Twoja wyszukiwarka

JAN MIODEK
PIENIĄŻKI DLA MAŁŻONKI
Wiedza i Życie nr 1/1998
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 1/1998

Jedno wypowiedzenie może czasem być kwintesencją charakterystycznych zjawisk występujących w języku w danym momencie jego historii. Tak właśnie odebrałem zdanie, które wyszło z ust zwycięzcy jednego z licznych teleturniejów: "To będą pieniążki dla małżonki i dzieciaków".

Powtarzam bez przerwy, że w języku nie ma słów niepotrzebnych; są tylko formy nadużywane, dlatego odbierane jako manieryczne, irytujące. Co najważniejsze jednak - wyrazy modne niszczą to, co lubię określać mianem najcudowniejszej cudowności każdego języka, a jest nią możność nieustannych wyborów spośród kilku wariantywnych postaci. Uczepiwszy się jednej, tej modnej, stajemy się stylistycznie ubodzy, monotonni.

Tak się składa, że wszystkie rzeczowniki z tytułowej wypowiedzi to "szlagiery" leksykalne ostatnich lat. Są one zarazem odbiciem znamiennych cech strukturalno- stylistycznych polszczyzny.

I tak kariery pieniążków - prawie wyłącznego dziś określenia "funduszy, zasobów pieniężnych" - trudno nie wiązać z odwieczną skłonnością do tworzenia przeogromnej liczby spieszczeń, zdrobnień. Mamy przecież formacje: kotek-koteczek-kociątko-kociak-kociaczek-kocik-kociczek-kotuś-kotunio, babcia-babusia-babunia-babuńcia-babulka-babuleńka, prędziutko-prędziuteńko-prędziuśko-prędziusieńko, milutki-miluchny-milusieńki-milusienieczki-mileńki-milusi, płakuniać-płakuńciać-płakusiać itp., itd.

Nawet jeśli się skonfrontuje angielskie słowa z ich polskimi odpowiednikami, np. mother-matka, daughter-córka, sun-słońce, heart-serce, tongue-język, apple-jabłko, człowiek uzmysławia sobie, że nasze formy to stare zdrobnienia z przyrostkami -ka, -ce, -k, -ko. Jeden z najwybitniejszych współczesnych polskich językoznawców, prof. Witold Mańczak, usłyszał ostatnio na poczcie, że paczusię musi odebrać przy innym okieneczku!

Nie ukrywam, że i ja ma ochotę podnosić bądź odkładać słuchaweczkę, a codziennie słyszę: "Słóweczko proszę" - to przy kiosku (chodzi o wrocławski dziennik "Słowo Polskie"), a potem - w sklepie: bułeczka, chlebek, chlebuś, masełko, szyneczka, serek, sereczek, mleczko, śmietanka, kefirek, maślaneczka, jogurcik, piwko, soczek. Podobnie w kawiarniach i restauracjach, gdzie są jeszcze kawusia, ciasteczko, koniaczek, wódeczka, setuńcia, herbatka; w pociągach mamy bilecik i miejscóweczkę, a u fryzjerów baczek, przedziałeczek, fryzurka, grzyweczka, ondulacyjka.

By uniknąć nieporozumienia - napisał wspomniany prof. Mańczak w jednym z numerów "Biuletynu Polskiego Towarzystwa Językoznawczego" - pragnę podkreślić, że nie potępiam zdrobnień w czambuł. Jednak co innego nazwać małą wieś wioską, a co innego nazywać wioską każdą wieś. Co innego kiedyś tam żartem powiedzieć bilecik, a co innego, gdy konduktor, przechodząc cały pociąg, w każdym przedziale żąda bilecików do kontroli.

