Twoja wyszukiwarka

LEON SZKUTNIK
JAK NAUCZYĆ SIĘ OBCEGO JĘZYKA?
Wiedza i Życie nr 11/1997
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 11/1997

NA TO PYTANIE ISTNIEJE WIELE ODPOWIEDZI. I JA SPRÓBUJĘ COŚ NA TEN TEMAT NAPISAĆ, MAJĄC NA UWADZE POLAKÓW W WIEKU OD 16 DO 96 LAT, UCZĄCYCH SIĘ JĘZYKA ANGIELSKIEGO.

Czy istnieją warunki konieczne, które trzeba spełnić, by nauczyć się języka angielskiego? Sądzę, że są trzy takie warunki: rozległa lektura, długotrwałe oglądanie telewizji angielskiej (ewentualnie słuchanie radia) i ostatni, prawdopodobnie najtrudniejszy do spełnienia - względnie szybkie (w kilka lub kilkanaście miesięcy) osiągnięcie poziomu znajomości języka umożliwiającego lekturę i oglądanie telewizji.

Wracając do warunków pierwszego i drugiego - chodzi tu przede wszystkim o przeczytanie wielu tysięcy stron bez pomocy słownika i spędzenie setek godzin przed telewizorem, oglądając programy, choć nie w pełni je rozumiejąc. Trzeba podkreślić: rozumienie ma być coraz pełniejsze, ale nie do końca pełne (można dobierać programy coraz trudniejsze). Jedynie w takiej sytuacji nauczymy się interpretować przekazy, których tylko część od razu zrozumiemy, domyślać się znaczeń z kontekstu, czerpać satysfakcję z odnajdywania sensu.

Można zapytać, dlaczego aż tyle stron tekstu, aż tyle godzin oglądania telewizji? Otóż wydaje się tu działać prawo wielkich liczb. Warto chyba w tym miejscu zacytować prof. Franciszka Gruczę, który jest wielkim autorytetem w dziedzinie teorii nauczania języków - glottodydaktyki: Główny powód niepowodzenia polskich szkół w zakresie nauki języków obcych tkwi w tym, że odpowiedzialni za ich "oprogramowywanie" decydenci, jak i ich "eksperci" dydaktyczni notorycznie ignorują znaną od wieków prawdę, iż na przyswojenie sobie jakiegokolwiek języka obcego w stopniu podstawowym trzeba poświęcić przynajmniej 1500 godzin pracy1. Można założyć bez ryzyka popełnienia większego błędu, że dla dorosłych uczących się na poziomie ponadpodstawowym liczbę tę należałoby podwoić. Mam tu na myśli nie godziny spędzone na lekcjach, ale w ogóle czas przeznaczony na naukę, wszelki kontakt z językiem, również sytuacje, kiedy idąc ulicą myślimy w - albo o - interesującym nas języku. Nauka języka nie jest bowiem zajęciem tylko mechanicznym - angażuje zarówno świadomość, jak i podświadomość, organizuje trochę inne widzenie rzeczywistości.

Jak już powiedziałem, rozległa lektura i długotrwałe oglądanie telewizji są to warunki konieczne, co nie znaczy, że wystarczające. Potrzebna jest jeszcze inteligentna konwersacja, refleksyjna nauka gramatyki, ćwiczenia w dokładnym rozumieniu skomplikowanych tekstów, nauka pisania.

Rozumienie języka obcego jest zazwyczaj trudniejsze niż mówienie w tym języku. Dlatego m.in. rozwijanie umiejętności odbioru stanowi fundament nauki języka. Poza tym bardzo przekonująca jest hipoteza, że dopiero z bardzo szeroko rozbudowanych umiejętności rozumienia wyrastają, można powiedzieć - organicznie - umiejętności formułowania wypowiedzi własnych. Te ostatnie na pewno nie polegają na przypominaniu sobie wyuczonych tekstów. Dlatego jako naiwne, jeżeli nie wręcz absurdalne, można określić przekonanie, że odgrywanie "praktycznych" dialogów-scenek z podręcznika (np. "W banku", "W porcie lotniczym", "W restauracji") jest optymalnym sposobem opanowania sztuki konwersacji.

