Twoja wyszukiwarka

MARCIN RYSZKIEWICZ
POŻEGNANIE Z AFRYKĄ
Wiedza i Życie nr 9/1998
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 9/1998

WYSTAWA W WARSZAWSKIM OGRODZIE ZOOLOGICZNYM UKAZUJE NAJWCZEŚNIEJSZE ETAPY EWOLUCJI RODZAJU LUDZKIEGO. NAUKOWA REKONSTRUKCJA RÓŻNYCH GATUNKÓW HOMINIDÓW W AFRYKAŃSKICH PLENERACH PRZENOSI NAS NA ZIEMIĘ SPRZED MILIONÓW LAT.

Zogromnej liczby gatunków, które kiedykolwiek mieszkały na Ziemi, trzy grupy organizmów najbardziej fascynują ludzi na całym świecie: dinozaury z ery mezozoicznej, wielkie ssaki epoki lodowej (plejstocenu) i przodkowie człowieka - hominidy. I choć po dinozaurach, wielkich ssakach, kopalnych hominidach i wszystkich innych wymarłych gatunkach pozostały dziś tylko zachowane gdzieniegdzie skamieniałe szczątki, to dzięki żmudnej pracy paleontologów udało się krok po kroku odtworzyć ich wygląd i niejako przywrócić je do życia. Takie ożywione dinozaury i wielkie ssaki plejstoceńskie warszawiacy mieli okazję oglądać w ogrodzie zoologicznym na dwóch kolejnych wystawach (Dinozaury i Mamuty i inne olbrzymy). Dziś przyszedł czas, by stanąć twarzą w twarz z naszymi przodkami.

Fot. 1. Scena ta pokazuje środowisko i tryb życia wczesnych australopiteków: cienisty las w pobliżu rzeki i gałęzie drzew, gdzie nasi odlegli przodkowie i biologiczni kuzyni szukali schronienia przed drapieżnikami. Nie wytwarzali jeszcze narzędzi - ale mając wolne i chwytne ręce, korzystali zapewne z różnych przedmiotów (kamieni, drewna, rogów, kości) dla wspomagania wielu czynności (rozbijania orzechów, wyciągania termitów z termitiery). Tyle potrafią też, blisko z nami spokrewnione, szympansy i nie ma powodu, by wątpić, że i australopiteki potrafiły to samo. Ale zapewne niewiele więcej

Fot. Ewa Ziółkowska

Dlaczego Pożegnanie z Afryką? Bo Afryka była naszą kolebką, i to kilkakrotnie w ciągu trwającej ponad 4 mln lat historii hominidów - tam powstał pierwszy przedstawiciel człowiekowatych (Ardipithecus ramidus z Aramis w Etiopii, sprzed 4.5 mln lat), tam narodził się pierwszy człowiek (Homo rudolfensis z Olduvai sprzed 2.5 mln lat), tam też pojawił się pierwszy człowiek współczesny, Homo sapiens (zapewne w Afryce Południowej przed 200 tys. lat).

Fot. 2. Przedstawiona scena została zrekonstruowana na podstawie odkrytych w Laetoli (Tanzania) najstarszych śladów stóp hominidów sprzed 3.5 mln lat. Co najmniej dwa osobniki (zapewne należące do gatunku Australopithecus afarensis), znacznie różniące się wielkością (samiec i samica?), pozostawiły ślady swych stóp w zastygłym popiele wulkanicznym. Do dziś trwają spory, czy był jeszcze trzeci, młodociany osobnik, na co wskazywałyby niektóre, nałożone na siebie odciski. Natomiast z całą pewnością obok wczesnych hominidów żyło tam tysiące innych zwierząt afrykańskiej sawanny, w tym słonie, żyrafy, antylopy, pawiany, strusie - pięknie zachowane odciski ich stóp również znaleziono w Laetoli. To właśnie znalezisko, bardziej niż jakiekolwiek inne, ukształtowało przekonanie o sawannie jako środowisku życia najwcześniejszych człowiekowatych. Dziś wydaje się coraz bardziej, że pierwsze hominidy zapuszczały się jednak na sawannę bardzo rzadko - znaczną część czasu spędzając jeszcze na drzewach

Fot. Marcin Ryszkiewicz

Nasz przodek dwukrotnie opuszczał Afrykę - raz przed ponad 2 mln lat (dotarł wtedy - już jako Homo erectus - aż do Jawy), ponownie przed 100 tys. lat, kiedy to, po liczącym 50 tys. lat "postoju" na Bliskim Wschodzie, ruszył na podbój całego świata (w Europie ci najwcześniejsi ludzie współcześni nazywani są kromaniończykami). Jesteśmy dziećmi tego drugiego Pożegnania z Afryką.

