Twoja wyszukiwarka

EWA KOŁODZIEJAK-NIECKUŁA
JAK BORELIOZA ZALEŻY OD BRUDNICY NIEPARKI
Wiedza i Życie nr 5/1998
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 5/1998

Fot. Marek W. Kozłowski

Urodzaj żołędzi może zwiększyć zagrożenie boreliozą. A oto jak grupa amerykańskich ekologów doszła do tego pozornie paradoksalnego wniosku. Otóż postanowili oni opracować sposób na brudnicę nieparkę - ćmę, która ogałaca dęby z liści. Wiedzieli, że poczwarki tego motyla są ulubionym pokarmem myszaków (w Ameryce Północnej zajmują one nisze ekologiczne myszy). Gryzonie te jedzą także żołędzie, toteż ich populacja gwałtownie rośnie po urodzaju na dęby. A taki bogaty w owoce rok zdarza się co 2-5 lat. Logiczne więc wydawało się naukowcom, że "żołędne" lata będą miały wpływ na populację brudnicy, której szczyt liczebności wypada zwykle kilka lat po załamaniu się populacji myszaków.

Swą teorię sprawdzili w praktyce. Usunęli większość myszaków z niespełna 3-hektarowego obszaru lasu, po czym zbadali przeżywalność brudnicy nieparki. Liczba poczwarek i jaj w lesie zamieszkiwanym przez zredukowaną liczbę gryzoni była 45-krotnie większa niż na terenie kontrolnym. Gdy na doświadczalnym obszarze rozsypali 3.5 t żołędzi - liczebność populacji myszaków bardzo szybko wzrosła.

Fot. Marek W. Kozłowski

Następnie ekolodzy zainteresowali się kleszczami przenoszącymi na ludzi boreliozę. Myszaki bowiem są głównym źródłem bakterii powodującej tę chorobę, którą przekazują larwom kleszcza. W "nawożonym" żołędziami lesie badacze wykryli ośmiokrotnie więcej larw pasożyta niż poza nim. Kleszcze znalazły się tu za sprawą jeleni wirginijskich, które podobnie jak myszaki lubią żołędzie. Dorosłe pasożyty żyją na jeleniach.

Na jesieni, po kopulacji samice kleszcza spadają na ziemię i składają jaja. Larwy, które się z nich wylęgną, są wolne od chorobotwórczej bakterii, dopóki nie spróbują krwi myszaków. W następnym roku zainfekowane kleszcze czatują na swego kolejnego żywiciela, którym może być także człowiek. Na doświadczalnym terenie liczba larw kleszczy na myszakach była o 40% większa. Stąd prosty wniosek: im więcej żołędzi, tym więcej myszaków, jeleni i kleszczy. A to grozi większym ryzykiem zakażenia boreliozą.

Można by więc walczyć z tą chorobą, zmniejszając na przykład środkami chemicznymi plon żołędzi. W przyrodzie obowiązuje jednak zasada - coś za coś. Im mniej żołędzi, tym mniej myszaków i tym więcej brudnicy nieparki. A to z kolei grozi mniejszymi przyrostami rocznymi i żywotnością dębu - jednego z najcenniejszych gatunków drzew.

"Science", 5353/1998