Twoja wyszukiwarka

BOGDAN MIŚ
W ŚWIECIE POLITYKI
Wiedza i Życie nr 11/1997
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 11/1997

Nie bez zajadłej dyskusji nasze Zgromadzenie Narodowe uchwaliło konstytucję. W referendum większość z nas również opowiedziała się za nią; jakikolwiek byłby wtedy wynik - ja osobiście, szanując i uznając zasady demokracji, zastrzegam sobie prawo do pewnego w tej materii sceptycyzmu. Otóż nie wierzę, aby wszyscy dokładnie czytali i znali ten, ponoć niezwykle kontrowersyjny, dokument; jestem więc przekonany, że większość z nas głosowała tak, jak doradzili nam ludzie, którym ufamy - albo po prostu zgodnie z naszymi własnymi opcjami politycznymi. Czyli - nie merytorycznie, w istocie.

Wyznam, że nie trafiają mi przy tym do przekonania stwierdzenia, iż mieliśmy całe lata na uczestniczenie w dyskusji i wobec tego powinniśmy konstytucję znać doskonale. Wbrew zarozumiałej opinii polityków, nie wszyscy z zapamiętaniem śledzą ich spory; jest przecież całkiem spora liczba ludzi, którzy swoją styczność z gazetą ograniczają do przejrzenia wiadomości sportowych - i o tym warto pamiętać.

Nie znaczy to, że podstawowe dla życia społecznego dokumenty nie powinny być dostępne w każdej chwili dla wszystkich chętnych; wręcz przeciwnie, powinny - i o to, iż nie były i nie są, mam właśnie niejakie pretensje. A świetnym do tego celu medium jest Internet. Znajdziemy w nim ogromne zasoby aktów prawnych, niestety głównie anglosaskich; od witryn poświęconych prawom konsumenta, przez problematykę równouprawnienia kobiet, do pełnego tekstu Deklaracji Niepodległości itd. Radzę też serdecznie zajrzeć do witryny ICL, czyli International Constitutional Law, międzynarodowego prawa konstytucyjnego. Witryna, prowadzona przez Uniwersytet w Würzburgu ( http://www.uni-wuerzburg.de/law/home.HTM, ryc.), zawiera nie tylko zbiór tekstów kilkudziesięciu konstytucji - ostatnio również naszą! - ale pozwala też, w niezwykle pomysłowy sposób, na uzyskiwanie odpowiedzi na różne pytania porównawcze. Na przykład: ile konstytucji tak naprawdę odwołuje się do Boga? Gdzie prezydent ma prawo głosu - i jakie - w sprawie obsady tego czy innego stanowiska ministerialnego? Czy gdziekolwiek uwzględnia się tzw. prawo naturalne?

Myślę, że warto, by o istnieniu wspomnianej witryny dowiedzieli się nasi politycy. Nie, nie dlatego, iż mogą tam z korzyścią zajrzeć; nie bardzo w to wierzę. Dlatego, aby wiedzieli, że możemy łatwo sprawdzić ich rzetelność i prawdomówność.

WIRTUALNE MINISTERSTWO FINANSÓW

Jako dzieci często marzymy o tym, by zostać strażakiem czy policjantem. Niektórzy chcą lecieć w kosmos, inni leczyć ludzi, jeszcze inni budować domy. Nie sądzę, by ktokolwiek w młodości marzył o zostaniu ministrem finansów; prawdę mówiąc, biorąc pod uwagę łatwą do wyobrażenia odpowiedzialność i obowiązki, związane z tym stanowiskiem, oraz nieuchronny brak sympatii ze strony szarego człowieka - płatnika podatków - jakoś nie mogę sobie wyobrazić, aby ktoś w ogóle reflektował na taką posadę; na ludzi typu profesora Balcerowicza, profesora Kołodki czy profesora Belki patrzę więc z pewnym podziwem, ale i brakiem zrozumienia. No, ale może się mylę w tym sądzie. Może setki młodych ludzi, prące co roku na uczelnie ekonomiczne, o niczym innym nie śnią, tylko o układaniu budżetu państwa?

