Twoja wyszukiwarka

JOANNA KOMOROWSKA
W PREZENCIE OD EGOISTY
Wiedza i Życie nr 3/1998
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 3/1998

W SPOŁECZNOŚCIACH LUDZKICH OFIAROWYWANIU PODARUNKÓW TOWARZYSZY, ZDAWAŁOBY SIĘ, RADOSNA BEZINTERESOWNOŚĆ. WŚRÓD AMERYKAŃSKICH WOJSIŁEK, ANTARKTYCZNYCH PINGWINÓW ADELI ORAZ AFRYKAŃSKICH SZYMPANSÓW SPRAWA MA SIĘ JEDNAK ZGOŁA INACZEJ.

Upominki są dla nas symbolem dobrej woli, miłości oraz szacunku, a obdarowywanie się nimi jest jednym z najsilniej zakorzenionych i najbardziej powszechnych zwyczajów ludzkich. Nie jesteśmy w tym rytuale odosobnieni - także w repertuarze zachowań niektórych gatunków zwierząt leży przekazywanie sobie podarków. U nich również prezenty oraz okazje do ich rozdawania bywają różne, najczęściej jednak związane są z zalotami, a dar to coś praktycznego, na przykład pokarm.

Szympansy stosują taktykę wypraszania prezentów

Fot. Archiwum

Tak właśnie mają się sprawy w przypadku niektórych drapieżnych owadów. Ofiarodawcą jest tu przedstawiciel płci męskiej, który, podsuwając damie swego serca odpowiednio smakowity kąsek, stara się zagwarantować sobie szansę na kopulację. Odbywa się ona wtedy, gdy samica zjada wręczony jej prezent, toteż im bardziej przypadnie jej do gustu, tym lepiej dla ofiarodawcy [patrz "WiŻ" nr 6/1992]. Owadzi konkurenci, poszukując upominku, zdobywają się czasem na czyny, które w kategoriach ludzkich można by ocenić jako akty heroizmu.

A więc amanci z drapieżnego gatunku Panorpa communis (rząd wojsiłki) nie wahają się zaryzykować nalotu na sieci pająka - jeśli tylko tkwiąca w nich ofiara może zaspokoić przedślubny apetyt chętnej samicy. Porwanie łupu to jednak dopiero początek sukcesu: samiec musi jeszcze zareklamować zalety swej zdobyczy - co robi, wydzielając specjalny feromon. Tutaj jednak naraża się na kolejne niebezpieczeństwo. Perfumowany afisz przyciąga nie tylko potencjalne małżonki, lecz także uprzykrzonych rywali. Ci nie omieszkają skorzystać z nadarzającej się okazji i porwać z trudem zdobyty prezent, jeśli tylko pozwoli im na to własna siła i zręczność. Bądź co bądź łatwiej zdmuchnąć komuś sprzed nosa gotowy dar niż wydatkować siły, uganiając się za nim po okolicy. Im większy upominek, tym bardziej się opłaca zaryzykować wykradzenie go rywalowi, daje bowiem szansę na przedłużoną kopulację i zwiększa prawdopodobieństwo, że to właśnie hojny ofiarodawca będzie ojcem przyszłego owadziego potomstwa. Dlatego właściciele szczególnie atrakcyjnej zdobyczy muszą się energicznie oganiać przed napierającymi konkurentami.

Sądząc po szamotaninie i przepychankach towarzyszących zalotom, nie tak znowu łatwo w świecie Panorpa o wysokokaloryczny mięsny prezent. Oto dlaczego samce, którym nie udało się upolować ani wykraść godowego prezentu, mają w zanadrzu kolejny chwyt. Ofiarowują swej pani inny rodzaj delikatesu - wyschniętą grudkę własnej śliny. Samice wojsiłek nie pogardzą i tym kąskiem, pochłaniając go, wydawałoby się, z apetytem, podczas gdy złączone z nimi samce skwapliwie korzystają z okazji.

U wojsiłek prezent jest kluczem do kopulacji

Zwyczaj dawania pokarmu jako prezentu przynosi niezaprzeczalne korzyści obydwojgu partnerom. Lepiej odżywiona samica składa większą liczbę jaj, a szanse na przetrwanie przynajmniej części wspólnie spłodzonego potomstwa znacznie wzrastają. Wydawałoby się więc, że, mimo zrozumiałej rywalizacji pomiędzy przedstawicielami tej samej płci, w relacjach międzypłciowych powinna panować harmonia, a partnerzy winni dążyć ku wspólnemu dobru genetycznemu. Tak jest rzeczywiście, ale tylko dopóty, dopóki sytuacja nie zaburzy delikatnej równowagi pomiędzy kosztami i zyskami wynikającymi z takiej współpracy. Przedstawiciele odmiennych płci stają się wówczas równie zdeklarowanymi egoistami jak jednopłciowi rywale.

