Twoja wyszukiwarka

JUSTYNA OLKO
SANKTUARIA ANDÓW
Wiedza i Życie nr 9/1998
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 9/1998

ODKRYCIA ARCHEOLOGICZNE W NAJWYŻSZYCH PARTIACH ANDÓW PRZYNOSZĄ CORAZ WIĘCEJ INTERESUJĄCYCH, NIEKIEDY WRĘCZ SENSACYJNYCH DANYCH O RYTUAŁACH I KULTACH Z CZASÓW INKÓW. NA NIEDOSTĘPNYCH TERENACH PERU, CHILE I BOLIWII WCIĄŻ KRYJE SIĘ WIELE ZAGADEK DLA NAJBARDZIEJ DOCIEKLIWYCH BADACZY, GOTOWYCH PODJĄĆ TRUD GÓRSKIEJ WSPINACZKI.

Mieszkańcy Andów, zarówno Inkowie - twórcy imperium istniejącego w XV-XVI wieku - jak i wcześniejsze ludy, w szczególny sposób czcili najwyższe szczyty, uważając je za istoty boskie bądź miejsca pochodzenia poszczególnych społeczności (pacarinas1). Pokryte śniegiem szczyty, u stóp których mieszkali, w ich wizji świata wyznaczały rytm życia przyrody, gwarantowały obfitość wód spływających do niżej położonych dolin, były miejscem kontaktu z bogami. Stawały się obdarzonymi własnym życiem świętymi bytami, którym jednak niekiedy przydawano cechy ludzkie. Jak głosi miejscowa legenda, jeden z andyjskich wulkanów, Licanca(sum)bur ("Góra puebla", 5916 m n.p.m., Chile), żeni się z sąsiednią górą Quimal, gdy dwa razy do roku przykrywa ją swoim cieniem. Do kultu tego wulkanu mógł się również przyczynić fakt istnienia jeziora na samym szczycie - zbiornika wody biorącej początek w górach, których bogowie decydowali o deszczach i urodzaju.

Choć andyjskie szczyty otaczane były czcią na długo przed powstaniem państwa inkaskiego, Inkowie, zakładając liczne sanktuaria górskie na południe od Cuzco, bardzo się przyczynili do rozwoju tego kultu. Dziś wiadomo o istnieniu ponad 120 sanktuariów na terenach Peru, Boliwii, Chile i Argentyny. Jednym z powodów popierania przez Inków miejscowych kultów czy też "komunikowania się" z bóstwami za pośrednictwem lokalnych waka2 była na pewno chęć wykorzystania szacunku, jakim cieszyły się święte miejsca, i umocnienia pozycji wśród podbitych ludów.

Niektóre szczyty andyjskie otaczane kultem w czasach Inków

Sanktuaria górskie wznoszono najczęściej na szczycie, nadając im formę konstrukcji okrągłych bądź prostokątnych, nierzadko zorientowanych względem stron świata. Mimo podobnej funkcji, obiekty te mogą być bardzo różnorodne: na wierzchołkach świętych gór spotyka się bowiem niezbyt wysokie mury, często w kształcie kręgu i z kamieniem pośrodku, groby i miejsca składania rytualnych ofiar czy wreszcie platformy ceremonialne, wznoszone zwłaszcza wówczas, gdy pozwalało na to ukształtowanie terenu. Konstrukcje te służyły zapewne jako świątynie, miejsca szczególnie ważnych rytualnych obrzędów.

Nieco inną funkcję pełniły zabudowania, jakie można spotkać u stóp i na zboczach gór: jako że mają znacznie większe rozmiary, należy sądzić, że służyły odpoczynkowi kapłanów, pielgrzymów czy też funkcjonariuszy państwowych zdążających na szczyt dla odprawienia rytuałów. Zespoły te mogą liczyć aż do 100 budynków i konstrukcji, jak w przypadku ruin w Turi, u stóp wulkanu Licanca(sum)bur. Wśród sanktuariów wysokogórskich Peru na szczególną uwagę zasługują ruiny położone na wysokości 4810 m n.p.m na zboczu Pichu Pichu (5664 m n.p.m.). Zabudowa składała się z placu ceremonialnego i otaczających go pomieszczeń. Do innych ciekawych konstrukcji należą odkryte na Nevado Ampato czy Pichu Pichu, schodzące po zboczach kanały dostarczające wodę lub mające znaczenie religijne. Do sanktuariów górskich prowadzą niekiedy inkaskie drogi niegdyś ułatwiające pielgrzymom czy kapłanom wędrówkę do świętych miejsc. Wiodą one nie tylko do podnóża gór, ale i pną się po ich stokach: ta na wulkanie Miño osiąga wysokość 5400 m n.p.m, zaś przybysze zdążający na Licancábur mogli dojść stromą drogą aż na sam szczyt.

