Twoja wyszukiwarka

DOROTA BEDNAREK
MIASTO KWITNĄCEJ POMARAŃCZY
Wiedza i Życie nr 4/1998
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 4/1998

NAJPIĘKNIEJSZE MIASTA ŚWIATA ZNAJDUJĄ SIĘ ZAPEWNE W HISZPANII I NIE WAHAM SIĘ POWIEDZIEĆ, ŻE SEWILLA JEST PIERWSZA SPOŚRÓD NICH. MALOWNICZO POŁOŻONA NAD BRZEGAMI GWADALKIWIRU JEST KULTURALNĄ STOLICĄ ANDALUZJI.

Historia Sewilli sięga czasów Fenicjan i Rzymu. W V wieku znajdowała się pod panowaniem Wandalów, a następnie Wizygotów. Zdobyta w VIII wieku przez Arabów i Berberów, przeżywała rozkwit kultury, nauki i handlu, aby w połowie XIII stulecia poddać się władzy kastylijskich królów katolickich. W XV wieku osiedlili się w niej Cyganie.

Charakter tego regionu kształtował się pod wpływem kulturowych tradycji islamu, chrześcijaństwa, Żydów i Cyganów. W Sewilli wpływy te można obserwować na każdym niemal kroku. Najłatwiej zapewne w architekturze. Nawet niewprawne oko wypatrzy meczeciki i meczety przebudowane na kapliczki i kościoły. W folklorze muzycznym dosłuchać się można melanżu elementów cygańskich, żydowskich i północnoafrykańskich. O tym wszystkim jednak dowiemy się z książek. A Sewillę naprawdę trzeba zobaczyć, trzeba dać się owionąć gorącemu tchnieniu podzwrotnikowego klimatu, poczuć odurzającą woń kwiatów, spacerować ulicami w cieniu rozpiętych ponad kamienicami baldachimów, zakosztować dobrodziejstwa południowej sjesty i posłuchać nocnej wrzawy.

Sewilczycy są dumni ze swojego miasta i jego niepowtarzalnych tradycji. Z godnością mówią andaluzyjskim dialektem. Twierdzą, iż jest najpiękniejszą formą hiszpańskiego, swoim brzmieniem przypomina bowiem szorstką i jakby dziką mowę Maurów, niegdysiejszych władców tego regionu. Sewilscy chłopcy wdzierają się nocą za mury Alkazaru, warownej rezydencji muzułmanów, której początki sięgają XII wieku. Tam, pod gwiazdami, w labiryncie sławetnych ogrodów, w marzeniach odtwarzają czasy świetności i upadku potęgi Almohadów. Kto wie, czy ci czarnowłosi młodzieńcy nie są potomkami przechrzczonych przed wiekami Berberów i Arabów? W mrokach nocy, w niezwykłych snach na jawie ożywają tajemnice Alkazaru, który w blasku dnia pełni rolę statecznego muzeum.

Charakterystyczna uliczka w Sewilli wiosną

Fot. Piotr R. Nawrot

Życie Sewilczyków toczy się w barrio - dzielnicy. Każda ma swój niepowtarzalny charakter, historię, ważnych ludzi, bary, czasami charakterystyczny styl muzyczny. Santa Cruz, Triana, Macarena... W Sewilli nie można się nudzić! Życie w barrio ma swój rytm dobowy, tygodniowy, wyznaczany przez kalendarz tradycyjnych świąt. Najciekawszą bodaj, z turystycznego punktu widzenia, dzielnicą jest Santa Cruz - Święty Krzyż. To tutaj, wokół maleńkiego placyku o tej właśnie nazwie, zagubić się można łatwo w labiryncie wąskich uliczek i zaułków przypominających raczej starą dzielnicę w Algierze niż europejskie miasto. Zbłąkanego turystę wybawić może jedynie widok charakterystycznego dla Sewilli punktu orientacyjnego: Giraldy. Ta ogromna wieża była niegdyś minaretem, by z czasem stać się dzwonnicą katedry, symbolem miasta. Sama katedra, gotycka, jedna z największych na świecie, powstała, podobnie jak Giralda, w miejscu muzułmańskiej świątyni. Wyraźnym znakiem tego jest Patio de los Naranjos, przepiękny dziedziniec wysadzany drzewami pomarańczy, kwitnącymi wczesną wiosną, owocującymi w lecie.

