Twoja wyszukiwarka

BARBARA PRATZER
KRWINKI W PRZEBRANIU
Wiedza i Życie nr 4/1998
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 4/1998

Próby przetaczania krwi mają bardzo długą historię, ale wykorzystanie tej procedury w praktyce medycznej przypadło dopiero na lata dwudzieste bieżącego stulecia, po tym jak odkryto grupy krwi. Choć transfuzje ratują dziś życie wielu chorym, to wciąż niemało jest takich przypadków, kiedy pomoc nie jest możliwa, ponieważ brakuje krwi odpowiedniej grupy. Być może, w ciągu kilku lat uda się rozwiązać ten problem, powracając niejako do źródeł, czyli przetaczając choremu taką krew, jaka akurat jest dostępna.

Pomysł jest bardzo prosty. Krwinki czerwone otoczone pewnym polimerem unikają ataku układu odpornościowego, ponieważ komórki strzegące bezpieczeństwa organizmu nie dostrzegają w zamaskowanych erytrocytach wroga. Rzecz całą wymyślili naukowcy z Baylor College of Medicine
w Houston wespół z kolegami z Albany Medical College z Nowego Jorku. Do zamaskowania krwinek, uprzednio oddzielonych od surowicy i innych składników krwi, zastosowali glikol polietylenu (PEG), dopuszczony już wcześniej przez Food and Drug Administration do stosowania u osób cierpiących z powodu pewnych niedoborów enzymatycznych.

Ta zgrabna konstrukcja teoretyczna sprawdziła się w praktyce. Krwinki czerwone rzeczywiście nie są atakowane przez układ obronny, nie tracąc przy tym zdolności do przenoszenia tlenu. Tak w każdym razie wynika z testów laboratoryjnych z użyciem ludzkich erytrocytów oraz z doświadczeń na zwierzętach. Owcze i szczurze krwinki czerwone przebrane w kostium wykonany z PEG, a następnie wstrzyknięte myszy przeżyły 360 razy dłużej niż krwinki niczym nie chronione.

Jeśli wszystko dobrze pójdzie, naukowcy spróbują zastosować nową metodę transfuzji w leczeniu weterynaryjnym. Dopiero potem przyjdzie czas na ludzi.

"New Scientist", 2082/1997