POLSKIE BADANIA W MAUCALLACTA

Mimo dotychczasowych odkryć w najwyższych partiach Andów, wiele terenów wciąż pozostaje dla archeologów wielką niewiadomą. Takim nieprzebadanym obszarem wysokoandyjskim jest region góry Nevado Coropuna (6415 m n.p.m.), która, jak wiadomo ze wzmianek XVI- i XVII-wiecznych kronikarzy, była w czasach inkaskich jedną z głównych wakas imperium i obiektem specjalnego kultu. Ten właśnie region jest przedmiotem badań polsko-peruwiańskiego Projektu "Condesuyos", kierowanego przez Mariusza Ziółkowskiego z Andyjskiej Misji Archeologicznej Uniwersytetu Warszawskiego, profesora tej uczelni. Celem projektu jest przebadanie tego dotychczas prawie nieznanego obszaru kulturowego i określenie roli, jaką odgrywał w południowym Peru kult świętej góry, Nevado Coropuna. O tym, że była to rola niebagatelna, świadczą chociażby słowa XVI-wiecznego kronikarza hiszpańskiego, Pedro de Cieza de León, który pisze, że wśród innych słynnych świątyń posiadali Inkowie jedną szczególnie czczoną i odwiedzaną, która nazywała się Coropuna, w prowincji Condesuyo, góra bardzo wielka, ciągle pokryta śniegiem [...] i królowie Peru wraz z dostojnikami odwiedzali tę świątynię, składając w niej dary i ofiary. [...] Wiele danin ze złota, srebra i kamieni szlachetnych zostało w niej pogrzebanych, zaś Indianie ukryli inną dużą ich ilość, która była do użytku bóstwa i jego kapłanów...

Dominujący nad okolicą jeden z ośnieżonych wierzchołków Nevado Coropuna. Jego kształt być może stał się inspiracją dla budowniczych piramidy w Maucallacta

Jednym z ważniejszych stanowisk odkrytych przez Andyjską Misję Archeologiczną na zboczach Coropuny jest Maucallacta, położona na wysokości około 3800 m n.p.m. Pierwsze badania archeologiczne, rozpoczęte w 1997 roku, przeprowadzono m.in. w ogromnym kompleksie blisko stu budowli kamiennych zajmujących obszar około 16 ha. Zostały one wzniesione wokół przekształconego wzgórza o wyglądzie piramidy, powtarzającej w swym zarysie formę rysującego się na horyzoncie jednego z wierzchołków Nevado Coropuna. Budowle, niektóre zachowane aż do wysokości czterech metrów, odznaczają się kunsztownym wykonaniem, dzięki czemu można przypuszczać, że przynajmniej niektórzy z budowniczych mogli pochodzić ze stołecznego Cuzco. Nie można jeszcze odpowiedzieć na pytanie, jaką funkcję pełnił ten monumentalny zespół, czy był zamieszkany na stałe, czy tylko czasowo przez przebywających w nim pielgrzymów. Nie mniej ciekawymi budowlami są dwa świetnie zachowane ogromne grobowce (chullpy). Cechuje je doskonała kamieniarka, mają specjalnie wykończone otwory drzwiowe i sklepienia z olbrzymich płyt kamiennych. Wcześniej odwiedzili je już rabusie grobów - do dziś pozostało tam tylko wiele przemieszanych kości, inkaska ceramika oraz wyroby z metalu. Jedno z najbardziej intrygujących pytań brzmi: dla kogo zbudowano tak monumentalne grobowce?

GROBY PRZODKÓW

Dwa ogromne grobowce to nie jedyne tego typu budowle w Maucallacta. Również na otaczających stanowisko wzniesieniach odkryto liczne chullpy, różniące się konstrukcją od budowanych na bardziej płaskim terenie. Położone na stromym zboczu grobowce przylegają bokiem do wysokich, niemal pionowo wznoszących się ku górze skał, które w ten sposób tworzą nie tylko jedną, naturalną ścianę, ale i sklepienie. Ścianę zewnętrzną wznoszono natomiast z kamieni, umieszczając w niej skierowane na górę Nevado Coropuna otwory wejściowe. Także te chullpy noszą ślady działalności rabusiów, widoczne przede wszystkim w rozrzuconych i przemieszanych ludzkich kościach. W najlepiej zachowanej chullpie przy zboczu skalnym pochowanych było - sądząc po zachowanym materiale kostnym - ponad 40 osób, wyposażonych w niezwykle delikatną, wysokiej klasy ceramikę inkaską i drobne elementy warsztatów tkackich.