Do Santa Cruz warto przyjść również wieczorem. Życie nocne zaczyna się po jedenastej. Turysta zechce zapewne odwiedzić drogą restaurację, gdzie można zobaczyć występ muzyków i tancerzy flamenco, prawdopodobnie nie spotka tam jednak wielu sewilczyków. Trzeba dobrze znać topografię miasta i wiedzieć, czego się szuka, by trafić do "Carbonerii". W pomieszczeniach starej węglarni mieści się najsławniejsza kawiarnia podtrzymująca tradycje flamenco. Nawet przechodząc ulicą, przy której się mieści, można ją, niczego nie przeczuwając, minąć. Nic, żaden znak, nie zachęca nie wtajemniczonych do wejścia. Tymczasem przez kilka nocy w tygodniu można w "Carbonerii" usłyszeć prawdziwe flamenco - flamenco puro. Dobry gitarzysta, zapewne Cygan z rodziny o muzycznych tradycjach, kilku śpiewaków za pomocą najprostszych środków tworzą niepowtarzalny nastrój.

Wieczorem, kiedy temperatura na dworze jest niższa niż w budynku, w licznych barach i kawiarenkach gromadzą się całe rodziny. Nawet dzieci nie idą spać przed pierwszą w nocy. Aby wspólnie spędzić czas, wychodzi się choćby do najbliższego baru pod domem. Przy wystawionych na ulicę stolikach gwar trwa do późna. Wszyscy się znają. Niemowlęta pierwsze zasypiają w ramionach rodziców. Powoli ulica się wyludnia. Następnej nocy wszyscy spotkają się znowu, żeby wspólnie zjeść, porozmawiać, pożartować.

Nabrzeże wieczorem należy do młodzieży. Przyjeżdżają autobusami, skuterami. Przychodzą pieszo. Siedzą na murku, słuchają muzyki, popijają tanie wino, spacerują, tańczą. Panująca tu atmosfera przypomina znaną z literatury figlarność średniowiecznych żaków. Wędrując rano opustoszałym brzegiem Gwadalkiwiru, trudno uwierzyć, że jeszcze kilka godzin wcześniej panował tu nieopisany gwar, wesołość, humor. Sewilla zaskakuje powtarzającymi się kontrastami: rozhukanej żywiołowości i niemal martwej ciszy. W żadnym innym hiszpańskim mieście nie bywa tak gwarno ani tak cicho.

Feria de Abríl - Jarmark Kwietniowy. Podczas tych słynnych uroczystości sewilczycy odpoczywają i bawią się, popisują się strojami, tańczą, śpiewają

Fot. Piotr R. Nawrot

Najpiękniejszym mostem spinającym prawy i lewy brzeg jest niewątpliwie dziewiętnastowieczny, bogato zdobiony Puente de Triana, zwany oficjalnie Puente Isabel II. Ruch trwa na nim bez przerwy, jednak rytmicznie zmienia się jego charakter. Rano, kiedy powietrze jest jeszcze chłodne, ludzie się spieszą. Tupot nóg, zgrzyt samochodowych silników, trąbienie klaksonów. Względna cisza zapada w porze sjesty, wieczorem znów ożywienie.

Widok z Puente de Triana pobudził niegdyś wyobraźnię romantycznego pisarza. Prosper Mérimée w jednej z nowel malowniczo opisał kąpiące się o zmroku Cyganki. Jedna z nich, Carmen, ukształtowała nasze wyobrażenia o żywiołowych Hiszpankach dzięki zawrotnej karierze opery Georgesa Bizeta, osnutej na kanwie opowiadania. Wiele zmieniło się od tamtych czasów. Kobiety nie kąpią się już na nabrzeżu. Budynek fabryki papierosów, gdzie pracowała urodziwa Carmen, nie przyciąga widokiem odkrytych ciał spoconych robotnic. Został przejęty przez uniwersytet. Można jednak zobaczyć jeszcze Cyganki z kwiatami we włosach, gdy co wieczór wędrują nadbrzeżną ulicą, Calle Betis.

