Twoja wyszukiwarka

DOBROSŁAWA ŚWIERCZYŃSKA
PSEUDONIM, CZYLI KTO JEST KIM
Wiedza i Życie nr 11/1997
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 11/1997

BOLESŁAW PRUS, WŁADYSŁAW ORKAN, ANDRZEJ STRUG, JAN BRZECHWA, BOY, CONRAD, MOLIER, WOLTER, STENDHAL - TO PSEUDONIMY WYBITNYCH PISARZY. NAWET LITERACKIE NAGRODY NOBLA ZDOBYWANO POD PSEUDONIMAMI - PRZYPOMNIJMY ANATOLA FRANCE'A CZY PABLA NERUDĘ. DLACZEGO PISALI NIE POD WŁASNYM NAZWISKIEM?

Cała sprawa pseudonimu jest złożona i interesująca. Termin pseudonim pochodzi z greki, gdzie słowo pseudonymos tłumaczy się jako noszący kłamliwe imię, a w onomastyce
i - szerzej - w kulturze oznacza właśnie nieprawdziwe, zmyślone lub przybrane określenie zastępujące nazwisko, stosowane przez ludzi pióra, aktorów i artystów (np. Pola Negri, Juliusz Osterwa, Caravaggio), polityków (Lenin, Tito), wojskowych (liczne pseudonimy powstańcze i konspiracyjne), szpiegów (Mata Hari) itp.

Zajmijmy się najczęściej stosowanym pseudonimem - literackim. Wiadomo, że autorzy mogą przekazywać czytelnikom swe prace anonimowo, czyli bez podania autora, lub ze wskazaniem twórcy. Początki literatury to właśnie prace anonimowe, z czasem komuś przez badaczy przypisywane (nie ma do końca pewności, czy Homer istniał naprawdę i był autorem Iliady i Odysei). Natomiast teksty z oznaczonym autorstwem mogły być podpisane nazwiskiem lub pseudonimem twórcy.

Bibliografowie, prawnicy, historycy europejscy już od XVI wieku ustalali właściwe autorstwo różnych tekstów, a więc także rozwiązywali pseudonimy w specjalnych słownikach. W Polsce pierwsze zestawienia pseudonimów i ich rozwiązań pojawiły się w wieku XVIII, a słowniki pseudonimów w końcu XIX wieku. Pierwszy nowoczesny polski zbiór rozwiązań pseudonimów, tj. trzytomowy Słownik pseudonimów i kryptonimów pisarzy polskich oraz Polski dotyczących, opracowany przez Adama Bara, ukazał się w latach 1935-1938. Ostatnio pojawił się na rynku księgarskim wielki Słownik pseudonimów pisarzy polskich, opracowany w Instytucie Badań Literackich PAN pod kierunkiem profesora Edmunda Jankowskiego, a wydany w czterech opasłych tomach przez wrocławskie wydawnictwo Ossolineum w latach 1994-1996. Słownik ten przynosi rozwiązania ponad 55 tys. pseudonimów, którymi posługiwało się ponad 17 tys. autorów - literatów, publicystów, dziennikarzy - od XV wieku do 1970 roku. Dane te świadczą o skali zjawiska pseudonimowości1.

Apolonia Chałupiec - tak nazywała się sławna aktorka filmowa występująca pod pseudonimem Pola Negri

Fot. Archiwum Dokumentacji Mechanicznej

Powtórzmy postawione na początku pytanie: dlaczego autorzy ukrywają swe nazwiska, czasem w prosty, czasem w bardzo wymyślny sposób? Przyczyn jest co najmniej kilka. Dość częstym powodem używania pseudonimu jest skromność, nieprzywiązywanie wagi do wytworów swego pióra. Aleksander Głowacki, który chciał zachować nazwisko do sygnowania prac naukowych z dziedziny filozofii, pisał: Od chwili wejścia do literatury nie ukrywałem antypatii do bezcelowych konceptów. Podpisywałem się pseudonimem wprost ze wstydu, że takie głupstwa piszę. Wybrał pseudonim od herbu rodowego - Prus. Bolesława Prusa zna każdy uczeń, a Aleksandra Głowackiego?

