Twoja wyszukiwarka

ANDRZEJ KAJETAN WRÓBLEWSKI
ZEZNAWAŁEM POD PRZYSIĘGĄ!
Wiedza i Życie nr 12/1997
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 12/1997

Amerykański fizyk Henry Rowland pewnego razu występował podczas rozprawy sądowej jako biegły powołany przez prokuratora. Obrońca oskarżonego, chcąc podważyć wiarygodność stwierdzeń, obciążających jego klienta, zapytał: Profesorze Rowland, a jakie ma pan kwalifikacje, by zeznawać w tym procesie?

Rowland zmierzył adwokata wzrokiem i spokojnie odparł: Jestem najwybitniejszym fizykiem amerykańskim. Po zakończeniu rozprawy jeden z obecnych tam przyjaciół Rowlanda powiedział do niego: Czy rzeczywiście powinieneś się tak przedstawić sądowi? Na to Rowland: A cóż innego miałem powiedzieć? Przecież zeznawałem pod przysięgą.

Powyższa anegdota ma charakteryzować pewność siebie i poczucie własnej wartości tego wybitnego fizyka drugiej połowy ubiegłego stulecia. Henry Augustus Rowland urodził się w 1848 roku w miasteczku Honesdale, położonym na północno-wschodnim krańcu Pensylwanii. Jego ojciec był pastorem prezbiteriańskim, podobnie jak dziad i pradziad, toteż Henry od młodości był także przeznaczony do stanu duchownego.

Ale chłopiec, niemal od chwili, kiedy nauczył się chodzić, przepadał za eksperymentami naukowymi. Już w wieku 3 lata wykonał z kartonu udany model zegara. Potem budował butelki lejdejskie do wytwarzania "uderzeń" elektrycznych i sam wykonywał elektromagnesy, przy czym wpadł na pomysł izolowania drutów papierem (pomysł ten potem opatentował kto inny). Mając 17 lat, zbudował w domu piec do odlewów żelaznych, z których sporządził wielki silnik elektryczny. Konstruował też własne przyrządy pomiarowe. Pewnego razu zrobił z papieru spory balon na gorące powietrze. Kiedy balon spadł na dach pobliskiego budynku, wybuchł pożar, szczęśliwie ugaszony przez wezwanych strażaków.

Mimo oznak szczególnych zdolności i fascynacji naukowych chłopca rodzice nie chcieli odstąpić od swego zamiaru i wysłali go do szkoły, w której miał zdobyć klasyczne wykształcenie, przydatne do zawodu duchownego. Dopiero po paru latach, straconych na bezowocne próby wkuwania łaciny, greki i historii starożytnej, zrozpaczony Henry zdołał przekonać rodziców, że potrzebuje innego wykształcenia i rozpoczął studia w szkole politechnicznej w Troy. Po uzyskaniu dyplomu inżyniera pracował przez krótki czas jako inspektor na kolei. Od tej nudnej pracy wybawiła go oferta objęcia wykładów historii naturalnej w Wooster University w Ohio, skąd po roku przeniósł się do swej macierzystej politechniki. Tam mógł kontynuować studia nad fascynującym go elektromagnetyzmem.

W 1875 roku Rowland został pierwszym profesorem fizyki w Johns Hopkins University w Baltimore. Uczelnia ta, obecnie sławna, wtedy właśnie się tworzyła. Oczekując na rozpoczęcie zajęć, Rowland za zgodą władz wyjechał do Europy, gdzie zetknął się z wybitnymi fizykami, m.in. z Jamesem Clerkiem Maxwellem i Hermannem Helmholtzem. Przekonał tego ostatniego, aby pozwolił mu w swym berlińskim laboratorium wykonać próbę doświadczalnego stwierdzenia pola magnetycznego prądów konwekcyjnych. W pomysłowym doświadczeniu Rowland osiągnął swój cel, chociaż musiał wykryć pole magnetyczne o natężeniu zaledwie dwóch stutysięcznych części natężenia pola ziemskiego. Dzięki temu nieznany przedtem przybysz zza oceanu zdobył rozgłos.

Powróciwszy do Baltimore w 1876 roku, Rowland zapowiedział rektorowi: Proszę mi dać pieniądze i czas, a jeżeli nasza uczelnia nie stanie się sławna, to nie będzie moja wina.

Wkrótce laboratorium fizyczne zostało wyposażone w najlepsze przyrządy. Rowland surowo zakazał korzystania z aparatury w innych celach niż prowadzenie badań. Komentując zakaz używania przyrządów do ilustrowania doświadczeniami wykładów z fizyki, zapytano Rowlanda: Cóż więc zamierza pan robić ze swymi studentami? Rowland gniewnie odpowiedział: Studenci? Będę ich oczywiście ignorował!

Właśnie w nowej uczelni Rowland opracował i rozwinął metodę wytwarzania siatek dyfrakcyjnych o niezwykłej dokładności. Ówczesne siatki miały niewielką zdolność rozdzielczą. Rowland zrozumiał, że musi znaleźć metodę pozwalającą rysować na szkle lub metalu gęsto rozmieszczone, równoodległe linie. Jak potem wspominał, udało mu się rozwiązać zagadnienie, nad którym mechanicy wszystkich krajów bezskutecznie biedzili się przez ponad 100 lat. Maszynę do kreślenia diamentem linii zainstalowano w podziemiach laboratorium, aby zminimalizować fluktuacje temperatury oraz wstrząsy wywołane ruchem ulicznym. W takich warunkach udawało się wytwarzać siatki mające do 800 linii na milimetr, równoodległych z dokładnością lepszą niż 1/4000 mm.

Kiedy już opracowano do najdrobniejszych szczegółów produkcję siatek i można je było wytwarzać jedna po drugiej, Rowland dostarczał je do wielu laboratoriów za niską cenę, równoważnik sześciu dni pracy mechanika przy obsłudze jego maszynerii - bo tyle trwało wykonanie jednej siatki. Dzięki nieosiągalnej przedtem zdolności rozdzielczej siatki Rowlanda umożliwiły wielki postęp w spektroskopii. Właśnie dzięki siatce Rowlanda, dostarczonej do Lejdy, Peter Zeeman mógł wreszcie odkryć od dawna poszukiwane zjawisko wpływu pola magnetycznego na linie widmowe.

Rowland odznaczał się niezwykłą energią i zdolnością koncentracji. Ta ostatnia powodowała, że czasem, zatopiony w myślach, zachowywał się jakby był pod wpływem narkotyków, gdyż nie potrafił się przestawić na sprawy codzienności i nie reagował na proste pytania.

W ostatnich latach życia Rowland chorował na cukrzycę. Choroba ta wówczas była nieuleczalna. Zdając sobie sprawę ze zbliżającej się śmierci, Rowland starał się wszystkimi sposobami zdobywać pieniądze, aby zabezpieczyć byt żonie i dzieciom. Tym chyba można częściowo wytłumaczyć fakt, że wysłał do Komitetu Nagród Nobla list, w którym zgłosił własną kandydaturę do nagrody z fizyki w roku 1901. Osiągnięcia Rowlanda były istotnie na miarę tej nagrody, ale wydawało się mało prawdopodobne, żeby Komitet potwierdził samozwańczą nominację. Zanim jednak jesienią tego roku podjęto decyzję dotyczącą laureata, Rowland zmarł 16 kwietnia, nie doczekawszy 53 rocznicy swych urodzin.