Twoja wyszukiwarka

EWA IHNATOWICZ
...A JAK BĘDĘ ZAKOCHANA, PRZYŚLĘ PANU LIST I KLUCZ
Wiedza i Życie nr 7/1998
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 7/1998

LIST - POŚREDNIK I POWIERNIK UCZUĆ ZAKOCHANYCH, JESZCZE NIEDAWNO TAK OBECNY I W ŻYCIU, I W LITERATURZE. W ŻYCIU BYŁ WYBAWIENIEM DLA NIEŚMIAŁYCH LUB TĘSKNIĄCYCH, W LITERATURZE - WYJĄTKOWO PORĘCZNY - MÓGŁ WYJAWIĆ SEKRET BOHATERA, POPCHNĄĆ AKCJĘ LUB JĄ SKOMPLIKOWAĆ.

List nie zawsze trafia do osoby, dla której jest przeznaczony, nie zawsze pochodzi od tego, kto jest podpisany na końcu, nie zawsze też jest zachowany w całości, wreszcie nie zawsze mówi prawdę - ileż tu możliwości urozmaicania akcji literackiej: zabawnych albo tragicznych nieporozumień, omyłek, oszustw, intryg! Z upodobaniem i powodzeniem wykorzystywał je Aleksander Fredro. Pamiętamy przezabawną scenę z Zemsty: prostolinijny Cześnik próbuje naśladować styl listu zakochanej w Wacławie Klary, bo chce zwabić młodzieńca w pułapkę - ale nie umie trafić w ton kobiecej subtelności, przeszkadza mu nieszczęsne "mocium panie"...

Literatura piękna pokazuje również konwencjonalność pisania czy posyłania miłosnego listu. W Weselu Stanisława Wyspiańskiego Rachela rzuca Poecie na odchodnym: ...a jak będę zakochana, przyszlę panu list i klucz, i mówi to przez pół drwiąco, przez pół serio. Bo Rachela jest pod urokiem poezji, literatury, a jednocześnie wyczuwa jej literackość, nieprawdziwość. I właśnie taka poza poetycznego, literackiego spiskowania zakochanych wymagałaby liściku wyznaczającego sekretną schadzkę. Dzisiaj Rachela może wysłałaby Poecie walentynkową pocztówkę?

Autorzy powieści nieraz kazali swoim bohaterom pisać listy także po to, by czytelnik mógł wniknąć w ich skomplikowane uczucia i psychikę. Oprócz pamiętnika czy dziennika list jest przecież bezpośrednim i najbardziej osobistym świadectwem przeżyć. Toteż powstała tzw. powieść w listach; jedną z najbardziej znanych są Niebezpieczne związki Pierre'a Choderlos de Laclosa, osiemnastowieczna opowieść o okrutnej i wyrafinowanej intrydze miłosnej.

Polskie powieści w listach tworzono głównie w wieku dziewiętnastym. W biografii Elizy Orzeszkowej napotykamy bardzo ciekawe zdarzenie, które wskazuje, jak bardzo list wiąże życie z literaturą. Sławna już pisarka otrzymała od nie znanego sobie Tadeusza Garbowskiego propozycję wspólnego napisania powieści w listach. Jej tematem miała być dyskusja o idei. Listy bohaterki miałaby pisać Orzeszkowa, bohatera - Garbowski. Tak się też stało. Na korespondencję postaci literackich nakładała się jednak wymiana listów między współautorami, bo każde z nich zawierało w "swoich" partiach powieści, zatytułowanej Ad astra, własne poglądy i uczucia. Garbowski poczuł się zakłopotany sytuacją i wycofał ze współpracy; Orzeszkowa sama dokończyła powieść. Prywatna korespondencja Orzeszkowej jest zresztą bardzo obfita - osamotnionej w prowincjonalnym Grodnie pisarce zastępowała ona chociaż częściowo bezpośrednie kontakty ze środowiskiem literackim.

Tak w życiu, jak i w literaturze, listy prywatne często bywają konwencjonalne - określone okoliczności wpływają na styl listu. Dlatego list można odwzorować - potrzeba tylko sprawności naśladowania. Zawiera on wówczas zazwyczaj banalne informacje, a jeśli mówi o uczuciach, to utartymi sformułowaniami. Najprostszym tego przykładem są kartki świąteczne, życzenia imieninowe lub pozdrowienia z wakacji, które wszyscy pisujemy. Mało kogo stać tu na oryginalność. Wiele osób ułatwia sobie pracę: można kupić kartki na każdą okazję, z gotowym, wykaligrafowanym tekstem i wystarczy tylko się podpisać.

