Twoja wyszukiwarka

LESZEK SOLSKI
WIELORYBY I WIELORYBNICTWO
Wiedza i Życie nr 7/1998
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 7/1998

CZY WIELORYBY MAJĄ SZANSĘ PRZETRWAĆ W KONFRONTACJI Z CZŁOWIEKIEM? PRÓBY ICH OCHRONY NADAL ZAWODZĄ.

Wieloryby są jednym z największych osiągnięć ewolucji. To naturalne dzieła sztuki, które przez ponad 50 mln lat panowały w morzach. A potem pojawił się człowiek... Wielu badaczy dręczy dziś problem, jak długo uda im się jeszcze przetrwać?

Jeszcze 25 lat temu bezlitośnie polowano na wieloryby. Ich mięso, tłuszcz stawał się smarem przemysłowym, ambry używano do wyrobu perfum. Te morskie olbrzymy symbolizowały tajemniczość i ogromną siłę natury, wywołując, jak Moby Dick Hermana Melville'a, podziw i obawę. Nieco później, za sprawą naukowców, wyobrażenie przerażającego potwora zastąpiła łagodniejsza wizja wieloryba jako mądrego, delikatnego i przyjaznego władcy oceanów. Takie postrzeganie dopomogło nawet w uchwaleniu zakazu ich połowu. Ów wyidealizowany wizerunek nie utrzymał się długo - upadł zarówno mit o ich delikatności, jak i niezrównanej inteligencji. Ośmieliło to kraje zajmujące się wielorybnictwem do ostrzejszej walki o przywrócenie prawa do polowań. Czy demitologizacja wielorybów doprowadzi do ich zguby?

TROCHĘ HISTORII

Walenie znane były wszystkim plemionom ludzkim żyjącym nad otwartymi wodami mórz, i to od najdawniejszych czasów. W grotach północnej Norwegii, wśród naskalnych rytów i malowideł sprzed 2200-1500 lat p.n.e. łatwo rozpoznać opływowe kształty wielorybów. Walenie występują często w mitach zarówno starożytnych Greków, jak i Rzymian. Wspominali o nich Arystoteles, Homer i Galen.

Wieloryby stanowiły zawsze niezwykle cenne, bo obfite, źródło pożywienia. Początkowo ludzie "korzystali" zapewne z martwych, osłabionych lub chorych wielorybów wyrzuconych na brzeg. Z czasem nauczono się aktywnie na nie polować techniką zaganiania całych stad mniejszych waleni na płytkie wody lub plaże. Sposób ten jest jeszcze do dziś praktykowany w kilku miejscach naszego globu, m.in. na duńskich Wyspach Owczych.

Wielorybnikami posługującymi się prymitywnymi harpunami byli niewątpliwie Eskimosi i Indianie zamieszkujący amerykańskie wybrzeże Pacyfiku. Kości wielorybów, znalezione w paleniskach prymitywnych osad eskimoskich, świadczą o tym, że na te zwierzęta polowano już 1500 lat p.n.e.

Historycznie udokumentowane przekazy o wielorybnictwie pochodzą jednak z Europy. Pierwszymi wielorybnikami na naszym kontynencie byli Baskowie. Dzisiejsze miasta Bermeo, Castro Uridiales czy Biarritz wymieniane są jako osady wielorybnicze już w IX wieku n.e.

W tamtych czasach głównym obiektem polowań był wieloryb biskajski. Wraz z doskonaleniem techniki żeglowania i budową coraz większych łodzi i statków zasięg działania wielorybników baskijskich znacznie się powiększył. Wyprawiali się oni na wody Spitsbergenu, a następnie i Grenlandii. Wydaje się nawet, że w pogoni za zdobyczą dotarli do brzegów Nowej Fundlandii na długo przed "oficjalnym" odkryciem Ameryki przez Kolumba. Postęp w budowie statków wielorybniczych i technikach samego polowania był powolny aż do połowy XVIII wieku. Mimo to, niektóre gatunki wielorybów, jak grenlandzki i biskajski, zostały znacznie przetrzebione.

Rzeź wielorybów przyspieszyły dwa wynalazki. Pierwszy z nich to maszyna parowa, dzięki której stało się możliwe budowanie statków większych, szybszych i trwalszych od żaglowców. Drugi wynalazek, datowany na rok 1864 i przypisywany Norwegowi Svenowi Foynowi, to działko do wystrzeliwania harpuna. Sam harpun miał 1.80 m długości i ważył 60 kg. Z biegiem czasu tę śmiercionośną broń znacznie udoskonalono, dodając specjalną głowicę z ładunkiem wybuchowym, eksplodującym w ciele wieloryba kilka sekund po trafieniu.

