Twoja wyszukiwarka

EWA KOŁODZIEJAK-NIECKUŁA
WIELORYBNICY ZNÓW U STERU
Wiedza i Życie nr 7/1998
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 7/1998

Pod wieloma względami obrady Międzynarodowej Komisji Wielorybniczej (IWC), które odbyły się w maju br., przypominały ubiegłe lata - jak co roku dyskutowano słuszność zakazu połowu wielorybów na skalę przemysłową i nie osiągnięto porozumienia na ten temat. Impas w rozmowach grozi rozpadem IWC, która choć nie w pełni skuteczna w swych działaniach, jest jedyną międzynarodową organizacją nadzorującą wielorybnictwo.

Korzenie konfliktu sięgają początków komisji, gdy nieoficjalnie nazywano ją "Klubem wielorybników". Przez długie lata należały do niej tylko państwa łowiące wieloryby. Próby limitowania połowów były wówczas podyktowane bardziej ograniczonymi możliwościami przemysłu przetwórczego niż potrzebą ochrony gatunkowej. Stada wielorybów uchodziły za własność niczyją i jako takie były swobodnie wykorzystywane. Oceany zaś traktowano jak worek bez dna - bez jakiejkolwiek próby oceny wielkości populacji waleni, łowiono je coraz intensywniej. Na domiar złego niewiele wiedziano o biologii i ekologii tych długowiecznych i powoli rozmnażających się zwierząt. Na efekty takich działań nie trzeba było długo czekać.

Z biegiem lat do IWC przystępowali członkowie nie zainteresowani połowami i organizacje pozarządowe o "zielonym zabarwieniu". W końcu, mając liczebną przewagę, przegłosowali w 1982 roku zakaz polowań. Możliwe to było dzięki forsowaniu przez Greenpeace poglądu, że wiedza na temat płetwali karłowych jest niekompletna i nie sprawdzona, toteż należałoby wstrzymać połowy przemysłowe do czasu, gdy nie zostaną zebrane dokładne dane.

Zakaz, co prawda, zaczął obowiązywać, ale luki prawne pozwalają na jego łamanie oraz utrzymanie członkostwa w IWC.

Liczba zabijanych wielorybów rośnie. Według oficjalnych danych w 1992 roku złowiono 383, zaś w 1996 już 1043 sztuki. Większość z nich to płetwale karłowe, łowione zarówno przez Norwegów, którzy nie przyjęli zakazu połowów, jak i przez Japończyków, w ramach naukowego programu, którego produkt końcowy trafia zwykle do restauracji. To właśnie Norwegia i Japonia grożą odejściem z IWC, twierdząc, że w coraz mniejszym stopniu pełni ona swoją rolę. A polega ona na ustalaniu wielkości połowów wielorybów tak, by nie groziło im wyginięcie i by mógł się rozwijać przemysł wielorybniczy. Zarówno cele IWC, jak i stosowane przez nią metody zostały zaakceptowane na "Szczycie Ziemi" w Rio de Janeiro, w 1992 roku. Powinno to skłonić przeciwników wielorybnictwa do złagodzenia stanowiska.

Na ubiegłorocznych obradach IWC Irlandia przedstawiła kompromisowy projekt rozwiązania konfliktu. Zaproponowała, by wznowić połowy na wodach przybrzeżnych (w pasie o szerokości 320 km), na otwartych wodach zaś byłyby one w dalszym ciągu zabronione. Według nowych reguł wielorybnictwo miałoby dostarczać mięso tylko na lokalne potrzeby. Natomiast produkt ten nie mógłby się stać przedmiotem międzynarodowego handlu. Tym samym żądania Japonii i Norwegii zostałyby spełnione. Z jednym wyjątkiem - projekt zakładał wstrzymanie połowów dla celów naukowych. Nowe przepisy mogłyby wejść w życie po opracowaniu metodyki ustalania wielkości połowów. Jak łatwo się domyślić, propozycja ta najgorzej została przyjęta przez Japonię.

Oprotestowali ją także przedstawiciele Greenpeace, twierdząc, że nawet najmniejsze ustępstwa nieuchronnie prowadzą do zagłady wielorybów. Dyskusję nad irlandzkim projektem miano kontynuować na tegorocznych obradach, ale przesunięto ją na spotkanie przedstawicieli IWC w 1999 roku. Jednak szanse, że do niego dojdzie, są coraz mniejsze.