Fot. 3. Wyobrażenie świata sprzed 2 mln lat, widzimy tu już pierwszych przedstawicieli Homo na Ziemi i pierwszych zarazem wytwórców narzędzi kamiennych tzw. kultury olduwajskiej. Ci "ludzie zręczni" (Homo habilis lub Homo rudolfensis) zrobili więc coś, czego nigdy przedtem nie zrobiło żadne zwierzę - zaczęli wytwarzać przedmioty, posiłkując się do ich wyrobu innymi przedmiotami. A jednak to głęboko ludzkie zachowanie nie pchnęło jeszcze ewolucji na nowe tory - na nowe narzędzia i bardziej zaawansowaną technikę ich wytwarzania trzeba było czekać aż do pojawienia się na Ziemi - Homo erectus (lub Homo ergaster), a na kolejną zmianę aż do pojawienia się następnego gatunku - Homo heidelbergensis. Czyżby więc pierwsze narzędzia ludzkie ewoluowały tak jak narządy biologiczne i podobne w tym były do gniazd ptaków i tam bobrów? W każdym razie dopiero nasz własny gatunek - Homo sapiens - zaczął wytwarzać narzędzia, których ewolucja była szybka i oderwana od zmian biologicznych: dzisiejsze komputery produkowane są przez ludzi, którzy biologicznie nie różnią się niczym od wytwórców paleolitycznych narzędzi krzemiennych

Fot. Ewa Ziółkowska

Afryka była też kolebką wielu ewolucyjnych i kulturowych wynalazków człowieka. To tam, na przykład, po raz pierwszy stanęliśmy na dwóch nogach (już najwcześniejsze hominidy były zapewne dwunożne i wyprostowane). Ci nasi wyprostowani przodkowie (z gatunku Australopithecus afarensis) pozostawili nawet po sobie namacalne ślady swej dwunożności - zachowane w zestalonym popiele wulkanicznym słynne odciski stóp z Laetoli (Tanzania) sprzed ponad 3 mln lat (to na ich podstawie zrekonstruowana została pierwsza scena na wystawie). Zarazem jednak długo jeszcze trzymaliśmy się drzew, np. szukając na nich bezpiecznego schronienia nocą - świadczą o tym liczne szczegóły anatomii wszystkich wczesnych hominidów, aż do gatunku Homo habilis włącznie. Scena widoczna na fot. 1 pokazuje te podwójne przystosowania - do życia na ziemi i na drzewach.

Fot. 4. W tej scenie sprzed 60 tys. lat widzimy grupę neandertalczyków żegnających zmarłego "Starego Wodza". Jeden z żałobników ma obciętą prawą rękę, głęboką, zabliźnioną ranę idącą przez prawą stronę czaszki i zniekształconą prawą nogę, która uniemożliwiała mu poruszanie się o własnych siłach. Jego szkielet - z którego odczytano wszystkie te okaleczenia - znaleziono w jaskini Szanidar w Iraku. Interpretowany bywa jako dowód długotrwałej opieki nad ludźmi starymi lub niedołężnymi przez innych członków grupy lub klanu. Znajdująca się obok kobieta niesie barwne i pachnące kwiaty na grób - w tej samej jaskini znaleziono w namuliskach liczne pyłki kwiatów, które charakteryzują się szczególnymi walorami estetycznymi lub medycznymi i które zostały zapewne do jaskini celowo przyniesione. Jest to głęboko "ludzki" rys zachowań neandertalczyków - o ile, jak inne sugestie, nie jest nadinterpretacją z ubogiego i niejednoznacznego materiału paleontologicznego. Neandertalczycy to do dziś chyba najbardziej zagadkowa grupa kopalnych przedstawicieli rodziny hominidów

