Twoja wyszukiwarka

ANDRZEJ PIEŃKOWSKI
DINOZAURY NA MROZIE
Wiedza i Życie nr 10/1998
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 10/1998

Najczęściej przytaczana teoria tłumacząca wyginięcie dinozaurów zakłada znaczne ochłodzenie klimatu wskutek upadku na Ziemię dużego meteorytu. Tymczasem odkrycia australijskich i południowoafrykańskich paleontologów wskazują, że nie wszystkie dinozaury były wrażliwe na niskie temperatury.

Większość mezozoicznych gadów była zwierzętami zmiennocieplnymi. Gdy przychodziła zima, te, które żyły w strefie klimatu umiarkowanego chłodnego, zapadały w stan hibernacji. Wiemy o tym z ich kości, w których wytwarzały się wyraźne roczne warstewki, związane z zimowym spowolnieniem metabolizmu. Roślinożerny hipsylofodont, którego fragment czaszki znaleziono w południowo-wschodniej Australii, nie wykazuje podobnego warstwowania, co, zdaniem naukowców, świadczy o tym, że był stałocieplny. Tylko dzięki temu mógł prowadzić aktywne życie przez cały rok - nawet, gdy temperatura powietrza sięgała -30°C!

Dowodów na występowanie takich mrozów na terenie obecnej południowo-wschodniej Australii dostarczają rekonstrukcje paleo-geograficzne, z których wynika, że ta część kontynentu znajdowała się wtedy na równoleżniku 80°S, a więc niecałe 2 tys. km od bieguna południowego. Co więcej, skały osadowe, w których znaleziono czaszkę, mają podobną strukturę do utworów, jakie powstają współcześnie w środowiskach, w których zachodzi wielokrotne zamarzanie i tajanie gleby (tundra). Również obecność dużych oczodołów w czaszce hipsylofodonta wskazuje, że był on przystosowany do ciemności panujących w czasie nocy polarnej.

"New Scientist", 2130/1998