Ochockiego fauna abysalna, czyli pochodząca z głębin, w których zwierzęta morskie bytują bez światła. Wyniki ekspedycji statku naukowo-badawczego "Witjaź" potwierdziły, że Morze Ochockie należy do najbardziej obfitujących w ryby mórz na kuli ziemskiej. Ryby denne z głębszych części morza stanowią w nim znaczącą część połowów, chociaż rybołówstwo operuje przede wszystkim na szelfie. Główne żerowiska ryb w Morzu Ochockim występują na północnych obszarach płytkowodnych.

Dno Morza Ochockiego obniża się z północy na południe. Z trzech sąsiadujących z Rosją mórz Dalekiego Wschodu największe i najgłębsze jest Morze Beringa, we wschodniej części uważane za amerykańskie, a najmniejsze Japońskie. Morze Ochockie zajmuje powierzchnię 1590 km2 i jest czterokrotnie większe niż Bałtyk.

Bogata fauna ryb głębinowych Morza Ochockiego nie jest jeszcze dostatecznie zbadana. Na szelfach w północnej części jego basenu występuje powyżej 120 gatunków ryb, a w południowej części około 300. Jest to niemal dwa razy więcej niż w morzach Barentsa, Białym i Karskim razem wziętych.

W Morzu Ochockim spotykają się ryby arktyczne, występujące w Morzu Beringa oraz ryby subtropikalne i tropikalne, zamieszkujące Morze Japońskie. W zimie wody powierzchniowe całego Morza Ochockiego oziębiają się poniżej 0° C, latem nagrzewają do zaledwie 9-13° C. Prawdziwą chłodnią Morza Ochockiego jest Zatoka Penżyńska, w jego północnej części. Cieśnina Tatarska, oddzielająca Sachalin od kontynentu, podczas długich i ostrych zim skuta jest lodami, których pokrywa sięga 150-180 cm grubości.

W tak trudnym dla połowów morzu występuje bogaty plankton, główny pokarm ryb pelagicznych - sardynek, śledzi, sardeli, makreli, sajek. Śledź pacyficzny podchodzi wielkimi ławicami do wybrzeży kontynentu, Sachalinu i wyspy Hokkaido. W rejonie południowego Sachalinu Japończycy poławiali go przed II wojną światową 3-5 mln kwintali rocznie. Na początku lata ławice śledzi zbliżają się do wybrzeży Kamczatki. W tym czasie żerują tam płastugi i dorsze.

Mintaj jest przedstawicielem dorszowatych. Występuje w dużych ilościach w północnych morzach Pacyfiku, osiągając długość około 40-45 cm i ciężar do 1.5 kg, dojrzałość rozrodczą uzyskuje w wieku 3-4 lat. Łowiony jest za pomocą sieci głębinowych. Jego wątroba zawiera więcej witamin niż wątroba dorsza. Jeszcze niedawno łowiono go na Morzu Ochockim około 2.5 mln ton rocznie.

Bez opamiętania łowiły mintaja zwłaszcza statki radzieckie. W 1992 roku Rosjanie uszczuplili jego zasoby w Morzu Ochockim o 1.5 mln ton, podczas gdy flotylle polska, chińska i południowokoreańska wyciągnęły z wody łącznie 700 tys. ton tej ryby.

Gdy w 1977 roku państwa nadmorskie zaczęły wprowadzać 200-milowe strefy ekonomiczne, nasze floty musiały opuścić tradycyjne łowiska na morzach europejskich oraz akwenach arktycznych. Z wód, które obejmowały przybrzeżne szelfy, pochodziło wtedy 90% światowych połowów, a granica szelfów pokrywała się mniej więcej ze strefami ekonomicznymi, które przedtem uznawane były za wody międzynarodowe.

W połowie lat siedemdziesiątych polskie statki przeniosły się w stronę szelfu patagońskiego, później w rejon wokół Falklandów i na wody Antarktyki. Tamtejsze ławice ryb zostały jednak dość szybko przełowione. Wtedy polskie statki zawędrowały na północny Pacyfik i znalazły się na Morzu Beringa. Stamtąd pochodziły pierwsze polskie mintaje. Morze Beringa znajduje się między Azją i Ameryką Północną, przechodzi przez nie 180 południk, czyli linia zmiany daty. Na wschodzie omywa brzegi Alaski, na zachodzie Czukotki i Kamczatki. Polacy wcisnęli się w enklawę pomiędzy rosyjską i amerykańską strefą ekonomiczną.

