Twoja wyszukiwarka

ANDRZEJ KAJETAN WRÓBLEWSKI
MISTRZ ŚWIATŁA
Wiedza i Życie nr 11/1997
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 11/1997

Albert Michelson (1852-1931) urodził się w Strzelnie na Kujawach, w ówczesnym zaborze pruskim. Jego ojciec Samuel prowadził mały sklepik bławatny, a matka, Rozalia Przyłubska, była córką miejscowego lekarza. Rodzina wyemigrowała do Stanów Zjednoczonych, kiedy Albert miał dwa lata. Po wielu przygodach Michelsonowie przedostali sie do Kalifornii, gdzie osiedli w Murphy's Camp u podnóża Sierra Nevada. Był to pierwszy okres gorączki złota. Samuel znów otworzył sklepik, a mały Albert spędzał czas wśród poszukiwaczy i włóczęgów. Gdy do osady nadeszła tragiczna wiadomość o zamordowaniu prezydenta Lincolna, chłopiec przybrał ku jego czci drugie imię, Abraham.

Wkrótce rodzina Michelsonów przeniosła się do tętniącego życiem Virginia City. Albert zaczął chodzić do gimnazjum w San Francisco. Mieszkał u kierownika szkoły, który zachęcał utalentowanego chłopca do zgłębiania fizyki, gry na skrzypcach, nauczył go boksu, a potem namawiał do dalszej nauki w Akademii Marynarki Wojennej w Annapolis. Uczelnia ta gwarantowała dobrą karierę i możliwość służenia krajowi. Przyjmowano do niej kadetów na podstawie trudnego egzaminu konkursowego. Michelson zdał go bardzo dobrze, lecz pierwsze miejsce nagrodzone przyjęciem do Akademii przypadło innemu kandydatowi, który osiągnął równie dobre wyniki, ale był synem ubogiego, pozbawionego ręki weterana wojny secesyjnej.

Michelson jednak łatwo się nie zniechęcał. Zaopatrzony w listy polecające, w tym od kongresmana z Nevady, udał się w długą podróż do Waszyngtonu, aby ubiegać się o jedno z dodatkowych miejsc w Akademii, które przydzielał osobiście prezydent Stanów Zjednoczonych. Dowiedziawszy się, że prezydent Grant codziennie o określonej godzinie spaceruje z psem, czekał na niego na trasie spaceru i wyłuszczył swą prośbę przedstawiając listy. Dało to oczekiwany wynik i uparty młodzieniec znalazł się w Annapolis na dodatkowym, specjalnie utworzonym miejscu.

W Akademii Michelson wyróżniał się w boksie - był mistrzem uczelni, a także w fizyce. Na uroczystości rozdania świadectw komendant Akademii powiedział kadetowi Michelsonowi: Gdyby pan poświęcał mniej uwagi sprawom naukowym, a więcej morskiej sztuce artyleryjskiej, to mógłby się pan kiedyś nauczyć dostatecznie dużo, aby stać się przydatnym dla swego kraju.

Kiedy po ukończeniu studiów Michelson skończył obowiązkową dwuletnią służbę na okrętach wojennych, zaproponowano mu posadę wykładowcy fizyki i chemii w Annapolis. Michelson uważał tę pracę za bardzo łatwą. Musiałem tylko wyprzedzać moich uczniów o parę stron podręcznika - wspominał. Zostawało mu sporo czasu na studiowanie optyki, którą się coraz bardziej pasjonował, a także na sport i rozrywki.

Zaręczył się z piękną Margaret Hemingway, siostrzenicą żony swego przełożonego, komandora Williama Sampsona. Wkrótce odbył się ślub w prywatnej kaplicy episkopalnej bogatej rodziny Hemingwayów. Początkowo małżeństwo układało się dobrze i na świat przyszło troje dzieci. Z biegiem czasu jednak między małżonkami zaczęło coraz częściej dochodzić do starć. Margaret, kobieta o bardzo silnej indywidualności, chciała dominować i kierować poczynaniami męża, on natomiast był coraz bardziej pochłonięty badaniami i im poświęcał cały czas.