Prawy brzeg Sewilli to Triana. Most prowadzi na mały skwerek ze skromnym pomniczkiem: młoda kobieta w niedbale rozchylonej bluzce, włosy spięte w węzeł, stopę postawiła na wielkim kowadle, wspiera się na gryfie gitary... Triana jest starą cygańską dzielnicą, dzielnicą ludu kowali i muzyków. Jest jednym z miejsc, gdzie powstawało i rozwijało się flamenco, muzyka nizin społecznych. Niemal wszyscy mają tu z nim coś wspólnego. Grają na gitarach, śpiewają, tańczą lub po prostu czują tę muzykę.

Taniec flamenco jest jak pieśń, której towarzyszy. Opowiada o życiu, trosce, radości. Jest ekspresją niewypowiedzianych, nienazwanych uczuć i emocji. Jego forma ukształtowała się pod wyraźnymi wpływami arabskimi, żydowskimi i cygańskimi. Z czasem jednak ewoluował. Jeszcze sto lat temu kobiety tańczyły głównie gestem ramion, dłoni, wyrazem oczu. W dzisiejszych czasach niezbywalnym elementem tańca, tak mężczyzn, jak i kobiet, jest niezwykle skomplikowane, dynamiczne stepowanie, znak profesjonalizmu. Jednak zawsze celem tancerza jest wyrażenie nastroju pieśni. Sam wobec muzyki i ukrytych w niej przeżyć, tancerz oddaje swoje ciało we władanie ukształtowanych przez pokolenia form ekspresji. Odnajduje w nich swoje indywidualne przeżycia, swój charakter. Przyłącza się do trwającej od wieków opowieści o walce, napięciu, rezygnacji, smutku, szczęściu i o miłości.

Wnętrze sewilskiego baru. Widoczne, wśród wielu świętych obrazów, Dziewica Nadziei Macarena i Matka Boska z Rocio

Fot. Dorota B. Bednarek

Andaluzyjskie święta, fiesty, przepełnione są muzyką, śpiewem, tańcem, atmosferą zabawy. Szczególnie kobiety chętnie zakładają wówczas tradycyjne stroje, a jedwabne haftowane chusty kupić można nawet w supermarkecie. Modne są ostre, żywe kolory i duże, wyraziste kolczyki; włosy upina się specjalnymi spinkami albo wkłada się w nie kwiaty, prawdziwe lub sztuczne. Malują się nie tylko dorosłe kobiety, ale nawet małe dziewczynki. Królują wydekoltowane długie kolorowe suknie obszyte falbanami. W tych sukienkach tańczy się sewiliany - ludowy taniec z Sewilli, znany i popularny w całej Hiszpanii. Sewiliana to prosta czterozwrotkowa piosenka, którą tańczy się w parach. Tancerze mijają się jednak, zaledwie muskając swoich partnerów. Jeśli tańczą dwie kobiety, ich ruch wyraża samo piękno i wdzięk, jeśli tańczy kobieta z mężczyzną, pojawia się element napięcia, walki, flirtu.

Współcześnie karierę robią sewiliany w nowoczesnych aranżacjach z wykorzystaniem instrumentów elektrycznych. Tańczą je wszyscy, począwszy od maleńkich dzieci, a skończywszy na staruszkach. Są sewiliany smutne, nastrojowe, są wesołe i żartobliwe, są religijne. Nie ma uczucia, doświadczenia, które nie byłoby opisane w sewilianach. Każda ma swój temat, swój nastrój. Viva Sevilla, viva Triana -- głosi refren jednej z radosnych, żywiołowych piosenek. Opowiadają one bowiem często o radości płynącej z samego bycia sewilczykiem.

Centrum Sewilli nocą. Widok na Giraldę - katedralną wieżę, która niegdyś była minaretem (XII w.)

Fot. Dorota B. Bednarek

Andaluzyjczycy kochają swoje święta. Dlatego zyskują one niezwykle barwną oprawę: muzykę, taniec, stroje. Zachwycają egzotycznym, wręcz orientalnym przepychem. Nawet ulice przystrajane są rozwieszanymi między kamienicami lampkami, papierowymi balonikami. Jednak pretekstem do zabawy jest zazwyczaj jakieś święto religijne. A Hiszpania jest przecież katolickim krajem. Wszyscy święci z kalendarza, otoczone kultem figury Matki Boskiej zwane tu Dziewicami mają tradycyjne formy celebrowania w lokalnych społecznościach. Religijność Andaluzyjczyków nie ma sobie równej. Nie jest oddzielona od życia świeckiego tak jak u nas. Sfery sacrum i profanum idealnie się przenikają. Nie ma chyba baru w Sewilli, w którym nie byłoby choćby jednego przedstawienia Najświętszej Panienki czy Chrystusa. A bywają bary, w których całe ściany pokryte są wizerunkami świętych, obrazami i zdjęciami z pielgrzymek, obchodów świąt i... corrid. Corrida bowiem nie jest po prostu sportem. W jednej z modlitw do Dziewicy Macareny, patronki torreadorów, słynny matador prosił, aby zabicie byka było niczym ofiara dla Boga.

