Twoja wyszukiwarka

MAGDALENA FIKUS JOANNA NURKOWSKA
CZY EKSPERYMENTOWAĆ NA ZWIERZĘTACH
Wiedza i Życie nr 1/1998
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 1/1998

DOŚWIADCZENIA NA ZWIERZĘTACH NIGDY NIE WZBUDZAŁY TAK WIELKICH EMOCJI JAK DZISIAJ. NIEZALEŻNIE OD OGRANICZEŃ PRAWNYCH I DOBREJ WOLI NAUKOWCÓW, NIE DA SIĘ UNIKNĄĆ TAKICH PRAKTYK. CO ZROBIĆ, BY JAK NAJMNIEJ ZWIERZĄT SKŁADAŁO OFIARĘ ŻYCIA NA OŁTARZU NAUKI, A TE, KTÓRE POŚWIĘCONO, NIE MUSIAŁY CIERPIEĆ? TE PROBLEMY BYŁY TEMATEM NASZEJ REDAKCYJNEJ DYSKUSJI.

Stosunek ludzi do zwierząt przechodził różne fazy, zależne od zakresu wiedzy o zwierzętach i poglądów filozoficznych najbardziej rozpowszechnionych w danej epoce. W XIX wieku pojawiły się głosy protestu przeciw okrutnemu obchodzeniu się ze zwierzętami, najpierw przeciw przeprowadzaniu na nich wiwisekcji, a wkrótce potem jakichkolwiek doświadczeń. W XX wieku skala korzystania ze zwierząt wzrosła jednak niepomiernie, ale rozbudziły się także refleksje dotyczące wartości ich życia. Człowiek zabijał i nadal zabija zwierzęta z wielu powodów, najczęściej jednak, żeby je zjadać. Zwierzęta doświadczalne stanowią szczególną grupę ofiar i choć ich liczba w stosunku do liczby zjedzonych jest nieznacząca, to właśnie wykorzystywanie zwierząt w nauce budzi największe emocje. To o myszkach i chomikach, a tym bardziej kotach i psach, lubimy myśleć jako o naszych "braciach mniejszych" i zastanawiać się, czy zasłużyły na taki los.

Doświadczenia nie zawsze wymagają śmierci zwierzęcia, a jeżeli tak, to na końcu procedury. Zabijanie nie jest celem samym w sobie. Nigdy, gdy nie jest to konieczne, tego się nie robi. Wszelkie eksperymenty na zwierzętach służą zgromadzeniu wiedzy o ich fizjologii i psychologii wystarczającej w takim stopniu, aby ją można było wykorzystać w medycynie, sprawdzić, czy pomaga w ugruntowaniu wiedzy o nas samych, o naszym zdrowiu i chorobach.

Uczeni nie powtarzają swoich eksperymentów bez końca - uzyskawszy raz odpowiedź statystycznie wiarygodną, idą dalej, zmieniają zakres (często obiekt) doświadczeń, a "wyeksploatowane" obszary badawcze w sposób naturalny wygasają. Nie powiela się bez potrzeby cudzych doświadczeń, nie powoduje niepotrzebnego cierpienia i śmierci kolejnych zwierząt.

Ku pożytkowi nauki...

Fot. Gamma

W ostatnich latach pojawiły się tzw. metody alternatywne, pozwalające ograniczyć liczbę badanych zwierząt. Owe metody, co warto podkreślić, są owocem żmudnej pracy samych naukowców, choć, trzeba przyznać, przyspieszonej przez społeczne ruchy obrońców zwierząt.

W niektórych rodzajach badań substytutem całego zwierzęcia mogą być hodowle jego komórek oraz tkanek. Pewne doświadczenia można wykonywać z udziałem niżej zorganizowanych zwierząt, co do których sądzimy, iż ich cierpienie i świadomość o nim są mniejsze niż istot stojących wyżej na drabinie ewolucyjnej. Niestety, badania alternatywne są zwykle droższe 5 do 10 razy od badań na całych zwierzętach, a co ważniejsze, nie mogą całkowicie zastąpić tych ostatnich.

i w celach edukacyjnych

Fot. Marek Chromicki

Tendencja do patrzenia naukowcom na ręce znalazła na świecie swoje odbicie w powoływaniu struktur kontrolnych na szczeblu rządowym lub przy poszczególnych instytucjach naukowo-badawczych. Na ogół nazywa się je komisjami etycznymi. Komisje takie działały również w wielu polskich placówkach, ale bez osadzenia w prawie. Ustawa o ochronie zwierząt, która weszła w życie w grudniu ub.r., jest w tym względzie na pewno krokiem naprzód.

