Twoja wyszukiwarka

JULIAN LINIECKI ZBIGNIEW JAWOROWSKI
SPÓR O HORMEZĘ
Wiedza i Życie nr 5/1998
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 5/1998

W numerze 3/1997 "Wiedzy i Życia" zamieściliśmy artykuł prof. dr. Zbigniewa Jaworowskiego pt. Dobroczynne promieniowanie. Autor przedstawił w nim teorię tzw. hormezy radiacyjnej, w myśl której małe dawki promieniowania jonizującego nie tylko nie szkodzą, ale wręcz sprzyjają zdrowiu. Po opublikowaniu artykułu wywiązał się spór między prof. dr. Julianem Linieckim, kierownikiem Zakładu Medycyny Nuklearnej Akademii Medycznej w Łodzi, a autorem, który jest przewodniczącym Rady Naukowej Centralnego Laboratorium Ochrony Radiologicznej w Warszawie i byłym długoletnim dyrektorem tej placówki. Na prośbę redakcji adwersarze zgodzili się przedstawić kwintesencję swoich stanowisk w krótkich wypowiedziach, które drukujemy poniżej. Obszerną, pełną polemikę zamieszczamy na naszej stronie internetowej ( www.proszynski.com/wiedzaizycie/polemiki). Zachęcamy do lektury

(Red.)

Po przeczytaniu artykułu Pana Profesora Zbigniewa Jaworowskiego pt. Dobroczynne promieniowanie nasunęły mi się następujące uwagi:

1. Autor odnosi występowanie progu dawki, wykazane dla szeregu ostrych i przewlekłych tzw. deterministycznych zmian popromiennych, również do zjawisk inicjowanych przez promieniowanie jonizujące na poziomie pojedynczej komórki, np. nowotworów i mutacji jednogenowych (tzw. zmiany stochastyczne). Analogia ta jest pozbawiona podstaw naukowych.

2. Informacje zaprezentowane przez Autora i mające popierać Jego poglądy są przedstawione niesłychanie selektywnie i nie obejmują tych danych, które ich nie popierają. Występowanie braku znamienności różnicy między grupą kontrolną i napromienioną w odniesieniu do zmian stochastycznych nie powinno być identyfikowane z obecnością progu dawki. Jest oczywiste, że po małych dawkach promieniowania istnienie takiej znamienności jest z natury rzeczy doświadczalnie nieosiągalne i hipoteza robocza o istnieniu lub nieistnieniu progu dawki musi być dedukowana z danych o mechanizmie zjawiska. Z jednej strony, natura absorpcji energii promieniowania i wytwarzania par jonów, a w następstwie wolnych rodników etc. nie wykazuje nieciągłości w zależności od dawki, a z drugiej uszkodzenia DNA, zwłaszcza dwuniciowe, nigdy nie ulegają stuprocentowej i doskonałej naprawie. Nie ma więc powodu, aby przypuszczać, że inicjowanie początkowych zmian mutacyjnych w komórkach somatycznych lub rozrodczych powinno wykazywać progową zależność od pochłoniętej dawki promieniowania.

3. Prof. Jaworowski odwołuje się do raportu UNSCEAR z 1994 roku (Annex pt. Adaptacyjne reakcje na napromienienie w komórkach i organizmach) jako do przełomu w ocenie ryzyka radiacyjnego. Pomija jednak milczeniem wypowiedź Komitetu, że treść i dane naukowe, podane w przeglądzie i wnioskach z piśmiennictwa, w żadnym razie nie uzasadniają zmiany dotychczasowej oceny ryzyka nowotworów popromiennych i zmian dziedzicznych. Pogląd ten jest podzielany przez praktycznie wszystkie ciała zbiorowe międzynarodowe i narodowe (ICRP, IAEA, WHO, NRPB, NEA, NCRP etc.), które zajmują stanowisko w tej sprawie.

4. W licznych ustępach tekstu Autor pomija najnowsze dane na poruszany temat. Na przykład twierdzenie jakoby po dawkach niższych niż 200 mSv nie powstawały wśród osób napromienionych w Hiroszimie i Nagasaki żadne nowotwory. Wiadomo obecnie, że obserwacja umieralności do 1994 roku wykazała statystycznie znamienny przyrost częstości sumy guzów litych (raki) już dla dawki powyżej 50 mSv. Autor pomija liczne obserwacje epidemiologiczne, iż dawki dla płodu rzędu 10 mSv prowadzą do wzrostu umieralności na nowotwory złośliwe w pierwszym dziesięcioleciu po urodzeniu, a dawki rzędu 70 mSv promieniowania X prowadzą do zwiększonej zapadalności na raki tarczycy u dzieci.

5. Autor wybiera jako przesłankę popierającą jego poglądy pracę Cohena nad zapadalnością na raki płuc po ekspozycji na radon (+ prod. rozpadu) w mieszkaniach w USA. Jest to praca powszechnie krytykowana przez zawodowych epidemiologów i uznawana za klasyczny przykład ecologic fallacy (nonsensu ekologicznego) w tych badaniach. Stoi ona zresztą w rażącej sprzeczności z innymi badaniami przeprowadzonymi poprawną metodyką. Podobne zastrzeżenia można podnieść co do sensowności porównywania wielkości tła naturalnego w różnych obszarach i zapadalności (lub umieralności) na nowotwory (np. w Chinach).

6. Autor zapomina, że epidemiologia nie jest nauką eksperymentalną, lecz obserwacyjną. Stąd pojedyncze obserwacje, które odbiegają od charakteru większości innych danych, nie posiadają waloru dowodu w sprawie.

