Twoja wyszukiwarka

EWA KOCHANOWSKA
SZKIEŁKO I OKO, CZYLI ROMANTYCZNY POETA I NAUKA
Wiedza i Życie nr 10/1998
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 10/1998

Z CZYM KOJARZY SIĘ NAM ROMANTYZM? ZAPEWNE Z SZALONYMI WZLOTAMI DUCHA I NIEKONTROLOWANYMI PORYWAMI SERCA, Z BOHATERSKIMI, ACZKOLWIEK PRZEGRANYMI POWSTANIAMI, Z MIERZENIEM SIŁY NA ZAMIARY WRESZCIE, NIE ZAŚ Z TRZEŹWĄ I ROZSĄDNĄ KALKULACJĄ ZYSKÓW I STRAT.

Pamiętamy ze szkoły, iż bohater romantyczny gardził rozumem i za nic miał uczone wywody mędrców, przedkładając nad ich suche teorie potęgę uczucia i wiary. Cytowany setki razy fragment ballady Romantyczność Adama Mickiewicza:

Czucie i wiara silniej mówi do mnie
Niż mędrca szkiełko i oko.
Martwe znasz prawdy, nieznane dla ludu,
Widzisz świat w proszku, w każdej gwiazd iskierce;
Nie znasz prawd żywych, nie obaczysz cudu!
Miej serce i patrzaj w serce!

aż nadto wyraźnie określa hierarchię wartości. Być może to wieszcz właśnie ponosi odpowiedzialność za tkwiące szczególnie mocno w naszej świadomości poczucie nieusuwalnego antagonizmu pomiędzy romantycznym a naukowym oglądem świata. Ten pierwszy kojarzymy z emocjami, intuicją, natchnieniem, ten drugi ze sceptycyzmem i racjonalną analizą obserwowanych faktów.

W potocznym rozumieniu literatura i nauka (najogólniej mówiąc) stanowią obszary rozłączne, a nawet sobie wrogie, i ocena ta nie odnosi się bynajmniej tylko do omawianej tu minionej epoki. Często przecież słyszymy wybitnych przedstawicieli dyscyplin humanistycznych, którzy oświadczają z dumą, że z matematyki (fizyki, chemii) zawsze mieli dwóję. Owa niezdolność do pojęcia podstawowych twierdzeń nauk ścisłych predestynować miałaby niejako automatycznie do wspaniałych osiągnięć na niwie poezji, krytyki literackiej itp. Podejrzany status takich wypowiedzi najłatwiej wykazać, odwołując się właśnie do życiorysów twórców romantycznych, którzy - rzec by można - z definicji powinni być najzaciętszymi przeciwnikami nauki i zwalczać ją na każdym kroku. W wielu wypadkach było jednak zupełnie inaczej.

EKSCENTRYCY I FACHOWCY

Prawdziwym entuzjastą przyrodoznawstwa był na przykład Percy Bysshe Shelley (1792-1822), jeden z najwybitniejszych liryków angielskich romantycznej doby. Do legendy przeszła młodzieńcza namiętność poety do przeprowadzania doświadczeń, zwłaszcza z zakresu chemii i elektrostatyki - im bardziej hałaśliwych i im bardziej widowiskowych, tym lepiej. Przyjaciel artysty z lat studiów w Oksfordzie, Thomas Jefferson Hogg, wspominał ze zgrozą, jak to pewnego razu odwiedził Shelleya w jego prywatnym mieszkaniu, przepełnionym do granic możliwości sprzętem laboratoryjnym, fachowymi książkami i przedmiotami o trudnym do określenia przeznaczeniu - wyglądało to tak, jak gdyby młody chemik, chcąc odkryć tajemnicę stworzenia, postanowił najpierw odtworzyć pierwotny chaos...1 Przerażenie Hogga wzrosło, kiedy Shelley z dumą pokazał mu maszynę elektrostatyczną, wskoczył na stołek o szklanej podstawie, a następnie poprosił o uruchomienie urządzenia - błagał mnie, bym nie przerywał kręcenia rączką maszyny, dopóki nie przepełni go elektryczny fluid, aż w końcu jego długie, bujne loki zjeżyły się i stanęły dęba. Niechęć Hogga do nauki w ogóle, a do eksperymentów Shelleya w szczególności, ugruntowała się ostatecznie, gdy w ostatniej chwili zorientował się, że nalewa sobie herbatę do filiżanki w połowie wypełnionej stężonym kwasem...