Fot. Ewa Ziółkowska

To tam również, w Afryce, po raz pierwszy zaczęliśmy wytwarzać narzędzia kamienne (przed 2.5 mln lat). Setki takich prymitywnych kamiennych pięściaków odnaleziono w wąwozie Olduvai (stąd nazwa tych pierwszych ludzkich "przemysłów" - kultura olduwajska). Znaleziono tam też osobliwe kręgi z kamieni, interpretowane niekiedy jako ślady budowy pierwszych schronisk. Autorem tych innowacji był Homo habilis lub rudolfensis, widoczny w scenie na fot. 3. To w Afryce też zaczęliśmy po raz pierwszy odwiedzać jaskinie, które bywały nawet zamieszkane - jak w przypadku jaskini Swart-krans w RPA - przez dwa różne ga-tunki hominidów jednocześnie (Australopithecus robustrus i Homo erectus/ergaster) i tam również nauczyliśmy się zjadać mięso zabitych lub martwych zwierząt.

Fot. 5. Przed 40 tys. lat, gdy Europę Północną pokrywały jeszcze lądolody, na południu rozciągał się zimny, tundrowy step. Mieszkający tam neandertalczycy nie zostawili po sobie wyraźnych śladów intencjonalnych pochówków, rytualnych za-chowań czy przejawów działalności artystycznej. Za to ich starte często aż do dziąseł zęby wskazują, że używali zapewne uzębienia do wielu różnych czynności, być może też do wyprawiania skór, jak przedstawiono w tej scenie

Fot. Marcin Ryszkiewicz

Tym pierwszym mięsożercą był zapewne Homo habilis (lub rudolfensis), który jednak, ze względu na słabą budowę ciała, niski wzrost i brak wyrafinowanych narzędzi do zabijania żywił się
zapewne padliną, podkradając niezjedzone resztki zabitych zwierząt bardziej wytrawnym drapieżnikom.

Konsumpcja padliny nie była, na szczęście, naszym ostatnim kulinarnym wynalazkiem - już około 2 mln lat temu następca Homo habilis, rosły, szybki, silny i sprawny człowiek zwany Homo ergaster, nauczył się polować na zwierzęta i zjadać ich - świeże tym razem - mięso. Aktywnym myśliwym był także jego potomek - Homo erectus, zwany pitekantropem. Zobaczymy go na wystawie jednak w azjatyckim pejzażu, gdyż te łowieckie skłonności zapędziły go daleko poza afrykańską kolebkę. W swej ekspansji na cały (Stary) świat Homo erectus zetknął się - po raz pierwszy w dziejach hominidów - z mroźnym klimatem lodowcowym; być może odpowiedzią było odkrycie, jak posługiwać się ogniem i okrywać skórami w ochronie przed zimnem.

Fot. 6. Sztuka pojawiła się niemal od razu po wtargnięciu nowych, kromaniońskich ludzi do Europy i wyginięciu ostatnich populacji neandertalskich. Znaleziona przed 4 laty jaskinia Chauvet w południowej Francji (zrekonstruowana w tej scenie) pokazuje ponadto, że już pierwsze przejawy sztuki (tu: sprzed 31 tys. lat) świadczyły o wielkiej wrażliwości i wprawie tych najstarszych artystów. Zburzyło to panujące wcześniej przekonanie o powolnym dochodzeniu do (magdaleńskiej) doskonałości - pochodzące z okresu oryniackiego malowidła z Chauvet nie są ani trochę prymitywniejsze od dwukrotnie młodszych, magdaleńskich malowideł z Lascaux czy Altamiry. Wciąż nie do końca rozumiemy, jakie przesłanie zawarte jest w tym paradoksalnym fakcie

Fot. Ewa Ziółkowska

Jednym z potomków Homo erectus był zapewne neandertalczyk. Drugim był Homo sapiens. Oba gatunki reprezentowane są na wystawie. Neandertalczyk narodził się w Europie, a człowiek współczesny w Afryce. Do ich spotkania doszło przed 100 tys. lat na Bliskim Wschodzie, dokąd neandertalczyk zaszedł, uchodząc przed wyjątkowymi mrozami w Europie, a Homo sapiens - opuszczając Afrykę i wędrując na wschód.