Jakie skutki przyniesie ona dla pracy laboratoriów badawczych - to się dopiero okaże. Na szczęście, ustawy można nowelizować, raz utraconego życia - przywrócić się nie da.

Zasygnalizowane problemy rozważaliśmy wraz z zaproszonymi gośćmi: Romanem Hołyńskim, zoologiem, Stefanem Kasickim, biofizykiem-neurofizjologiem, Piotrem Marciniakiem, studentem Wydziału Prawa, a jednocześnie przewodniczącym Głównej Rady Młodzieżowej Ligi Ochrony Przyrody, Krzysztofem Turlejskim, lekarzem weterynarii-neurofizjologiem, Zuzanną Toeplitz, genetykiem-psychologiem, oraz uczennicami II liceum im. S. Batorego w Warszawie. Gospodarzami spotkania byli: Andrzej Gorzym, Magdalena Fikus, Joanna Nurkowska, Magdalena Szczęsny-Mrówczyńska i Bogdan Miś.

A oto ciekawsze głosy w dyskusji:

STEFAN KASICKI

Jesteśmy obecnie świadkami podróży człowieka na Księżyc oraz korzystania w celach pokojowych z energii rozbicia atomu, klonowania DNA, bakterii i owiec; w naszych czasach powstają nowe leki, chirurdzy przeszczepiają narządy i tkanki. I właściwie, maksymalnie upraszczając problem, wszystkie te wspaniałe osiągnięcia stały się możliwe m.in. właśnie dzięki temu, że ludzie zabijali i zabijają zwierzęta. Mówimy o tym zabijaniu zwierząt, które wynika z pragnienia zdobycia wiedzy, kiedy dobieramy do naszych pytań gatunek zwierzęcia, pozwalający najpełniej na nie odpowiedzieć, lub też pytania owe dobieramy do dostępnego gatunku.

Ogólnie mówiąc, możemy wyróżnić dwa podstawowe typy doświadczeń. Jedne dotyczą analizy zachowania zwierzęcia; poznajemy w nich jego psychikę i możliwości intelektualne. Drugie mają na celu zgłębienie tajników fizjologii i funkcji organizmu w ogóle, zwierzę jest w nich modelem żywego organizmu. Te ostatnie w większości wypadków wykonywane są na zwierzętach w narkozie, czyli nie odczuwających bólu. Badania owe dotyczą układów wyjątkowo skomplikowanych i powiązanych ze sobą, toteż dla uzyskania jasnych i jednoznacznych wyników najlepiej przeprowadzać je na populacji identycznych (co nie jest możliwe, więc przynajmniej podobnych) jednostek. Argument ten przemawia za używaniem do doświadczeń zwierząt pochodzących ze standardowych hodowli, często linii wsobnych (w skrócie, jest to potomstwo jednej spokrewnionej pary, krzyżowane ze sobą), co ułatwia ocenę wkładu czynnika genetycznego w zachowanie i funkcje zwierzęcia, a także pozwala na wyrównanie pozycji startowej przed eksperymentem. Jednak takie zwierzęta z klatki nie żyją pełnią życia, niektórzy nazywają je "sztucznymi", implikując, że szczur z licencjonowanej hodowli różni się biologicznie od szczura z rur kanalizacyjnych.

Doświadczenia na zwierzętach uważam za zło konieczne. Pracowałem z psami, kotami, szczurami i minogami, a obiektem moich badań były zawsze ich mózgi. Poziom naszej wiedzy o funkcjonowaniu układu nerwowego ciągle odbiega znacznie od stopnia zrozumienia działania innych układów i narządów, których tajniki fizjologii poznaliśmy już dość dobrze. Mówiąc wprost, mimo wielu wspaniałych osiągnięć, nadal jesteśmy na początku drogi ku rozwikłaniu mechanizmów działania i wykorzystania potencjału mózgu człowieka. Jak można się więcej o nim dowiedzieć bez określonych - a niedopuszczalnych w stosunku do ludzi - doświadczeń? Jeżeli pomocne w tych badaniach ma być zwierzę, to z założenia musimy badać je żywe i w wielu wypadkach doprowadzić do śmierci. Wymagamy więc od zwierzęcia ofiary: z cierpienia, strachu i na koniec z życia. Jedyne, co możemy zrobić, to planować doświadczenia w ten sposób, by jak najlepiej wykorzystać badane zwierzęta, a jednocześnie starać się, by ich cierpienie było jak najmniejsze.