Początkowo Amerykanie kupowali ryby z polskich statków, wkrótce jednak rozbudowali własną flotę przemysłową. Do enklawy oprócz Polaków wepchnęli się Japończycy, Chińczycy i Koreańczycy. W 1989 roku międzynarodowe towarzystwo wyłowiło z niej 1.4 mln ton ryb, głównie mintaja, którym Rosjanie początkowo pogardzali. Na Kamczatce i Czukotce było dość delikatesowego łososia, przy którym mintaj wydawał się rybą twardą i niesmaczną. Gdy jednak okazało się, że można nim handlować, podnieśli wraz z Amerykanami larum, że na tym akwenie grozi mu wyczerpanie. W 1991 roku, gdy na skutek nie tylko przełowienia, ale również zmian klimatycznych, ławica mintaja na Morzu Beringa wyraźnie stopniała, wszystkie zainteresowane strony zgodziły się na dwuletnie moratorium połowowe. Wówczas nasze trawlery przeniosły się na Morze Ochockie.

Z łowisk na Morzu Beringa pochodziło 70% połowów polskiej floty dalekomorskiej. Morze Ochockie stało się więc ostatnią nadzieją floty "Dalmoru", "Gryfa" i "Odry".

Rosyjski trawler na pokrytym lodem Morzu Ochockim u wybrzeży Kamczatki

Fot. Archiwum

Rosjanie byli wyraźnie zaskoczeni pojawieniem się na Morzu Ochockim statków polskich, chińskich, południowokoreańskich, japońskich, a sporadycznie także panamskich i tajwańskich. Wyspy Kurylskie, między którymi wpływały na ten akwen obce bandery, były naszpikowane instalacjami militarnymi i rakietami, podobnie jak Kamczatka. Nazywano je wówczas "niezatapialnym rosyjskim lotniskowcem". Okazało się, że mimo utworzenia wzdłuż kontynentu, półwyspu Kamczatka oraz Wysp Kurylskich i Sachalinu 200-milowej morskiej strefy ekonomicznej, pośrodku Morza Ochockiego pozostał "bublik" - strefa wód międzynarodowych, zbliżona kształtem do wydłużonego pięciokąta lub owalu. Obejmowała ona zaledwie 3% akwenu i nie była tak bogata w ryby, jak szelf, ale wystarczająco atrakcyjna, aby w niej łowić.

Tak oto prysnął mit o wewnętrznym morzu rosyjskim. Po rozpadzie ZSRR do flot cudzoziemskich na Morzu Ochockim dołączyły statki krajów bałtyckich i Ukrainy.

W strefie międzynarodowej, liczącej 325 mil długości i 62 mile szerokości, zrobiło się gęsto od rybaków. Naszych trawlerów kręciło się tutaj około czterdziestu. Ich połowy szacowano wtedy na 270 tys. ton rocznie.

Polska flota rybacka na Morzu Ochockim została uznana wkrótce za jedną z najgroźniejszych rywalek floty rosyjskiej, zasilonej zresztą swego czasu przez dziesięć pływających baz zbudowanych w naszych stoczniach. Gdy znacznie wcześniej, bo w 1965 roku, jako jeden z pierwszych polskich dziennikarzy byłem na Sachalinie, statki dostarczane z naszego kraju nazywano tam z wyraźną sympatią "Polakami". Trudno było jednak wyobrazić sobie, że w ślad za nimi w ćwierć wieku później Polacy dotrą tutaj pod własną banderą i będą traktowani jak uciążliwi, niepożądani intruzi.

Już w 1991 roku na Morzu Ochockim rozpoczęły się incydenty ze statkami obcych bander. W okresie "mintajowych żniw" Rosjanie urządzili w strefie międzynarodowej manewry wojskowe. Wezwali do jej opuszczenia floty rybackie Polski, Chin i Korei Południowej. Manewry miały trwać kilka dni, a zakończyły się po trzech miesiącach. Dla polskich statków zamknięto porty w Nachodce, na Kamczatce i Sachalinie. Po zaopatrzenie, paliwo, w celu dokonania remontów, a także wymiany załóg musiały udać się do Korei Południowej. Rosja straciła na tym wiele milionów dolarów, polscy armatorzy także ponieśli znaczące straty.

W 1993 roku na Morzu Ochockim zatrzymano polski trawler "Homar", którego kapitan nie miał zezwolenia na połowy mintaja, znalezionego w jego ładowniach. Statek skierowano do portu w Magadanie oraz nałożono na niego
51 tys. dolarów kary. Wtedy nie nadano temu incydentowi takiego rozgłosu, jak w cztery lata później po aresztowaniu "Aquariusa".

