Twoja wyszukiwarka

MARIUSZ JĘDRZEJEC
SKLONOWAĆ MAMUTA
Wiedza i Życie nr 12/1997
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 12/1997

Pierwsze sklonowanie dorosłego ssaka (owieczka Dolly) stało się zarzewiem burzliwej i trwającej po dziś dzień dyskusji - przez wszystkie media przetoczyły się analizy i polemiki próbujące określić znaczenie tego wydarzenia, a także szanse i zagrożenia, jakie ono ze sobą niesie. "Wiedza i Życie" nie mogła, oczywiście, pozostać na marginesie tej debaty: w majowym numerze pisma panie Magdalena Fikus oraz Joanna Nurkowska próbują ostudzić rozbudzone emocje, wskazując na fakt, iż jeśli perspektywę klonowania ludzi odrzucić jako nieetyczną, wówczas samo klonowanie zwierząt nie staje się przyczyną sensacji samo przez się i nie ma powodu do tak wielkiego podniecenia, jakie do tej pory wzbudziło na całym świecie osiągnięcie Instytutu Roślin.

Może tak, a może nie. Wprawdzie nie dotarły jeszcze do mnie żadne dodatkowe informacje mogące potwierdzić moje przypuszczenia, ale, moim zdaniem, perspektywa somatycznego klonowania ssaków przybliża dzień urzeczywistnienia idei "parku jurajskiego" - wskrzeszenia do życia gatunków zwierząt wymarłych. Od czasu do czasu odkrywamy przecież dobrze zakonserwowane szczątki zwierzęce. Być może udałoby się przywrócić do życia pojedyncze komórki lub chociaż sam materiał genetyczny - wystarczy przypomnieć, że jeszcze w czasach historycznych spożywano mięso mamutów, zachowane do dziś dzięki nieprzerwanemu schłodzeniu tkanek w wiecznej zmarzlinie. Niewykluczone, iż dałoby się wykorzystać gatunki najbardziej spokrewnione z wymarłym do przywrócenia ich ekosystemom, które drzewiej zamieszkiwały.

Mój projekt byłby następujący (ograniczmy się w tym miejscu jedynie do mamutów - z jakichś, atawistycznych zapewne, względów bardzo lubię te zwierzaki!): załóżmy, że udaje się odnaleźć dobrze zachowane fragmenty mamuta - np. zatopione w wosku ziemnym i nieprzerwanie zamarznięte od chwili jego osobniczej śmierci. Reanimujemy wyizolowane komórki lub tylko ich jądra komórkowe i "metodą Dolly" dokonujemy ich fuzji z oocytami słonia (niektóre wymarłe gatunki mają krewniaków jeszcze bliżej spokrewnionych). Dla tak skonstruowanej zygoty samica słonia służy już tylko jako biologiczny inkubator, a w efekcie otrzymujemy młodego mamuta, którego także możemy powielać metodami tradycyjnymi (np. samica mamuta rodzi własnego klona). Być może, łatwiejszą drogą do celu byłoby otrzymanie bezpłodnych krzyżówek międzygatunkowych (skoro udaje się np. krzyżować bydło domowe z żubrem) i dopiero z nich, drogą inżynierii genetycznej, wyhodowanie 100-procentowych mamutów.

W przypadku kolejnych sukcesów na polu reanimacji komórek możliwe są także inne warianty projektu: źródłem materiału genetycznego staje się chętniejsza do współpracy komórka mamuciego płodu lub zarodka. Można nawet wyobrazić sobie taką sytuację, w której dawcą oocytu zostaje samica mamuta, sam oocyt natomiast podlega zapłodnieniu in vitro reanimowanym mamucim plemnikiem (lub tylko samym materiałem genetycznym). W takim przypadku powstaje zygota w ogóle bez udziału techniki klonowania.

Trzeba przyznać, że powyższa wizja zakrawa na science fiction i szanse jej powodzenia są znikomo małe, w dodatku brak gwarancji, że w ogóle istnieją.

Pozdrawiam serdecznie
Mariusz A. Jędrzejec
Dąbrowa Górnicza

PS. Pytanie niezorientowanego laika: w trakcie życia osobniczego starzeniu ulegają także chromosomy (nawarstwiają się błędy zapisu w kodzie genetycznym, z każdym podziałem następuje skrócenie chromosomów o kolejne telomery itp.). Czy zatem sklonowane zwierzę nie jest "genetycznie stare" już na starcie? Jeśli tak, wówczas czas życia, a także kondycja klona zależałyby ściśle od stopnia zestarzenia materiału genetycznego "dawcy". Nie można by także klonować osobników w nieskończoność.

Na podobny do Pańskiego pomysł wpadli już amerykańscy naukowcy. Na łamach "Science" (vol. 276, 30 maja 1997) rozważano możliwości wykorzystania klonowania dla ochrony i odtworzenia zagrożonych gatunków. Nie sięgano, co prawda, aż do mamutów, ale do "zamrożonego zoo".

Od 1975 roku w ogrodzie zoologicznym w San Diego gromadzona jest kolekcja zamrożonych w ciekłym azocie komórek pobranych od przedstawicieli zagrożonych gatunków zwierząt (San Diego's Zoo's Center for Reproduction of Endangered Species - CRES). Na lepsze czasy czekają m.in. tkanki nosorożca sumatrzańskiego, konia Przewalskiego. Przy ratowaniu gatunków klonowanie ze względu na koszty, a także wyzwania techniczne i metodyczne, jakie metoda stawia przed naukowcami, wydaje się jednak ostatnią deską ratunku. Największe szanse mają te gatunki, które dają się klonować.

Co do Pana ostatniego pytania, nie znamy jeszcze dziś na nie odpowiedzi, jednak teoretycznie rozumowanie Pana jest słuszne.

O podobnych zagadnieniach przeczytasz w artykułach:
(05/97) SUKCES W OWCZEJ SKÓRZE