Twoja wyszukiwarka

ZBIGNIEW P. ZAGÓRSKI
ECHO "GWIEZDNYCH WOJEN"
Wiedza i Życie nr 12/1997
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 12/1997

Za czasów prezydentury Ronalda Reagana głośno było o tzw. gwiezdnych wojnach - programie wojskowym, którego celem było nastraszenie Rosjan, że Amerykanie potrafią unieszkodliwiać tuż po starcie rakiety z głowicami nuklearnymi wystrzelonymi w kierunku USA. Bardzo niewiele prac z tego programu ogłoszono drukiem, toteż pozostało spekulowanie, co jest możliwe, a co nie, według kryterium: jeżeli projekt nie przeczy sprawdzalnym prawom naukowym, to jego realizacja jest tylko kwestią pieniędzy. Na tej zasadzie można było uznać za niedorzeczny projekt wyprodukowania lasera pompowanego blaskiem wybuchu nuklearnego. Zupełnie realne są natomiast lasery pompowane reakcjami chemicznymi.

We wrześniu obiegła prasę światową, a za nią w formie często zniekształconej i polską, wiadomość o zamiarze zniszczenia za pomocą wiązki laserowej jednego z wojskowych satelitów armii USA. Na poligonie w White Sands Missile Range, w stanie Nowy Meksyk, zainstalowano laser o mocy 1 MW (Mid-Infra-Red Advance Chemical Laser), którego istotą jest reakcja utleniania etenu trifluorkiem azotu. Produktem tej wysokotemperaturowej reakcji są wolne atomy fluoru, które z deuterem obecnym w mieszaninie tworzą wzbudzone cząsteczki fluorodeuteru. Te ostatnie, wracając do stanu podstawowego, są źródłem powstawania spójnej wiązki światła podczerwonego w zakresie 3.6-4.2 m.

Fot. Internet

Podobno urządzenie to już się sprawdziło, uszkadzając pięć bezpilotowych samolotów BMQ-34 oraz ponaddźwiękowy pocisk Vandal. Tym razem miał zostać uszkodzony (a nie zestrzelony, jak pisała prasa codzienna) wojskowy satelita MSTI-3, krążący od maja ub.r. 420 km nad ziemią. Ma on (bez ogniw słonecznych) wielkość lodówki, toteż zadziwiać musi precyzja kątowa ustawienia działa laserowego, które po jednosekundowym impulsie lokalizującym cel wysyła dziesięciosekundową wiązkę niszczącą.

Zaplanowany na 4 października eksperyment nie doszedł jednak do skutku. Najpierw zawiódł jeden z elementów sterowniczych, następnego dnia gęste chmury przysłoniły cel. W końcu 17 października laser odpalił. Test uznano za udany, choć nie ujawniono żadnych szczegółów.

Zadziwia ostentacja, z jaką zapowiadano eksperyment. Gdyby chodziło o stwierdzenie, czy amerykańskim satelitom może zagrozić podobna broń, przeprowadzono by go bez rozgłosu, jak większość prób militarnych. Najwyraźniej chodzi o wywarcie wrażenia na potencjalnych przeciwnikach. Kreml już wyraził zaniepokojenie przeprowadzoną próbą, jednak przedstawiciel Pentagonu zapewnia, że nie łamie ona żadnych podpisanych traktatów.