Wywód swój zakończył słowami: Jeśli zaś chodzi o aspekt praktyczny, należy zwrócić uwagę na to, że już obecnie tekst polski zawiera więcej sylab niż tekst angielski, co nie jest zjawiskiem korzystnym: zużywa się więcej czasu na mówienie i słuchanie, na pisanie i czytanie, nie mówiąc już o kosztach produkcji książek oraz koszcie budowy i utrzymywania pomieszczeń do ich przechowywania. Jeśli za naszych czasów infantylizacja polszczyzny nie ulegnie zahamowaniu, jeśli jeszcze więcej zdrobnień wyprze wyrazy niezdrobniałe, stosunek między tekstem polskim a angielskim stanie się jeszcze bardziej niekorzystny dla naszego języka.

Nadużywanie drugiego tytułowego rzeczownika - małżonki - to przejaw znacznego rozchwiania norm stylistycznych współczesnej polszczyzny, braku wyczucia, po jaką formę sięgnąć w danej sytuacji życiowej. Małżonka to przecież bardzo oficjalne, najdalsze od potocznego użycia nazwanie towarzyszki życia, stosowane w protokołach dyplomatycznych, w komunikatach prasowych (prezydent z małżonką, ambasador z małżonką itp.). Można też przesłać ukłony, wyrazy szacunku czy pozdrowienia dla małżonki, jeśli z kimś, kogo prosimy o przekazanie tychże słów, łączą nas tylko oficjalne stosunki towarzyskie albo jest to osoba dużo starsza od nas.

Określanie własnej żony mianem małżonki jest doprawdy irytującym błędem stylistycznym! Niestety, stało się ono wręcz niepisaną regułą. Gdyby trzeba było określić psychologiczno-społeczny charakter tego zjawiska, należałoby powiedzieć, że błąd ten popełniają głównie osoby starające się całą swą wypowiedź dowartościować stylistycznie, czujące się niepewnie w czasie rozmowy, pokrywające ów towarzyski niepokój właśnie nadużywaniem niepotocznych konstrukcji. I jeszcze jedna obserwacja - Zakrawa to na paradoks, ale szafują małżonką i te osoby, które cechuje ogólna bardzo niska kultura i językowa i "odpowiedni" stosunek do partnerek życiowych. W domu - wolę nie mówić, jak bywają nazywane, za to dla obcych - są małżonkami. Samo życie...

I wreszcie dzieciak. Kiedy jeden z telewidzów napisał mi przed laty, że niemowlak kojarzy mu się z bydlakiem, powiedziałem w "Ojczyźnie-polszczyźnie", że mój Korespondent przesadził. Dziś, przenosząc swoje odczucia z niemowlaka na dzieciaka, jestem skłonny przyznać mu rację, osaczony zimą dzieciaków, feriami dzieciaków, wakacjami dzieciaków, pomocą dla dzieciaków, problemami dzieciaków, radościami dzieciaków czy smutkami dzieciaków. Tylko o dzieciakach - ani razu o dzieciach - mówi się na konferencjach oświatowo-pedagogicznych, w czasie mszy szkolnych, wszędzie.

Zwyczaj ten należy wiązać z karierą, jaką zrobił w naszym języku północnopolskomazowiecki z pochodzenia przyrostek -ak. Oto na naszych oczach słabnie morfologiczny typ cielę, prosię, kurczę, niemowlę, zwierzę, bydlę, dziecię, a jego miejsce zajmuje model cielak, prosiak, kurczak, niemowlak, zwierzak, bydlak, dzieciak. Kiedyś regionalny podział był bardzo wyraźny - w Krakowie - kurczę i kurczęta, w Warszawie - kurczak i kurczaki. Dziś wszystko się to już raczej wymieszało - z wyraźną dominacją przyrostka -ak.

Wracając zaś do niemowlaka i dzieciaka, dodajmy, że ich produktywność to także znak ekspansji potoczności. Wszak nie ulega wątpliwości, że zarówno niemowlak, jak i dzieciak tradycyjnie odbierane były jako potoczne warianty neutralnych stylistycznie postaci niemowlę i dziecko czy już archaicznie brzmiącej formy dziecię. Mamy tu zatem do czynienia z tendencją przeciwną tej, która jest źródłem popularności małżonki.