Twoja wyszukiwarka

BOGDAN MIŚ
KOPUTERY, PODGLĄDACZE, WŚCIEKLI
Wiedza i Życie nr 7/1998
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 7/1998

1. KOMPUTERY

Nie da się ukryć, że w tym cyklu rozmów o Internecie nie mielibyśmy w ogóle o czym mówić, gdyby nie same tworzące Sieć komputery. Jest tedy słuszne i sprawiedliwe opowiedzieć dziś o kilku witrynach, związanych z tymi cudownymi zaiste maszynami.

Pierwsza witryna, którą uważam za ciekawą, to Komputery od przeszłości do przyszłości, zawierająca bogato ilustrowaną historię maszyn liczących, poczynając od czasów jaskiniowców po chwilę obecną. Jaskiniowcy, oczywiście, nie używali komputerów - ale potrafili sobie robić prymitywne narzędzia do liczenia, karbując odpowiednio jakieś patyki czy kości oraz wykonując stosowne malowidła naskalne. Również słynne Stonehenge, tajemnicza kamienna budowla w Anglii, to w gruncie rzeczy maszyna wyliczająca daty, czyli rodzaj automatycznego kalendarza. W omawianej witrynie znajdziemy oczywiście informacje o Pascalu i jego sumatorze, o słynnym automacie Turinga, o ENIAC-u; słowem, jest po co tu zajrzeć.

Podobnie warto zajrzeć do Wirtualnego Muzeum Komputeryzacji, gdzie - poza interesującymi eksponatami - znajdziemy wiele odnośników do innych witryn, związanych z historią maszyn liczących. Bardzo ciekawy jest też znajdujący się tu zbiór informacji o ludziach, tworzących komputery; ja osobiście, jako matematyk z wykształcenia, wysoce także cenię zawartą w tej witrynie wiedzę o historii algebry i metod obliczeniowych. Znajdą tu Państwo również sporo interesujących fraktali i stereogramów.

Swoją wiedzę w interesującej nas materii można pogłębić jeszcze bardziej, studiując witrynę Stowarzyszenia Historii Komputeryzacji; jest bowiem i takie. Można tu obejrzeć niezłą chronologię konstrukcji i odkryć informatycznych oraz zapoznać się z listą poszukiwanych "zabytków" komputerowych; to dość zabawne, ale niektóre dawne maszyny zaginęły już całkowicie, nie ma ich w żadnych kolekcjach ani muzeach...

Adresy:

www.cyberstreet.com/hcs/hcs.htm
calypso.cs.uregina.ca/Lecture/default.htm
www.comlab.ox.ac.uk/archive/other/museums/computing.htm

2. PODGLĄDANIE

Jeśli ktoś by mnie zapytał o najsilniejsze wrażenia z wędrówek po Internecie, to odpowiedziałbym tak: po pierwsze, było to obejrzenie obrazów satelitarnych prognozy pogody dla Warszawy, przy czym otrzymałem je przez komputer uniwersytetu w Tokio; oglądałem wówczas Internet po raz pierwszy w życiu i otrzymałem połączenie z Japonią w ciągu sekund - podczas gdy pół godziny wcześniej w żaden żywy sposób nie mogłem się dodzwonić do Krakowa. Raz więc, że powalił mnie na kolana ów momentalny kontakt Siecią z najodleglejszymi miejscami globu, a dwa, że z niezwykłą wyrazistością uświadomiłem sobie prowincjonalność i zacofanie pewnego kraju nad Wisłą...

Drugie takie uderzające wręcz doznanie to było obejrzenie pewnego dnia wschodu Słońca nad Manhattanem ze szczytu Empire State Building w Nowym Jorku. Oczywiście, nie byłem tam osobą własną, jak ślicznie powiadał Sienkiewicz. Skorzystałem z zainstalowanej na wierzchołku tego sławnego budynku kamery wideo, która bez przerwy transmituje odpowiedni obraz do Sieci. Niby w końcu nic nadzwyczajnego technicznie, ale wrażenie jest - proszę mi wierzyć - niesamowite: siedzisz sobie w południe człowieku w wygodnym fotelu w Warszawie i oglądasz widoczek z Nowego Jorku z godziny szóstej rano. Zaróżowione niebo, lekka mgiełka na horyzoncie, wspaniała perspektywa wieżowców - coś zupełnie niezwykłego.

Te kamery to w ogóle rzecz warta obejrzenia. Proponuję, by Państwo zajrzeli na witrynę www.szym.com, ciekawą również z tego względu, że prowadzi ją bardzo młody dżentelmen, starannie katalogujący na niej także różne interesujące polskie adresy. Znajdą tu Państwo właśnie wykaz sporej liczby kamer, pracujących w Internecie on-line. Jedno kliknięcie - i już jesteśmy albo na Manhattanie właśnie, albo na autostradzie gdzieś w Teksasie, na gorącej plaży, albo w mieszkaniu dziwaka, który zainstalował kamerę na własnym biurku i transmituje na okrągło do Sieci swój własny konterfekt... Doprawdy - jest w czym wybrać, aby zaspokoić naturalną większości z nas chętkę popodglądania.

3. ORGANIZACJA WŚCIEKŁYCH

Nie wiem jak Państwu - może mają Państwo lepszy charakter ode mnie - ale mnie się zdarzają ataki wściekłości. Do furii doprowadza mnie niesłowność, brak punktualności, lekceważenie swoich obowiązków, chamstwo. Przy tym najgorsze jest to, co nazwałbym "wściekłością drugiego rzędu": złość, że w wielu przypadkach na tamte irytujące zjawiska nie można - a raczej nie warto - zareagować, to bowiem owego chama, bałaganiarza czy niezgułę i tak nic nie obejdzie. Wpisanie się do książki zażaleń też nic nie da, bowiem tej książki na ogół po prostu nie ma; złożenie skargi ma skuteczność także jak wyżej, bo przełożony owego indywiduum jest zazwyczaj taki jak ono. Słowem, siądź i płacz albo dostań zawału z wściekłości.

Albo... albo opisz to w Internecie. Proszę sobie wyobrazić, że działa taka międzynarodowa instytucja o nazwie "The Angry Organization", Organizacja Wściekłych. Ma ona swoją witrynę w Sieci i po połączeniu z nią można o wszystkim poinformować opinię światową, wypisując żółcią spod samego serca stosowny donos. Tam zostanie to na wieczną rzeczy pamiątkę i ku wiecznemu wstydowi tego, który nam się naraził.

Swoją drogą, ciekawe jest socjologiczne zbadanie populacji tych postawionych pod pręgierzem. Zabawne, że jedno z czołowych miejsc zajmuje wyraźnie nie lubiana najpotężniejsza firma programistyczna świata, to jest Microsoft; ludzie nie kochają wyraźnie także jej szefa, multimiliardera Billa Gatesa, choć nie sądzę, by wielu znało go osobiście. Nie gorszy od Microsoftu jest McDonald's ze swoimi hamburgerami; a jeśli Państwo chcą dowiedzieć się więcej, to zapraszam na witrynę wściekłych osobiście. I proszę pamiętać, że wyartykułowanie swojej wściekłości jest swoistą terapią: może też nie skutkuje, ale na pewno uspokaja.

Adres: www.angry.net