Twoja wyszukiwarka

ZBIGNIEW DROZDOWICZ
NOWE RELIGIE ORIENTALNE
Wiedza i Życie nr 11/1997
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 11/1997

W OGROMNEJ LICZBIE RÓŻNEGO RODZAJU NOWYCH RELIGII ZNACZĄCE MIEJSCE ZAJMUJĄ RELIGIE O RODOWODZIE ORIENTALNYM. NAWIĄZUJĄ ONE DO KONCEPCJI OBECNYCH W HINDUIZMIE CZY ISLAMIE.

Okres największych sukcesów nowych religii, wywodzących swoje korzenie ze Wschodu, przypada na lata sześćdziesiąte. Wówczas to na fali młodzieżowej kontestacji wypłynęło zapotrzebowanie na radykalnie odmienne style życia, myślenia i rozumienia świata. To, co w tej mierze miał do zaoferowania Wschód skomercjalizowanemu i pogrążonemu w gorączce złota Zachodowi, kusiło zarówno swoją odmiennością, jak i tajemniczością oraz duchową głębią. W efekcie pojawiło się pokolenie określające siebie jako "młodzi Azjaci", "duchowi Azjaci" lub po prostu "dzieci kwiaty" - ubierające się kwieciście lub tak, jak wyznawcy Mahometa, Buddy czy Kryszny. W późniejszym czasie zapotrzebowanie Zachodu na "Orient" wprawdzie wyraźnie osłabło, jednak nie wygasło całkowicie, czego potwierdzeniem jest m.in. cieszący się nadal dużą popularnością ruch krysznaicki. Zastanawia również spora popularność na Zachodzie bahaizmu, religii, która narodziła się na Bliskim Wschodzie.

HINDUIZM "EKSPORTOWY"

Przeciętnie wykształconemu Europejczykowi hinduizm kojarzy się przede wszystkim z Indiami, krajem świętych krów oraz świętej rzeki Ganges, w której wodach pobożni hindusi dokonują rytualnych ablucji, wierząc, iż przynosi to zarówno fizyczne, jak i duchowe oczyszczenie. Nieco bardziej wykształcony Europejczyk orientuje się na ogół, że hinduizm to nie tylko Indie, chociaż w tym ogromnym kraju żyje zdecydowana większość z jego ponad 600-milionowej rzeszy wyznawców. Niewielu natomiast jest już w stanie odpowiedzieć na pytanie: czy hinduizm jest religią, czy też w gruncie rzeczy nią nie jest? Zresztą sami hindusi mają co do tego poważne wątpliwości - przykładowo: według byłego prezydenta Indii, Sarvepalliego Radhakrishnana, jest on raczej pewnego typu kulturą niż religią. Jeśli jednak przyjąć, że mimo wszystko lub poza wszystkim innym jest religią, to jest on taką religią, w której nie ma ani jednolitego systemu dogmatów, ani jednej organizacji kościelnej, ani ujednoliconych praktyk - jest w niej natomiast wiele zróżnicowanych historycznie i regionalnie wierzeń i zwyczajów kultowych.

W tej sytuacji trudno jest udzielić jednoznacznej odpowiedzi na pytanie o rodowód ruchu krysznaickiego, nazywanego również ruchem Świadomości Kryszny. Nie ulega jednak wątpliwości, że wyrasta on z tradycji bhakti (hinduistycznej pobożności, polegającej na oddaniu się Bogu), kształtującej się od VI wieku n.e., a szczególnie rozwiniętej w XVI wieku przez Śri Czaitanję Mahaprabhu (1486-1534). Za bezpośredniego twórcę ruchu Świadomości Kryszny uznaje się jednak Bhaktivedantę Swamiego Prabhupadę (właściwe nazwisko: Abhay Caran De, 1896-1975), człowieka mającego gruntowne wykształcenie (ekonomiczne i filozoficzne) oraz kultywującego wyniesione z domu przywiązanie do kultury indyjskiej, a jednocześnie dobrze znającego kulturę zachodnią (zwłaszcza angielską). Z działalnością bhaktów zetknął się bezpośrednio
w 1922 roku, aż do 1956 roku pozostawał jednak luźno związany z tym ruchem, sympatyzując z nim i propagując jego idee w wydawanym przez siebie piśmie "Back to Godhead", które dzisiaj ukazuje się w ponad 30 językach w wielu krajach świata. W tym samym roku postanowił jednak całkowicie poświęcić się Bogu i rozpocząć sannjasę (czwarty, duchowy, etap wedyjskiego życia), co w praktyce oznaczało wyrzeczenie się życia rodzinnego oraz rezygnację z działalności pozareligijnej. Był to zresztą warunek przejęcia kierownictwa w ruchu.

