Twoja wyszukiwarka

BOGDAN MIŚ
LUDZIE, MEDYCYNA, JĘZYKI
Wiedza i Życie nr 5/1998
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 5/1998

1. TAJEMNICE IMION I NAZWISK

Wszystko wskazuje na to, iż najbardziej męscy i płodni są - a przynajmniej byli - kowale. Świadczy o tym wszechświatowa popularność takich nazwisk, jak Kowalski, Kowaliow, Schmidt czy Smith. Nie byłyby to najpowszechniej występujące nazwiska, a przecież jednoznacznie wskazują na pochodzenie ich dzisiejszych właścicieli od jakiegoś zacnego przedstawiciela tego godnego podziwu zawodu, gdyby owi kowale nie charakteryzowali się w epoce tworzenia nazwisk, czyli przed ledwo kilkuset laty, jakimiś szczególnymi talentami prokreacyjnymi.

Ta uwaga przyszła mi na myśl oczywiście podczas buszowania po Internecie. Trafiłem mianowicie na oficjalną witrynę statystyk amerykańskiego US Census Bureau, gdzie m.in. można znaleźć dane o częstości występowania w Stanach Zjednoczonych imion i nazwisk. Otóż ponad 1% Amerykanów nosi nazwisko Smith. Drugie miejsce w tym rankingu zajmuje Johnson, trzecie Williams, czwarte Jones, a piąte Brown. Nazwisko Clinton jest w kolejności 1706., a nasz rodzimy Kowalski uplasował się w USA na miejscu 2508. z blisko 89 tys. zarejestrowanych nazwisk.

Ciekawe dane dotyczą imion. Pięć imion kobiecych, najpopularniejszych w Ameryce w latach dziewięćdziesiątych, to kolejno Mary, Patricia, Linda, Barbara i Elizabeth. Pięć z kolei imion męskich to James, John, Robert, Michael i William; i co w tym jest uderzające, to widoczny w tych wyborach konserwatyzm i tradycjonalizm. Żadnej awangardowości, żadnych dziwactw, żadnych szaleństw; i nie dotyczy to tylko pierwszej piątki, ale w ogóle czołówki. Co więcej, te same imiona były modne półtora stulecia temu. Chciałoby się powiedzieć, że Amerykanie wręcz starają się być banalni - i jakże to inaczej niż u nas. Proszę się rozejrzeć wokół: wszędzie Beatrycze, Mariole i Iwony; niedawno poznałem nawet pewną Elizabelę. A Zoś, Maryś i Stanisławów, niegdyś popularnych, na lekarstwo.

Zapewne te różnice o czymś świadczą; o czym, jeszcze dokładnie nie wiem, choć mam pewne hipotezy dotyczące obyczajowości społeczeństw stabilnych i rozwiniętych od dawna oraz tych dopiero wkraczających na drogę rozwoju. Ale o wyjątkowej płodności kowali jestem przekonany.

Adres: www.census.gov

2. PACJENCI I LEKARZE

Podobno po świecie chodzi najwięcej lekarzy; niekoniecznie tych z dyplomami, ale takich, którzy się na leczeniu innych i siebie na tyle znają, że zawsze chętnie udzielą bliźniemu rady.

Dotychczas owe rady trudno było zweryfikować bez wizyty u prawdziwego lekarza lub co najmniej sięgnięcia do encyklopedii zdrowia. Obecnie problem - jak wiele innych - rozwiązuje Internet.

Pragnę otóż zwrócić uwagę Państwa na trzy witryny. Pierwsza z nich to NOAH, czyli New York Online Access to Health (Nowojorski Bezpośredni Dostęp do Zdrowia), jak dosyć kulawo, przyznaję, przetłumaczyłem tę nazwę. Jest to wielka baza danych z artykułami o tematyce medycznej, przeznaczonymi zarówno dla lekarzy, jak i dla szerszej publiczności. Jeśli nie znajdziemy tu natychmiast odpowiedzi na pytania czy wątpliwości, to z pewnością zostaniemy odesłani we właściwe miejsce. Przy okazji zaś: odwiedzającym NOAH polecam bardzo ciekawy Osobisty Analizator Diety, który podpowie każdemu właściwe żywienie.

Druga witryna to Choroby i niedyspozycje, czyli Diseases and disorders, rodzaj encyklopedii zdrowia, tyle że o niesamowitej objętości. Jeśli interesują Państwa takie problemy, jak choroby zawodowe pianistów albo chroniczna infekcja rzęs, tu z pewnością będzie odpowiednia informacja albo odesłanie do właściwego konsultanta.

I wreszcie trzecia witryna, niesłychanie ambitna i w założeniu arcypożyteczna: Globalna Sieć Zdrowia, czyli The Global Health Network. Witryna ta jest ciągle rozbudowywana, a służyć ma kontaktom specjalistów z całego świata oraz umożliwiać pacjentom konsultację.

Adresy: www.noah.cuny.edu/, www.mic.ki.se/Diseases/index.htm, www.pitt.edu/HOME/GHNet/GHNet.htm

3. JĘZYKI

W Sieci - jak wiadomo - dominuje język angielski. Prawdę mówiąc, jeśli chce się z niej sensownie korzystać, to nie ma wyjścia: trzeba się go choćby w podstawowym zakresie nauczyć. I jeśli już znamy angielski, to możemy... zająć się kolejnymi językami.

Czy słyszeli Państwo o gaelickim albo urdu? A może koniecznie chcą się Państwo dowiedzieć, jak brzmi popularny zwrot w tak egzotycznych językach? Między nami mówiąc, paniom i panom o zamiłowaniach intelektualnych polecam przekazanie partnerowi wyznań miłosnych na kartce, powiedzmy, w stu językach. Skutkuje; wiem coś o tym, bo tak właśnie mój osobisty tata poderwał jakieś sto lat temu moją mamę. Tyle że on musiał "z głowy", a my możemy pogrzebać w Internecie. Polecam w tym celu witrynę Human Languages Page, która stanowi niewyobrażalnie kolosalny zbiór odnośników do wszelkich możliwych źródeł lingwistycznych: znajdziemy z jej pomocą i samouczek arabskiego, i zbiory poezji bułgarskiej, i słownik języka Aborygenów australijskich, i nawet instrukcję, jak zainstalować w naszej maszynie pismo... chińskie. Wszyscy, których interesuje językoznawstwo w jakimkolwiek aspekcie, powinni koniecznie tu zajrzeć; dzięki tej witrynie dotrą do zupełnie nieprawdopodobnych zasobów wiedzy, w inny sposób bardzo trudnej do zdobycia. Jest to nieoceniona pomoc dla lingwistów, tłumaczy, studentów wszelkiego typu filologii - lepsza niż niejedna biblioteka. A przy tym rzecz szalenie ciekawa. Szczerze polecam!

Adres: www.willamette.edu/~tjones/Language-Page.htm