Górskie schroniska przodków: wnętrze obrabowanego grobu pod nawisem skalnym, gdzie pochowano ponad 40 osób

Podobnych odkryć dokonano w innych rejonach Peru, zaś relacje z okresu kolonialnego mówią o przypominających te z Maucallacta zwyczajach pogrzebowych, zachowujących jeszcze wiele z wcześniejszych, przedhiszpańskich rytuałów. Jako miejsce pochówku najczęściej podają one machayes, czyli wysoko położone jaskinie lub schroniska skalne. Przekazy te mówią o ogromnej liczbie zmarłych - niektóre jaskinie miały mieścić po kilkaset mumii ułożonych wokół odpowiadających im przodków, w co nie tak trudno uwierzyć, oglądając ilość sprofanowanych kości w zbiorowych grobowcach w Maucallacta. Nie wszystkie mumie przodków umieszczano wysoko w górach - niektóre przechowywano w małych zabudowaniach złożonych z kamiennych izb, przylegających do rytualnych placów nieco oddalonych od wiosek.

Aby zrozumieć tego rodzaju praktyki, należy sobie uświadomić, jak bardzo w wierzeniach andyjskich umieranie i kult zmarłych były związane z płodnością. Używane często w czasach kolonialnych na określenie "zmumifikowanych przodków", słowo mallqui znaczy również tyle, co "delikatna roślina, która ma być zasadzona", lub "drzewo owocowe". Wyjaśnienie tego związku semantycznego znajdujemy w andyjskiej koncepcji duszy: wiemy, że zgodnie z tradycyjnymi praktykami ciało zmarłego suszono przez cały rok, aż stawało się mumią. Wierzono, że jego "lotna część", zwana upani albo camaquen lub w języku hiszpańskim anyma, "wynurzała się" z materialnej powłoki, tak jak nasiono uciekające z wyschniętej rośliny, i ostatecznie udawała się do miejsca pochodzenia (pacarina), wiecznej farmy, w której miała odnowić urodzaj dla swoich potomków. Wierzono także, że podczas obrzędów na cześć przodków i spotkań między żywymi a zmarłymi rozproszone części zmarłych łączyły się. Latająca dusza przybywała z krainy zmarłych, aby znów wypełnić zmumifikowane ciało, zaś kapłani mumii mogli przekazywać ich głos i wolę żyjącym.

Jeszcze w czasach kolonialnych kult przodków był mocno związany z rozmnażaniem i cyklem rolniczym. Przykładem odprawianych obrzędów może być relacja z Cajatambo z 1663 roku, wedle której podczas sadzenia i żniw ludzie ofiarowywali świnki morskie, liście krzewu kokainowego oraz piwo przodkom i modlili się, mówiąc: Dziadku, daj mi jedzenie i picie i powiększ moje pola. Gdy kukurydza zaczynała dojrzewać, wieśniacy z Cajatambo prosili kapłanów mumii, aby oczyścili ich głowy białą kukurydzą, udawali się do grobów i ofiarowywali pierwsze owoce oraz pościli.

Do dziś wiele się zmieniło: choć współcześni mieszkańcy Huarochiri określają kości swych przodków spoczywające w miejscowych ruinach i jaskiniach terminem "piękni dziadkowie" (hiszp. los hermosos abuelos), kult zmarłych, jaki przetrwał w Andach, nie jest już "kultem pozytywnym". Zmarli sprzed konkwisty uważani są za przerażających protoludzi odległej przeszłości, karzących okropnymi chorobami osoby odwiedzające bądź naruszające ich schronienia. Uważa się również, że w przypadku choćby nieumyślnego zniszczenia grobu winowajca powinien przynieść podarunek (zwierzę, kokę, napój alkoholowy chichę) "urażonemu" jego mieszkańcowi. Ani jednak to ostatnie, ani poprzednie wierzenie nie powstrzymały i nie powstrzymują rabusiów przed profanacją licznych grobów.

OFIARY

Na najtrudniej nawet dostępnych szczytach i zboczach znajdujemy dziś nie tylko ruiny sanktuariów czy miejsca, jakim mieszkańcy Andów powierzyli w odległej przeszłości kości swych przodków. W tych jeszcze do dziś niezbadanych najwyższych partiach gór można natrafić na kolejny ślad ry-tualnej działalności - ofiary z ludzi.

Najlepiej zachowany i najokazalszy z kamiennych grobowców (chullpa) wznoszący się samotnie pomiędzy stromymi wzniesieniami w Maucallacta