W 1995 roku w rosyjskiej strefie ekonomicznej został zatrzymany "Polluks", który płynął z Korei Południowej na międzynarodowe łowiska. Po przejrzeniu dziennika okrętowego pozwolono mu kontynuować rejs. Polakom zarzucono, że łowią za młodą rybę, która nie osiągnęła jeszcze wieku rozrodczego. Miano im za złe, iż niszczą rynek filetów. Twierdzono, że z wyłowionego mintaja wykorzystują tylko grzbiet i ikrę, a resztę wrzucają do morza, powodując jego zanieczyszczenie. Próbowano ich skłonić, aby kupowali ryby u rosyjskich rybaków i sprzedawali je w Korei Południowej. Gdy te formy nacisku zawiodły, władze rosyjskie próbowały zmusić południowokoreańską firmę Yukong Line Ltd., by przestała zaopatrywać w paliwo statki polskie i chińskie, gdyż w przeciwnym razie zostanie jej cofnięte pozwolenie na obsługę floty rosyjskiej.

Nie wypowiedziana mintajowa wojna toczyła się początkowo bez przemocy, jaką zastosowano poźniej wobec "Aquariusa". Jak wiadomo, po wyłączeniu radiostacji pokładowej polski statek z rosyjskimi żołnierzami na pokładzie został zmuszony do obrania kursu na port w Pietropawłowsku na Kamczatce. Jednak już wcześniej strona rosyjska oskarżała statki obcych bander o "ekologiczną agresję", grożącą całkowitym wytrzebieniem mintaja na Morzu Ochockim.

Początkowo Polska, Chiny i Korea Południowa zaprzeczały rosyjskim danym statystycznym i ocenom biologicznych zasobów mintaja. Rosjanie mówili o wyłowieniu 35-40% tej ryby ze strefy międzynarodowej, co uznawali za grabież ich bogactwa narodowego. Oskarżane o rybackie piractwo kraje, jak Korea Południowa, twierdziły, że bezpieczna granica połowów mintaja na Morzu Ochockim wynosi 1.5-2.1 mln ton rocznie. Polscy naukowcy oszacowali zasobność mintajową Morza Ochockiego na 9-13 mln ton.

W maju 1993 roku w Moskwie doszło do powołania, na wniosek Polski, międzynarodowego komitetu naukowego, mającego ustalić, czy obawy o losy mintaja są uzasadnione. Trzy oskarżone o "ekologiczną agresję" państwa ogłosiły jednocześnie, że dobrowolnie ograniczą połowy mintaja o 25%.

W lipcu 1994 roku zarysował się przełom w polsko-rosyjskim sporze o mintaja. W zamian za rezygnację z połowów w strefie międzynarodowej Rosjanie zgodzili się dopuścić nasze trawlery do swojej strefy ekonomicznej. Obiecali, że otworzą dla polskich statków swoje porty. Wzrosłaby wówczas opłacalność naszych połowów. Za uzyskanie licencji połowowej należałoby jednak Rosji zapłacić.

Polskie przedsiębiorstwa połowowe nie miały wielkiego pola manewru, ponieważ moratorium na połów mintaja na Morzu Beringa, wymuszone wcześniej przez wspólne działania Stanów Zjednoczonych i Rosji, zostało przedłużone. USA ogłosiły wody tego morza strefą swoich interesów narodowych, co Rosja uznała za przykład do naśladowania na Morzu Ochockim.

Opuszczenie ostatniego wielkiego łowiska na oceanie światowym oznaczało śmierć polskiej floty rybackiej. I chociaż nadal twierdziliśmy, że zasoby mintaja i wydajność połowowa flot działających na Morzu Ochockim znajdują się na stałym poziomie, poszliśmy na pewne ustępstwa. Pod naciskiem rosyjskich rybaków nasza flota wstrzymała w sierpniu 1994 roku połowy mintaja w centralnej części Morza Ochockiego. Łowisko międzynarodowe opuściły też nękane przez Rosjan statki koreańskie i japońskie, a nieco później chińskie. Nasze firmy połowowe miały płacić za licencje dostawami statków budowanych w polskich stoczniach. Nie osiągnięto jednakże porozumienia co do wielkości opłat. W grudniu nastąpił kolejny impas w negocjacjach.

Strona rosyjska przewlekała rozmowy, czekając na decyzje konferencji Zgromadzenia Ogólnego Narodów Zjednoczonych w marcu 1995 roku w sprawie dalszego rozszerzenia stref ekonomicznych państw nadmorskich. Gdyby zwiększono je do 250 mil, polskie połowy stanęłyby pod znakiem zapytania.

W oczekiwaniu na wieści z ONZ polska flota jako jedyna nie ugięła się pod rosyjską presją. Łowiła nadal w strefie międzynarodowej. Rosjanie także trwali w uporze. Oznajmili, że nie przyznają nam żadnych limitów połowowych w swojej strefie ekonomicznej, dopóki nie usuniemy się z wód neutralnych.

Potem zaś zaproponowali nam limit 50 tys. ton - pięciokrotnie mniejszy od naszych dotychczasowych połowów. Nieco później zwiększyli go do 75-85 tys. ton, podnosząc jednak opłatę za każdą tonę mintaja złowionego w ich strefie ekonomicznej. Wreszcie zaproponowali nam kooperację z rosyjskimi kołchozami rybackimi według preferencyjnych stawek, ale pod warunkiem, że polscy rybacy będą stanowić jedynie 30% załóg naszych statków.