Fot. 7. W ciągu swej długiej historii nasi przodkowie borykali się z wieloma problemami, w tym z koniecznością znalezienia bezpiecznych schronień, gdzie mogliby spędzać noce i szukać kryjówki przed drapieżnikami. Najprostszym i najstarszym sposobem było wdrapywanie się na drzewa; zdolność tę jednak utraciliśmy około 2 mln lat temu. Dobrym rozwiązaniem były też jaskinie, do których zawitaliśmy już przed ponad 1.5 mln lat, a które udzielały nam schronienia niemal do naszych dni. Tam jednak, gdzie nie było skał wapiennych na powierzchni, nie było i jaskiń, a w mroźnym klimacie lodowcowej Europy brakowało nieraz i najlepszego skądinąd budulca - drewna. W tych warunkach materiału budowlanego dostarczyć mogły zabijane zwierzęta, w tym największe z nich - mamuty. Najpiękniejszy przykłady domów z kości mamutów odkryto na Ukrainie (choć znane są też z Czech, a nawet z Krakowa), gdzie przed około 16 tys. lat żyły populacje ludzkie, dla których łowy i wykorzystanie tych największych zwierząt ówczesnego świata stanowiły podstawę egzystencji. I choć populacje mamutów były wówczas ogromne, popyt na ich mięso, skóry i kości nie nadążał zapewne za podażą (niektóre z szałasów to misterne konstrukcje z kilkudziesięciu(!) żuchw tych zwierząt, a każda żuchwa, z konieczności, pochodzić musiała od innego osobnika). Już w 5 tys. lat po przedstawionej tu scenie ostatnie z tych majestatycznych zwierząt zniknęły z europejskiego krajobrazu. Ich zagłada obciąża nasze sumienia

Fot. Marcin Ryszkiewicz

To spotkanie dwu różnych gatunków ludzkich, nie pierwsze w naszych dziejach, doprowadziło do trwającej 50 tys. lat koegzystencji, a może i do ograniczonego ich krzyżowania się. Czy wówczas neandertalczyk zaczął grzebać swych zmarłych, czy też robił to już wcześniej - nie wiadomo. Wciąż zresztą mało wiemy o zachowaniach tych zagadkowych ludzi. Wiemy jednak, że pokojowa koegzystencja skończyła się przed około 40 tys. lat, kiedy człowiek współczesny (kromaniończyk) wkroczył do Europy, co w krótkim czasie doprowadziło do zagłady zamieszkujących tam populacji neandertalskich. Trudno przypuścić, by przyczyną były perswazje ze strony kromaniończyków. To, co się wówczas wydarzyło, niektórzy nazywają pierwszym holocaustem w dziejach.

Fot. 8. Poza hominidami na wystawie pokazano też rekonstrukcje dwóch innych przedstawicieli naczelnych - oreopiteka (sprzed około 10 mln lat) i gigantopiteka (na zdjęciu) sprzed kilkudziesięciu tysięcy lat. Oba gatunki łączone były w przeszłości z hominidami, gdyż oba wykazują pewne "ludzkie" cechy, takie jak obecność grubego szkliwa na zębach czy małe kły, nie wystające poza linię innych zębów. I choć dziś ich pokrewieństwo z człowiekowatymi wydaje się bardzo odległe, to mogły dzielić z nami jedną, niezwykle dla nas ważną cechę - dwunożność, którą do niedawna chcieliśmy przypisywać wyłącznie naszej własnej linii rodowej. Szczególnie najnowsze znalezisko oreopiteka z Toskanii zdaje się wyraźnie przemawiać za ich analogicznym do ludzkiego stylem lokomocji; pod tym względem mógł on bardzo przypominać dwukrotnie od niego młodsze australopiteki. A jeśli tak, to można spekulować, że swoiste "eksperymentalne" procesy uczłowieczania zaczęły się
5 mln lat przed powstaniem pierwszych hominidów i nie miały z nimi żadnego związku. Wkrótce potem jednak oreopiteki wymarły - nigdy nie dowiemy się więc, czy ta ich przedwczesna "próba" miała szanse powodzenia. Za to gigantopiteki przeżyły znacznie dłużej - ich, prawdziwie gigantyczni, przedstawiciele żyli jeszcze na terenie Chin przed kilkunastu tysiącami lat. Niektórzy utrzymują nawet, że przeżyły do dziś - dając początek legendarnemu yeti. Przedstawione w tej scenie figury obu gatunków to ich pierwsze trójwymiarowe rekonstrukcje

