Twoja wyszukiwarka

X.RUT
PSUCIU ZAPOBIEGAĆ
Wiedza i Życie nr 12/1997
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 12/1997

Zbudził mnie regularny, tępy dźwięk, którego natury przez dłuższą chwilę nie byłem w stanie dociec, mimo że wyróżniał się wyraźnie na tle jednostajnego szumu klimatyzatora. W końcu zdecydowałem, że dochodzi z przedpokoju, łączącego sypialnię z łazienką. Zapaliłem światło i wstałem zbadać, co to takiego. Okazało się, że z sufitu sporymi kroplami pada woda na wykładzinę, puszystą jeszcze wieczorem, a teraz zmierzwioną, jak sierść zgonionego konia. Zaalarmowałem zaspaną recepcję. Po upływie jakiegoś czasu rozpoczęła się krzątanina, ktoś gdzieś biegał, trzaskały jakieś drzwi. Wreszcie zapukano do mnie. Przepraszamy, sir, rura, sir, jutro przeniesiemy rzeczy, sir, dobranoc, sir. Ponieważ zaczynało już świtać, omijając stale powiększającą się kałuęż, dokonałem rannych obrządków, przezornie zabrałem do teczki najważniejsze dokumenty i zjechałem windą na śniadanie. Kiedy wieczorem wróciłem do hotelu, w recepcji wręczono mi klucz do innego pokoju, w którym znalazłem swoje rzeczy i kosz owoców z bilecikiem od dyrekcji. Pokój był dokładną kopią tego, który opuściłem rankiem, ale z balkonu, zamiast wspaniałego widoku na zatokę, mogłem oglądać tylko nieciekawy podjazd do hotelu.

Mniej więcej po roku los znowu sprowadził mnie do tej samej miejscowości; wybrałem ten sam hotel, a w recepcji poprosiłem o pokój z widokiem na morze. Niestety, były zajęte. Bez entuzjazmu wziąłem więc pokój od frontu. Któregoś dnia, siedząc wieczorem w hotelowym ogródku, spojrzałem w stronę okien pokoju, który przed rokiem zajmowałem. Były ciemne - podobnie jak okna pokoju nad i pod. Zaciekawiło mnie to, zwłaszcza że zauważyłem kilka takich pionowych ciemnych układów. Dyskretny wywiad pozwolił ustalić, co następuje: w hotelu dość często pękają rury wodociągowe. Zalane pokoje są po prostu wyłączane z użytkowania. Na zawsze. Bo hotel zbudowała zagraniczna ekipa, lokalni nie potrafią porządnie odnowić zniszczonych pomieszczeń, a sprowadzać naprawiaczy zza granicy naprawdę się nie opłaca.

Gdy po kilku latach znowu odwiedziłem tę samą miejscowość, na miejscu znanego mi hotelu właśnie kończono budowę nowego, jeszcze bardziej luksusowego niż poprzedni. Zrozumiałem wtedy, dlaczego mimo widocznego rozmachu inwestycyjnego owego nader zamożnego kraju, mimo luksusu, by nie rzec przepychu, nowo powstających budowli, miasto sprawia wrażenie zrujnowanego. W mentalności jego mieszkańców działania progresywne mają znacznie większe znaczenie niż antyregresywne.

Rozróżnienie "progresywne"-"antyregresywne" pochodzi od profesora L, jednego z nestorów informatyki światowej, który większość swej długiej kariery poświęcił badaniu ewolucji wielkich systemów informacyjnych (Jak pilni Czytelnicy zapewne zauważyli, unikam podawania pełnych nazwisk żyjących jeszcze luminarzy nauki, mam po temu dobre powody, które może kiedyś w tej rubryce wyłuszczę.)

Według L, każdy użytkowany system podlega stałej ewolucji, głównie dlatego, że stale zmienia się jego naturalne środowisko, co z kolei jest nieodłączną cechą życia. Ewolucja sztucznych systemów wynika z dążenia jego twórców do sprostania wciąż nowym żądaniom (pragnieniom) ich mocodawców (klientów). Dodają więc nowe funkcje, ułatwienia, poszerzają możliwości. To właśnie składa się na działania progresywne i wcale nie dotyczy tylko systemów informacyjnych. Budowa nowych mostów, przebijanie nowych arterii w metropolii miejskiej, osuszanie bagien w celu zwiększenia areału ziem uprawnych to też działania progresywne. Udane są okazją do fetowania. Sypią się ordery, błyskają flesze, pieni się szampan. Ludzie się autentycznie cieszą, bo przybyło czegoś, co im życie ułatwia, wzbogaca, czyni przyjemniejszym. Wszyscy lubią skuteczne działania progresywne!