WŚRÓD OSZUSTÓW I TRANSWESTYTÓW

Widać to choćby na przykładzie tych samców Panorpa, które nie są już w stanie zaoferować samicy ani owada, ani nawet grudki wyschniętej śliny. Tacy zmęczeni dotychczasowymi amorami zalotnicy decydują się na bardzo niekorzystną dla samic taktykę. Po prostu rzucają się na nie, wczepiają w ich ciała specjalnymi hakami wyrastającymi z odwłoka i starają się wymusić kopulację za darmo. Zachowanie takie nie jest zbyt opłacalną strategią nawet dla samego gwałciciela - większości napastowanych udaje się uciec, a w pozostałych przypadkach prawdopodobieństwo zapłodnienia broniącej się zaciekle samicy jest bardzo małe. Mimo to słabsze samce wolą tak rozpaczliwą akcję dającą niewielką szansę na spłodzenie dodatkowego potomstwa niż całkowitą abstynencję.

Do "nieuczciwych posunięć" uciekają się też samce muchówek z rodziny wujkowatych, które również, podobnie jak wojsiłki, składają wybrankom mięsne prezenty kopulacyjne. Zamiast posiłku potrafią one na przykład dać swej partnerce zupełnie bezwartościowe nasienie dmuchawca. U rodzaju Hilara, mającego zwyczaj owijania prezentu w kulę z jedwabiu, do wnętrza pakunku trafiają często niejadalne nasiona oraz płatki kwiatów, a bywa i tak, że po usunięciu opakowania samica nie znajduje w środku absolutnie niczego.

Wśród wikłaczy panuje moda na prezenty z gniazd

Nie zawsze jednak to owadzia płeć piękna jest poszkodowana w miłosnej rozgrywce. U bugarowatych, jednej z rodzin wspomnianego wcześniej rzędu wojsiłek, na transakcji tracą często przedstawiciele płci męskiej. Każda kandydatka na partnerkę może się bowiem okazać taką, co to "wykorzysta i porzuci", czyli zagarnie ofiarowywany przysmak i ucieknie, pozostawiając zalotnika z niczym. Stąd też pewnie samiec, wręczywszy prezent zainteresowanej samicy, nie od razu wypuszcza go ze swoich odnóży, jakby dla upewnienia się, że wymiana pokarmu na seks będzie transakcją rzetelną.

Jest jeszcze jedna przyczyna tej samczej ostrożności: otóż nie dość, że ofiarodawca ma do czynienia z chmarą samic-oszustek, to także ze strony przedstawicieli swej własnej płci może się spodziewać "wyrafinowanej" nieuczciwości. Zalotnik z prezentem prawie do ostatniej chwili przed kopulacją nie może mieć pewności, czy wdzięczący się przed nim owad nie jest przypadkiem wilkiem w owczej skórze - umizgującym się transwestytą, tylko czekającym na wręczenie podarku. (Taki uzurpator, wykradłszy podstępem upominek, będzie go później sam mógł spożytkować do przywabienia partnerki).

W większości "oszustw" transwestyta tak dobrze naśladuje zachowanie godowe samicy, że potrafi skłonić prawowitego właściciela do wręczenia sobie zdobyczy. Już jednak znacznie rzadziej, bo w zaledwie 1/4 przypadków, udaje mu się bezkarnie uciec z cudzą własnością. Kiedy prawdziwa tożsamość oszusta wychodzi na jaw, ofiarodawca najczęściej szybko wydziera mu swój podarek.

KAMIENNE KOLEBKI I TKACKIE ZAWODY

Niewątpliwie w przypadku owadów najlepszym prezentem ślubnym jest pokarm. U ptaków, także często rozdających sobie prezenty z pożywienia, cenniejsza niż jadło może się okazać ofiarność, z jaką partner gotów będzie dzielić obowiązki rodzicielskie. Cały proces opieki nad pisklętami pochłania tak dużo energii, że u wielu monogamicznych oraz niektórych poligamicznych ptaków wyłączenie z niego jednego z partnerów jest równoznaczne z utratą całego lęgu. Ponieważ to samica narażona jest podczas rozpłodu na największe koszta (bardziej kosztowne jest wyprodukowanie jaj niż spermy), to w jej interesie leży wybranie takiego małżonka, którego obecność przyczyni się do osiągnięcia sukcesu rozrodczego. Samice oceniają kwalifikacje rodzicielskie samca podczas godów, kiedy jako zalotnik uwodzi je swym śpiewem, tańcem albo upominkiem pokarmowym. U niektórych gatunków najwartościowszym prezentem okazuje się materiał na gniazdo.