Bhaktivedanta Swami Prabhupada w 1965 roku wyemigrował do Stanów Zjednoczonych, gdzie założył Międzynarodowe Towarzystwo Świadomości Kryszny

Fot. Internet

Mimo ogromnego zaangażowania lidera i jego najbliższych współpracowników w propagowanie krysznaickich wierzeń oraz praktyk kultowych, nie udało się im pozyskać w samych Indiach większej liczby wyznawców. Wpływ na to miał zapewne fakt, że podnosili oni do rangi najwyższego bóstwa Krysznę, jedną z dziesięciu awatar (wcieleń) boga Wisznu, któremu w świetle hinduistycznej tradycji przypada wprawdzie ważna rola, jednak nie wszyscy hindusi uważają go za najwyższe bóstwo. Czyny Kryszny opiewane są w Bhagawadgicie, stanowiącej fragment VI księgi Mahabharaty, staroindyjskiego eposu przedstawiającego losy walczących o władzę potomków króla Bharaty. Kryszna przedstawiany jest w niej jako woźnica bojowego rydwanu oraz jako guru. Wpływ na to, że krysznaizm nie stał się w Indiach ruchem masowym, miał zapewne również fakt, że jego członkowie głoszą potrzebę dosyć radykalnych ograniczeń cielesnych - m.in. w życiu seksualnym, odżywianiu się, korzystaniu z używek itd.

Zasadniczy przełom w historii ruchu krysznaickiego nastąpił w 1965 roku, po tym jak Bhaktivedanta Swami zdecydował się na przeniesienie swojej działalności do Stanów Zjednoczonych. Dobrym pomysłem okazało się zwłaszcza założenie Międzynarodowego Towarzystwa Świadomości Kryszny (International Society for Krishna Consciousness, w skrócie: ISKCON). Oficjalnie zarejestrowane zostało (jako związek wyznaniowy) w 1966 roku w Nowym Jorku i skupiało początkowo niewielką grupę zwolenników tego, co lider owego ruchu nazywał prostym życiem i wzniosłym myśleniem; składały się na to m.in. wegetarianizm, słuchanie wykładów mistrza na temat filozofii wedyjskiej oraz wielokrotne intonowanie mantry (świętej formuły).

Wszystko razem miało doprowadzić uczestników tego ruchu do osiągnięcia stanu dojrzałej miłości do Boga Kryszny, pojmowanego jako "wieczna, wszechwiedząca, wszechmocna i wszechatrakcyjna Osoba", "źródło wszystkich żywych istot", "energia utrzymująca całą kosmiczną manifestację" (z wydanej przez ISKCON broszury).

To stosunkowo proste życie i niezbyt skomplikowane (jak na zachodnie standardy) myślenie zyskało uznanie w środowiskach kontestującej młodzieży, nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale także w Europie - najpierw w Anglii, do której emisariusze tego ruchu dotarli już w 1968 roku (wśród sympatyków znalazł się tam m.in. jeden z Beatlesów, George Harrison - z krysznaickiej mantry uczynił prawdziwy przebój muzyczny), a następnie w Niemczech, gdzie do dzisiaj ma on największą liczbę wyznawców. Na początku lat siedemdziesiątych ośrodki ISKCON zaczęły powstawać również w Europie Środkowej i Wschodniej (w 1971 roku Bhaktivedanta Swami gościł m.in. w Moskwie). Na lata te przypadają również początki tego ruchu w Polsce - chociaż samo Towarzystwo Świadomości Kryszny (z dopiskiem: Bhakti-joga w Polsce) oficjalnie zarejestrowane zostało dopiero w 1988 roku. Wprawdzie nawet w okresie swojej największej popularności ruch krysznaicki nie przybrał masowego charakteru (szacuje się, że liczba jego członków nigdy nie przekroczyła 15 tys.), to mimo różnego rodzaju "zawirowań", wywołanych m.in. walką o sukcesję, miał on i ma nadal sporą, choć trudną do oszacowania, liczbę sympatyków, wspierających go duchowo i materialnie.