Dziewica Nadziei, Macarena, jest jedną z najpiękniejszych świętych figur w Sewilli. A figur przedstawiających Matkę Boską jest tu kilkadziesiąt. Co roku Macarena, podobnie jak inne obdarzone kultem Dziewice, dostaje nowe szaty. Przywilej ich wytwarzania jest niezwykłym honorem i posiadają go rodziny, które tę sztukę przekazują z pokolenia na pokolenie. Figura nie jest po prostu rzeźbą - ma ruchome ręce, ma włosy i rzęsy.

Organizacją kultu figur zajmują się specjalnie w tym celu powołane stowarzyszenia zwane bractwami. Członkostwo w nich jest sprawą prestiżową. Obowiązuje ściśle przestrzegana hierarchia, stopnie wtajemniczenia, przywileje w dostępie do figury. Z okazji świąt figury są przenoszone na wielkich platformach przystrojonych w świece i kwiaty. Platforma jest niesiona na ramionach kilkudziesięciu mężczyzn, członków bractwa. Ma się wtedy wrażenie, że naprawdę Matka Boska, Nuestra Señora, przechodzi ulicami miasta. Nie przez przypadek nazywa się Andaluzję ziemią Najświętszej Maryi.

Przybywających do Triany mostem Puente de Triana wita mały pomnik Cyganki, symbolizujący tradycje prawobrzeżnej dzielnicy Sewilli

Fot. Dorota B. Bednarek

Najważniejszym świętem Andaluzji jest Semana Santa - Wielki Tydzień. W Sewilli jest on obchodzony wyjątkowo uroczyście. Rekwizyty przygotowywane są przez prawie cały rok. Świąteczny tydzień jest okresem rytualnych procesji, obrzędów, odtwarzania tradycji. Pomimo całej teatralności wydarzeń, u ich źródła leży zawsze głębokie religijne przeżycie. Inny charakter mają równie słynne uroczystości obchodzone w Sewilli wkrótce po Wielkanocy - Feria de Abríl - Jarmark Kwietniowy. Źródłem andaluzyjskich ferii był sezonowy targ bydła. Tradycyjnie targi takie odbywały się dwa razy w roku: na wiosnę i jesienią. Jednak gdy po odkryciu Ameryki Sewilla uzyskała monopol na handel z Nowym Światem, targi trwały tam nieustannie. Sytuacja zmieniła się, gdy Hiszpania utraciła kolonie. Feria de Abríl została ustanowiona uchwałą Rady Miejskiej w 1846 roku. I choć w zasadzie miała być tylko targiem bydła, szybko nabrała specyficznego sewilskiego kolorytu. Rozwinęła się tradycja ustawiania namiotów dla odpoczynku i zabawy, parad koni i powozów, popisywania się strojem, tańcem, śpiewem...

Ya huele a Feria, ya huele a Feria - Już pachnie Ferią, mówi jedna z popularnych sewilian. Rosnące w całym mieście drzewka pomarańczowe rozkwitają na początku marca tysiącami małych białych kwiatków. Wszędzie rozprzestrzenia się słodki zapach zapowiadający wiosnę, święta, nowe życie. Ukochane przez sewilczyków kwiaty pomarańczy noszą dźwięczną nazwę azahar. Zapach, kolor, dźwięk, przeszłość i teraźniejszość - wszystko w Sewilli splata się w jedno niepowtarzalne doznanie, które po prostu trzeba przeżyć.

Mgr DOROTA BALBINA BEDNAREK jest uczennicą Szkoły Flamenco przy Liceum im. Cervantesa w Warszawie. Uczyła się również tańca u andaluzyjskich Cyganów w Trianie, Sewilli i Jerez de la Frontera.