Fot. Marcin Ryszkiewicz

Na Europie się nie skończyło - mniej więcej w tym samym czasie inne grupy Homo sapiens ruszyły na podbój Azji, przepłynęły do Australii i suchą stopą przeszły do Ameryki przez pomost lądowy Beringii. W ciągu następnych tysięcy lat zasiedlone zostały wszystkie większe wyspy oceanu światowego i wszystkie w ogóle, nawet najbardziej niedostępne, regiony planety (poza Antarktydą). Odkrywając nowe ziemie, ci zuchwali zdobywcy spotykali nieraz (w Starym Świecie) mieszkające tam wcześniej
populacje archaicznych Homo sapiens (zwanych dziś częściej Homo heidelbergensis), które szybko dzieliły los europejskich neandertalczyków. Tam, gdzie ludzi wcześniej nie było (w Nowym Świecie i na wyspach), tej niezwykłej ekspansji towarzyszyła niemal zawsze zagłada wielkich zwierząt; w ten niekonwencjonalny sposób człowiek współczesny podkreślał swoją wyłączność na całej Ziemi. Gdzie mógł, człowiek zamieszkiwał jaskinie, pozostawiając w nich niekiedy przejawy swego nowego wynalazku - sztuki (patrz fot. 6)); tam gdzie nie było jaskiń - budował trwałe domostwa (patrz fot. 7), w tym także z kości mamutów, na które to zwierzęta polował i które, jak się zdaje, doprowadził do ostatecznej zagłady.

Fot. 9. Obok naturalnej wielkości rekonstrukcji różnych gatunków hominidów na wystawie obejrzeć też można kolekcję wiernych kopii najbardziej znanych czaszek, których znaleziska odegrały kluczową rolę w rozwoju paleoantropologii. Można tu znaleźć na przykład "Chłopca z Taung" (Australopithecus africanus, sprzed 2.3 mln lat), "Panią Ples" (ten sam gatunek, sprzed 2.5 mln lat),
czaszki KNM-ER 406 i KNM-ER 1470 re-prezentujące, odpowiednio, Australopithecus boisei i Homo habilis, żuchwę z Mauer (Homo heidelbergensis), czaszkę "Człowieka z Broken Hill" (zapewne Homo heidelbergensis sprzed 300 tys. lat) czy neandertalczyka z Neanderthal - pierwszego kopalnego hominida, opisanego w literaturze naukowej. Prezentowana na zdjęciu czaszka, opatrzona numerem 9, to tzw. stary człowiek z Cro-Magnon, odnaleziony w 1868 roku i będący przedstawicielem jednej z najstarszych populacji człowieka współczesnego w Europie (żył około 30 tys. lat temu)

Fot. Marcin Ryszkiewicz

A potem zaczął nową wędrówkę - w głąb samego siebie, zaczął odkrywać nowe lądy w swojej wyobraźni, swojej twórczości, swojej nauce. Choć opanował całą Ziemię - nie zaprzestał ekspansji. Dokąd doprowadzi go tym razem?

Dr MARCIN RYSZKIEWICZ jest geologiem i starszym kustoszem w Muzeum Ziemi PAN. Zajmuje się popularyzacją wiedzy na temat ewolucjonizmu.

INFORMACJE O WYSTAWIE:

Wystawa czynna do końca października codziennie w godz. 10-18.
Adres warszawskiego zoo: ul. Ratuszowa 1.
Cena biletu: 5 zł (normalny) i 3 zł (ulgowy), niezależnie od biletu do zoo. Można wejść od strony mostu Gdańskiego i wtedy płaci się tylko za wystawę, bez zwiedzania zoo.
Informacje na temat wystawy w Internecie: http://www.maxsoft.com.pl/zoowystawa

Autor scenariusza: Marcin Ryszkiewicz.
Komisarz wystawy: Ewa Zbonikowska.
Rekonstrukcje postaci: Maria i Janusz Raszewscy.
Aranżacja i rekonstrukcja jaskini: Tomasz Stando.
Prace plastyczne: Hanna Mrozowska, Krystyna Wehr, Wiktor Orlikowski.


O podobnych zagadnieniach przeczytasz w artykułach:
(11/97) NOWOŚCI Z PRZESZŁOŚCI
(02/96) PRZODKOWIE
(08/96) WOJOWNIK SPRZED 3000 LAT
(01/98) NEANDERTALCZYK MOLEKULARNY