Po czterech latach sporu w czerwcu 1995 roku podpisana została w Moskwie między Polską a Rosją międzypaństwowa umowa o współpracy w dziedzinie rybołówstwa morskiego. Przenieśliśmy wówczas połowy na akweny rosyjskich wód ekonomicznych. Na polskich statkach pojawili się rosyjscy obserwatorzy, nadzorujący realizację umów. Nie udostępniono nam jednak całej strefy ekonomicznej, lecz tylko jej wyznaczone rejony, gdzie występowały ławice przemieszczających się, a nie stale żerujących ryb. To zmniejszyło wydajność polskich połowów.

Jesienią 1995 roku Polska zagroziła, że jeśli Rosjanie nie zwiększą polskich limitów połowowych w swych wodach, nasza flota wróci na międzynarodowe łowiska. Rosjanie ze swej strony oskarżyli nas o to, że łowimy więcej, niż ujawniamy.

W 1996 roku mieliśmy otrzymać limit 111 tys. ton, nadal trzykrotnie mniejszy niż wynosiło zapotrzebowanie polskiej floty. Podniesiono nam przy tym znów cenę za każdą tonę wyłowionej ryby. Trawlery "Odry", "Gryfa" i "Dalmoru" zaczęły bezczynnie przemierzać wody Morza Ochockiego. Firmom polskim groziła utrata płynności finansowej.

Liczba statków polskich na Morzu Ochockim w styczniu 1997 roku zmniejszyła się do 22. Do incydentu z "Aquariusem" doszło 26 lutego 1997 roku.

Statek floty "Gryfa" podczas połowów na Morzu Ochockim

Fot. ANA

Morze Ochockie, niezależnie od ekonomiczno-politycznych incydentów, nieźle dało w kość polskim rybakom. Mało kto wie, że nawet w czasie łagodnych zim dwie trzecie jego powierzchni skute jest lodem lub pokryte grubą krą. Sztormy szaleją na nim tydzień, a czasami nawet dziesięć dni. Natomiast wysokość fal podczas tych sztormów przekracza 10 metrów.

To morze było zawsze niegościnne i groźne pod każdym względem. Mówi się nawet o kataklizmie, w rezultacie którego w dawnych czasach powstała "Ochocka Atlantyda". Wyspa Jonasza, wyłaniająca się z wód morskich jako niedostępna skała, była niegdyś szczytem stojącej na lądzie góry. Także Wyspy Szantarskie stanowiły część lądu, który został zatopiony w wyniku topnienia lodów Arktyki. Podobne procesy zachodziły później w rezultacie ruchów skorupy ziemskiej oraz niszczących działań fal morskich.

Prędkość wiatru w czasie sztormów na Morzu Ochockim przekracza 80, a nawet 100 km na godzinę. Fale, wzniecone przez sztormy, mają 100-130 m długości. Najgroźniejsze jest jednak tsunami wywoływane przez trzęsienia morskiego dna. Morze wdziera się wówczas z niszczycielską siłą daleko w głąb lądu.

Od strony Kamczatki oraz Wysp Kurylskich Morze Ochockie otaczają wulkany, z których wiele dymi, potęgując nastrój grozy. Największy wulkan Eurazji, Kluczewska Sopka, mający wysokość 4850 m, wybucha co najmniej raz w ciągu ćwierćwiecza.

Bogaty w mintaja szelf to dawne ziemie "Ochockiej Atlantydy". Znalazły się one pod wodą, według różnych oszacowań, na głębokości 110, 135, 180 metrów. Z ostatnich badań uczonych rosyjskich wynika, że przynajmniej część lądu została zalana 60 tys. lat temu, gdy na Dalekim Wschodzie pojawili się pierwsi myśliwi. Szkielety mamutów, które żyły w epoce lodowcowej, spotykano na dnie Zatoki Aniwa, w pobliżu miasteczka Korsaków, na głębokości 40 metrów.

W Korsakowie byłem świadkiem skonfiskowania przez radzieckie kutry patrolowe japońskiego szkunera, który nielegalnie łowił ośmiornice i kraby morskie w Cieśninie La Perouse'a. Wpuszczono mnie na jego pokład, abym mógł zrobić zdjęcia zajętego połowu.

Na pokładzie "Aquariusa" polskiego fotoreportera, o ile mi wiadomo, nie było. Morze Ochockie pokazywało więc Polakom różne twarze. Podobnie jak jego panowie i władcy.

RYSZARD BADOWSKI - dziennikarz, podróżnik, przemierzył z kamerą filmową Syberię i Daleki Wschód. Przebywał w portach Morza Ochockiego na Sachalinie.