Maciej Słomczyński w jednym z wywiadów telewizyjnych powiedział, że Joe Alex potrzebny mu był po to, żeby na chodliwych kryminałach zarabiać pieniądze i móc w spokoju poświęcić się swemu powołaniu - przekładom Joyce'a i Miltona. Słynny matematyk oksfordzki, Charles Lutwidge Dodgson, żeby nie narażać na szwank swej powagi naukowej, książeczki dla dzieci podpisywał jako Lewis Carroll. I znów każde dziecko wie, że autorem Alicji w krainie czarów jest Carroll, a kto pamięta o Dodgsonie? Może są to żarty historii, a może skromność nagrodzona?

Dość częstym motywem pseudonimowości jest nieśmiałość debiutanta, czasem niepewność znanego już autora, jak jego utwór przyjmą czytelnicy, recenzenci, koledzy? Maria Konopnicka publikowała więc początkowo jako M.K. i Maria K., a popularny w końcu ubiegłego wieku prozaik, Julian Wieniawski, pisał: Czy może być szczęśliwszym położenie autora, niż gdy go kryje pseudonim? Wtedy to dowiaduje się on o sobie sądów prawdziwych, wolnych od stronności, którym, bądź co bądź, najpoważniejsze nawet umysły krytyczne, ale zawsze ludzkie, całkowicie oprzeć się nie zdołają. Cóż dopiero mówić o sądach publiczności!

Ważnym powodem przyjęcia pseudonimu były względy bezpieczeństwa i ostrożność przy publikowaniu tekstów sprzecznych z ogólnie panującymi poglądami politycznymi, społecznymi, moralnymi czy religijnymi. Posłużenie się pseudonimem pozwalało uniknąć ewentualnych konsekwencji polityczno-prawnych. W Anglii np., w okresie formowania się parlamentaryzmu, większość polemik ukazywała się pod pseudonimami oraz z fikcyjnym miejscem druku (nb. najczęściej był to Gdańsk!). A ileż pseudonimów miał pisarz, filozof i najsłynniejszy polemista francuski XVIII wieku - François Maria
Arouet, póki w końcu nie zasłynął jako Voltaire.

W Polsce pseudonimy powstałe z powodów politycznych, konspiracyjnych czy choćby tylko asekuracyjnych pojawiały się od XVII wieku, ale najwięcej ich zaistniało w XIX stuleciu. Naród żyjący w niewoli musiał wypracować względnie bezpieczny sposób komunikowania się i rozwoju literatury oraz publicystyki. Nazwisk rodowych nie używali pisarze emigracyjni ze względu na bezpieczeństwo własne i pozostawionej w kraju rodziny. Także ci w kraju podejmowali, właśnie pod pseudonimami, tematy patriotyczne i postępowe wbrew ostrej i mściwej cenzurze, mimo że za "nieprawomyślne" poglądy zawieszano tytuły periodyków, nakładano grzywny na wydawców, a jeśli dopatrzono się jeszcze spisku, autorom groziły procesy, więzienie i zsyłka. A jednak w zaborze rosyjskim pojawiały się przecież licznie te "nieprawomyślne" publikacje, czasem wydane w Galicji, czasem w Wielkopolsce, czasem na emigracji. W Warszawie można było czytać opowiadania Jana Sawy, czyli Marii Konopnickiej, niemal historyczne rozprawy Narransa i Anhellego, czyli Stanisława Krzemińskiego, korespondencje i felietony Hodiego - Józefa Tokarzewicza.