Nauka języka dzięki rozległej lekturze i oglądaniu telewizji przebiega w sposób naturalny - możemy czytać i oglądać to, co nas autentycznie interesuje, co wprawdzie (szczególnie na początku) może być trudne, ale nie za trudne. Mamy świadomość, że w dużej mierze sami sterujemy procesem uczenia się. Na tym etapie do czytania świetnie nadają się kryminały Agaty Christie i Johna Creaseya, chociaż dla amatorów kultury na wyższym poziomie dostępna jest np. piękna i bardzo prosta w stylu filozoficzna proza Bertranda Russella. Natomiast jeżeli chodzi o telewizję, to najłatwiejsze do zrozumienia są wiadomości, które zresztą są nadawane (z niewielkimi modyfikacjami) co godzinę.

Można w tym miejscu zauważyć: No dobrze, ale to jest przecież nauka bierna, a nam potrzebna jest czynna znajomość języka. Otóż czytanie nie jest zajęciem biernym - jest działaniem twórczym, przekształcającym zadrukowaną kartkę papieru w żywą, angażującą nas rzeczywistość. Podobnie jest z oglądaniem telewizji w języku obcym - podejmujemy przecież podróż w inną kulturę. Ktoś kiedyś po powrocie z Anglii powiedział: To była fascynująca przygoda turystyczna. Ale językowo! Anglicy zbywali mnie monosylabami i uprzejmym uśmiechem. Nie mieli dla mnie czasu. Więc zapisałem się do szkoły językowej. Tam dopiero nasłuchałem się, jak nie należy mówić po angielsku - miałem kolegów z całego świata, a każdy inaczej przekręcał angielski. To było zabawne. Jest w tym chyba trochę racji. Są turyści, nie znający języka w ogóle, którzy sobie świetnie radzą, zwłaszcza jeżeli mają pieniądze. Są i tacy, którzy choć znają język w stopniu ograniczonym, potrafią się dobrze bawić i mieć miłe wspomnienia.

Fot. Tomasz Jakobielski

Może brzmi to paradoksalnie, ale to właśnie telewizja daje szerokie spektrum znaczeń i kontekstów: wiadomości, komentarze, dyskusje, sztuki teatralne, filmy. Można, nie wychodząc z mieszkania, uczestniczyć w tym wszystkim - być w Anglii. Nie znaczy to oczywiście, że kiedyś tam nie pojedziemy, aby odwiedzić przyjaciół, studiować, może pracować. Wtedy wszystko będzie inaczej - będziemy znali język. Teraz się go uczymy - czytając i oglądając programy telewizyjne.

Przejdźmy teraz do warunku trzeciego - nauki na poziomie elementarnym. Co zrobić, żeby nauka od samego początku przebiegała w sposób naturalny, tzn. była jakoś podobna do opisanej powyżej nauki na poziomie ponadpodstawowym? Jedno jest pewne: główny ciężar przypada na pracę własną - praca z nauczycielem jest niezwykle ważna, ale to tylko dopełnienie pracy poza zajęciami. W tej sytuacji szczególnej wagi nabiera jakość tekstów, z którymi przyjdzie nam pracować.

Znany brytyjski autor podręczników i metodyk, Mario
Rinvolucri2, zwraca uwagę, że nie każdy tekst realistyczny (tj. poprawny językowo i adekwatny do założonej sytuacji) jest tekstem realnym (tj. takim, który odpowiada prawdziwym intencjom osoby go wypowiadającej). I tak np. wypowiadając teksty, których oczekuje od nas nauczyciel, ale które tak naprawdę nic nas nie obchodzą, ponieważ nie mają żadnego odniesienia do naszego prawdziwego życia, bierzemy w najlepszym razie udział w odtwarzaniu tekstów "realistycznych". Natomiast jeśli uczestniczymy w konstruowaniu tekstów, które wyrażają akurat to, co naprawdę chcemy powiedzieć, wypowiadamy teksty "realne". Odnosi się to nie tylko do tekstów wypowiadanych głośno, lecz również do tych pomyślanych w czasie pracy własnej nad językiem.

Mówienie o tym, o czym naprawdę chcemy powiedzieć, na wszystkich poziomach, polega na korzystaniu z przyswojonego wcześniej, bardzo szerokiego repertuaru środków językowych. Repertuar ten jest budowany przede wszystkim przez rozumienie ogromnej ilości materiału. Naukę przez takie rozumienie można nazwać budowaniem wnętrza. Dysponowanie takim repertuarem jest warunkiem koniecznym dla tzw. czynnego posługiwania się językiem (mówienie, pisanie).