Wchodząca w życie ustawa o ochronie zwierząt, dzięki poprawkom wprowadzonym przez Senat, powinna, moim zdaniem, zapewnić kontrolę nad etyczną stroną pracy naukowców, zachowując równocześnie możliwość prowadzenia badań w Polsce zgodnie z europejskimi standardami. Zwierzęta uzyskają większą ochronę przed tymi ludźmi, którzy widzą w nich jedynie przedmioty. Ustawa nie zaspokoi wszystkich żądań obrońców zwierząt, pragnących znacznie bardziej ograniczyć możliwości korzystania z nich w celach naukowych.

KRZYSZTOF TURLEJSKI

Studia, które ukończyłem na Wydziale Weterynarii SGGW, kreują dwie postawy wobec zwierząt doświadczalnych: z jednej strony, sympatii i zrozumienia, z drugiej - wiedzy, że są one hodowane w ściśle określonym celu, którego osiągnięcie często wymaga zabicia zwierzęcia. Adepci tego kierunku są zarówno obserwatorami, jak i czynnie interweniują w tok życia, wybierają moment śmierci. Takie decyzje nie są obojętne dla eksperymentatora i musi on sam sobie uczciwie odpowiedzieć na pytanie, czy uznaje doświadczenia, które prowadzi, za na tyle istotne i ważne, by akceptować wspomniane wyżej ich konsekwencje. Czy są one aż tak ważne, że warte bólu i życia zwierzęcia i własnych przeżyć emocjonalnych związanych z wybranym typem pracy?

W niektórych badaniach funkcji mózgu nie istnieją metody alternatywne, rzeczywiste odpowiedzi przynoszą jedynie doświadczenia na całym, żywym zwierzęciu. Każda taka próba wymaga od uczonego postawienia także niezmiernie istotnego pytania: na ile uzyskane z badań zwierząt informacje sprawdzają się w przypadku naszego gatunku? Czy można z wyników dotyczących myszy wyciągać wnioski o człowieku i jak ostrożnie to czynić? Jeżeli uznamy, że mysz jest w wielu aspektach swojej biologii wystarczająco podobna do człowieka, to jej zbadanie znacznie przybliża rozstrzygnięcie zagadek naszego organizmu, ale też musimy uznać, iż jej cierpienie jest porównywalne z ludzkim. Jeżeli natomiast przyjmiemy, że nie jest do nas podobna, to jej ból, strach i cierpienie też są inne, a uzyskiwanych wyników nie można odnosić wprost do ludzi.

Naukowiec, tak jak lekarz, musi panować nad swoimi emocjami, a nawet o nich zapomnieć, żeby mógł w ogóle pracować. Z tego powodu powoływanie i istnienie komisji etycznych uznaję za konieczne. Sądzę również, w przeciwieństwie do niektórych moich kolegów, że powinni znajdować się w nich ludzie uprawiający różne zawody, nie tylko biolodzy. Ci "z boku" uzupełniają utraconą z konieczności wrażliwość eksperymentatora.

Eksperymenty na naszych najbliższych krewnych - małpach - wzbudzają najwięcej kontrowersji

Fot. Gamma

Warto mieć również świadomość skali liczbowej omawianego problemu. Z różnych zestawień statystycznych wynika, że w krajach rozwiniętych przemysłowo na każdego mieszkańca przypadają w ciągu jego statystycznych osiemdziesięciu lat życia cztery zwierzęta zabite w celach doświadczalnych: dwie myszy, jeden szczur i jeszcze jakieś inne, najczęściej gryzoń lub mały ptak. W tym samym czasie nasz statystyczny człowiek zjada np. kilka krów, kilkadziesiąt świń i co najmniej kilkaset sztuk drobiu.

Wchodząca w życie ustawa o ochronie zwierząt będzie miała dla doświadczeń na zwierzętach dwa zasadnicze skutki. Po pierwsze, utworzony zostanie system komisji etycznych i nie będzie można przeprowadzać eksperymentów bez zasięgnięcia ich opinii. Już sama świadomość, że projekt będzie oceniany pod tym kątem, pozwoli na ograniczenie liczby doświadczeń, zwłaszcza tych wiążących się ze znacznym cierpieniem zwierząt lub nie do końca przemyślanych. Działalność komisji etycznych pozwoli też zapobiec nieuzasadnionym i ogólnikowym oskarżeniom badaczy o niepotrzebne okrucieństwo. Po drugie, ustawa określa, jak należy prowadzić licencjonowane hodowle zwierząt w zdefiniowanych - bardzo dobrych - warunkach. Oznacza to, że zwierzęta będą mniej cierpieć, a co również ważne, ów "materiał doświadczalny" będzie bardziej jednolity, co pozwoli zmniejszyć ich liczbę. Wymaga to ogromnych inwestycji, których bez ustawy nigdy by nie zrealizowano.