Niestety, ewolucji sztucznych systemów wywołanej progresywnymi działaniami nieuchronnie towarzyszy wzrost ich złożoności, stopnia skomplikowania, wzajemnych powiązań między składowymi. Nader prędko wewnętrzna złożoność takich systemów wymyka się spod kontroli administratorów, przechodzi w chaos. Jeśli nie wkłada się dostatecznie wiele wysiłku w opanowanie tego zjawiska, chaos staje się dominującą cechą systemu. Najpierw coraz trudniej jest go rozbudowywać, ulepszać jego funkcje, poprawiać przystosowanie do rosnących wymagań użytkowników. Potem zaczyna być trudno z systemu w ogóle korzystać. Wreszcie - system zamiera, zaczyna szkodzić zamiast pomagać. Wtedy nie pozostaje nic innego niż zastąpić go nowym, skonstruowanym od nowa na lepszych zasadach. Wedle L, los taki prędzej czy później spotyka wszystkie systemy. Proces psucia się ewoluującego systemu można jednak spowolnić, wkładając weń pracę, której celem jest porządkowanie tego, co już istnieje. To właśnie są działania antyregresywne: asenizacja, udrożnianie zarastających ścieków, naprawa i konserwacja. Za te działania rzadko dają ordery, prawie nigdy się ich nie fetuje. W końcu niczego nie przybywa, nie ma wstęg do przecinania.

Fot. Archiwum

Politycy - jak świat długi i szeroki - wolą działania progresywne. Podobnie prezesi firm. Giełda pozytywnie reaguje na każdy widoczny efekt takich działań. Dlatego na działania antyregresywne trudno zdobyć środki, zwłaszcza ze skończonej puli. A właśnie wtedy są one najpotrzebniejsze. Gdy środków jest mało, trzeba intensywnie zająć się działaniami antyregresywnymi, bo potem można będzie taniej (mniejszym wysiłkiem) realizować działania progresywne.

Im system "starszy", czyli bardziej wyewoluowany, tym jego struktura jest bardziej skomplikowana, a co za tym idzie, tym więcej kompensujących działań antyregresywnych wymaga każdy krok progresywny, naturalnie jeśli chcemy zachować jaką-taką równowagę, utrzymać funkcjonalność systemu i zdolność jego dalszych ulepszeń bez rozpoczynania wszystkiego od początku (co zresztą nie zawsze jest możliwe!).

Po groźnej powodzi na Dolnym Śląsku w połowie ubiegłego stulecia udało się skutecznie przeciwdziałać wielu następnym stosunkowo prostymi działaniami progresywnymi: regulacją rzek, ocembrowaniem górskich potoków, budową układu śluz i przelewów. Koncentracja działań progresywnych w ostatnim półwieczu, przy kompletnym prawie zaniedbaniu działań antyregresywnych, doprowadziła do sytuacji, w której przeciwdziałanie kolejnym powodziom za pomocą działań progresywnych jest niewyobrażalnie kosztowne. System osiągnął taki stan ewolucji, że na dobrą sprawę trzeba by wszystko zacząć od nowa, ale tego właśnie zrobić się nie da. Jeśli kiedyś mają być tam możliwe kroki progresywne, przyjdzie najpierw mnóstwo wysiłku włożyć w nader niewidowiskowe działania antyregresywne. Obrazowo powiedziawszy: zamiast budować nowe zbiorniki i bezpieczne trasy dla wody spływającej z gór, trzeba przywrócić leśne pokrycie, żeby woda z gór nie spływała. Zamiast pracowicie osuszać bagna, żeby na nich siać marne zboża, trzeba pozwolić, by jak gąbka wchłaniały nadmiar wody, oddając ją powoli do podziemnych zasobów, dzięki którym i zbiory wokół będą lepsze, i łąki bardziej soczyste. Zamiast bezmyślnie zabudowywać nadrzeczne łęgi (ciesząc się, że takie tanie tam działki!), trzeba zostawić je w spokoju, a może nawet to i owo już zbudowane porzucić.

Działania progresywne są niezbędne, bo wszelkie systemy tworzone przez człowieka muszą nadążać za wzrostem ludzkich wymagań. Ale bez działań antyregresywnych postęp będzie coraz kosztowniejszy, w skali globalnej, być może, stał się już zbyt drogi dla naszego gatunku.