W czasie okupacji niemieckiej oprócz tak licznych pseudonimów konspiracyjnych pojawiały się też pseudonimy literackie, np. Krzysztof Kamil Baczyński pisał jako Jan Bugaj, Tadeusz Gajcy jako Karol Topornicki, Mieczysław Jastrun jako Jan Klonowicz. A ileż pseudonimów powstało w tzw. drugim obiegu w latach 1976-19892! Autorzy tekstów literackich, publicystycznych, dziennikarskich, redaktorzy i wydawcy często występowali pod pseudonimami. Sytuacja nie była wprawdzie tak groźna, jak 40 lat wcześniej, gdy na każdym kroku ryzykowało się życiem. Ale władza więziła, nękała, konfiskowała - więc bezpieczniej było w ukryciu.

Pseudonimami posługiwali się nierzadko także duchowni, zarówno ci posłuszni, jak i zbuntowani wobec różnej władzy. Od XVI wieku zakonnicy w swej pracy pisarskiej najczęściej stosowali własne imiona zakonne, przyjmowane przy profesji jakoby przez pokorę, dla zaparcia się nawet nazwiska familii - jak pisał nieco złośliwie ksiąęż biskup warmiński, Ignacy Krasicki. Dla konfratrów to zakonne imię pełniło funkcję niemal nazwiska, natomiast wobec postronnego czytelnika ów pseudonim miał świadczyć o - co najmniej - prawowierności piszącego. Takie były też przyczyny posługiwania się imionami zakonnymi przez nieduchownych. Zaczęło się to u nas w czasach libertyńskiego oświecenia, trwa do dziś. Zmarły przed kilkoma laty felietonista "Tygodnika Powszechnego", Tadeusz Żychiewicz, który pisywał jako Ojciec Malachiasz, tłumaczył się: Fakt, że - będąc człowiekiem świeckim - przyjąłem pseudonim, który mógł sugerować, iż jestem osobą duchowną, nie był, jak dziś osądzam, całkiem w porządku.

Bywało także odwrotnie: duchowni przyjmowali pseudonimy świeckie. Ksiądz Antoni Szandlerowski, poeta niepokorny, posługiwał się pięknymi pseudonimami: Antoni Ziemic i Władysław Poświat, aby, jak podano w nekrologu, nie mieć kłopotu z władzami kościelnymi, niechętnymi jego pisarstwu. Przybrawszy pseudonim, nie musiał zabiegać o imprimatur czy nihil obstat. Podobnie ksiądz Izydor Wysłouch, w zakonie kapucynów brat Antoni, nie taił rozgoryczenia wywołanego stanowiskiem Kościoła jako organizacji wobec nędzy i niesprawiedliwości społecznej. Upominany przez swe władze, rozpoczął pracę publicystyczną i działalność społeczną pod pseudonimem Antoni Szech.

Młody ksiądz, Karol Wojtyła, od 1950 roku ogłaszał w "Tygodniku Powszechnym" i "Znaku" wiersze nawiązujące do wątków biblijnych i ewangelicznych oraz artykuły pod pseudonimem Andrzej Jawień. Z powodu autorskiej skromności? Dla oddzielenia pracy duszpasterskiej od literackiej? A może z konieczności ukrywania tej drugiej przed władzą także ze względu na los "Tygodnika"? Trudno teraz byłoby pytać o to Ojca Świętego Jana Pawła II. Z pseudonimem Andrzej Jawień wiąże się jeszcze inna interesująca kwestia. Otóż główny bohater powieści Jana Parandowskiego pt. Powrót do życia, malarz, który wyszedł właśnie z Oświęcimia, nazywa się Andrzej Jawień. Ale powieść ukazała się drukiem w 1961 roku. Czy Parandowski nawiązał celowo, bo w 10 lat później, do pseudonimu z krakowskiego tygodnika; może twórcy jakoś się porozumieli? A może nazwisko Jawień "zapadło w pamięć" pisarza? W każdym razie pseudonim ten po 1961 roku nie pojawia się pod utworami Karola Wojtyły, zostaje zastąpiony przez nowy, Stanisław Andrzej Gruda, gdy Poeta był już dostojnikiem w hierarchii kościelnej.

