Twoja wyszukiwarka

ANDRZEJ GORZYM
PÓŁ ŻARTEM - PÓŁ SERIO
Wiedza i Życie nr 8/1998
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 8/1998

W pierwszą czerwcową sobotę, już drugi rok z rzędu, bawiliśmy się razem z naszymi czytelnikami na Pikniku naukowym Polskiego Radia BIS, na Rynku Nowego Miasta w Warszawie. Przypomnijmy, że pomysłodawcą i dobrym duchem tej imprezy jest prof. dr Łukasz Turski z Centrum Fizyki Teoretycznej PAN.

W tym roku dopisali uczestnicy (około 30 placówek naukowych, muzeów, redakcji i różnych firm), dopisała pogoda i publiczność. Mimo żaru lejącego się z nieba tysiące osób w różnym wieku przyszło na Piknik i każda mogła znaleźć coś dla siebie.

Niewątpliwą atrakcją naszego stoiska - wspólnego ze "Światem Nauki" - była prawdziwa skała księżycowa przywieziona na Ziemię w 1971 roku przez załogę Apollo 15. Dzięki NASA i jej Lyndon B. Johnson Space Center w Houston, która zgodziła się udostępnić nam ten niezwykły eksponat, ambasadzie RP w Waszyngtonie i Ministerstwu Spraw Zagranicznych, które dostarczyło skałę do Warszawy, każdy mógł z bliska obejrzeć kawałek Księżyca. Co więcej - mógł się z nim sfotografować i wrócić do domu ze zdjęciem. Firma Sony udostępniła nam bowiem cyfrowe aparaty fotograficzne Mavica, bodajże jedyne tego rodzaju aparaty zapisujące obraz na zwykłej 3.5-calowej dyskietce komputerowej.

Dzięki TDK, producentowi dyskietek, mogliśmy obdarować takim prezentem wszystkich chętnych. Całe to wydarzenie było ponadto potwierdzone imiennym Certyfikatem Twardowskiego, wystawianym komputerowo na miejscu. Nic więc dziwnego, że nasze stoisko było oblegane od początku do końca Pikniku, a kilkaset osób wróciło do domu z taką niecodzienną pamiątką.

Duże zaciekawienie budził wykrywacz kłamstw, zwany fachowo poligrafem. Mgr Jacek Bieńkuński nie był w sta-nie poddać próbie wszystkich chętnych, którzy chcieli sprawdzić swoją praw-domówność. Dr Zbigniew Loska z Cen- trum Astronomicznego PAN im. Mikołaja Kopernika w Warszawie "wyczarowywał" na życzenie obraz nieba w dowolnej chwili i obdarowywał zainteresowane osoby kolorową mapą z drukarki Canona. Pokazywał też różne obiekty i zjawiska, np. za- ćmienie Słońca, które już kiedyś miały miejsce bądź dopiero się wydarzą na niebie.

Dla amatorów komputerów wielką gratką była najnowsza stacja graficzna Octan firmy Silicon Graphics. Tego rodzaju maszyn używa Steven Spielberg np. do ożywiania dinozaurów na ekranach. W naszym stoisku można było obejrzeć szczegóły anatomiczne wirtualnego człowieka, zwiedzić Watykan lub wybrać się w kosmos na stację orbitalną.

Zaproszeni do naszego stoiska przedstawiciele Idei Centertel, najnowszej sieci cyfrowej telefonii komórkowej, pokazywali jak można za pomocą telefonu bezprzewodowego wykonać elektrokardiogram i w razie potrzeby uzyskać pomoc lekarza. Demonstrowali też Communicatora 9000i, telefon i komputer w jednym, pozwalający korzystać m.in. z Internetu i poczty elektronicznej. Udostępnili też bezprzewodowy automat telefoniczny, z którego można było za darmo dzwonić. Jak łatwo się domyślić, urządzenie to nie próżnowało.

Z kolei przedstawiciele Przemysłowego Instytutu Techniki Motoryzacyjnej demonstrowali, jak można zabezpieczyć samochód przed amatorami przejażdżki cudzym autem, a hostessy firmy Braun za pomocą cyfrowego termometru mierzyły błyskawicznie temperaturę w uchu wszystkim chętnym. Towarzyszyła temu atmosfera dobrej zabawy - pół żartem, pół serio, okraszona licznymi konkursami.

Oprócz "Wiedzy i Życia" oraz "Świata Nauki" w Pikniku uczestniczyły także z naszego wydawnictwa redakcje "Kuchni" i "Motomagazynu". Pierwsza, jak przystało Magazynowi dla smakoszy, propagowała m.in. zdrowe potrawy, serwując je publiczności, druga natomiast lansowała skutery elektryczne.

Zaprosiliśmy również do naszego stoiska jedynych w Polsce producentów teleskopów astronomicznych - panów Jacka i Bogusława Uniwersałów z Żywca. Bezchmurne niebo pozwalało na obserwację plam na Słońcu. I choć nie był to okres dużej aktywności naszej gwiazdy, nieliczne plamy było widać jak na dłoni. Pod wieczór, gdy Piknik już się skończył, do teleskopu ustawiło się w kolejce kilkadziesiąt osób: każdy choć przez chwilę chciał zerknąć na wyłaniający się między dachami okolicznych kamienic Księżyc, którego najprawdziwszą próbkę chwilę wcześniej miał pod ręką.

Zdjęcia: Andrzej Gorzym, Krzysztof Kaliński