Jeśli tak jest, mam coś dla nich. Istnieje w Internecie pewna witryna, w której można sobie pomanipulować... ni mniej, ni więcej, tylko budżetem samych Stanów Zjednoczonych ( http://garnet/berkeley. edu:3333/budget/budget.HTM). Witryna ta została opracowana i jest zarządzana przez naukowców ze słynnego Uniwersytetu w Berkeley, jednej z najbardziej znanych uczelni na świecie. Można tu - jeżeli ktoś jest zagorzałym pacyfistą - obciąć z bieżącego budżetu wydatki na obronę narodową, przyciąć - jeśli się jest konsekwentnym prawicowcem - wydatki na cele społeczne, zredukować nakłady na badania kosmiczne itd. No i - co najważniejsze - zobaczyć momentalnie, co też z takiej radosnej twórczości wyniknie. Zapewniam, że jest to zajęcie pasjonujące nawet dla kogoś, kto o ekonomii i jej zasadach słucha z najwyższym obrzydzeniem; może nawet dla takich ludzi opisana witryna powinna być specjalnie zalecana do odwiedzenia. Na rozgrzewkę zaleca się tu wypełnić prosty, amerykański, 26-pytaniowy kwestionariusz podatkowy, potem dopiero przystąpić do ataku na podzielony na 114 kategorii budżet USA. Dobrej zabawy - ale ostrzegam, że jest to zajęcie raczej na wiele godzin...

POLITYKA, POLITYKA...

Myślę, że w takich rozpolitykowanych czasach, jak dzisiejsze, warto spojrzeć na Internet właśnie z politycznego punktu widzenia. Jest on bowiem z tej właśnie perspektywy zjawiskiem fascynującym.

To ogromne światowe forum realizuje starożytny ideał demokracji bezpośredniej. Wszyscy mają tu dokładnie te same prawa, każdy może się wypowiedzieć na dowolny temat, choćby niewiarygodnie drastyczny i kontrowersyjny; każdy też może się z taką wypowiedzią zgodzić albo nie. Nie ma tu uprzywilejowanych religii, nikt nie jest chroniony przed krytyką i nikt nikomu niczego nie może zakazać ani narzucić. Słowem - równość absolutna.

Pozwolą Państwo tedy, że opowiem o kilku politycznych witrynach, które osobiście bardzo lubię. Na przykład o generatorze politycznej paplaniny, który na zamówienie wyprodukuje pełen wielkich słów i dokładnie nic nie znaczący tekst przemówienia. Na przykład o witrynie, poświęconej analizie propagandy politycznej na całym świecie, jej zasad i skuteczności - co powinno być ciekawe nie tylko dla studentów dziennikarstwa, reklamy i politologii, nie tylko dla sztabów wyborczych partii politycznych, ale i dla zwykłego, światłego człowieka, który nie ma ochoty dać się zmanipulować. Bardzo lubię również witrynę o nazwie "Refuse and resist!", co da się w skrócie wyłożyć jako "Protestuję"; jest to witryna ( http://www.calyx.com/~refuse/altindex.HTM) pewnej organizacji młodzieżowej z Nowego Jorku, prowadzącej akcję przeciw tzw. kobiecej cenzurze, obowiązkowemu patriotyzmowi i innym tego typu konserwatywnym wartościom.

Jedną z ciekawszych jest witryna o krótkiej nazwie "Europa", stworzona i umieszczona na serwerze w Belgii przez Komisję Europejską. Jest tu ( http://www.europa.eu.int/index-en.htm) ogromna masa bardzo ciekawych i często zaskakujących wiadomości o Unii i jej członkach. Czy wiedzą Państwo, na przykład, że dochód narodowy Wspólnoty jest o 10% większy od dochodu narodowego USA i o 60% większy niż Japonii? Zabawnym i pouczającym pomysłem jest w tej witrynie rubryka Euromity, podzielona na "zupełnie fałszywe" (przykład: nie nakazano wszystkim rybakom noszenia na łodziach różowych kalesonów, jak kiedyś twierdziła ponoć prasa bulwarowa), "nieporozumienia" (przykład: nie wstrzymano produkcji chipsów koktajlowych) i "w zasadzie prawdziwe" (faktycznie wydano przepisy, dotyczące tak szczegółowej sprawy, jak ustalenie dopuszczalnej głośności kosiarek do trawy).

To tylko wybór, kilka politycznych witryn pierwszych z brzegu. Są ich setki, jeśli nie tysiące - i każdy znajdzie coś odpowiadającego jego poglądom i temperamentowi. Czyż nie jest to wspaniałe?