Niekiedy ludzie znani przybierali piękniejszy pseudonim w miejsce z jakichś powodów nie odpowiadającego im nazwiska. Wspomniana Pola Negri nazywała się przecież Apolonia Chałupiec, Juliusz Osterwa - Julian Maluszek, a Violetta Villas nosi nazwisko Czesława Cieślak. Nie na darmo Jerzy Waldorff radził młodemu, zdolnemu tancerzowi o nazwisku Słoń, aby przyjął pseudonim, bo z pewnością zacne nazwisko dla tancerza jest w podobny sposób niestosowne, jak gdyby tenor nazywał się Ignacy Ryczywół. Podobnie jest z autorami. Z powodów towarzysko-obyczajowych nieciekawe, brzydkie lub cudzoziemsko brzmiące nazwiska zastępowano efektownym pseudonimem. Franciszek Smaciarz nie tylko zmienił nazwisko na Smreczyński, uszlachcając niemal nazwisko panieńskie matki, Katarzyny ze Smreczaków, ale przybrał jeszcze tajemniczy pseudonim Władysław Orkan. Stefan Eiger pisał pod pseudonimem Stefan Napierski, a Oskar Katzenellenbogen zastąpił swoje niepolskie, znaczące i zbyt długie dla dziennikarza nazwisko pseudonimem Ostap Ortwin - także niepolskim, ale o ileż zgrabniejszym. Bywa też odwrotnie: autorzy o polskich nazwiskach przybierają cudzoziemskie pseudonimy. Wśród miłośników kryminałów panuje na ogół przekonanie, że najlepsze powstają w Anglii i Francji. Może dlatego Andrzej Szczypiorski przyjął pseudonim Maurice S. Andrews, Tadeusz Kwiatkowski - Noël Randon, wspomniany Maciej Słomczyński - Joe Alex itd.

Można wymienić jeszcze wiele przyczyn przyjmowania pseudonimów. Zatrzymajmy się na trzech. Wiele kobiet literatek zmieniało swe nazwiska na męskie pseudonimy. Do początków XIX wieku kobieta, poza rolą żony i matki, mogła być jeszcze muzą twórców, duszą i ozdobą salonu literackiego, mogła pisywać listy i poezje w sztambuchach, ale nie artykuły w gazetach czy powieści. Wtedy, szczególnie we Francji, daje się zauważyć maskulinizacja nazwisk literatek i publicystek i do literatury trafia George Sand, a nie Aurora Dudevant. Czasem posłużenie się męskim pseudonimem ułatwiało start u wydawcy czy redaktora nie lubiącego "babskiej pisaniny", pozwalało uniknąć w recenzji formułki "typowy przejaw kobiecego pióra". Zdarzało się też, że przyjęcie męskiego pseudonimu miało związek z jakimiś komplikacjami psychicznymi. Znana poetka Maria Komornicka zaczęła uważać się za mężczyznę i przyjęła pseudonim Piotr Odmieniec Włast.

Bywa często, że autorzy występują pod wieloma pseudonimami. Może tu ważyć chęć ukrycia rozlicznych zainteresowań, wielu miejsc współpracy i źródeł dochodów (na ogół zresztą mizernych). Pseudonimy służą też "poszerzeniu" grona współpracowników: kilka osób, ale pod różnymi pseudonimami, zapełnia łamy czasopisma, a czytelnik zauważa właśnie tę mnogość autorów, niekiedy nawet indywidualizujących styl tekstów podpisanych różnymi pseudonimami.

Wreszcie trzeci powód. Autorzy dobierają pseudonim najbardziej, według nich, odpowiedni do danego tekstu czy rodzaju tekstów. XVII-wieczny Radopatrzek Gładkotwarski pisał o urodzie niewieściej, Bonifacy Bibaczenko o pijaństwie, Niemickiewicz napisał Trzech niebudrysów, Kazimierz Promyk starał się szerzyć oświatę, Fra Giacomo Rymgoboli rozpamiętywał rozterki poety. Liczni Obserwatorzy czy Weredycy byli autorami korespondencji i felietonów, a Ciocie Zosie czy Ciocie Marysie - autorkami tekstów dla dzieci. Przy czym gramatyczny rodzaj pseudonimu wcale nie musi odpowiadać płci piszących: w połowie XX wieku liczba panów piszących pod żeńskimi pseudonimami jest niemal równa liczbie pań posługujących się pseudonimami męskimi.