Za sprawą tych wynalazków stada wielorybów na półkuli północnej zaczęły maleć w zastraszającym tempie. Już w początkach naszego stulecia wielorybnicy przenieśli się na wody antarktyczne. Pierwsza lądowa baza wielorybnicza powstała w 1904 roku na Georgii Południowej. W tamtych latach bardzo rzadko oprawiano wieloryby na pełnym morzu. Szybciej i ekonomicznie było doholować zabite sztuki do bazy lądowej. W 1925 roku udoskonalono rampę załadowczą, co wraz ze zwiększonym tonażem statków umożliwiło sprawne, szybkie i bezpieczne dostarczenie upolowanych zwierząt na pokład. Zaczął się zmierzch lądowych baz przetwórczych i szybki rozwój dużych statków-fabryk, z których każdy mógł przerobić do kilkudziesięciu wielorybów dziennie.

PRÓBY OCHRONY

Świadomość konieczności uregulowania połowów w obliczu malejącej populacji wielorybów obudziła się już w okresie międzywojennym. W 1932 roku zawarto pierwszą, wówczas tylko dwustronną, umowę dotyczącą wielorybnictwa pomiędzy Wielką Brytanią i Norwegią. Pięć lat później, w Londynie, 9 państw podpisało międzynarodową konwencję wielorybniczą. Aktem tym uregulowano po raz pierwszy terminy połowów, wprowadzając okresy ochronne dla wybranych gatunków oraz minimalne wymiary poławianych sztuk. Zatwierdzono też całkowitą ochronę wala biskajskiego i wieloryba grenlandzkiego.

W czasie II wojny światowej pogłowie większości gatunków wielorybów zdecydowanie wzrosło. Jednak w wielu wyniszczonych wojną krajach gwałtownie wzrosło zapotrzebowanie na mięso, co zapowiadało kolejną rzeź waleni. Dlatego też, w grudniu 1946 roku, ponownie w Londynie 15 państw (Argentyna, Australia, Brazylia, Dania, Francja, Holandia, Islandia, Japonia, Meksyk, Norwegia, Nowa Zelandia, RPA, USA, Wielka Brytania i ZSRR) postanowiło powołać do życia Międzynarodową Komisję Wielorybniczą (International Whaling Commission - zwaną dalej w skrócie IWC). Już na pierwszym posiedzeniu uzgodniono kilka istotnych spraw. Podtrzymano m.in. ochronę wali biskajskich i grenlandzkiego, jak też utrzymano obowiązujące wymiary ochronne. Dodatkowo wprowadzono okresy ochronne dla samic z młodymi. Wreszcie rozpoczęto przydzielanie rocznych kwot połowowych państwom członkowskim.

Choć działalność Komisji Wielorybniczej oceniana jest dość krytycznie, to dziś - z perspektywy czasu - nie można negować jej znaczących osiągnięć. W 1979 roku decyzją IWC zakazano wszelkich połowów wielorybów na Oceanie Indyjskim, ogłaszając ten akwen ostoją wielorybów. W 1981 roku wprowadzono całkowitą ochronę kaszalotów, a także zabroniono używania tzw. zimnego harpuna (cold harpoon) bez głowicy eksplodującej, uznając go za broń niehumanitarną.

Wreszcie nadszedł najbardziej znaczący rok 1982. IWC liczyła już wówczas 35 członków. Na lipcowej konferencji podjęto długo oczekiwaną decyzję o wprowadzeniu od 1986 roku całkowitego zakazu przemysłowego połowu wszystkich dużych gatunków wielorybów. Miał on obowiązywać do 1995 roku, ale już w 1994 przedłużono go na kolejnych 10 lat. Udało się też stworzyć nową ostoję dla wielorybów, obejmującą wszystkie obszary wodne na południe od 40 równoleżnika. Tak więc wydawać by się mogło, że przetrwanie wielorybów zostało zapewnione.

DUŻE CZY MAŁE?

Wszystkie wymienione decyzje IWC dotyczyły tzw. dużych wielorybów i tego, co określane jest mianem wielorybnictwa komercyjnego, czyli przemysłowego. Problem w tym, że nie ustalono jednoznacznych jego kryteriów.

Z decyzji IWC o całkowitym zakazie połowów wyłączone jest przybrzeżne wielorybnictwo uprawiane przez miejscową ludność dla własnych potrzeb. Dotyczy to mieszkańców Syberii, Alaski (USA) i północnej Karelii (Norwegia). Jednak już w 1984 roku Norwegowie zapowiedzieli podwyższenie połowów, uznając własne wielorybnictwo za niekomercyjne. Tym to sposobem w IWC pojawiło się nowe i dość dziwne pojęcie "niekomercyjnej komercyjności".

Wiele nieporozumień budzi też sprawa oceny wielkości waleni. Dziobogłowiec północny, faktycznie znacznie większy od płetwala karłowatego, zaliczany jest przez Japończyków do grupy wielorybów małych i dlatego też łowiony bez ograniczeń. Zresztą i samego płetwala karłowatego jeszcze do połowy lat siedemdziesiątych klasyfikowano w tej grupie. Teraz zaś uchodzi za dużego, jako że tych prawdziwie wielkich waleni praktycznie już nie ma.

