Twoja wyszukiwarka

JACEK MODLIŃSKI
WITAJ DOLLY
Wiedza i Życie nr 1/1998
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 1/1998

WIELU OSOBOM, A Z CAŁĄ PEWNOŚCIĄ BIOLOGOM, ROK 1997 KOJARZYĆ SIĘ BĘDZIE Z DOLLY, NAJSŁYNNIEJSZĄ NIEWĄTPLIWIE PRZEDSTAWICIELKĄ OWCZEGO RODU.

Dolly jest pierwszym ssakiem, który powstał dzięki sklonowaniu dorosłego osobnika (patrz: "WiŻ" nr 5/ 1997- Sukces w owczej skórze). Była ona jednak tylko jedną z kilku sensacji "embriologicznych", w które obfitował miniony rok. Hałas wokół Dolly spowodował, że niemal nie zauważone zostały 3 inne jagnięta, opisane w tej samej lutowej publikacji zamieszczonej w "Nature", do "wyprodukowania" których użyto fibroblastów ze skóry owczych płodów. W kilka miesięcy po tym urodziło się 5 kolejnych jagniąt, wywodzących się z genetycznie transformowanych fibroblastów, do których wprowadzono pewne ludzkie geny. Jedno z nich, nazwane Polly, wykazywało wysoki stopień integracji wprowadzonych genów (patrz: "WiŻ" nr 11/1997 - Polly po Dolly). Sierpniowy numer "Biology of Reproduction" doniósł z kolei o uzyskaniu klonu owiec wywodzącego się z rosnącej przez dłuższy czas in vitro ustabilizowanej linii nabłonkopodobnych komórek pochodzenia zarodkowego, a także o udanej próbie klonowania zarodków makaka, który jest nieczłekokształtną małpą, należącą już jednak do wyższych naczelnych. Jakie są konsekwencje tych naukowych dokonań?

Sensacja roku Dolly - sportretowana w "Nature"

Otrzymanie Dolly, a następnie Polly oraz innych jagniąt w wyniku transplantacji (wprowadzenia) do enukleowanych oocytów jąder pochodzących z komórek gruczołu mlecznego dorosłej owcy, płodowych fibroblastów oraz z hodowanych in vitro komórek zarodkowych jest niewątpliwie ogromnym osiągnięciem embriologii eksperymentalnej. Ma ono długą historię z początkiem w Polsce, a finałem w Szkocji. Na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych w Zakładzie Embriologii Uniwersytetu Warszawskiego przeprowadzono bowiem pierwsze u ssaków udane próby enukleacji (wyjądrzania, pozbawiania jądra komórkowego) jaj oraz transplantacji do nich obcych jąder komórkowych (patrz: "WiŻ" nr 2/1994 - Na obraz i podobieństwo swoje...). Otworzyło to Keithowi Campbellowi i Ianowi Wilmutowi z Roslin Institute pod Edynburgiem drogę do sklonowania dorosłego ssaka. Wszystkie te prace ukazały się w czasopiśmie "Nature".

Opracowanie metody takiego klonowania może mieć ogromne znaczenie dla wielu następnych naukowych przedsięwzięć i praktycznych zastosowań, szeroko i powszechnie dyskutowanych nie tylko na łamach tegorocznych numerów pism naukowych czy popularnych miesięczników, ale także przez poważne gremia polityków. Nie wydaje się przy tym, by chodziło tu głównie o hodowlę zwierząt gospodarskich. Opracowana przez Szkotów metoda jest, jak na razie, zbyt mało wydajna i zbyt droga. Uzyskanie Dolly kosztowało około 750 tys. dolarów.

Klonowanie dorosłych zwierząt może być jednak opłacalne w przypadku szczególnie cennych zwierząt transgenicznych. Firma PPL Pharmaceuticals, która sponsorowała częściowo badania nad klonowaniem owiec, prowadzone w Roslin Institute, wydała ponad 4 mln dolarów na uzyskanie transgenicznej krowy Rosie, produkującej w swoim mleku, oprócz własnego białka alfa-laktoalbuminy, również alfa-laktoalbuminę ludzką. Sklonowanie Rosie, do czego być może dojdzie, dałoby pewność, że jej klony wykazywałyby podobny, wysoki poziom aktywności owego ludzkiego genu. Byłoby więc pewniejsze i dużo tańsze niż uzyskanie de novo drugiej transgenicznej krowy.