PIOTR MARCINIAK

W pewnych środowiskach doświadczenia, które prowadzi się ze zwierzętami, traktowane są emocjonalnie. My (LOP) nie mogliśmy sobie na taką postawę pozwolić, ale w każdym przypadku staramy się ustalić: na jaki kompromis jesteśmy gotowi przystać? Wysłuchaliśmy różnych racji i mamy świadomość, że dziś pewnych doświadczeń na całych zwierzętach nie da się uniknąć i niczym zastąpić. Regulacje prawne w tej dziedzinie są bez wątpienia trudne do zgodnego wypracowania, ale to nie oznacza, że postulaty wyrażane przez organizacje i ugrupowania obrońców zwierząt są bezzasadne.

Moje stowarzyszenie w sporze o wykorzystywanie zwierząt do celów naukowych zajmuje zatem stanowisko umiarkowane, nie dąży do całkowitego zakazu, a jedynie do ograniczenia doświadczeń na zwierzętach, zachęca do poszukiwania metod alternatywnych. Co do doświadczeń czysto poznawczych, czyli takich, które służą zaspokojeniu ciekawości, to sądzimy, że powinny być one poddane ocenie i kontroli w ramach przepisów prawa.

W kręgu naszych zainteresowań leży także szeroka strefa używania zwierząt w rutynowych badaniach nowych produktów spożywczych, kosmetycznych, chemii gospodarczej itp., których bardzo zdecydowanie domagają się w imieniu społeczeństwa wszelkie organizacje konsumenckie. Zwierzęta wykorzystuje się także w pracy dydaktycznej, w wielu uczelniach wyższych i szkołach zawodowych. Takie pokazy i eksperymenty można by często zastąpić doświadczeniami in silico, przedstawianymi na na ekranie monitora komputerowego (patrz słynny Człowiek z Internetu). Wyposażenie i możliwości polskich laboratoriów wielu gałęzi przemysłu, np. kosmetycznego, produktów gospodarstwa domowego, są skromne. Instytucje te mają często, z powodów oczywistych, ograniczony dostęp do informacji o wynikach testów laboratoriów zagranicznych, w większości przypadków konkurentów. W ten sposób prawa rynku zmuszają do wielokrotnego powtarzania raz już wykonanych prób, narzucają stosowanie procedur tańszych, a do nich należy wykorzystywanie całych zwierząt.

Rozumiejąc te problemy, próbujemy jednak poprawić los zwierząt. Dlatego tworzymy w tej chwili bazę danych o firmach nie stosujących testów na całych zwierzętach, propagując w niektórych uczelniach poszukiwanie i przyswajanie metod alternatywnych.

ZUZANNA TOEPLITZ

Na temat podobieństw oraz różnic między zwierzętami i ludźmi krąży wiele obiegowych opinii. Choć współczesna genetyka wypowiada się na ten temat w kategoriach ilościowych, to każdy właściciel psa lub kota wie, jak dobrze potrafią się z nami porozumieć. Jak świetnie umieją kłamać psy...!!!

Mam poczucie, że doświadczenia ze zwierzętami to jedynie problem zastępczy dla tych, których "uwiera" sumienie z powodu wkładu naszego gatunku w niszczenie przyrody. Ja sama, w trakcie pracy zawodowej, przeprowadziłam rozumowanie, rachunek naukowego sumienia, o którym mówił tu Krzysztof Turlejski. Doszłam do wniosku, że badania na psach i szczurach nie mają dla mnie osobiście sensu usprawiedliwiającego zabijanie tych zwierząt. Postanowiłam zatem zająć się naukową obserwacją ludzi. Nawiasem mówiąc, to też jest dziedzina, w której można zrobić krzywdę badanemu. Była to moja osobista decyzja, która nie oznacza bezwzględnego potępienia i wykluczenia jakichkolwiek doświadczeń na zwierzętach.

Zgadzam się z wypowiadanym już tu przez wszystkich moich poprzedników poglądem, że obecnie nie da się ich w wielu sytuacjach uniknąć. Co więcej, część zdobywanych przez nas wiadomości służy również zwierzętom w tym sensie, iż zaczynamy je inaczej traktować, hodować, leczyć, tresować. Jestem także zdecydowanie zwolenniczką ustalenia ścisłych przepisów prawnych dotyczących doświadczeń na zwierzętach i opowiadam się za powołaniem odpowiednich lokalnych komisji etycznych. Żadne gremium nie jest władne ustalić przed doświadczeniem, jak przydatne okażą się jego wyniki. Powinniśmy jednak dążyć do sformułowania pewnego typu kryteriów formalnych, aby znaleźć metodę ustalenia na przykład, czy rzeczywiście kosztu, który ponosi istota żywa poddawana eksperymentowi, nie można by zredukować.