W tego rodzaju konwencjonalnej korespondencji najczęściej chodzi o to, by nie uchybić dobremu wychowaniu. Pisanie listu może być bowiem uciążliwą powinnością. Autor, starając się czynić zadość regułom grzeczności, chowa się więc za banałem. Tak właśnie w powieści Gabrieli Zapolskiej Sezonowa miłość mieszczańscy małżonkowie piszą do siebie listy ciągle o tych samych codziennych, drobnych sprawach: o pogodzie, o mszycach na fikusie, o molach w dywanie. Nie mają sobie nic ciekawego do powiedzenia, ale podczas rozłąki wypada korespondować. Żona odpowiada na list męża i chce już zakończyć stosowną formułką. Ale dostrzega, że napisała mniej niż mąż, a to nie uchodzi, więc dopisuje jeszcze jakieś okrągłe zdania o niczym. Ta nudna, bezbarwna korespondencja jest taka, jak całe ich małżeństwo: sztuczna, chłodna.

Okoliczności pisania listu, choć na pozór typowe, mogą jednak być niezwykłe. Niezwykłością nasycają je korespondenci. Zależy to od ich sposobu przeżywania świata i od potrzeby autentycznego, żywego wzajemnego kontaktu. Dlatego ich listy mają niepowtarzalny, oryginalny styl, choć ogólnie mieszczą się w normie stylistycznej. Odzwierciedlają jednak indywidualność autora, niezależnie od tematu, który on porusza. Korespondenci wzajemnie oczekują zrozumienia, oddźwięku. Nie chodzi więc o gest, lecz o spójnię. Zwykłe zdarzenia mogą nabierać szczególnego sensu, bo są oświetlane przez tę spójnię. Czasami w takich - zdawałoby się - najzwyklejszych listach ukryte są osobiste zwierzenia o uczuciach, myślach, przeżyciach.

List jest stary jak świat, a właściwie jak człowiek. Służył do przekazywania nie tylko informacji, ale - z czasem - również umiejętności, wartości i idei. List prywatny nabierał charakteru listu otwartego: publicystycznego, dydaktycznego, kiedy był wysyłany do całej grupy adresatów. Tak robili apostołowie, filozofowie, politycy, przywódcy. Gdy upowszechniły się możliwości docierania do dużych zbiorowości poprzez prasę, publicystyka zastąpiła list w tej jego funkcji. Ale nadal różne teksty w mediach mają w tytule określenie "list", np. znane do niedawna z telewizji Listy o gospodarce.

Prywatnopubliczny charakter miały i mają też przeróżne korespondencje prasowe: z zagranicy, z różnych kurortów, z miejscowości słynących z zabytków, z miejsc, gdzie się coś ważnego działo. Wreszcie prasa zna tzw. list otwarty, adresowany przez nadawcę do konkretnej osoby, ale "doręczany" publicznie, bo dotyczący sprawy publicznej.

Listy prywatne, czasem nawet intymne, przekraczają swój adres wtedy, gdy nadawca lub (i) odbiorca jest osobą powszechnie znaną i interesującą albo gdy korespondencja oświetla jakieś ogólnie znane wydarzenia czy zjawiska, albo wreszcie gdy same listy wyróżniają się niezwykłymi walorami: siłą uczuć i wyobraźni, pięknem literackim. Za klasykę uchodzą listy Jana III Sobieskiego do Marysieńki, Juliusza Słowackiego do matki, Zygmunta Krasińskiego do Delfiny Potockiej. Są one ciekawe nie tylko dla biografistów i historyków - stają się po prostu literaturą.