Międzynarodowe Towarzystwo Świadomości Kryszny działa w USA i Europie (także w Polsce), jednak ruch krysznaicki rozwija się też w Indiach, skąd się wywodzi. Na zdjęciu: krysznaici sprzedają książki o tematyce religijnej przy świątyni w Konaraku, Indie

Fot. Natalia Szczucka-Kubisz

Członków tego ruchu można poznać po charakterystycznych strojach - mężczyźni noszą białe lub szafranowe szaty i golą głowy (pozostawiając jedynie nieduży kosmyk włosów), natomiast kobiety wkładają kolorowe sari oraz zapuszczają długie włosy. Zajmują się propagowaniem idei krysznaickich, kolportując wydawane przez ISKCON książki takie, jak napisane przez Bhaktivedantę Swamiego Nektar Oddania, Prawda i piękno, Złoty Awatara czy Źródło wiecznej przyjemności. Wydawni-ctwo tego ruchu, noszące nazwę Bhaktivedanta Book Trust, wydało już ponad 170 mln egzemplarzy tej i podobnej jej literatury w ponad 30 językach, w tym również w języku polskim. Krysznaici organizują także w miejscach publicznych tzw. harinamy, czyli występy artystyczne, podczas których śpiewają i tańczą w takt bębenków, cymbałów i sitarów oraz zbierają datki pieniężne na rzecz swojego ruchu. Prowadzą również centra wykładowe, takie jak Center for Vedic Studies w Heidelbergu (RFN), w których zapoznają słuchaczy z filozofią wedyjską oraz ideami ruchu krysznaickiego. W Polsce centrum takie znajduje się w Czarnowie koło Kamiennej Góry (woj. jeleniogórskie); nosi ono nazwę New Śantipur. Żyjący w tych i podobnych im ośrodkach bhaktowie, poza działalnością propagatorską, zajmują się hodowlą oraz uprawą ziemi.

HINDUIZM "WZBOGACONY"

Początki Fundacji Bhagwan związane są z osobą Osho, czyli Rajneesha Chandry Mohana (1931-1990). Był on człowiekiem wykształconym (studiował na uniwersytecie w Dżabalpurze), odznaczającym się nieprzeciętnymi zdolnościami intelektualnymi i oratorskimi. Najpierw (od 1966 roku) usiłował zrobić karierę w Bombaju, przybierając imię Bhagwan (Czcigodny) i głosząc filozofię "trzech L", tj. "Life, Love, Laughter" (Życie, Miłość, Śmiech). Jej dopełnieniem była swoboda seksualna, która miała pomagać w osiąganiu owych "trzech L". Spotykając się z pewnymi restrykcjami ze strony miejscowych władz (poza głoszeniem i praktykowaniem wolnej miłości dał się poznać jako krytyk takich indyjskich autorytetów, jak Gandhi), przeniósł się w 1974 roku do Puny i tam dopiero zaczęła się jego zawrotna kariera. Licznie gromadzili się wokół niego sannjasinowie (mianem tym określa się w tym ruchu uczniów Osho Rajneesha). Później wiele podróżował po Indiach, wygłaszając wykłady, za które pobierał wysokie honoraria.

Poza filozofią "trzech L" głosił pochwałę tzw. medytacji wirującej. Przystąpienie do niej poprzedzone powinno być postem, natomiast sama medytacja polega w pierwszej fazie na coraz szybszym wirowaniu wokół własnej osi w takt muzyki i trwa dopóty, dopóki wirujący się nie przewróci. Przejście do pozycji leżącej oznacza rozpoczęcie drugiej fazy owej medytacji - najistotniejsze w niej jest dotykanie pępkiem (uznawanym przez Rajneesha za miejsce przebywania duszy) ziemi, która ma wchłaniać ludzką energię. Bhagwan głosił również, że akt seksualny może przekształcić się w medytację, seks zaś uprawiać można nie tylko z kimkolwiek, ale także z czymkolwiek. Ważne jest w tym wszystkim, aby świadomość stawała się coraz bardziej pusta (wyzbyta nie tylko frustracji, ale także refleksji intelektualnej).

