Twoja wyszukiwarka

MICHAŁ RÓŻYCZKA
NIECHCIANA PLANETA
Wiedza i Życie nr 8/1998
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 8/1998

W końcu br. maja na specjalnie zwołanej konferencji prasowej powiadomiono o odkryciu, które według przedstawicieli NASA może być najważniejszym z dokonanych dotychczas przez Kosmiczny Teleskop Hubble'a. Podczas systematycznego przeglądu młodych gwiazd w gwiazdozbiorze Byka natrafiono na powstały niedawno temu układ podwójny, otoczony rozległą chmurą materii międzygwiazdowej o nieregularnych kształtach.

Składniki układu, które są gwiazdami podobnymi do młodego Słońca, okrążają się po orbicie o średnicy mniej więcej równej średnicy orbity Plutona (na zdjęciu zlewają się w jedną plamę świetlną widoczną w środku chmury). Niektóre z "odnóg" wybiegających z chmury w przestrzeń międzygwiazdową (np. para wyciągnięta wzdłuż osi wyznaczonej przez lewy górny i prawy dolny róg zdjęcia) prawdopodobnie są tzw. artefaktami, czyli zniekształceniami obrazu powstałymi przy jego naświetlaniu lub obróbce. Długa, lekko wygięta smuga biegnąca na lewo w dół jest jednak na pewno rzeczywista. Tak samo rzeczywisty jest jasny punkcik na jej końcu, który oznaczono symbolem TMR-1C i który stał się przyczyną całego zamieszania.

Znając odległość do obłoków, w których powstał układ podwójny (450 lat świetlnych) i obserwowaną jasność punktowego obiektu (18m), obliczono, iż w ciągu sekundy TMR-1C emituje 10 tys. razy mniej energii niż Słońce.

Posiadane dane umożliwiły oszacowanie jego temperatury (tysiąc kilkaset stopni). Według przewidywań teoretycznych taką właśnie jasność i temperaturę powinna mieć planeta o masie dwu-, trzykrotnie większej od Jowisza i wieku równym wiekowi tkwiącego w środku chmury układu podwójnego (kilkaset tysięcy lat). Na pytanie, skąd miałaby się wziąć planeta w miejscu zupełnie dla planet nieodpowiednim, nie ma na razie jednoznacznej odpowiedzi.

Nieregularne kształty chmury podpowiadają, iż w niedalekiej przeszłości układem podwójnym wstrząsnął jakiś kataklizm,
podczas którego domniemana planeta mogła zostać wyrzucona w przestrzeń międzygwiazdową. Przebijając się przez zewnętrzne (mniej gęste, słabiej świecące i na zdjęciu niewidoczne) warstwy chmury, mogła pozostawić za sobą smugę zagęszczonego gazu i pyłu, która odbija teraz w naszą stronę część światła emitowanego przez układ podwójny. Mogło się tak stać, ponieważ "kosmiczne trójki", w których jeden ze składników ma znacznie mniejszą masę od pozostałych, są nietrwałe i rozpadają się zupełnie spontanicznie niczym pierwiastki promieniotwórcze.

Mogło też być inaczej. W miejscu, w którym teraz znajduje się układ podwójny, mogło dojść do zderzenia formujących się dopiero gwiazd otoczonych masywnymi dyskami. Z miejsca zderzenia mogły wybiec długie smugi materii, w których powstało zagęszczenie mogące przekształcić się w obiekt o rozmiarach planety. Podobnie przebiegają zderzenia galaktyk, którym poświęcano ostatnio dużo uwagi i które szczegółowo zbadano metodą sy-mulacji kompute-rowych (w tym przypadku smugi materii są łańcuchami gwiazd, natomiastzagęszczenia dają początek galaktykom karłowatym).

Niezależnie od tego, która z hipotez okazałaby się prawdziwa, mielibyś-my do czynienia z pierwszym w historii wypadkiem bezpośredniego zaobserwowania planety poza Układem Słonecznym (wszystkie dotychczas znane planety pozasłoneczne zaobserwowano pośrednio, dzięki bardzo dokładnym obserwacjom ruchów okrążanych przez nie gwiazd). Możliwa jest jednak jeszcze inna, pesymistyczna hipoteza, której na razie niestety nie można odrzucić: TMR-1C może nie mieć z układem podwójnym nic wspólnego (znajduje się gdzieś daleko za nim) i tylko przez przypadek widać go na niebie na końcu świetlnej smugi. O tym, czy TMR-1C jest "niechcianą planetą" (pierwsza możliwość), "bezpańską planetą" (druga możliwość), czy też gwiazdą o bardzo małej masie (tzw. brązowym karłem), przesądzą przyszłe obserwacje, do których szykują się teraz wszystkie odpowiednio wyposażone obserwatoria.

Zdjęcia: Space Telescope Science Institute