Twoja wyszukiwarka

ANDRZEJ PIEŃKOWSKI
WYROK NA CO2
Wiedza i Życie nr 5/1998
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 5/1998

10 grudnia 1997 roku, po dziesięciu dniach burzliwych obrad, w Kioto w Japonii zakończyła się międzynarodowa konferencja klimatyczna, w której uczestniczyli przedstawiciele rządów wszystkich krajów świata. Miały na niej zapaść wiążące decyzje dotyczące ograniczenia antropogenicznych emisji 6 gazów cieplarnianych (m.in. dwutlenku węgla, metanu i podtlenku azotu) do atmosfery. Ograniczenie emisji tych gazów uznano za konieczne w latach siedemdziesiątych, gdy doniesienia naukowców badających zmiany klimatyczne ukazały perspektywę katastrofalnego ocieplenia globu, spowodowanego działalnością człowieka.

Po konferencji tej oczekiwano konkretnych, wiążących ustaleń, które osiągnięto jedynie połowicznie, bo, wbrew naciskom, państwa rozwijające się nie zgodziły się na redukcje. Ich potencjał ekonomiczny dopiero się wykształca, więc w większości nie są zainteresowane ograniczaniem go przez narzucone z zewnątrz rygory. Przedstawiciele USA, stojącego na czele światowej listy emiterów CO2 (25% w 1990 roku), utrzymywali konsekwentnie stanowisko, że zgodzą się na proponowane warunki tylko w przypadku, gdy uczynią to również państwa rozwijające się, jak Chiny i Indie, których emisje będą niechybnie szybko rosły.

Wszystkich zaskoczyło nagłe ujawnienie umowy między Japonią, USA, Kanadą i Rosją, zawartej pospiesznie za kulisami. Na jej podstawie trzy pierwsze państwa mogłyby "kupować" nie wykorzystane limity emisji gazów cieplarnianych od Rosji, która z powodu załamania gospodarki w wyniku upadku komunizmu wyrzuca obecnie do atmosfery o 30% mniej CO2 niż w 1990 roku. Tylko dzięki tej umowie, rozszerzonej potem na wszystkie państwa uprzemysłowione, ogólny wynik spotkania w Kioto przyniósł jakiekolwiek wymierne rezultaty. Klauzulę tę obwarowano zastrzeżeniem, że taka wymiana może być przeprowadzona tylko między państwami rozwiniętymi. Co więcej, można ją zastosować tylko wtedy, gdy wiąże się to z finansowaniem przedsięwzięć prowadzących do obniżenia emi-sji CO2 w państwie, które "sprzedaje" swoje limity.

Ryc. 1. Zobowiązania przyjęte w Kioto: zmiany emisji gazów cieplarnianych do 2010 roku, w stosunku do ich poziomu z 1990 roku

Delegacja Polski, na czele z ministrem Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa, zgodziła się na 6-procentową redukcję (ryc. 1). W praktyce oznacza to jednak niewielką konieczność działania do 2010 roku, jako że nasz poziom emisji zanieczyszczeń do atmosfery już uległ zmniejszeniu w stosunku do 1990 roku o około 25%. Jest to zjawisko uboczne przemian gospodarczych, w wyniku których zamknięto wiele przestarzałych obiektów, a inne są sukcesywnie modernizowane. W styczniu 1997 roku parlament zatwierdził program zakładający obniżanie emisji metanu z eksploatacji górniczej o 36 mln m3 rocznie. Natomiast Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska subsydiuje m.in. przechodzenie z opalania węglem i koksem na bardziej "ekologiczny" gaz (głównie dotyczy to lokalnych kotłowni osiedlowych).

Wcześniej czy później jednak umowy międzynarodowe zmuszą większość państw do restrukturyzacji przemysłu energetycznego. Elektrownie opalane węglem i ropą staną się nieopłacalne, zarówno pod względem ekonomicznym (stoimy przed perspektywą wyczerpania zasobów paliw kopalnych), jak i środowiskowym (wysokie emisje zanieczyszczeń - teraz także CO2). Dlatego na konferencji w Kioto podkreślano znaczenie alternatywnych źródeł energii. Dla wielu krajów świata jedynym takim źródłem jest energetyka jądrowa. W państwach, w których ustanowiono kary za zanieczyszczanie środowiska, jest to najtańszy sposób uzyskiwania energii elektrycznej, a nawet cieplnej (we Francji działają już elektrownie jądrowe małej mocy pracujące jako ciepłownie). Energetyka jądrowa, mimo osiągnięcia naprawdę wysokiego bezpieczeństwa i sprawności w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat, tradycyjnie napotyka opór opinii publicznej.

Pewnym połowicznym rozwiązaniem jest podwyższanie wydajności istniejących elektrowni konwencjonalnych przez wprowadzanie tzw. bloków nadkrytycznych, gdzie paliwo (węgiel lub ropa) spalane są w znacznie podwyższonej temperaturze i przy wysokim ciśnieniu. Sprawność takiego bloku energetycznego jest nawet o 42% wyższa w stosunku do tradycyjnych, a emisja CO2 spada o 15%.

Ekolodzy kują żelazo, póki gorące. W listopadzie br. w Buenos Aires odbędzie się kolejne spotkanie w sprawie gazów cieplarnianych. Tymczasem nauka wciąż nie jest w stanie dostarczyć przepisu na ostateczną interpretację wymogów Konwencji. Nie stworzono jeszcze mechanizmów, które umożliwiałyby pomiar CO2 uwalnianego do atmosfery wskutek zmian w użytkowaniu ziemi, w tym wylesiania. Niedostatecznie poznane są również naturalne procesy przyrodnicze, jak obieg węgla w oceanach czy rola pary wodnej w efekcie cieplarnianym. Szczególnie istotny jest także problem skali w badaniach klimatycznych. Obecnie pracujące modele nie są w stanie w zadowalający sposób prognozować zjawisk występujących w skali pojedynczych państw. Dlatego należy się spodziewać, że realizacja zaleceń z Kioto napotka dalsze trudności.


O podobnych zagadnieniach przeczytasz w artykułach:
(10/96) NIE DOTRZYMANE OBIETNICE
(05/98) CZY CZŁOWIEK ZMIENIA KLIMAT?
(11/98) ENERGETYCZNE DYLEMATY