Stowarzyszenie o nazwie Przyjaciele Osho (Osho Friends) redaguje stronę internetową, poświęconą działalności ośrodków medytacyjnych założonych przez swego guru

Fot. Internet

Z relacji bezpośrednich uczestników tych swoistych "medytacji" wiadomo, iż w ich trakcie uprawiano samogwałt, jak i seks grupowy, oraz że przekształcały się one niejednokrotnie w orgie. Rosła przy tym nie tylko sława Rajneesha (wykraczając poza granice Indii), ale także jego fortuna. Płacić trzeba było bowiem nie tylko za udział w jego wykładach, ale również w owych "medytacjach". Członkom Międzynarodowej Fundacji Bhagwan udowodniono zajmowanie się przemytem walut i złota oraz handel narkotykami. Kiedy jeszcze okazało się, że mimo swego ogromnego bogactwa jej założyciel i główny guru zalega z podatkami, władze podjęły bardziej energiczne kroki przeciwko niemu i jego Fundacji. Skłoniło to Rajneesha oraz grupę jego najbliższych współpracowników do opuszczenia Indii w 1981 roku.

Osiedlili się w Stanach Zjednoczonych w miejscowości Antelope, w stanie Oregon. Zajęte przez nich ranczo o nazwie Big Muddy (Wielkie Błoto) szybko przekształcili w luksusową rezydencję (z basenem, starannie utrzymanymi trawnikami oraz ośrodkiem "medytacyjnym", w którym znajdowało się siedem sypialń). Strzeżona była przez tzw. Siły Pokoju - uzbrojonych w nowoczesną broń członków Fundacji, których liczba szybko wzrastała. Wybudowano również nowoczesną sieć dróg, bowiem Rajneesh lubił przejażdżki luksusowymi samochodami: miał aż 92 rolls-royce'y, a do dalszych podróży 4 samoloty. Środki na to wszystko czerpano zarówno z darowizn sympatyków ruchu, jak i z prowadzonych na szeroką skalę dochodowych interesów (Fundacja posiadała m.in. swoje hotele, restauracje i wydawnictwa). Jej majątek szacowany był w 1985 roku na ponad 100 mln dolarów.

Rok ten okazał się jednak początkiem końca Międzynarodowej Fundacji Bhagwan. Najpierw doszło w niej do wewnętrznego rozłamu, wywołanego przez najbliższą współpracowniczkę i uczennicę Rajneesha, Ma Anandę Schelę (wcześniej żonę bogatego nowojorczyka), która z grupą kilkunastu sannjasinów uciekła do Niemiec. Później samym przywódcą tego ruchu zainteresowały się władze, zarzucając mu naruszenie przepisów wizowych. Wytoczyły mu proces, który zakończył się wyrokiem 10 lat więzienia (został z niego zwolniony po zapłaceniu 400 tys. dolarów grzywny) oraz nakazem opuszczenia Stanów Zjednoczonych (bez prawa powrotu). Rajneesh zakończył swoją karierę w Punie, gdzie zmarł w nie wyjaśnionych do końca okolicznościach (według jednej z wersji przyczyną było zakażenie wirusem HIV). Do dzisiaj ma on swoich wyznawców, którzy, wsłuchując się w nagrany głos Bhagwana, kultywują jego nauki i praktyki. Można ich spotkać zarówno w Indiach, jak i Stanach Zjednoczonych oraz w Europie.

ŚWIATŁO WSCHODU DLA ZACHODU

Bahaizm należy do tych nowych religii, które w naszym stuleciu poczyniły największe postępy w pozyskiwaniu serc i umysłów ludzi Zachodu. Według najbardziej ostrożnych danych, ma ona dzisiaj kilka milionów wyznawców (sami bahaici podają, że jest ich 5 mln) praktycznie na wszystkich kontynentach. Oficjalnie działają oni również w naszym kraju - pod nazwą Wiara Bahai w Polsce.