Zwolniwszy się z Annapolis, Michelson wyjechał w 1880 roku do Europy, gdzie spotkania z wybitnymi fizykami rozszerzyły znacznie jego wiedzę. W 1881 roku w berlińskim laboratorium Hermanna Helmholtza wykonał pierwszą próbę wykrycia ruchu Ziemi względem eteru. Wynik nie był zbyt przekonujący. Wróciwszy do Stanów Zjednoczonych Michelson zaczął wykładać na uczelni w Cleveland, gdzie wraz z utalentowanym chemikiem Edwardem Morleyem zbudował aparaturę umożliwiającą dokładniejszy pomiar. W lecie 1887 roku wyniki doświadczenia, cytowanego dziś w każdym podręczniku fizyki, były gotowe i zostały wysłane do druku.

Wytężona praca nie pozostała bez wpływu na zdrowie Michelsona. Już jesienią 1885 roku zaczął zdradzać objawy choroby psychicznej. Musiał przerwać wykłady i udać się do Nowego Jorku na kurację. Margaret doszła do wniosku, że jej mąż nie wróci już do pracy i zaczęła czynić przygotowania do umieszczenia go na stałe w zakładzie zamkniętym. Tymczasem Michelson niespodziewanie szybko wykurował się. Nie mógł zapomnieć tego, co zamierzała zrobić żona. Wprawdzie małżeństwo formalnie trwało nadal przez wiele lat, ale były to tylko pozory.

Zakończenie prac nad doświadczeniem Michelsona-Morleya zbiegło się w czasie z bardzo nieprzyjemnymi wydarzeniami. Oto w sierpniu 1887 roku służąca Michelsonów ulotniła się, okradając ich z wielu cennych rzeczy. Nowa służąca, 19-letnia Ruth Whitfield, po paru tygodniach oskarżyła Michelsona o molestowanie seksualne i zażądała od niego sporej sumy pieniędzy jako rekompensatę szkód moralnych. Michelson nie ugiął się i wezwał policję, która zaaresztowała szantażystkę. Sprawa nabrała jednak rozgłosu, gdy Ruth powtórzyła swoje oskarżenie pod przysięgą w obecności sędziego. Ten wydał polecenie zaaresztowania Michelsona, który był zmuszony wpłacić kaucję w wysokości 100 dolarów. Wprawdzie doszło w końcu do ugody, gdy obie strony wycofały swoje oskarżenia, ale Michelson był tak wstrząśnięty, że odwołał swoje publiczne wystąpienia, w których miał przedstawiać wyniki doświadczenia. Wkrótce też przeniósł się do Clark University w Worchester. Po uzyskaniu rozwodu z Margaret ożenił się w 1900 roku z młodszą o 18 lat Edną Stanton. Jedna z trzech córek z tego udanego związku, Dorothy Livingston, opracowała poczytną biografię ojca pt. The Master of Light.

Michelson był pierwszym amerykańskim fizykiem-noblistą. Otrzymał nagrodę w 1907 roku za konstrukcję precyzyjnych przyrządów optycznych i wykonanie przy ich użyciu niezwykle dokładnych pomiarów spektroskopowych i metrologicznych. W owym czasie zwyczaje były inne niż obecnie. Nazwiska laureatów ogłaszano dopiero podczas samej ceremonii wręczania nagród przez króla Szwecji, a laureatów zapraszanych do Sztokholmu proszono o zachowanie tajemnicy aż do ostatniej chwili. Na statku, którym Michelson płynął do Szwecji, doszło przypadkowo do ostrej kłótni między nim a innym pasażerem. Obaj panowie z ulgą przyjęli chwilę dotarcia do Göteborga, bo, schodząc na ląd, mogli się uwolnić od swego przymusowego towarzystwa. Ku swemu bezgranicznemu zdumieniu, spotkali się jednak ponownie, właśnie na ceremonii wręczania Nagród Nobla. Tym pasażerem okazał się Anglik Rudyard Kipling, laureat nagrody z literatury.