Twoja wyszukiwarka

MAGDALENA PECUL
ATRAMENT ELEKTRONICZNY
Wiedza i Życie nr 10/1998
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 10/1998

Dużo czasopism wychodzi obecnie w wersji elektronicznej - nawet "WiŻ" ma rocznik na płycie CD-ROM. Każdy jednak wie, że czytanie dłuższych tekstów na monitorze nadweręża nie tylko cierpliwość, ale i wzrok. Nawet najlepsze, płaskie ekrany, takie jak do komputerów typu notebook, nie mają rozdzielczości porównywalnej z wydrukiem na papierze. Elektronika jednak nie daje za wygraną. Pracuje się ciągle nad wyświetlaczami ciekłokrystalicznymi, polimerowymi, a ostatnio w Massachusetts Institute of Technology zaproponowano coś całkiem nowego i naprawdę znakomitego - prawdziwy elektroniczny, a dokładniej elektroforetyczny... atrament.

Elektroforeza jest to ruch cząstek pod wpływem przyłożonego pola elektrycznego (wykorzystuje się ją na przykład do rozdzielania peptydów). Elektronicz-ny atrament to nieabsorbujące światła "białe" cząsteczki znajdujące się w absorbującym "czarnym" barwniku, a oba te składniki umieszczone są w dużych (średnica 40 ľm) kapsułkach uretanowych. Po włączeniu pola elektrycznego bardziej ruchliwe nieabsorbujące cząsteczki przesuwają się do jednego końca kapsułki, po wyłączeniu - do drugiego. W ten sposób włącza się i wyłącza elektroniczny atrament.

Cała sztuczka polega na tym, że elektroniczny atrament jest bistabilny, czyli pozostaje czarny lub biały bez zasilania, dopóki się go nie przełączy. Uretanowe kapsułki służą tu do zapewnienia trwałości atramentu - gdy ich nie ma, system ulega degradacji po kilku setkach tysięcy cykli, a tak nadaje się do użytku po dziesiątkach milionów.

Dlaczego nazywamy to "prawdziwym" atramentem elektronicznym? Ponieważ można go nanosić nie tylko na szkło czy metal, ale też na miękkie, elastyczne powierzchnie, na przykład papier - trzeba tylko zapewnić odpowiednią siatkę elektryczną. Następnym celem autorów raportu w "Nature" będzie konstrukcja "elektronicznej książki", której wygląd można będzie dowolnie zmieniać.

"Nature", 6690/1998