Na czym polegały owe ceremonie odprawiane w miejscach szczególnego kontaktu z bóstwem, na najbliższych niebu ośnieżonych partiach gór, odgrodzonych od ziemskiego świata nieprzeniknionym pasmem chmur? Z pewnością miejsca te nie były tylko celem wędrówek pobożnych pielgrzymów. O tym, że przede wszystkim składano tam dary bogom gór, świadczy ponad dwadzieścia odkrytych do dziś rytualnych ofiar ludzkich. Do najbardziej interesujących należy mumia około dziesięcioletniego chłopca, znaleziona w 1985 roku na wysokości 5300 m n.p.m. na zboczach najwyższej góry w Ameryce (Aconcagua, 6959 m n.p.m., Argentyna) czy mumie dwóch dziewczynek: dziewięcio- i osiemnastoletniej, złożone w jednym grobie na znacznie niższej górze Esmeralda (905 m n.p.m., Chile). Na El Plomo rok później (5430 m n.p.m., Chile) odkryto ciało około dziewięcioletniego chłopca, zachowane w pozycji siedzącej, z ramionami oplecionymi wokół kolan i z głową spoczywającą na prawym ramieniu. Stwierdzono, że ofiara zmarła na skutek zamarznięcia, niewykluczone, że po spożyciu chichy i koki. Zmumifikowane w sposób naturalny ciało dostarczyło tak drobiazgowych informacji, jak ta, że dziecko miało niezłośliwy guz limfatyczny (łac. lymphangioma), oraz pierwszego w świecie prekolumbijskim dowodu na istnienie wirusa wywołującego brodawki (łac. Verruga vulgaris).

Jednego z najciekawszych odkryć dokonano w 1995 roku na wulkanie Nevado Ampato. W związku z erupcją pobliskiego Nevado Sabancaya popiół wulkaniczny pokrył także zbocza Ampato, pochłaniając energię słoneczną i powodując topnienie śniegu. W rezultacie lawina zniszczyła znajdujący się na wierzchołku i przykryty lodem grób młodej kobiety złożonej w ofierze pięćset lat temu. Wraz z lawiną zawartość grobu rozsypała się po zboczu. Wspinający się na szczyt andiniści najpierw zauważyli leżące na śniegu srebrne i złote inkaskie statuetki, następnie zaś pomiędzy kawałkami tkanin i ceramiki dostrzegli mumię wspaniale odzianej kilkunastoletniej dziewczyny, nazwanej później Juanita. Ofiara złożona bogom gór, dawcom życiodajnej wody i obfitych zbiorów, nie zdradzała śladów gwałtownej śmierci, jak uduszenie czy uderzenie w głowę. Choć jej twarz była mocno wysuszona przez słońce, ciało pozostawało w znacznej mierze zamrożone, czyniąc ją tym samym prawdopodobnie najlepiej zachowaną mumią obu Ameryk czasów prekolumbijskich. W trakcie dalszych badań na zboczach Nevado Ampato odkryto pochówki dwóch inkaskich dzieci, chłopca i dziewczynki, złożonych być może w ofierze jako symboliczne małżeństwo czy towarzysze pochowanej na szczycie świętej góry "głównej" ofiary. Co ciekawe, oboje zostali porażeni przez piorun - broń bogów gór, za pomocą której, jak wierzono, naznaczają i wybierają śmiertelników na swoich kapłanów.

To, co już wiemy o kulcie gór z kolonialnych przekazów, odnalezionych sanktuariów, grobów czy nawet ofiar ludzkich, jest tylko częścią tajemnic wydartych im przez etnohistoryków, archeologów czy wreszcie przez zwykły przypadek towarzyszący niektórym odkryciom. Wiadomo, że nie odnaleziono jeszcze wszystkich świętych miejsc otaczanych kultem w czasach Inków, a przecież istnieją też takie, o których przekazy milczą. Wiele miejsc wciąż czeka na przybycie andinistów i archeologów. Być może prace polsko-peruwiańskiego projektu również przyczynią się do lepszego poznania tego niezwykłego obszaru. Szczególne zagadki zdaje się kryć w sobie Nevado Coropuna - badania Andyjskiej Misji Ar-cheologicznej nie ograniczają się tu tylko do dalszej eksploracji terenów Maucallacta, położonych na jego zboczach, ale obejmują cały rozległy wysokogórski obszar wokół pokrytego śniegiem wulkanu.

Zdjęcia autorki

1 Jeśli w tekście nie podano inaczej, cytowane wyrazy pochodzą z języka keczua.

2 Waka - termin ten w XVI-wiecznych kronikach i słownikach języka keczua był tłumaczony jako "idol, figurka kultowa, bóstwo". Waka/huaca jest - według wierzeń - dawcą "energii życiowej" dla swych poddanych i dla terytorium pozostającego pod jego opieką. Żaden organizm polityczny nie mógł funkcjonować bez wsparcia udzielanego przez swą wakę opiekuńczą. Będąc związana z Kay Pacha - Tym Światem, jest zarazem pośrednikiem
ze Światem Wyższym - Hanan Pacha i Światem Niższym - Hurin Pacha.

JUSTYNA OLKO jest studentką IV roku Międzywydziałowych Indywidualnych Studiów Humanistycznych na Uniwersytecie Warszawskim; w ramach indywidualnego programu studiuje archeologię i historię sztuki.