Tak właśnie jest w przypadku małych elegantów z Antarktydy - pingwinów Adeli, u których upominkami są kamienie - rzecz bardzo cenna w zaśnieżonych i skutych lodem przestrzeniach. Samiec skrupulatnie je zbiera, nieraz uciekając się do napadów na gniazda sąsiadów, samica natomiast pieczołowicie układa zdobycz w okrąg wyznaczający stanowisko lęgowe. Nie wszystkie kamyki spotykają się przy tym z jej aprobatą: niektóre odrzucane są na bok jak bezużyteczny gruz, mimo że partner zdobywał je przecież z niemałym trudem i narażał się na sąsiedzkie razy. U osobników dopiero zakładających rodzinę odrzucenie przez wybrankę kamienia ofiarowywanego jej przez samca-zalotnika jest równoznaczne z nieprzyjęciem ślubnej propozycji. Inni ptasi konkurenci prezentują potencjalnym małżonkom mniej lub bardziej kompletne gniazda; czasem samica musi tylko nanieść do środka miękką wyściółkę, aby kolebka nadawała się do wysiadywania jaj i opieki nad pisklętami.

Moda na prezenty z gniazd (widać ją chociażby u czapli, fregat, remizów oraz strzyżyków) przyjęła chyba najciekawszą formę u afrykańskiego wikłacza z gatunku Ploceus cucullatus. Rywalizacja o wybranki wygląda u tych ptaków trochę jak jarmarczny wiec przekupniów - samce oblegające wspólnie wybrane drzewo zgiełkliwie zachwalają oblubienicom zawieszone na nim flaszkowate gniazda. A rzeczywiście jest się czym pochwalić - konstrukcje, których na jednym drzewie może być nawet kilkadziesiąt, to prawdziwe tkackie majstersztyki. Wyplatane są z misternie przewleczonych i powiązanych włókien roślinnych, a budowniczowie pracują przy nich bez wytchnienia czasem przez cały dzień. Efekt tych wysiłków to elegancki woreczek gniazdowy, zaopatrzony w rurkowate odgałęzienie służące ptakom za korytarz wejściowy.

Po ukończeniu pracy nad gniazdem właściciel wczepia się pazurami w swoje dzieło i zawisłszy pod nim jak nietoperz - głową w dół - zaczyna energicznie trzepotać jaskrawożółtymi skrzydłami, zwołując do siebie samice. Potencjalne małżonki nadlatują skwapliwie, lecz nie są znów tak skore do wprowadzenia się do pierwszego napotkanego lokum. Tu pociągną, tam szarpną, sprawdzając dokładność splotów i wytrzymałość całej konstrukcji. Często miną długie godziny, nim któraś zdecyduje się na wybór odpowiedniej kolebki dla swego przyszłego potomstwa.

W przypadku gdy wykonanie gniazda pozostawia wiele do życzenia, samica bezzwłocznie kieruje się ku następnemu przyzywającemu amantowi. Tylko właściciele najsolidniej zbudowanych konstrukcji będą mogli zdobyć partnerkę i spłodzić potomstwo.

BEZINTERESOWNI DOBRODZIEJE?

Na tle zadziwiających dokonań ptasich zalotników dość mizernie prezentują się możliwości większości ssaków. Rzadko który przedstawiciel tej gromady ma w swoim repertuarze zachowań zwyczaj ofiarowywania upominków godowych. (Do wyjątków należą m.in. niektóre drapieżne, na przykład lis przynosi swojej wybrance upolowane drobne gryzonie). Nie znaczy to jednak, że wśród ssaków nie ma gatunków wręczających prezenty w innych sytuacjach, na przykład przy okazji kontaktów towarzyskich. Tak właśnie zachowują się szympansy znane z tego, że dzielą się między sobą mięsem upolowanej zdobyczy. Czyżby więc wreszcie przebłysk czegoś na kształt ludzkiej bezinteresowności?

Zwyczaj ofiarowywania prezentu w celach jednoznacznie seksualnych udało się podpatrzyć i u naszego pająka bezsieciowego z rodzaju Pellenes. Starający się o względy wybranki samiec ofiarowuje jej prezent (larwę pluskwiaka) - z lewej, samica przyjmuje go - w środku, oddaje się konsumpcji, z czego korzysta samiec, zaplemniając partnerkę - z prawej

Zdjęcia: Marek Kozłowski

Niestety, biolodzy ewolucyjni nawet w zachowaniach naszych najbliższych krewnych dopatrują się wyłącznie przejawów zwykłego egoizmu. Po pierwsze - zauważają - szympansowi wcale nie tak łatwo wyrzec się na rzecz towarzysza smakowitego kąska. Dopiero żebrząca postawa, najczęściej błagalnie wyciągnięta ręka, okazuje się bodźcem na tyle silnym, żeby - choć z oporami - podzielić się swoim łupem. Po drugie, jeśli małpa już się na tę ofiarę zdobędzie, wcale nie daje swojego prezentu ot, tak sobie, na chybił trafił.