Religię bahaistyczną stworzył urodzony w 1819 roku w Szirazie (południowa Persja) szyita Ali Muhammad, który ogłosił się Babem (w języku perskim Bab oznacza "bramę" lub "wrota"), czyli tym, który doprowadzi wiernych do Boga. Swoją misję ujawnił publicznie w 1844 roku w Mekce. We własnym przekonaniu oraz w przekonaniu jego uczniów i wyznawców był on dwunastym imamem proroka Mahometa. Za główne zadanie uznał głoszenie nauki o nadejściu nowej ery, tj. ery miłości, pokoju i pojednania, oraz powstania religii, w której nie będzie ani muzułmanina, ani chrześcijanina, ani żyda, ani wyznawcy żadnej innej z dotychczas istniejących religii, bowiem wszyscy skupią się w jednej wierze, a wiarą tą będzie właśnie bahaizm. Nazwa tej religii wzięta została od tytułu następcy i sukcesora Ali Muhammada (straconego w 1850 roku) Husajna Ali (1817-1892), który przyjął miano Bahaullaha (co tłumaczy się jako "wspaniałość Boga"). Kolejnymi prorokami bahaizmu, nazywanymi również zwiastunami, objawicielami oraz apostołami, byli Abdul-Baha (właściwie Abbas
Effendi; 1844-1921) oraz Shoghi Effendi (1921-1957). Mimo wielu trudności i powtarzających się prześladowań ze strony islamskich ortodoksów, bahaizm, który oficjalnie zerwał z islamem w okresie działalności Bahaullaha, stopniowo umacniał swoją pozycję w świecie.

Dzisiaj jego główne centrum - noszące nazwę Powszechnego Domu Sprawiedliwości (The Universal House of Justice) - znajduje się w pobliżu Hajfy (Izrael). Podlegają mu Narodowe Zgromadzenia Duchowe (National Spritual Assembly), które z kolei nadzorują działalność Lokalnych Zgromadzeń Duchowych (Local Spiritual Assembly). Te ostatnie mogą powstać praktycznie w każdej miejscowości, a nawet w każdej dzielnicy miasta. Warunkiem jest jednak, aby skupiały minimum 9 wyznawców, którzy ukończyli 21 lat. W religii tej obowiązuje kolegialny sposób zarządzania, tj. poszczególne Lokalne Zgromadzenia w głosowaniu tajnym wybierają swe Rady Duchowe (Spiritual Assembly), one z kolei spośród swoich członków wybierają delegatów na Zjazd Krajowy, natomiast jego delegaci wybierają spośród siebie 9 członków Narodowego Zgromadzenia Duchowego, ciała o szerokich i zróżnicowanych prawach i obowiązkach. Według wydanego w 1963 roku zbioru zasad administrowania narodową wspólnotą religijną, obowiązkiem tego Zgromadzenia jest m.in.: analizowanie przeważających wśród wiernych nastrojów i osobistych przekonań [...], całkowite oczyszczenie wszystkich rozważań i całego postępowania z ewentualnych skażeń osobistym poczuciem wyższości, z podejrzeń o utajnianie czegokolwiek, ze sztywnej powagi dyktatorskich werdyktów. Członkowie Narodowych Zgromadzeń wybierają spośród siebie 9 członków Powszechnego Domu Sprawiedliwości, organizacji ponadnarodowej, której zadaniem jest - poza interpretowaniem i wyjaśnianiem prawd zawartych w licznych pismach pozostawionych przez proroków i apostołów - precyzowanie praw i zasad tej religii oraz koordynowanie działalności promocyjnej i wydawniczej.