Równie skomplikowana jest sprawa z orką. Dla wielorybników byłego ZSRR była ona "duża" i wykazywana w rocznych statystykach, natomiast dla Norwegów - "mała" i dlatego pomijana we wszystkich sprawozdaniach. Wypada też wspomnieć o narwalu, białusze i grinwalu, które to gatunki stanowią od dawna obiekt nie kontrolowanych i nie badanych połowów, prowadzonych przez Eskimosów (tak w Kanadzie, jak i na Grenlandii) oraz mieszkańców wschodniej Syberii. Wreszcie istnieją też prawdziwie małe delfiny i morświny, które nigdy nie były obiektem zainteresowań IWC. Polują na nie m.in. Turcy na Morzu Czarnym, Japończycy na swoich wodach przybrzeżnych i mieszkańcy Chile na Pacyfiku. Ponadto zastraszająco dużo delfinów i morświnów ginie rocznie w sieciach zastawianych na tuńczyki. Niestety, jak na razie nic nie wskazuje, aby te małe walenie miały zostać objęte jakimś aktem czy decyzją Międzynarodowej Komisji Wielorybniczej.

SIŁA TRADYCJI

W 1982 roku, gdy zapadła decyzja o wprowadzeniu pierwszego zakazu połowów, sprzeciw zgłosiły ZSRR, Norwegia i Japonia. Zgodnie z przepisami IWC, oznaczało to, że krajom tym wolno nie respektować decyzji Komisji.

ZSRR wycofał się z komercyjnych połowów dopiero w 1988 roku, gdy wyszło na jaw, że mięsem łowionych wielorybów karmiono setki tysięcy lisów, norek i soboli, hodowanych w ogromnych fermach na dalekiej Syberii.

Natomiast ani Norwegia, ani Japonia nie zaprzestały aktywnego wielorybnictwa do dziś. Formalnie oba te kraje korzystają z innego, niezbyt ścisłego, przepisu IWC, ktory dopuszcza połowy w celach naukowych, nie precyzując niestety, na jaką mogłyby być skalę.

W obu tych krajach istnieje silnie zakorzeniona tradycja spożywania mięsa wielorybiego. Oczywiste jest, że przy dzisiejszym, wysokim poziomie życia i ogólnej dostępności innych rodzajów mięs można by zrezygnować z wielorybiego befsztyka; lecz tak Japończycy, jak Norwegowie bronią swej odrębności kulturowej i prawa do decydowania o tym, co mogą jeść. Jednocześnie znaczna część społeczeństw w obu tych krajach (przeprowadzono bardzo wiele ankiet) uważa, iż zabijanie wielorybów nie różni się niczym od strzelania do jeleni, dzików czy słoni, a już na pewno jest bardziej humanitarne niż tradycyjne rzeźnie trzody i bydła. Naukowcy japońscy i norwescy dowodzą też, że pozyskanie 300 czy nawet 500 sztuk płetwala karłowatego nie powoduje uszczerbku w jego nadal rozrastającej się populacji.

NIEPEWNA PRZYSZŁOŚĆ

Niestety, jak widać z powyższych rozważań, kwestia być albo nie być wielorybów nie została jednoznacznie rozwiązana. W wyniku stanowiska Japonii i Norwegii inne kraje o dużych tradycjach wielorybniczych (np. Hiszpania, Peru, Chile czy Korea) zastanawiają się nad powrotem do normalnych połowów. Za taką decyzją przemawiają przede wszystkim względy ekonomiczne - swego czasu w przemysł wielorybniczy zainwestowano ogromne pieniądze, które nie zostały jeszcze w pełni zamortyzowane. Są propozycje, aby część floty wielorybniczej przystosować do połowu kryla. Jednak i takie rozwiązanie nie zadowala obrońców wielorybów. Wyliczono teoretycznie, że wody antarktyczne mogą dać roczne żniwa kryla w fantastycznej wielkości nawet do 1 mld ton (rocznie łowi się 70-80 mln ton ryb). Jednocześnie wykazano, że pozyskanie choćby tylko 5 mln ton kryla spowoduje 5-procentowy spadek zasobów pokarmowych wielorybów fiszbinowych. A kryl znajduje się przecież w menu niektórych gatunków fok i pingwinów.

Innym, nie znanym dotąd zagrożeniem jest stale postępujące zanieczyszczenie mórz i oceanów, co w całym łańcuchu pokarmowym daje efekt kumulatywny w organizmach wielorybów. Nie wiemy zbyt wiele o rozrodzie tych ogromnych ssaków morskich, stąd trudno spekulować, jaki wpływ owe zatrucia mogą mieć na rozmnażanie się wszystkich waleni. Coraz częściej wskazuje się również na niebezpieczeństwa dla życia tych zwierząt, związane z niszczeniem warstwy ozonowej i zwiększonym poziomem promieniowania ultrafioletowego.

Na razie wydaje się, że wszystkim znanym nam gatunkom waleni nie grozi szybka zagłada. Ale mimo podjętych licznych działań ochroniarskich trudno przewidzieć, czy populacje tych szczególnie mocno przetrzebionych gatunków się odrodzą.

LESZEK SOLSKI jest weterynarzem, od lat przedstawia na łamach "Wiedzy i Życia" problemy ochrony dzikich zwierząt.

O podobnych zagadnieniach przeczytasz w artykułach:
(07/98) WIELORYBNICY ZNÓW U CELU