Twoja wyszukiwarka

ANDRZEJ PIEŃKOWSKI
POWRÓT LODOWCÓW
Wiedza i Życie nr 2/1998
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 2/1998

Fot. Internet

Choć media straszą perspektywą katastrofy ekologicznej wynikającej z globalnego ocieplenia, są i tacy, którzy twierdzą coś dokładnie przeciwnego - że w niedługim czasie grozi nam powrót lodowców.

Za łagodny klimat większej części Europy odpowiedzialny jest ciepły prąd zatokowy - Golfstrom. Wypływa on z Zatoki Meksykańskiej na wschód, a następnie szerokim łukiem wzdłuż wybrzeży Afryki zakręca na północ w kierunku Europy, kończąc swój bieg w Arktyce. Rozgrzane słońcem wody tropikalne dostarczają ciepła w zimne rejony północnego Atlantyku, determinując w ten sposób klimat przyległych obszarów lądowych. Zespół badaczy pod kierunkiem Jessa F. Adkinsa z Massachusetts Institute of Technology wykazał, że taki stan rzeczy nie jest czymś stałym, lecz raczej anomalią, i w związku z tym możemy spodziewać się szybkich zmian. Wynika to z danych paleoklimatycznych dotyczących ostatniego zlodowacenia (glacjału) i okresu ocieplenia tuż przed nim (interglacjału). Dzięki zastosowaniu nowej techniki datowania uściślili oni długość trwania zjawisk klimatycznych, które wystąpiły w ciągu ostatnich 160 tys. lat.

Od schyłku ostatniej epoki lodowcowej upłynęło mniej więcej 9 tys. lat. Przedtem północne obszary Europy, Azji i Ameryki Północnej były skute lodem przez ponad 100 tys. lat. Jeszcze wcześniej, przed tym zlodowaceniem, wystąpił trwający około 10 tys. lat interglacjał. Jak wykazują badania, w tym okresie grubość pokrywy lodowej w Arktyce była zbliżona do obecnej, co oznacza, że panował wtedy podobny klimat. Te trzy okresy klimatyczne stanowią ostatni rozdział trwającej 2 mln lat historii zlodowaceń na półkuli północnej, w której okresy ocieplenia i oziębienia następowały naprzemiennie. Stąd właśnie wiemy, że żyjemy obecnie w okresie ciepłego interglacjału, którego koniec może szybko nadejść.

Z badań Adkinsa wynika, że załamanie klimatu pod koniec ostatniego interglacjału nastąpiło dość szybko, bo w zaledwie 400 lat. Wyraźnie widać przy tym ścisły związek zmian klimatycznych z cyrkulacją oceanu. Otóż 119 tys. lat temu Golfstrom nagle zwolnił, zmniejszając znacznie dopływ ciepła do północnego Atlantyku. Wskutek tego średnie roczne temperatury powietrza w tych rejonach obniżyły się o kilka stopni Celsjusza. Odzwierciedla to wzajemny stosunek izotopów tlenu 18O i 16O, który zmienia się wraz z temperaturą wody, przy czym topnienie lodu arktycznego zmniejsza jego wartość. Ciekawe jest, że podobną tendencję odkryto, badając osady dna oceanicznego z okresu tzw. Małej Epoki Lodowej, która nastąpiła w latach 1550-1860 n.e., kiedy odnotowano gwałtowny przyrost lodowców w Norwegii, Alpach i na Islandii. Doniesienia geologów arktycznych, że odosobnione pola lodowe zaczynają się rozszerzać i łączyć wskutek stopniowego spadku średniego letniego nasłonecznienia, wskazują, iż być może bardzo niewielka zmiana w cyrkulacji oceanów może stać się ową "kroplą przepełniającą czarę", która zapoczątkuje kolejne zlodowacenie. I wtedy, być może, z mniejszą ironią będziemy skłonni potraktować hipotezę Roberta G. Johnsona z University of Minneapolis.

Zdaniem Johnsona, należy jak najprędzej przegrodzić Cieśninę Gibraltarską tamą, co pozwoli uniknąć nadejścia epoki lodowcowej. Twierdzi, że właśnie Morze Śródziemne, a nie zmiany orbity ziemskiej, jak się powszechnie uważa, jest bezpośrednią przyczyną występowania zlodowaceń na półkuli północnej. Jego kontrowersyjna teoria zakłada, że nadmiernie zasolone wody Morza Śródziemnego, wypływając przez Cieśninę Gibraltarską, mogą zepchnąć Golfstrom w kierunku Labradoru, powodując zwiększone parowanie wody, a więc i opady w rejonie arktycznej północnej Kanady. Występuje przy tym znany od dawna efekt sprzężenia zwrotnego, polegający na obniżeniu nasłonecznienia przez wysokie albedo śniegu, co prowadzi do lokalnego spadku temperatury. Natomiast podwyższone zasolenie Morza Śródziemnego - podstawowy czynnik w hipotezie Johnsona - jest powodowane przez czynniki zwiększające parowanie (efekt cieplarniany) i ograniczające dopływ świeżej wody z lądu (tamy na Nilu, zmniejszone opady w Afryce).

Fakt, że właśnie ocean jest ostatecznym źródłem wszelkich poważnych zmian klimatycznych na Ziemi, nie budzi wątpliwości w świecie naukowym, ponieważ jest na to wiele dowodów. Jednym z nich jest fenomen El Niño - brzemienna w skutki okresowa anomalia termiczna na Oceanie Spokojnym. Wydaje się, że dyskusje koncentrują się raczej wokół kierunku zmian, a sama debata na temat przyszłości klimatycznej naszego globu daleka jest od zakończenia.

O podobnych zagadnieniach przeczytasz w artykułach:
(05/98) CZY CZŁOWIEK ZMIENIA KLIMAT?