Twoja wyszukiwarka

JAN MIODEK
OD BALWIERZA DO KUFAJKI
Wiedza i Życie nr 11/1997
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 11/1997

Dlaczego pochodząca z rosyjskiego fufajka w języku większości rodaków przyjmuje brzmienie kufajka? - pytają mnie często telewidzowie.

Czy poprawny jest zapis "Pelegrinus", jaki zobaczyłem na wycieczkowym autokarze? - niepokoi się pewien wrocławianin. Przecież mamy słowo peregrynacja, a i z przedwojennych lekcji łaciny pamiętam dobrze formę peregrinus - "zagraniczny, obcy, nie osiadły" - też z dwiema głoskami "r".

Przedstawione tu rozterki poprawnościowe należy związać z bardzo ciekawym i spotykanym w wielu językach zjawiskiem tzw. dysymilacji fonetycznej, czyli rozpodobnienia jednakowo brzmiących głosek występujących w poszczególnych wyrazach. Oto np. przywiezione w XVI wieku do Europy warzywo we Włoszech otrzymało nazwę tartufo, tartufolio - z dwiema spółgłoskami "t". Ale już na gruncie niemieckim włoski wyraz przez rozpodobnienie pierwszego "t" zmienił się na kartofel - z "k" i "t" - i ta postać utrwaliła się w naszym języku.

Pierwotny biszkokt - od łac. bis + coctus "dwukrotnie gotowany" - to dzisiejszy biszkopt ("k" - "k" rozpodobnione na "k" - "p").

Pierwotne dostatczanie, logicznie wywiedzione od rzeczownika dostatek (jeszcze Jan Kochanowski pisał o dostatczaniu zboża przez spichlerze), zostało zamienione na dostarczanie ("t" - "t" "t" - "r").

Zjawisko dysymilacji fonetycznej łatwo zauważymy, przypatrując się takim parom wyrazowym, jak np. ludwisarz - niem. Rothgiesser, folwark - niem. Vorwerk czy Małgorzata-Margarita (gr. margarites - "perła").

Z łac. rzeczownikiem barba, "broda", związany jest średniołaciński barbarius - "cyrulik, golibroda". Do niego, oczywiście, nawiązuje francuski barbier. Ale już w języku niemieckim, obok zgodnej z oryginałem postaci Barbier, występował Balbier - z rozpodobnioną parą głoskową "l" - "r". Nasi przodkowie przejęli od sąsiadów oba te brzmienia, ale ostatecznie utrwalił się balwiarz (później wyparty przez fryzjera).

Nietrudno teraz zrozumieć, skąd się wzięły w polszczyźnie "Pelegrinus" i kufajka. Peregrynacja - dawn. "wędrówka, dłuższa podróż" (Donosiła, że znalazła po długiej a nadaremnej peregrynacji wśród zepsutego świata człowieka znakomitego - czytamy np. w Macosze J.I. Kraszewskiego, powieści z podań XVIII w., napisanej w 1872 roku; Wtedy też poznał Maciej dokładnie przebieg peregrynacji Pomponiusa. Minąwszy Wiedeń i Kraków, kierował się on mianowicie na Ruś Czerwoną - napisał Jan Piasecki w swej powieści o Mikołaju Koperniku pt. Portret z konwalią) - to kontynuacja łac. peregrinatio, "podróż". Z tym źródłosłowem powiązany jest, naturalnie, pielgrzym - bezpośrednio przejęty ze staro-górno-niemieckiego wyrazu Piligrim. Bo Germanie nie nawiązali do pierwotnej łacińskiej wersji peregrinus (tylko ją mamy w słowniku łacińsko-polskim), lecz do jej odmiany ludowej pelegrinus - już z rozpodobnioną parą "l" - "r".

Więc choć i ja wolałbym na wycieczkowym autokarze napis "Peregrinus", postaci "Pelegrinus" potępiać w czambuł nie mogę. Tak jak trudno się upominać o oryginalną fufajkę, skoro absolutna większość Polaków posługuje się kufajką - z "k" i "f".

Poznaliśmy więc dzisiaj ważne i ogólnojęzykowe zjawisko fonetyczne. Jego przeciwieństwem jest, łatwo się domyślić, asymilacja, czyli upodobnienie głosek. W żywej mowie spotykamy się z nim bez przerwy. Mówimy np.: "bapka", "tfarz", "tagże" - upodobnienie dźwięcznych "b", "w" do bezdźwięcznych "k", "t" w wyrazach babka, twarz i bezdźwięcznego "k" do dźwięcznego "ż" w wyrazie także; "w romantyźmie", "w kapitaliźmie" (w romantyzmie, w kapitalizmie) - upodobnienie twardego "z" do miękkiego "m"; "pambuk", "szczasem" (Pan Bóg, z czasem) - upodobnienie przedniojęzykowego "n" do dwuwargowego "b" i przedniojęzykowego "z" do dziąsłowego "cz". Upodobnienie pod względem dźwięczności spowodowało także przekształcenie się pierwotnych postaci typu slecieć, sjeść, sjechać, snad, s nim w dzisiejsze zlecieć, zjeść, zjechać, znad, z nim.

Podsumowująco zaś wypada stwierdzić, że dysymilacja i asymilacja fonetyczna tworzą jeszcze jedną parę zjawisk, które - na zasadzie dopełniania się przeciwieństw - służą w rozwoju języka pożądanej funkcjonalnej równowadze.