Przysmak dostają najczęściej bezpośredni krewni i samice w rui (wyraźnie faworyzowane przez męskich członków stada). Podział odbywa się również na bazie przyjaźni istniejących w obrębie wewnątrzstadnych koalicji. Otrzymujące pokarm małpy dobrze pamiętają takie przysługi i odwzajemniają się swoim dobroczyńcom, stając w ich obronie podczas utarczek z rywalami albo dzieląc się z nimi zdobytym mięsem. Prezent jest więc niejako "rewanżem" za przeszłe lub przyszłe przysługi i, tak jak w przypadku podarków dawanych przez owady i ptaki, przynosi ofiarodawcy korzyści osobiste.

Do jak daleko posuniętej ofiarności może doprowadzić ten odwzajemniony, egoizmem podszyty altruizm, pokazuje przykład innego ssaka - południowoamerykańskiego krewniaka naszego gacka wielkoucha: nietoperza krwiopijcy - wampira.

DAWCY KRWI

W ciągu dnia wampir (Desmodus rotundus) ukrywa się gromadnie w ciemnych zakamarkach, a pod osłoną nocy wylatuje na żer - za ofiary obierając sobie najczęściej konie oraz bydło domowe (podczas jednego posiedzenia potrafi wyssać z ofiary krew o wadze równej ciężarowi własnego ciała). Nie tylko dieta i zwyczaje czynią z Desmodus intrygującego biesiadnika - niezwykłe są też przysługi pokarmowe, świadczone sobie wzajemnie przez członków stada. Przyczyną szczodrości nietoperzy jest niewytrzymałość na głód - brak krwistego posiłku przez dwie lub trzy kolejne noce równoznaczny jest ze śmiercią głodową [patrz "WiŻ" nr 1/1992].

Ratując się przed taką tragiczną ewentualnością, wampiry rozdają sobie nawzajem prezenty - oczywiście z krwi, którą przekazują bezpośrednio do pyszczków wygłodniałych współbraci. Nie trzeba dodawać, że podzielenie się swoją porcją pokarmu to dla dawcy wielka ofiara, gdyż takim altruistycznym czynem znacznie zmniejsza własne szanse na przetrwanie.

Czemu więc przypisać tę ofiarność? Obserwacje wskazują, że najedzony nietoperz jest gotów podzielić się posiłkiem jedynie w dwóch przypadkach: jeśli z głodnym osobnikiem łączą go bliskie więzy pokrewieństwa albo jeżeli sam kiedyś został przez niego uratowany od śmierci głodowej. Upominki rozdawane są więc nie spokrewnionym współtowarzyszom - podobnie jak u szympansów - wyłącznie wtedy, gdy istnieje duża szansa na odwzajemnienie.

Wygląda na to, że bez względu na okoliczności, jakie towarzyszą rozdawaniu prezentów (na przykład gody czy interakcje socjalne) czy rodzaj ofiarowywanego upominku (na przykład materiał na gniazdo, pokarm albo jego substytut), u podłoża każdego aktu zwierzęcego ofiarodawstwa leżą korzyści własne. Więcej nawet - w ostatecznym rozrachunku, bez względu na to, czy chodzi o wojsiłkę, tkacza czy małpę człekokształtną, nadrzędnym celem każdego dawcy jest zwiększenie szans na rozpropagowanie własnych genów bądź przeżycie (co w ostatecznym rozrachunku sprowadza się do korzyści genetycznych).

W przypadku ptaków oraz owadów prowadzących samotniczy tryb życia zyski osobiste są oczywiste i prawie natychmiastowe. W społecznościach ssaków, wykazujących altruizm odwzajemniony, będą one może mniej widoczne na pierwszy rzut oka, lecz udowodnione zostały metodami matematycznymi.

Na tym zresztą nie koniec. Większość współczesnych biologów także i w naszym ludzkim zwyczaju rozdawania podarków dopatruje się bardziej lub mniej uświadomionego egoizmu. Cała otoczka kulturowa temu towarzysząca byłaby więc tylko zgrabnym kamuflażem dla wyrachowanego samolubstwa.

JOANNA KOMOROWSKA jest doktorantką na Wydziale Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego w Katedrze Różnic Indywidualnych (Zakład Psychologii Zwierząt). Uprzednio -- asystentka na Wydziale Psychologii Uniwersytetu im. Simona Frasera w Burnaby w Kanadzie, gdzie zajmowała się socjobiologią i psychologią ewolucyjną.

O podobnych zagadnieniach przeczytasz w artykułach:
(05/96) NAJPIĘKNIEJSZA JEST PRZECIĘTNA
(01/98) PAN ĆMA SZUKA ŻONY
(03/98) PTASZKI, PSZCZÓŁKI I DROŻDŻE
(05/98) ZAZDROŚĆ W PTASICH PIÓRKACH