Julian Tuwim podpisywał się ponad sześćdziesięcioma pseudonimami, m.in. Schyzio Frenik, Madam Ickiewicz

Fot. Archiwum Dokumentacji Mechanicznej

Przytoczone wyżej przykłady pseudonimów wskazują na ich rozmaitość. Badacze pseudonimów wyróżnili bardzo wiele - od kilkudziesięciu do stu kilkudziesięciu - grup gatunkowych tych zmyślonych nazwisk, nadając tym grupom odpowiednie nazwy. Bo też bogactwo jest tu ogromne - wskażmy zaledwie kilkanaście przykładów.

W funkcji pseudonimów pojawiają się więc pojedyncze, przypadkowe litery z różnych alfabetów, inicjały własne lub zmyślone (np. btz pod jednym z artykułów znaczy "byle trudniej zgadnąć" autora), imiona własne lub przybrane, nazwy herbów, nazwy geograficzne (np. Kazimierz z Królówki Brodzińskiego), nazwiska urobione od własnego (np. K.R. Żywicki, tj. Ludwik Krzywicki czy Jan Uszminkiewicz, tj. Janusz Minkiewicz) lub zmyślone, czasem wręcz wymyślne (np. Narodolub Szkodobroński, Liberiusz Bankrutowicz, Zdrowisław Rozsądni-
cki, Filip Z. Konopski), nazwy zwierząt i roślin, nazwy zawodów, informacje o dokonaniach literackich (np. Autor Antologii polskiej Władysława Bełzy), najprzeróżniejsze oznaczenia graficzne, np. kropki, średniki, krzyżyki, znaki zodiaku, rysunki, odwzorowania herbów i znaków wolnomularskich, cyfry.

Niektóre z tych bardzo licznych gatunków pseudonimów funkcjonują od początków naszej literatury, inne pojawiają się na krótko, daje się zaobserwować wyraźne mody na pewne rodzaje oznaczeń. W literaturze staropolskiej np. było wiele pseudonimów zapożyczonych z języków klasycznych (Acernus Sebastiana Klonowica, Eques Polonus Samuela Przypkowskiego, liczni Orthologowie), wskazujących na przynależność do różnych zakonów, a także określeń tyczących statusu społecznego i poglądów autora (Pewien szlachcic staropolski, Jeden katolik przy prawej a starożytnej wierze stojący). Jeszcze dwa rodzaje pseudonimów staropolskich zasługują na specjalną uwagę: nazwiska i określenia znaczące, stosowane w tekstach literatury sowizdrzalskiej (Jadam Nieboraczkowski z Chudej Woli, Niedrwiel Prawdzic) oraz zagadki autorskie. Pseudonimy grupy pierwszej były często stosowane w następnych wiekach, np. oświeceniowy "Monitor" warszawski miał wśród swych współpracowników Rzetelskiego, Uczciwskiego itp. Podobne pseudonimy pojawiają się w piśmiennictwie satyrycznym i humorystycznym, nawet w publicystyce aż do naszych czasów. Natomiast wierszowane zagadki autorskie stanowią właściwie specyfikę piśmiennictwa staropolskiego. Bardzo długie niekiedy teksty nie tylko zastępowały nazwisko autora, ale najpewniej dowodzić miały kunsztu poetyckiego.

