Twoja wyszukiwarka

KRZYSZTOF WÓJCIK
EKOLOGIA LUBIANE SŁOWO
Wiedza i Życie nr 5/1998
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 5/1998

Od kilku lat wzrasta popularność słowa ekologia. Wykorzystują to producenci, zarzucając rynek "ekologicznymi" towarami - od proszków do prania po żywność. I choć działanie takie jest podszyte chęcią zysku, to dla środowiska jest ono korzystne - proszki bez fosforanów nie powodują wprowadzenia do wód biogenów przyspieszających ich eutrofizację. A jeśli pod etykietką "eko" kryją się energooszczędne technologie, to oznacza ona także mniejsze zużycie surowców naturalnych i redukcję emisji zanieczyszczeń do atmosfery. Oczywiście, istnieją też nieuczciwi producenci, którzy próbują sprzedać nam jako "eko-produkt" coś, co nim nie jest. Generalnie jednak moda na ekologię jest zjawiskiem pozytywnym - uważa prof. Romuald Olaczek, dyrektor Instytutu Ekologii i Ochrony Środowiska Uniwersytetu Łódzkiego. - Problem jednak polega na tym, iż jak każda moda, tak i ta może przeminąć - dodaje.

W znaczeniu ściśle naukowym ekologia to nauka zajmująca się badaniem powiązań pomiędzy organizmami oraz ich środowiskiem. Jednak w języku potocznym oznacza szeroko rozumianą ochronę środowiska.

Chociaż ekologia robi karierę na całym świecie, powszechna wiedza z tej dziedziny jest niedostateczna. Dlatego znaczenie słowa ekologia zostaje w wielu przypadkach wypaczone, a za ekologów uważają się ludzie, którzy tak naprawdę niewiele mają wspólnego z ochroną środowiska. Trzeba jednak przyznać, że ich działania nie wynikają często ze złej woli, a brakuje im po prostu fachowej wiedzy. Bo co wspólnego z działalnością ochroniarską mają protesty przeciwko zabijaniu zwierząt futerkowych? W końcu po to się hoduje zwierzęta futerkowe, aby otrzymać z nich naturalny produkt. Natomiast od hodowli zwierząt bardziej szkodliwa dla środowiska jest produkcja sztucznych futer. Ponadto sztuczne futro to także odpad zanieczyszczający otoczenie, pozostaje w nim znacznie dłużej niż naturalne - szybciej ulegające biodegradacji.

Podobnych przypadków mamy znacznie więcej, jak choćby protesty przeciwko restauracjom McDonald's, które jakoby szkodzą środowisku, eksploatując zwierzęta na olbrzymią skalę. Wszak jest wiele firm, które o wiele silniej oddziałują na otoczenie, na przykład koncerny samochodowe czy rafinerie. Nikt jednak nie protestuje przeciwko nim. Nie tak dawno wyczytałem w jednej z łódzkich gazet o jakimś klubie ekologicznym(?) domagającym się zdelegalizowania Związku Wędkarskiego. A powodem jest to, że wędkarze zadają rybom cierpienie. Co więcej, swą działalność nazywają sportem. Można wiele dyskutować nad moralną stroną wędkarstwa czy myślistwa, ale jedno jest pewne - na całym świecie to właśnie wędkarze i myśliwi dbają o środowisko. W ich interesie bowiem leży, aby rzeki były czyste, a lasy bogate w zwierzynę.

To tylko kilka przykładów nadużywania słowa ekologia. Inne sprowadzają się do protestów przeciwko odbudowie masztu telewizyjnego czy bojkotowaniu budowy autostrad. Oprotestować łatwiej niż przedstawić rozsądną alternatywę. Spójrzmy realnie: nie cofniemy się do epoki kamienia łupanego. Cywilizacja jednak musi rozwijać się tak, by jak najmniej szkodziła biosferze, czyli zgodnie z zasadami rozwoju zrównoważonego. Człowiek powinien harmonijnie współistnieć z przyrodą, a nie wykorzystywać ją w sposób rabunkowy. Nie osiągniemy tego, negując wszelką działalność ludzi. Warto wychowywać dzieci w szacunku do przyrody, rozsądnie wydawać pieniądze (często ogłupieni reklamami kupujemy rzeczy, bez których moglibyśmy się obejść), segregować odpady, oszczędnie zużywać wodę, wybierać tych posłów i radnych, którzy na pierwszym miejscu stawiają ochronę środowiska.