Twoja wyszukiwarka

PIOTR SURA MARIUSZ RYBACKI
LOSY POLSKICH PŁAZÓW
Wiedza i Życie nr 8/1998
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 8/1998

Płazy wymierają także w naszym kraju. Trudno jednoznacznie określić skalę tego zjawiska. Badania porównujące liczebność tej grupy zwierząt prowadzone są bardzo rzadko i niestety na niewielkich obszarach. Wiemy jednak, że w Puszczy Niepołomickiej pod koniec lat siedemdziesiątych na powierzchni 1 ha żyło średnio 2 tys. osobników, a w 10 lat później już tylko 500.

Rzekotka drzewna

Wśród przyczyn zjawiska na pierwszy plan wysuwają się zmiany zachodzące w środowisku w wyniku działalności człowieka. Jednym z najbardziej spektakularnych przykładów może być Pieniński Park Narodowy (PPN). Badania przeprowadzone w Parku i w jego naturalnej otulinie w 1993 roku wykazały, że około 60% populacji płazów rozmnażało się na terenie budowanego wtedy zbiornika głównego Czorsztyn-Niedzica i wyrównawczego w Sromowcach Wyżnych, a więc w dolinie Dunajca z jego licznymi starorzeczami i rozlewiskami. Przed napełnieniem zbiorników na lewym brzegu Dunajca odbywało gody blisko 45 tys. żab trawnych (Rana temporaria), 20 tys. ropuch szarych (Bufo bufo) i 8 tys. traszek z 4 gatunków - więcej niż połowa populacji płazów występujących w PPN. W połowie 1994 roku napełniono zbiornik Sromowce, pod koniec 1994 rozpoczęto napełnianie zbiornika w rejonie Czorsztyna i Niedzicy, niszcząc najlepsze miejsca rozrodcze tych zwierząt.

Powtórne badania liczebności płazów przeprowadzono w maju 1996 roku. Okazało się, że rozrodcza populacja żaby trawnej zmniejszyła się o około 80%. Duże fale utrudniały lub wręcz uniemożliwiały płazom składanie jaj, zaś wahania poziomu wody (do około 0.5 m w zbiorniku Czorsztyn-Niedzica, a w zbiorniku Sromowce nawet do 6.5 m) powodowały najczęściej wysychanie już złożonego skrzeku.

Kumak górski

Oddanie do użytku zbiornika Sromowce spowodowało także zwiększoną śmiertelność płazów na pobliskich szosach. W maju 1993 roku na drodze po stronie niedzickiej znaleziono blisko 200 martwych osobników, zaś w maju 1996 roku około 1100 (głównie ropuch szarych). Prawdopodobnie płazy, nie znajdując odpowiedniego miejsca do rozrodu, przechodziły przez jezdnię wiele razy, a niektóre z nich składały jaja nawet w kałużach na asfalcie. Jedynymi traszkami, jakie znaleziono wtedy w okolicy obu zbiorników, było 100 rozjechanych osobników.

Wyniki badań przeprowadzonych w 1997 roku budzą grozę. Liczebność żab trawnych odbywających gody spadła o ponad 90% i prawdopodobnie będzie zmniejszała się nadal. Obliczono, że w 1997 roku zginęło około 1 mln 850 tys. jaj lub kijanek tego gatunku. Przy założeniu, że w warunkach naturalnych dojrzałość płciową osiąga tylko 1% żabek powstałych z jaj, straty można szacować na 18.5 tys. osobników dorosłych. Dla porównania, straty poniesione przez ten gatunek w 1996 roku na tym samym terenie wyniosły 3.5 mln kijanek, czyli 35 tys. osobników dorosłych. Różnica jest oczywiście wynikiem mniejszej liczby złożonych jaj w 1997 roku.

Po zalaniu terenu obu zbiorników zniknęły liczne małe stawy, rowy i rozlewiska, a wraz z nimi 4 gatunki traszek i kumak górski (Bombina variegata) stanowiące połowę wszystkich płazów żyjących w rejonie obu zbiorników.