Listy odzwierciedlają charakter nie tylko autorów, ale w ogóle swoich czasów; różnym epokom były właściwe różne sposoby kształtowania listu. Zależało to i od powszechnie uznanego poglądu na świat, i od poglądów dotyczących twórczości, i od norm obyczajowych. Z antyku do czasów nowożytnych przeszedł list poddany regułom retoryki. Reguły te z biegiem czasu stawały się mniej sztywne, upodabniając list do swobodnej rozmowy. Ale jakże różne są jej wersje, na przykład barokowa i klasycystyczna. W baroku, dramatycznie rozdartym między urodą życia ziemskiego a budzącymi grozę wizjami zaświatów, szukano zawiłości, skomplikowania, ozdobności, zaskakujących konceptów. Natomiast klasycystyczni racjonaliści dostrzegający zasadę harmonii w świecie szukali też stałej zasady piękna. I według niej budowali wypowiedź, dbając o jej logikę, przejrzystość, funkcjonalność, harmonię, o odpowiedniość stylu w stosunku do tematu i osoby adresata. A znów dziewiętnastowieczny romantyzm odrzucił prawidła w imię swobody ducha i subiektywności piękna. Romantyczne mieszanie gatunków nie tylko w obrębie literatury, ale w ogóle wypowiedzi, zaowocowało zatarciem granicy między listem (tradycyjnie gatunkiem użytkowym) a literaturą piękną z jednej strony, potoczną mową - z drugiej. To również dlatego korespondencje romantyków są tak ciekawe, urozmaicone, barwne i przemawiają do dwudziestowiecznego czytelnika - nie starzeją się.

Charakter epoki widoczny w liście tworzą także rodzaje uczuciowości i znaczenie, które przypisuje się uczuciom. Na przykład romantyczny model listu prywatnego to korespondencja dusz. Taki klimat listu przygotował sentymentalizm, poprzedzający i zapowiadający w tej mierze romantyzm. Sentymentalizm akcentował przecież naturalność i wagę wszelkich czułych więzi.

Tytuł klasycznej już w naszej literaturze powieści sentymentalnej Marii Wirtemberskiej brzmi wobec tego: Malwina, czyli domyślność serca. Jej tematem jest nie tyle historia miłosna, ile dojrzewanie miłości, wspieranej przez uczucia pokrewne. Listy, które wymieniają bohaterki, są pełne przyjaźni i miłości siostrzanej, a także rozważań o niej. Ponieważ między korespondentkami panuje bliskość, ich listy mają ton zwierzenia. Listy autorki tej powieści nie są szerzej znane, natomiast do klasyki należą korespondencje europejskich pisarzy: autora Podróży sentymentalnej Laurence'a Sterne'a czy Jana Jakuba Rousseau, autora Nowej Heloizy.

Romantyczna rozmowa dusz często skupiała się właśnie na tej bliskości rozmówców, niezależnie od tematu, na jaki korespondowali. W centrum uwagi była bowiem szczególność, niepowtarzalność tej więzi. Nawet komentarz do ważnych i wielkich wydarzeń tylko częściowo dotyczył ich znaczenia: tematem listu było także osobiste przeżycie z nimi związane oraz świadomość, że przeżycie to potwierdza bliskość korespondentów. Na przykład na wieść o śmierci Wiktora Hugo poeta Kornel Ujejski w liście do przyjaciółki wyrażał w tym samym stopniu uznanie dla zmarłego pisarza, co poczucie więzi z adresatką podzielającą to uznanie.

Następujący po romantyzmie realizm łączył romantyczny kult uczuć z naturalistycznym kultem rozumu i nauki. Ideałem tej epoki była równowaga i harmonia autentycznej wrażliwości uczuciowej i precyzyjnego, jasnego, wszechstronnego rozumowania naukowego. Modelem korespondencji tego czasu była rozmowa umysłów, często również przybierająca ton zwierzenia. Bardzo istotnym i częstym tematem tej rozmowy, podobnie jak w romantyzmie, była szeroko pojęta twórczość. Korespondencja Gustawa Flauberta, autora powieści Pani Bovary, jest doprawdy fascynująca.

Reguły i normy pisania listu ustalano i spisywano w każdej epoce w listownikach - podręcznikach i zbiorach wzorcowych listów na różne okazje. Najogólniej rzecz biorąc, reguły tam zawarte odpowiadały zasadom pisemnego formułowania wypowiedzi. Starożytna sztuka listowania (ars epistolandi), wchodząca w skład retoryki, normowała nie tylko styl, ale i budowę listu dostosowaną do jego gatunku (celu). Adresata należało przecież zjednać, przekonać lub pokonać, pochwalić, zachęcić, pocieszyć, powinszować mu itd. Podręcznik zawierał wyliczenie i omówienie poszczególnych gatunków epistolarnych.