Z mojej wiedzy psychologicznej wynika, że ludzie nie wykazują rozsądku i konsekwencji w swoich ocenach dyskutowanego przez nas problemu: zapominają o podobieństwie ze zwierzętami wtedy, gdy zabijają je na pokarm (często dla domowych ulubieńców), a zaczynają się nad nim zastanawiać dopiero w odniesieniu do doświadczeń.

Aby wprowadzana ustawa o ochronie zwierząt stała się krokiem we właściwym kierunku, trzeba zmienić sposób postrzegania zwierząt przez większość ludzi. Inny jest już, co prawda, stosunek ludzi do psów, pozostają jednak jeszcze koty, no i przede wszystkim zwierzęta hodowlane. Rozwiązania dotyczące badań naukowych budzą we mnie wiele wątpliwości i uważam je za niezadowalające.

ROMAN HOŁYŃSKI

Chciałbym przed- stawić swój pogląd w sprawie, którą może trochę niefortunnie poruszył Piotr Marciniak: kontrolowania oraz prawnej regulacji badań wynikających z "czystej ciekawości" naukowców. Bałbym się tu daleko posuniętych uogólnień, więc na wszelki wypadek postawię swoją kropkę nad i. Jestem przeciwny takim regulacjom w sensie ogólnym, inna sprawa, jeżeli dyskutujemy o konkretnym doświadczeniu na zwierzętach.

Badania podejmowane z czystej ciekawości mają zawsze nieokreślony a priori finał i dlatego kwalifikować się mogą do grupy ważnych doświadczeń, potencjalnie odkrywających nowe horyzonty poznania. Czy Mendel wiedział, co wyniknie z jego zliczeń białych i czerwonych kwiatów groszku? W końcu XIX wieku jego ciekawość i wynikające z niej prace wyglądały na czystą abstrakcję. A gdzie bylibyśmy dziś bez genetyki?

Wymyślono już zresztą skuteczny w założeniu sposób kontroli ciekawości uczonych - tj. system recenzji prac przez współbadaczy - wydawałoby się bardzo kompetentny, ale jakże często zawodny i szkodliwy. Każde oceniające ciało jest subiektywne, a oceny ryzykowne, choć nie miejsce tu na pogłębienie tego poglądu

Jestem zoologiem, badam i kolekcjonuję owady. Są kraje na świecie - Niemcy, Australia - gdzie w imię chronienia przyrody zakazano kolekcjonowania owadów. To bardzo utrudnia badania naukowe: w większości przypadków, żeby poznać owada - a praca tu jeszcze ogromna; jest ich wiele dotąd nie poznanych i nie opisanych - trzeba go zabić. Postawienie zakazu kolekcjonowania nie prowadzi do założonego celu. Postępowaniem racjonalnym byłoby, gdybyśmy się koncentrowali na ochronie środowiska, w którym żyje gatunek, a nie jego pojedynczych przedstawicieli.

Ustawę o ochronie zwierząt witam z większymi obawami niż nadziejami. Boję się, że jedynym widocznym jej skutkiem będzie pojawienie się jeszcze jednej biurokratycznej bariery utrudniającej prowadzenie badań naukowych, i to szczególnie tych najbardziej wartościowych, których wynik i konsekwencje najtrudniej przewidzieć. O celowości ich prowadzenia najtrudniej będzie przekonać kogoś nie zaangażowanego w podobną działalność. Więcej spodziewałbym się po działaniach mających na celu uświadomienie problemu (np. dyskusje podobne do tej, artykuły w prasie itp.) i w konsekwencji wywołanie "presji środowiska" przeciwko beztroskiemu szafowaniu życiem i cierpieniem zwierząt doświadczalnych. Jeśli środowisko naukowe będzie na te sprawy wyczulone, to komisje etyczne i regulacje prawne nie będą potrzebne: jeśli nie, to obawiam się, że owe komisje i regulacje albo będą nieskuteczne, albo (a raczej i) przyniosą znacznie więcej szkody (nauce) niż pożytku (dla zwierząt).

Zdjęcia uczestników Marek Chromicki

O podobnych zagadnieniach przeczytasz w artykułach:
(05/96) KORZENIE ETYKI
(02/98) DOKĄD ZMIERZASZ GENETYKO