Można również przypuszczać, że do klonowania transgenicznych zwierząt wykorzystywać się będzie, przynajmniej na razie, transformowane genetycznie fibroblasty płodowe. Zdaniem Iana Wilmuta, jest to metoda znacznie bardziej wydajna niż użycie komórek pochodzących z dorosłego zwierzęcia, gdyż z każdych 60 przeprowadzonych transplantacji jąder uzyskuje się jedno urodzone zwierzę. Nie zostało ujawnione, jakie geny PPL wprowadziła do fibroblastów i czy stwierdzono ich ekspresję (aktywność) u urodzonych jagniąt, można jednak przypuszczać, na podstawie ich wcześniejszych badań, że chodzi tu, być może, o ludzkie geny alfa 1-antytrypsyny (brak tego związku we krwi powoduje ciężkie schorzenia płuc i wątroby) i IX czynnika krzepliwości krwi.

Następny sukces naukowców z Roslin Institute - Polly ze swą przybraną matką

Fot. AP PHOTO/John Chadwick

Sądzić również można, że jeżeli pomyślnie wypadną rozpoczęte niedawno testy kliniczne nad antytrombiną III, przeciwzakrzepowym białkiem, które może mieć duże zastosowanie w operacjach serca, to firma Genzyme Transgenic Corporation, która uzyskała transgeniczne kozy produkujące ten czynnik w mleku, rozpocznie szybko prace nad ich klonowaniem. W Advanced Cell Technology w Stanach Zjednoczonych sklonowano natomiast świnie i krowy również przy użyciu zmodyfikowanych genetycznie fibroblastów płodowych. Z rozwijających się transgenicznych płodów pobierane są komórki nerwowe, które planuje się wykorzystać w leczeniu choroby Parkinsona.

Narodziny Dolly wywołały, oczywiście, nieodłączne pytanie, czy będziemy wkrótce sami siebie klonować lub czy też, być może, rozpocznie się produkcja klonów-dawców "części zamiennych" dla ludzi, którzy ich potrzebują. Nie wydaje się, z teoretycznego punktu widzenia, aby klonowanie ludzi, a przynajmniej ludzkich zarodków, było niemożliwe. Człowiek nie różni się aż tak bardzo od innych ssaków. Pomijając aspekty natury etyczno-moralnej, w kategoriach których procedura klonowania człowieka jest raczej odrażająca, pozostaje zasadnicze pytanie: po co to robić?

Klon każdego z nas nie byłby naszym alter ego, lecz dzieckiem, którego osobowość kształowałaby się w zupełnie innym środowisku i otoczeniu, poczynając już od łona matki, a także poddawana byłaby zupełnie innym procesom wychowawczym. Tych czynników, na szczęście, sklonować się nie da. Poza czysto fizycznym podobieństwem, byłby to najprawdopodobniej zupełnie inny człowiek, a nie nasze cielesne i duchowe continuum.

Tak więc doczesna nieśmiertelność nie jest nam raczej dana. Poza tym klonowanie człowieka, przy obecnej wydajności tej techniki, wymagałoby "zatrudnienia" całej armii kobiet, z których jedne byłyby dawczyniami oocytów, drugie zaś inkubatorami, w których rozwijałyby się, najczęściej zresztą w patologiczny sposób, zarodki kandydata do klonowania. Z przybliżonych obliczeń wynika, że do sklonowania jednego dorosłego człowieka trzeba by, w chwili obecnej, wykorzystać nie mniej niż 300-400 kobiet.