Ropucha szara

Podobna sytuacja miała miejsce po napełnieniu zbiornika wody pitnej dla Krakowa, w Dobczycach. Nie prowadzono tam równie szczegółowych badań jak w Sromowcach i Czorsztynie. Wiemy jednak, że 2 gatunki traszek - zwyczajna (Triturus vulgaris) i grzebieniasta (Triturus cristatus), kumak górski, ropucha szara, żaba trawna i rzekotka (Hyla arborea) praktycznie zniknęły z miejsc, w których się rozmnażały. Nawet jeżeli składałyby jaja w zbiorniku, ich larwy nie miałyby szans przeżycia, ponieważ brak płycizn i roślinności sprawiają, że larwy płazów nie znajdują bezpiecznych miejsc i odpowiedniego pokarmu.

Z badań prowadzonych w ciągu ostatnich 30 lat w okolicach Turwi na terenie Parku Krajobrazowego im. gen. Dezyderego Chłapowskiego (centralna Wielkopolska) wynika, że liczebność płazów zmniejszyła się tam kilkakrotnie. Bezpośrednią przyczyną jest zasypywanie, zaśmiecanie i zatruwanie małych zbiorników wodnych ściekami z gospodarstw wiejskich oraz związkami chemicznymi stosowanymi w rolnictwie. Osusza się i melioruje również tereny bagienne. A jest to szczególnie groźne w Wielkopolsce, gdzie od wielu lat nasila się zjawisko stepowienia, polegające na obniżaniu się poziomu wód gruntowych i wysychaniu zbiorników wodnych.

Na obszarze Niziny Wielkopolskiej, gdzie kwitnie rolnictwo, z około 11 tys. drobnych zbiorników (stawów i mokradeł) odnotowanych w tym regionie pod koniec XIX wieku, na początku lat sześćdziesiątych pozostało niewiele ponad 2 tys. W czasie badań przeprowadzonych w latach 1995-1997 w rejonie Turwi stwierdzono, że z 296 drobnych zbiorników istniejących w 1960 roku obecnie 90% jest całkowicie zdegradowanych (zasypanych lub wyschniętych) bądź też zanieczyszczonych przez ścieki, nawozy sztuczne i pestycydy spływające z pól, zaśmieconych, nadmiernie zacienionych i zarośniętych. Niszczone są również zadrzewienia śródpolne, które, szczególnie w ubogim krajobrazie Wielkopolski, mają ogromne znaczenie jako miejsca schronienia nie tylko płazów, ale i wielu innych zwierząt. Szybki rozwój motoryzacji i rozbudowa dróg powodują co roku śmierć milionów płazów, co może prowadzić do zanikania całych populacji.

Żaba trawna

Zastraszające zniszczenia środowiska w ciągu ostatnich 20 lat widać w wielu miejscach Wyżyny Częstochowskiej. Największe straty wśród płazów obserwujemy w przemysłowych okręgach Częstochowy, Rudnika, Myszkowa i Zawiercia. Rozwój przemysłu doprowadził tam do masowego obumierania drzew, stepowienia lasów i degradacji wód powierzchniowych.

Do tego, że płazy są coraz rzadsze w Polsce, przyczyniają się także odłowy żab w celach kulinarnych (na eksport do Francji) oraz w celach dydaktycznych - w wielu wyższych uczelniach zabija się je tylko po to, by student zobaczył, że pozbawiona mózgu żaba reaguje podnoszeniem nogi wsadzonej do kwasu solnego.

Często też zwierzęta te są zabijane po prostu z głupoty. Nieświadomość i brak kultury osobistej społeczeństwa można stopniowo eliminować w wyniku żmudnej edukacji, gorzej jednak, gdy na problem ten nie reaguje Ministerstwo Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa. Prawie wszystkie płazy podlegają od dawna ochronie gatunkowej, nie przynosi ona jednak pożądanych rezultatów. Teoretycznie nie wolno ich zabijać, nikt jednak nie zwraca uwagi, gdy zasypuje się staw, w którym się rozmnażają. W tej sytuacji tylko czynna ochrona tych zwierząt może zahamować spadek ich liczebności.

Zdjęcia: Piotr Sura

Dr Piotr Sura jest biologiem, pracuje w Katedrze Biologii Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Mgr Mariusz Rybacki jest biologiem-herpetologiem, pracuje w Zakładzie Badań Środowiska Rolniczego i Leśnego PAN. Autorzy należą do Sekcji Herpetologicznej Polskiego Towarzystwa Zoologicznego.