Dziś w praktyce pisania listu prywatnego pozostały z tego tylko najogólniejsze zarysy: nagłówek-apostrofa dostosowany do osoby adresata, pożegnanie zawierające stosowne pozdrowienie, data i miejsce pisania. W miarę, jak list prywatny stawał się swobodną przyjacielską rozmową, listowniki zmieniały charakter. Podręcznik, który zbierał wiedzę i wyrażał świadomość o niej, stawał się coraz bardziej wzornikiem, antologią.

Jego przeznaczenie zawsze bowiem było dwojakie. Po pierwsze, miał nauczyć formułować oraz zapisywać i prezentować myśli. Po drugie, miał dostarczyć przykładów. Te mogły służyć do ćwiczeń, ale także do kopiowania, a więc mogły uwalniać piszącego od samodzielnego wysiłku. W pierwszym przypadku listownik służył wykształceniu, które powinno być podstawą samodzielności i rozwoju możliwości twórczych. Sztuka epistolarna polegałaby na opanowaniu zasady i twórczym, oryginalnym jej stosowaniu. W drugim przypadku listownik służył mechanicznemu powielaniu schematu, a więc właśnie zleniwieniu, uśpieniu twórczości.

Sztuka listowania sprowadzałaby się więc, paradoksalnie, do odpowiedniego, wyuczonego stosowania gotowych sformułowań. Skostniałe frazesy sprzyjają zwykle wygodnej bezmyślności. Są poręczne i pojemne, zdają się zawierać myśli, uczucia, doświadczenia, których sami określić nie umiemy lub jeszcze nie zdążyliśmy. Stąd niewiarygodna trwałość tych frazesów. Na przykład jeszcze niedawno pobrzmiewało w nieporadnej korespondencji echo zalecenia retoryki, aby życzyć adresatowi listu tego dobrego, co nas spotkało, gdy już podzielimy się z nim swoją radością. Mechaniczne zastosowanie formułki: czego i tobie życzę, nie przewiduje odmienności pragnień, gustu lub interesów nadawcy i odbiorcy.

Listowniki były atrakcyjne nie tylko dla ludzi młodych, zdobywających wiedzę i umiejętności. Jego adresatami byli również nowi uczestnicy kultury - całe grupy społeczne, które w różnych okolicznościach historii przekraczały dotychczasowe podziały. Awans rodził ambicję i konieczność poznania i przejęcia nie znanych dotąd norm. Zapotrzebowanie na kodeksy zachowań to część tego procesu. Zauważmy, że w tym przypadku listownik musiał być możliwie uniwersalny. Autor starał się więc przewidzieć wszystkie sytuacje życiowe, w jakich się koresponduje.

Sygnalizują to tytuły dziewiętnastowiecznych listowników, skonstruowane na zasadzie wyliczenia lub uogólnienia. Na przykład: Listownik praktyczny dla rólników, kupców, przemysłowców, ich pomocników i robotników, albo ten: Sekretarz dla zakochanych, czyli podręcznik pisania listów we wszystkich przypadkach miłosnych, czy: Listownik. 267 wzorów na listy wszelakiego rodzaju i w każdej potrzebie życia. Od razu widać, że autorzy tych podręczników, mimo deklaracji, iż chcą nauczyć pisania listów, podsuwali raczej gotowe teksty-wzory. Sprzyjało to bowiem wyrobieniu nawyku częstego korzystania z książki.

Niebezpieczeństw i dobrodziejstw listownika szczególnie świadomi byli polscy literaci dziewiętnastowieczni. Polacy walczyli wtedy o niepodległość w kolejnych powstaniach i usiłowali nie zatracić narodowej tożsamości między powstaniami. Poddawany naciskowi rusyfikacji i germanizacji język polski był szczególnym terenem tej walki, stanowił bowiem właśnie podstawę przetrwania polskiej świadomości narodowej. Stąd pomysł obarczenia listownika i innych wzorników dodatkowym, szczególnym zadaniem: miały wyrabiać i podtrzymywać nawyk posługiwania się polskim językiem w piśmie. Dotyczyło to przede wszystkim zaboru pruskiego, gdzie lud był etnicznie polski i piśmienny, dlatego tak groźny był nacisk elementarnego szkolnictwa pruskiego, które wypierało szkoły polskie. Sposobem dotarcia do tego ludu z pisanym językiem polskim poza systemem szkolnym było podsunięcie mu takich tekstów, z których łatwiej i praktyczniej korzystać, gdy są po polsku. Oprócz modlitewnika funkcję tę spełniał listownik. Tekst niemiecki nie bardzo mógł go zastąpić wobec stosunkowej nikłości prywatnych kontaktów polskiego ludu z Niemcami.