W XVIII wieku wyróżniają się bardzo liczne pseudonimy wieloliterowe, zawierające inicjały dostojeństw i funkcji, czasem dziś trudnych do ustalenia. Oświeceniowy historyk i pamiętnikarz, Franciszek Ksawery Bohusz, np. podpisał się kilkunastoma literami: X.B.P.K.W.P.W.T.S.G.W.X.X.S.T. i O.P.D. Popularna była też metoda swoistego wtapiania swych inicjałów w wymyślne nieraz określenia. Dla przykładu, Józef Jędrzej Załuski podpisał się: ten, którego hasło jest takie: Jezusie Zegnaj Rządź Króluj lub przez tego, który Jest Ziemianow Rodakow Kochający. Czytelnik winien się domyślić, że duże litery to inicjały od: Józef Załuski Referendarz Koronny. Ponadto w XVIII wieku pojawiają się w funkcji pseudonimów podpisy rodzaju żeńskiego (Pewna dama polska, Pewna zacna weteranka) oraz oznaczenia graficzne, jak kwadraty i trójkąty. Można sądzić, że zaważyły tu oznaczenia wolnomularskie. Znacznie więcej było też Autorów i Tłumaczy, którzy zdecydowanie wyparli Kaznodziejów i Professorów teologii z wieków poprzednich.

W XIX wieku liczba pseudonimów w piśmiennictwie polskim znacząco wzrosła. Wiązało się to zarówno z rozwojem publicystyki, jak i z sytuacją Polski: niewolą i koniecznością walki z zaborcą także za pomocą słowa. Względy bezpieczeństwa zmuszały do stosowania pseudonimów. Ich specyfikę w połowie XIX wieku stanowi używanie określeń, mających może zrekompensować zniknięcie Polski z map Europy: Mazur, Litwin, Podolanin, Podlasianin, Krakowianka, Obywatel z Poznańskiego, Wacław z Oleska, Stefan z Opatówka, a także Polak--wygnaniec czy Officier Polonais au service Belge. Wyraźny jest też wzrost liczby imion w funkcji pseudonimów (Gabriella, Bohdan, Zbigniew, Bronisława) oraz nacechowanie emocjonalne wielu wymyślonych podpisów (Bogobojna, Lirnik mazowiecki, Ojczyźniak, Szczęsna, Tułacz).

Druga połowa wieku, ta pozytywistyczna, rzekomo opozycyjna wobec romantyzmu, odznacza się w pseudonimice wielością nazw bohaterów dzieł romantycznych. Korespondencje, felietony, nawet wiersze, podpisują autorzy o "nazwiskach": Anhelli, Kordian, Skierka, Kiejstut, Konrad Wallenrod, Wajdelota, Ksiądz Robak, Jacek Soplica, Leonard, Mohort, Ordon, Jowialski, Miron, Fantazy, Dantyszeczek. Ten tak interesujący rodzaj pseudonimów jest u nas popularny do dziś, dochodziły tylko nowe zastępy "piszących": Kmicic, Zagłoba, Podbipięta, Leon Płoszowski, Doktor Judym, Krzysztof Cedro, Marek Czertwan, Wejdawutas, Rozłucki, Baryka... W publikacjach drugiego obiegu po 1980 roku spotykaliśmy też m.in. Almanzora, Anhellego, Charłampa, Podziomka, Wallenroda.