I znowu jest to warunek konieczny, lecz nie wystarczający. Potrzebne są działania dodatkowe. Działaniem głównym jest naturalna konwersacja, najlepiej w obecności życzliwego nauczyciela. Polega ona m.in. na tym, że uczący się podejmuje próby powiedzenia tego, co w danej chwili naprawdę chce powiedzieć, wykorzystując repertuar środków, które ma do dyspozycji, tj. wszystko, czego się dotąd nauczył. Często ma trudności. Pomoc nauczyciela przybiera zazwyczaj jedną z trzech postaci: uproszczenia przekazu, wskazania na nie wykorzystane elementy repertuaru, fragmentaryczne uzupełnienie repertuaru. Może wówczas również być wykorzystany język polski. Tego rodzaju procedury można określić jako dynamizowanie wyuczonego repertuaru i jego nieznaczne rozszerzenie. Przez cały czas nauczyciel jest przyjaznym doradcą, a błędy nigdy nie są traktowane jako przewinienie.

Warto przypomnieć: praca własna na poziomie elementarnym to przede wszystkim słuchanie nagrań i czytanie tekstów, które przez swój charakter potrafią stymulować zainteresowanie uczącego się, przybrać postać jego własnych, autentycznych form ekspresji. Mówiąc o tekstach do nauki języka na tym poziomie, warto dodać, że oprócz absolutnej poprawności językowej i angielskiego klimatu kulturowego, powinny one być jednocześnie łatwe i interesujące dla Polaka - nigdy infantylne. Elementarność formy może i powinna iść w parze z "zaawansowaną" treścią.

Fot. Natalia Szczucka-Kubisz

Wydaje się, że znakomita większość angielskich i amerykańskich nauczycieli języka angielskiego, metodyków, autorów podręczników, a przede wszystkim wydawców bardzo lubi hasło: angielski przez angielski od początku. Dlatego zastanowienie budzi wiele podręczników do nauki języków obcych przeznaczonych dla Anglików i Amerykanów, które przeczą tej zasadzie. Przykładem może tu być dostępna na polskim rynku seria "Living Language" (Crown Publishers Inc., New York 1986). Koncepcję metodyczną całej serii, obejmującej kilkanaście języków, opracowali amerykańscy eksperci rządowi z Departamentu Stanu i Departamentu Obrony. Wszystkie bez wyjątku pozycje są konstrukcjami dwujęzycznymi! I tak każde zdanie w podręczniku do nauki francuskiego przetłumaczone jest na angielski. Objaśnienia gramatyczne są po angielsku. Struktura języka francuskiego porównywana jest stale ze strukturą angielskiego. Uderza dbałość o stwarzanie możliwości pracy własnej uczącego się.

Zadziwiające, że eksperci amerykańscy nie proponują Amerykanom nauki francuskiego np. ramię w ramię na wspólnych kursach z Chińczykami z Pekinu według takiego samego podręcznika, według zasady "francuski przez francuski od początku". Ale robią to już Francuzi. Bo jedynie w ten sposób wydawcy francuscy mogą naprawdę dobrze zarobić. Tylko pomyśleć - miliony egzemplarzy tego samego podręcznika rzucone na cały świat! A nasi eksperci? Wydaje się, że w znakomitej większości pozostają pod urokiem kolorowych obrazków; do nielicznych wyjątków należy profesor Grucza.

Czy są wobec tego podręczniki pisane specjalnie z myślą o dorosłych Polakach, chcących spróbować przekraczać horyzonty własnego języka i kultury? Otóż są takie podręczniki i są tacy nauczyciele, na razie jeszcze nieliczni, którzy chcieliby pracować z widokiem na sukces. Nie zapominajmy jednak o rzeczy najważniejszej - przy dzisiejszej dostępności środków również praca bez nauczyciela, może z pomocą kogoś, kto zna język, ma sens.

1 Franciszek Grucza, Sytuacja polskiego świata nauki języków obcych przed i po roku 1989. "Przegląd Glottodydaktyczny", t. XV, 1996.

2 Mario Rinvolucri, The Considence Book. Longman 1990.

LEON LESZEK SZKUTNIK jest autorem wielu podręczników do nauki języków obcych, przede wszystkim angielskiego i niemieckiego. Jego teksty zamieszczały w swoich podręcznikach takie wydawnictwa, jak Penguin, Longman, Oxford University Press, Cambridge University Press, Klett. W Polsce publikował w następujących wydawnictwach: Wiedza Powszechna, Veda, Relaxa.