Ruch bahaistyczny ma świątynie w wielu miastach na wszystkich kontynentach. Jedną z najciekawszych pod względem architektonicznym jest tzw. Świątynia Lotosowa w Delhi, Indie

Fot. Monika Nowakowska

Bahaizm to oczywiście nie tylko Zgromadzenia oraz sprawnie działająca administracja, ale także określonego rodzaju wiara, obrzędowość, praca i w ogóle styl życia. Na fundamentalne pytanie: co to znaczy być bahaitą?, Abdul-Baha odpowiedział, że po prostu znaczy to: kochać cały świat, kochać ludzkość i jej służyć. Nie może być zatem bahaitą ktoś, kto nienawidzi innych ludzi, ale także ich Boga - bo bahaizm głosi nie tylko szacunek dla wszystkich ludzi (bez względu na kolor skóry, status majątkowy, poziom umysłowy itd.), ale także szacunek dla ich wiary i ich proroków (Mojżesza, Jezusa, Mahometa, Buddy itd.). Nie znaczy to jednak, że sam propaguje jakąś formę politeizmu - przeciwnie: zdecydowanie opowiada się za monoteizmem, bowiem głosi wiarę w jednego Boga, ale Boga, który ze swojej istoty jest nieskończony, a co za tym idzie, nie może być do końca poznany przez takie skończone byty (jakkolwiek posiadające nieśmiertelne dusze), jakimi są ludzie. Stąd właśnie różni prorocy różnie Go przedstawiali.

Nie może być bahaitą również ten, kto się nie modli codziennie i to w taki sposób, aby faktycznie jego modlitwa ożywiała duszę i pozwalała mu pozostawać w kontakcie z Bogiem. Dopuszczalne są tutaj bardzo zindywidualizowane formy modlitwy i bardzo osobiste formy nawiązywania owego kontaktu. Warto zwrócić uwagę, że w religii tej w ogóle nie ma stanu kapłańskiego lub też - co na jedno wychodzi - każdy dla siebie oraz dla innych może i powinien być kapłanem. Istnieją oczywiście bahaistyczne świątynie (najbardziej okazałe znajdują się w Chicago, Delhi, Kampali, Sydney oraz we Frankfurcie nad Menem), bahaistyczne święta (do najważniejszych z nich należy Święto Dwunastu Dni, nazywane również Świętem Rizwan, związane z objawieniami proroka Bahaullaha), a nawet bahaistyczny kalendarz (opracowany został przez samego Baba, który podzielił każdy rok na 19 miesięcy, a każdy miesiąc na 19 dni i nadał każdemu z nich odrębną nazwę - np. pierwszy dzień miesiąca to wspaniałość, drugi to sława, trzeci to piękno itd.). Jednak do obsługi tego wszystkiego nie są potrzebni żadni "funkcjonariusze Pana Boga". Podkreślić w końcu trzeba również, że bahaitą nie może być również ten, kto może pracować (nie jest ani trwale, ani czasowo niezdolny do pracy), ale nie pracuje - bo świetle tej religii praca jest źródłem szczęścia oraz indywidualnego i zbiorowego dobrobytu.

Warto dopowiedzieć, że według słów Abdul-Baha bahaizm jest "Duchowym Słońcem Prawdy", które mimo iż wzeszło na Wschodzie, świeci również na Zachodzie i jest, a przynajmniej może być, korzystne dla wszystkich. Przywołajmy zresztą w tej kwestii większy fragment wypowiedzi tego proroka: W obecnych czasach - pisał1 - Wschód potrzebuje materialnego postępu, a Zachód potrzebuje duchowego ideału. Dobrze byłoby, gdyby Zachód zwrócił się ku Wschodowi, poszukując oświecenia, i ofiarował w zamian naukową wiedzę. [...] Wschód i Zachód muszą się zjednoczyć, uzupełniając swoje niedostatki. Taka unia przyniesie prawdziwą cywilizację, w której to, co duchowe, jest wyrażane i wspierane przez to, co materialne, [...] pojawi się najpełniejsza harmonia, ludzie będą zjednoczeni, osiągnięty zostanie stan doskonałości, przymierze będzie ugruntowane i ten świat stanie się promienistym zwierciadłem chwytającym i rozprzestrzeniającym atrybuty Boga.

1J.E. Esslemont, Baháulláh and the New Era. London 1974.

Prof. dr hab. ZBIGNIEW DROZDOWICZ, filozof i religioznawca, jest kierownikiem Zakładu Historii i Filozofii Instytutu Filozofii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.