Nawet tak pobieżne spojrzenie na polski pseudonim literacki pozwala sformułować wniosek, że autorzy często naprawdę dbali o jego różnorakie walory i konstruowali go według zasad pewnej sztuki. Twórczość stricte pseudonimowa znalazła wyraz w wierszowanych zagadkach autorskich, w pseudonimach będących formą dowcipu językowego, wymagających także od czytelnika inwencji w podejmowaniu gry. To czytelnik winien właściwie zinterpretować czy choćby tylko odczytać "nazwiska": Jeremiasz Niwieściński na Świekotowie i Plotkowicach; dr pseudomedycyny i blagochirurgii A. Mixturanii; dr Kartezy Spinocą herbu Świderek; La von Tamten; Oda Dozet; Jan A. Przekór; Dr A. Pichrust; Ambasador chiński Nieg-Lu-Pi czy nawet Q-q-Ry-q. Niektórzy autorzy uprawiali wręcz indywidualną twórczość pseudonimową. Bo jakże inaczej nazwać wymyślenie po sto z okładem pseudonimów, jak to uczynili popularni na przełomie wieków literaci i dziennikarze, Kazimierz Bartoszewicz i Konstanty Krumłowski. Julian Tuwim miał ponad sześćdziesiąt pseudonimów - m.in. Julian Rozbij Tuwicki, Schyzio Frenik, Zenon Pseudeck, Ikacy Ikacewicz początkujący poeta, dr Baltazar Dziwacki, Madam Ickiewicz. Konstanty Ildefons Gałczyński posługiwał się ponad dwudziestoma pseudonimami - w tym kilkoma zabawnymi wersjami podpisu Król Herod - od Le roi Hérode aż po Klul Chelot, a także Il de Fons, K.I. Bobczinskij, Zbrodnia i kara-kuliambro, Kostia z Zamostia. Jeden z publicystów drugiego obiegu wymyślił blisko trzydzieści pseudonimów, m.in. Ali Gator, Arguzas Szperacz, Arkady Akwedukt, Gniewosz Plamisty, Mieszek Orfeusz.

Warto jeszcze przypomnieć, że niektóre pseudonimy zupełnie wyparły nazwiska autorów ze świadomości czytelniczej, tak jak Prus czy Orkan, ale także Magdalena Samozwaniec, Roman Bratny, Igor Newerly, Władysław Kopaliński. Niekiedy pseudonim - po dopełnieniu określonych formalności prawnych - może stać się obowiązującym nazwiskiem.

Na zakończenie trzeba podkreślić, że pseudonim, podobnie jak nazwisko twórcy, podlega ochronie prawa autorskiego. Nierzadko autorzy nie wyrażają z różnych powodów zgody na deszyfrację i trzeba to uszanować. Nie należą do rzadkości spory, nawet procesy, o pseudonimy. Narcyza Żmichowska, pisząca pod pseudonimem Gabriela, protestowała przeciwko stosowaniu podpisu Gabriela P. przez Gabrielę Puzyninę. Anatol France, oskarżony przez noszącego takie właśnie rodowe nazwisko Hectora France'a, musiał się tłumaczyć - skutecznie - przed paryskim sądem, dlaczego nie posługuje się swoim własnym nazwiskiem - Thibault. W okresie międzywojennym autor Burka, Jan Wiktor, wytoczył proces - wygrany - Janowi Lasoniowi, który posłużył się pseudonimem J.M. Wiktor. Znany literat, dyrektor Muzeum Literatury w Warszawie, Janusz Odrowąż-Pieniążek, protestował przeciw posługiwaniu się pseudonimem Janusz Odrowąż przez autora tekstów estradowych, Janusza Wiśniewskiego, a Jan Zbigniew Słojewski - Hamilton przeciw podpisowi HAM w "Polityce" pod notatką, która nie wyszła spod jego pióra. Nawet skrót pseudonimu podlegać więc winien ochronie. To chyba wystarczająco dowodzi wagi pseudonimów.

1 Wiadomości o dziejach pseudonimów, ich rodzajach i funkcjach oraz o słownikach pseudonimów zawarto w pracach: Edmund Jankowski, Dobrosława Świerczyńska: Pseudonimy, pseudonimografia i pseudonimologia. [W]: Słownik pseudonimów pisarzy polskich, t. I, Wrocław 1994, oraz Dobrosława Świerczyńska: Polski pseudonim literacki. Warszawa 1983. Z tej pracy pochodzą wszystkie cytaty w niniejszym artykule, przytoczone bez podania źródła.

2 Dużą część pseudonimów z publikacji drugoobiegowych rozwiązano w Słowniku pseudonimów pt. Kto był kim w drugim obiegu, przygotowanym i wydanym w Instytucie Badań Literackich PAN w 1994 roku.

Dr DOBROSŁAWA ŚWIERCZYŃSKA, historyk literatury, bibliograf, folklorystka, pracuje w Instytucie Badań Literackich PAN.