Zamysłem pedagogicznym autorów listowników, które miały takie zadanie, musiało być najpierw wzbudzenie przychylnego zainteresowania adresatów. W tytułach akcentuje się więc, oprócz praktycznej przydatności książki, jej odpowiedniość. Tytuł lub podtytuł kojarzył się bowiem z tytułami literatury straganowej, jarmarcznej, do której przyzwyczajony był potencjalny czytelnik listow-
ników. Brzmiał on na przykład tak: Wzorowy sekretarz obejmujący przeszło 300 sposobów pisania listów w różnych okolicznościach potocznego życia: w sprawach familijnych, poufnych i handlowych, wzorów na kwity i kontrakty, weksle i umowy prawne, listów dziękczynnych, proszących i zawiadamiających, próśb i podań urzędowych, listów z życzeniami i powinszowaniami, przedślubnych itp. Ze wstępem Władysława Sabowskiego zawierającym ogólne prawidła dla piszących listy oraz z dodatkiem wzorów listów polskich z najlepszych autorów wybranych.

Zamieszczone w nim wzory listów pełniły więc dodatkowo funkcję literatury jarmarcznej, choć pochodziły od klasyków i polskiej epistolografii, i polskiej literatury. Za jednym zamachem autorzy antologii chcieli jeszcze usadowić w pamięci czytelnika najważniejsze nazwiska narodowej kultury. Ich zestaw był względnie stały i np. w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku wyglądał tak: Jan III Sobieski, Tadeusz Kościuszko, Ignacy Krasicki, Klementyna Hoffmanowa z Tańskich, książę Józef Poniatowski, Tomasz Zan, Adam Mickiewicz, Juliusz Słowacki, Zygmunt Krasiński, Antoni Edward Odyniec, Karol Libelt, Karol Szajnocha, Józef Ignacy Kraszewski. Funkcję podtrzymywania narodowej świadomości, którą pełnić miały listy wymienionych tu osób, widać jak na dłoni. Przecież większości fragmentów czytelnicy nie mogli naśladować w swojej korespondencji - choćby dlatego, że w ich życiu nie było miejsca na styl, temat i okoliczności właściwe listom Sobieskiego czy księcia Józefa. Autorzy listowników w dopiskach zachęcali raczej do korzystania z tych listów jako rezerwuaru bogactwa polskiej mowy i piękna moralnego: można było wplatać cytaty jako złote myśli lub ozdobniki do własnego tekstu. Ten nieoczekiwany bohaterski epizod polskich listowników był ich łabędzim śpiewem.

Tak zwana kultura listu nie jest cechą naszych czasów. Spieszymy się coraz bardziej i w coraz większym stopniu wyręcza nas technika. Listów urzędowych właściwie nie musimy już pisać, wystarczy wypełnić odpowiedni formularz. Możemy też skorzystać z gotowego tekstu umowy, sprawozdania, wzoru listu urzędowego, który oferuje nam popularny program komputerowy. Zamiast pisać prywatne listy, wolimy porozmawiać przez telefon, zwłaszcza że telefonia stwarza nam coraz więcej możliwości. W powracającej falami powszechnej dyskusji, czy technika zagraża literaturze, zawiera się i sprawa korespondowania. Korespondowanie ogranicza też kryzys zaufania: wielu ludzi z różnych powodów ma poczucie, że osobisty list mógłby ich niepotrzebnie odsłonić. Gdy mają ochotę na zwierzenia, raczej dzwonią nocą do radia albo piszą pamiętniki. Niektórzy rozmawiają przez krótkofalówki. Ostatnio korzystają z Internetu: dziś jest to niewątpliwie najszybszy sposób przekazywania informacji, a z czasem może stanie się jakąś nową formułą listu, którą zajmie się nauka?

Ryc. Archiwum

Dr hab. EWA IHNATOWICZ jest profesorem w Instytucie Literatury Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego.