Twoja wyszukiwarka

BARBARA PRATZER
KOŃ TROJAŃSKI A... HIV
Wiedza i Życie nr 12/1997
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 12/1997

Pomysł, który świetnie sprawdził się pod Troją, ma właśnie zamiar wykorzystać John Rose z Yale University do walki z HIV. Rolę konia przydzielił wirusowi pryszczycy (VSV), który atakuje bydło i niekiedy przenosi się na ludzi, na przykład za pośrednictwem surowego mleka. Do wyznaczonej roli potrzebny jest oczywiście odpowiedni kostium. Najważniejsze jego elementy to dwa receptory kryjące się pod symbolami CD4 i CXCR4, zawsze obecne na powierzchni limfocytów, które, jak wiadomo, są głównym celem HIV.

Kostium udało się wykonać dzięki inżynierii genetycznej - wirusy wyposażono w geny kodujące te receptory i zmuszono je do aktywności. Dramat rozegrał się w laboratoryjnej hodowli zawierającej komórki zaatakowane przez HIV i przebiegał gwałtowniej niż się spodziewano. Wirus pryszczycy w przebraniu rzeczywiście błyskawicznie przyłączył się do zainfekowanych komórek i równie szybko je zniszczył. Gdyby zachował się identycznie w organizmie człowieka-nosiciela HIV, oznaczałoby to zwalczenie infekcji.

Naukowcy od dawna zajmujący się HIV są pod ogromnym wrażeniem tych eksperymentów, choć oczywiście nie pozostają wobec nich bezkrytyczni. Zastanawiają się, czy wirus nie zniszczy przy okazji zdrowych komórek. Nie podziela tej obawy sam Rose - wirusa pryszczycy nie tylko wyposażył w dwa nowe receptory powierzchniowe, ale też pozbawił go własnych receptorów, umożliwiających przyłączenie się do innych niż limfocyty komórek. Inne zastrzeżenia dotyczą również tego, że układ odpornościowy nie pozostanie obojętny wobec zmodyfikowanego wirusa i usunie go, zanim ten zdąży wykonać zadanie.

Czy są to obawy uzasadnione, czy na wyrost - przekonamy się w ciągu kilku miesięcy, tyle czasu zajmie bowiem już rozpoczęte sprawdzanie tej nowej idei na zwierzętach. W przypadku pomyślnych rezultatów trzeba będzie uzyskać zgodę Food and Drug Administration, żeby rozpocząć próby na ludziach. Z pewnością nie będzie to łatwe, bowiem FDA z dużą ostrożnością udziela zgody na terapeutyczne wykorzystywanie wirusów.

Przy okazji warto wspomnieć, skąd wziął się cały pomysł. Na pierwszy rzut oka wydaje się on prosty i oczywisty. I rzeczywiście, w sferze idei jest prosty, jednak jego realizacja stała się możliwa dopiero niedawno, gdy wyjaśniono, że infekcja wirusem HIV przebiega dwuetapowo - najpierw wirus łączy się z receptorem CD4, ale potem musi się jeszcze połączyć z receptorem chemokinowym CXCR4, o czym pisaliśmy dokładniej w "WiŻ" nr 5/1997.

"Science", 5332/1997

O podobnych zagadnieniach przeczytasz w artykułach:
(05/97) UCIECZKA PRZED AIDS