Twoja wyszukiwarka

MICHAŁ RÓŻYCZKA
POŻAR GALAKTYKI
Wiedza i Życie nr 10/1998
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 10/1998

Na wiosennym niebie, nisko nad południowym horyzontem, widać niepozorny czworokąt złożony z niezbyt jasnych gwiazd. Jest to gwiazdozbiór Kruka. W jego tle, w odległości 63 mln lat świetlnych od naszej Galaktyki, leży para galaktyk noszących oznaczenia katalogowe NGC 4038 i NGC 4039. Jej zdjęcia wykonane przez teleskopy naziemne wyglądają dość niepozornie, ale nie dajmy się zwieść. Te dwie owalne plamki, które dzięki swym łukowatym "ogonom" przypominają kręcące się wokół siebie kijanki, kryją w sobie dziesiątki miliardów gwiazd oraz olbrzymie ilości gazu i pyłu. Patrząc na nie, jesteśmy świadkami dramatu o iście kosmicznych wymiarach, który w naszej epoce i naszej okolicy Wszechświata rozgrywa się niezwykle rzadko.

Po lewej zdjęcie naziemne; po prawej zdjęcie wykonane przez Kosmiczny Teleskop Hubble'a

Fot. Space Telescope Science Institute / NASA

Kilkaset milionów lat temu NGC 4038 i NGC 4039 znalazły się tak blisko siebie, że siły ich wzajemnego przyciągania zaczęły je deformować i rozrywać. Tory ich ruchu zakrzywiały się przy tym coraz bardziej, aż w końcu doszło do obserwowanego dziś przez nas zderzenia. Odległości między gwiazdami w galaktyce są dziesiątki milionów razy większe od rozmiarów gwiazd. Sprawia to, że zderzenia galaktyk są dla gwiazd niemal nieodczuwalne. Zupełnie inaczej jest z ciągnącymi się setki i tysiące lat świetlnych obłokami gazu i pyłu, które podczas zderzeń galaktyk nie mają praktycznie żadnych szans na to, by się wyminąć. Zderzenie obłoków prowadzi do ich sprasowania i zagęszczenia, po którym drzemiące dotychczas siły samograwitacji nabierają mocy i wigoru. Najgęstsze części sprasowanych obłoków zapadają się pod wpływem własnego ciążenia i po kilkuset tysiącach lat (co dla galaktyki jest tylko jedną chwilą) miejsce zderzenia rozjarza się blaskiem nowo powstałych gwiazd.

Na wykonanym przez Kosmiczny Teleskop Hubble'a i udostępnionym w październiku zeszłego roku zdjęciu NGC 4038/39 można doszukać się około tysiąca młodych gromad gwiazdowych. Dominują w nich gorące gwiazdy o dużych masach, w których świetle przeważa promieniowanie ultrafioletowe.

Gromady nie przesłonięte przez obłoki widzimy dzięki temu w postaci plamek emitujących ostre światło w różnych odcieniach koloru niebieskiego (gromady ukryte w obłokach materii międzygwiazdowej zdradzają swą obecność przefiltrowanym przez zwały pyłu światłem żółtoczerwonym; rozgrzany przez nie pył emituje ponadto ogromne ilości promieniowania podczerwonego). Największa gromada zawiera nie mniej niż milion gwiazd; jest więc co najmniej tak duża jak największe ze znanych gromad kulistych [patrz: Niebo za oknem, "WiŻ" nr 6/1998].

Kontury obłoków zaobserwowanych przez Gao i Gruendla (biała linia). Kolorami oznaczono natężenie światła widzialnego (czerwony - maksymalne, niebieski - minimalne)

Fot. Y. Gao i R. Gruendl, University of Illinois

Zarówno imponująca liczba gromad, jak i ich wielkość świadczą o wyjątkowo dużej wydajności procesu przemiany gazu i pyłu w gwiazdy. Myliłby się jednak ktoś, kto na tej podstawie sądziłby, że zderzająca się para przetworzyła już w gwiazdy wszystko lub prawie wszystko, co miała do przetworzenia. Inwentaryzacja zapasów gwiezdnego budulca, wykonana niedawno przez Yu Gao i Roberta Gruendla z University of Illinois, doprowadziła do odkrycia ogromnych ilości materii międzygwiazdowej całkowicie niewidocznej w świetle widzialnym. Skupia się ona w obłokach, których głównym składnikiem jest wodór cząsteczkowy i które można zaobserwować jedynie w mikrofalowym zakresie widma elektromagnetycznego [pisałem o nich w czerwcowym numerze "WiŻ": Zaczadzona Droga Mleczna].

Odkrywcy przewidują, że jeśli dotychczasowa wydajność procesów gwiazdotwórczych zostanie utrzymana, to za kilkadziesiąt milionów lat, po "dojrzeniu" obłoków (czyli po ich sprasowaniu i zagęszczeniu), zderzającą się parę galaktyk ogarnie istny pożar, wobec którego światło widocznych dziś gromad byłoby tylko nikłym płomyczkiem. Wszelkie informacje o NGC 4038/39 docierają do nas z opóźnieniem właśnie kilkudziesięciu milionów lat. Niewykluczone więc, że pożar już szaleje. A swoją drogą - czyż to nie dziwne, że aby rozpalić galaktyki, wystarczy je po prostu mocno o siebie potrzeć?


O podobnych zagadnieniach przeczytasz w artykułach:
(06/98) ZACZADZONA DROGA MLECZNA