Z poważaniem
JULIAN LINIECKI

Prof. Julian Liniecki stwierdza, że krytyka liniowej, bezprogowej teorii oddziaływania promieniowania jonizującego (tzw. LNT - linear, no threshold theory) jest pozbawiona podstaw naukowych. Stwierdzenia tego jednak nie uzasadnia. Podobnie jak francuska Akademia Nauk, amerykańskie Health Physics Society, European Science and Environment Forum, międzynarodowa organizacja Radiation Science and Health i wielu najlepszych radiobiologów na całym świecie, mam przeciwne zdanie. Uzasadniłem je m.in. w internetowej wersji tej odpowiedzi.

LNT jest źródłem powszechnie panującej radiofobii, irracjonalnego zjawiska, które przynosi ogromne straty, oceniane w skali świata na 2 tryliony dolarów. Dlatego w artykule omówiłem prace wskazujące na fałszywość tej teorii. Ogromna większość prac dotyczących dobroczynnego działania małych dawek promieniowania była w ciągu kilku dziesiątków lat, aż do czasu opublikowania raportu UNSCEAR z 1994 roku, rodzajem tabu i całkowicie ignorowana przez organizacje związane z ochroną radiologiczną (ICRP, IAEA, WHO, NRPB, NEA, NCRP, BEIR itp.).

Kilka przykładów selektywnego dobierania przez te organizacje danych dla poparcia paradygmatu LNT przedstawiłem w swoim artykule. Po latach stronniczej propagandy LNT nie widzę potrzeby prezentowania przemawiających za nią argumentów, w które nie wierzę. Musiałbym z nimi dyskutować, na co w krótkim artykule popularnym nie ma miejsca.

Brak różnicy między liczbą nowotworów w grupie napromienionej i kontrolnej może być podstawą przyjęcia "praktycznego progu". Wielu uczonych uważa obecnie, że "praktyczny próg" (np. 100 mSv) winien stać się umowną podstawą przyszłego sytemu ochrony radiologicznej. Przyniosłoby to wielkie korzyści ekonomiczne i radykalnie rozwiązało sprawę radiofobii. Natomiast brak różnicy nie upoważnia do dedukowania natury zmian po małych dawkach promieniowania ani do predykcji zgonów po takich dawkach. Wnioski z rozważań o absorpcji promieniowania na poziomie atomów i molekuł są już nieaktualne w świetle współczesnej genetyki i onkologii. Ogromny, stały strumień spontanicznych uszkodzeń DNA (8000/godz. pojedynczej nici i 6000/godz. podwójnej nici) całkowicie podważa fundament LNT. Gdyby DNA nie było stale w pełni naprawiane, wszyscy umieralibyśmy w pierwszych miesiącach życia.

Nie odwołuję się do raportu UNSCEAR "jako do przełomu w ocenie ryzyka radiacyjnego". Stwierdziłem natomiast, że opublikowanie tego raportu jest przełomem, ponieważ UNSCEAR oficjalnie uznał istnienie hormezy radiacyjnej, sprzecznej z LNT, co spowodowało ferment, którego już nie da się stłumić. Zmiana opartego na LNT gmachu standardów, z imponującą fasadą numeryczną dającą iluzję naukowej pewności i wygodna dla biurokracji, nastąpi później, gdyż gmachy takie ząb czasu z wolna kruszy.

Stwierdzenie, że po dawkach niższych od 200 mSv nie powstają nowotwory popromienne, oparte jest na danych z Hiroszimy i Nagasaki do 1987 roku. Nie znam doniesień z obserwacji do 1994 roku o statystycznie znamiennym wzroście guzów litych już od 50 mSv; nie były one również dyskutowane na ubiegłorocznej sesji UNSCEAR. Dane z innych grup narażenia, np. pracowników zakładów nuklearnych, pacjentów prześwietlanych promieniami Röntgena i leczonych radioizotopami czy ludności napromienionej po wypadku w zakładach atomowych Majak na Uralu, wskazują na brak wzrostu nowotworów popromiennych po dawkach niższych od 200 mSv.

W Hiroszimie i Nagasaki nie zauważono związku między napromienieniem in utero a nowotworami litymi i białaczką u dzieci. Badania takie przeprowadzono również w Szwecji, Norwegii, Finlandii i USA. W żadnym z badań kohortowych nie znaleziono statystycznie znamiennego wzrostu nowotworów po napromienieniu prenatalnym. Obecnie uważa się, że wzrost nowotworów tarczycy u dzieci w Izraelu naświetlanych promieniami Roentgena wynika nie z powodu dawki na tarczycę, lecz jednoczesnego napromienienia przysadki mózgowej (UNSCEAR, 1997). Napromienienie samej tarczycy u dzieci szwedzkich nie dało wzrostu raków tarczycy (UNSCEAR, 1994).

W swoim artykule nie wspomniałem świetnej pracy B.L. Cohena, wskazującej, jak i wiele innych badań, na mniejszą zapadalność na raka płuc w rejonach o wyższym poziomie radonu w mieszkaniach. "Wybiera ją jako przesłankę" prof. Liniecki, nie ja. Praca Cohena pojawia się bowiem w cytowanym przez prof. Linieckego w Internecie artykule Lubina i Boice'a. Cohen ("Health Physics", 68, 157, 1995) udowodnił, że tzw. ecological fallacy dotyczy wyłącznie prac epidemiologicznych zwanych ekologicznymi (lub geograficznymi), interpretowanych przy użyciu LNT. Jest to dokładnie ten sam problem, co występujący w opartym na LNT pojęciu "osobo-siwerta", zalecanym przez ICRP. Nie dotyczy to prac Cohena, które dały wyniki odwrotne niż przewidywane przez LNT.

O podobnych zagadnieniach przeczytasz w artykułach:
(03/97) DOBROCZYNNE PROMIENIOWANIE