Klonowaniem zainteresowały się natomiast niektóre pary lesbijskie, które mogłyby mieć w ten sposób własne dzieci bez konieczności korzystania z usług męskiego partnera. Na szczęście jednak istnieje la petite différence, dzięki której rozmnażanie się gatunku ludzkiego może wciąż się odbywać w sposób bardziej naturalny i znacznie bardziej przyjemny.

Coraz bliżej człowieka - klony zarodkowe makaka

Fot. AP/agencja gazeta

Odrębnym zagadnieniem jest produkowanie ludzkich klonów jako dawców narządów do transplantacji. Oczywiście, nikt zdrowo myślący nie bierze pod uwagę wykorzystywania w tym celu prawidłowo rozwijających się płodów lub osobników uzyskanych w wyniku klonowania, jeśli oczywiście kiedykolwiek i gdziekolwiek, na co się jednak nie zanosi, będzie ono dozwolone. Pod uwagę brane były raczej mgliste wizje hodowania określonych narządów, uzyskanych na drodze bliżej nie sprecyzowanych metod klonowania.

Tym większą burzę wywołał artykuł, który opublikowano w jednym z październikowych numerów "The Sunday Times", opisujący doświadczenia Jonathana Slacka. Naukowiec ten poprzez pewne zabiegi na genach i białkach kontrolujących rozwój zarodkowy uzyskał kijanki pozbawione głowy lub ogona. Nie należy jednak zapominać, że rozwój płazów zachodzi całkowicie poza organizmem matki. Transplantacji do macicy kobiety zarodków ludzkich ze znokautowanymi genami, czego następstwem byłoby powstanie płodów zawierających pewne tylko narządy, nie bierze chyba nikt na serio pod uwagę. Sugerowana zaś hodowla extra utero zarodków ludzkich przez cały okres postimplantacyjny jest chyba równie realna jak małe zielone ludziki. Poza tym wszelkie manipulacje na zarodkach ludzkich, w tym również manipulacje genetyczne, są w większości krajów zabronione. Podobnie, kreowanie zarodka - jak słusznie stwierdza prawnik prof. Marek Safjan - tylko po to, aby stał się dostarczycielem tkanek i narządów, jest przekroczeniem dopuszczalnych granic etycznych i prawnych.

Znacznie sensowniejszy wydaje się rozwój badań nad klonowaniem modyfikowanych genetycznie ssaków, w tym na przykład świń nie produkujących białek odpornościowych. Zwierzęta takie mogłyby stać się dawcami narządów dla ludzi oczekujących na transplantację.

Z drugiej jednak strony, wykrycie u świń retrowirusów zintegrowanych z ich genomem nakazuje dużą ostrożność w takich próbach - przeszczep może się bowiem okazać przysłowiowym koniem trojańskim.

Triumf embriologii uczynił także rok 1997 rokiem stawiania ważnych i nie rozstrzygniętych pytań dotyczących etyki, moralności i granic w rozwoju nauki. Z narodzin Dolly bezpośrednio wynika choćby dylemat, czy badania nad klonowaniem ssaków należy dalej prowadzić, czy też ich zakazać? W odniesieniu do ludzi powinny być one z całą pewnością zakazane, co zresztą nastąpiło w większości krajów europejskich i w Stanach Zjednoczonych. A co w przypadku innych gatunków ssaków?

Odpowiedź pozostawiam Czytelnikom. Przypomnę może jednak, że podawanie chorym na hemofilię ekstrahowanego z krwi czystego czynnika VIII krzepliwości krwi kosztuje dziesiątki tysięcy dolarów rocznie. To samo białko będzie, być może, uzyskiwane niedługo w dużo tańszy sposób z mleka klonowanych transgenicznych zwierząt, wolnych ponadto od wirusów HIV i zapalenia wątroby.

Może więc warto ufać także rozsądkowi i etyce naukowców?

Doc dr hab. Jacek A. Modliński kieruje Zakładem Embriologii Doświadczalnej Instytutu Genetyki i Hodowli Zwierząt PAN w Jastrzębcu. Od lat siedemdziesiątych zajmuje się problemami związanymi z klonowaniem ssaków.