Percy Bysshe Shelley

Niezależnie jednak od przejawianego uwielbienia do nauki, Shelley pozostał jedynie oświeconym amatorem; nie posiadał specjalistycznego wykształcenia, choć wiemy, że interesował się żywo astronomią, czytał chętnie niezwykle popularne w owym czasie pisma jednego z prekursorów ewolucjonizmu, Erazma Darwina (dziadka Karola). Jeśli zajrzymy natomiast do biografii współczesnych Shelleyowi poetów niemieckich, zobaczymy, że kwestia ta przedstawia się całkiem odmiennie. Heinrich von Kleist studiował matematykę, Achim von Arnim matematykę i fizykę (a ponadto długie lata publikował artykuły w prasie fachowej), Adelbert von Chamisso był z zawodu botanikiem, Friedrich von Hardenberg, znany światu pod pseudonimem Novalis, prawnikiem i inżynierem górnictwa oraz geologiem.

Intelektualiście niemieckiemu na przełomie XVIII i XIX wieku po prostu nie wypadało pozostawać obojętnym na najnowsze osiągnięcia fizyki, biologii czy geografii. Nawet ci, którzy nie mogli się poszczycić odpowiednim dyplomem, czynili starania, by zaznajomić się bliżej z naukami matematyczno-przyrodniczymi. Tak na przykład Friedrich Schlegel, jeden z najwybitniejszych artystów niemieckiego romantyzmu, powieściopisarz, teoretyk sztuki i jeden z twórców nowoczesnego językoznawstwa, doszedł do wniosku, że jego studia filozoficzne pozostaną niekompletne bez pobieżnego choćby kontaktu z fizyką. Johann Wolfgang von Goethe, bożyszcze wstępującej generacji romantyków, słynął z niebywale rozległych zainteresowań naukowych, chociaż potomni zapamiętali przede wszystkim jego skazaną z góry na niepowodzenie wojnę z Izaakiem Newtonem (poeta protestował zażarcie przeciwko teorii rozszczepialności światła, które według niego było jednorodną substancją). Nikt nie kwestionuje wszakże dokonań Goethego na polu anatomii, bo to właśnie on pierwszy odkrył i opisał ludzką kość przedszczękową, niewielki fragment kostny, na którym osadzone są górne siekacze. Nie było to banalne zadanie, ponieważ - po pierwsze - u człowieka wkrótce po narodzinach kość ta zrasta się niemal bez śladu ze szczęką, po drugie zaś - potwierdzenie istnienia kości przedszczękowej wytrącało z ręki osiemnastowiecznym filozofom niezwykle ważny argument za odrębnością (w domyśle - wyższością) świata ludzi od świata zwierząt. Szczęki bowiem tych ostatnich, a dotyczy to również małp człekokształtnych, noszą dobrze widoczne ślady zrostu wspomnianych kości.

W przeciwieństwie do angielskich i niemieckich romantyków, francuscy i polscy przedstawiciele tej formacji kulturowej nie przejawiali zbytniego zainteresowania nauką, choć i wśród nich znaleźć można znamienne wyjątki. We Francji był to Charles Nodier, poeta i powieściopisarz, a zarazem niezły entomolog, w Polsce zaś Juliusz Słowacki, autor m.in. Genezis z Ducha, poematu, który w zamierzeniach wizjonera zmienić miał gruntownie sposób uprawiania nauki. Brakuje materiałów źródłowych, by z przekonaniem ocenić charakter i zakres przyrodoznawczego wykształcenia wieszcza (z zawodu był prawnikiem), przypuszczać można jedynie, iż wiedza jego pochodziła przede wszystkim z publikacji popularnonaukowych.

DZIECI PRZEŁOMU

Dokonawszy tego krótkiego przeglądu, pora postawić pytanie istotne, a mianowicie: czy to przypadek, że tylu wybitnych, a czasem genialnych poetów romantycznych interesowało się żywo naukami matematyczno-przyrodniczymi? Czy też może sądzić wypada, iż poeci, przedstawiciele mało zazwyczaj intratnego zawodu, musieli zdobyć tzw. porządny zawód, by po prostu z głodu nie umrzeć? Obie odpowiedzi są błędne, a prawidłowe rozwiązanie dużo bardziej zdumiewające dla dzisiejszego, sceptycznie nastawionego czytelnika. Otóż wymienionych artystów fascynowała nauka, ponieważ uważali, że wykorzystując niektóre jej dokonania, zdołają przeniknąć zagadkę życia, pojąć sens powstania świata, zrozumieć jego przeznaczenie.

Johann Wolfgang von Goethe

Nie da się ukryć, że takie stwierdzenie budzi w nas od razu podejrzenia o skrajną naiwność lub nawet paranoidalne skłonności poetów. O częściową choćby obronę ich absurdalnych, zdawałoby się, zamierzeń pokusić się możemy tylko wówczas, gdy poznamy bliżej atmosferę intelektualną, jaka panowała w Europie u schyłku XVIII wieku, w czasach narodzin romantyzmu. Kończył się wiek oświecenia, a wraz z nim dożywała swych dni filozofia skrajnego mechanicyzmu, czyli - mówiąc najkrócej - koncepcja, wedle której świat nasz przypomina idealnie funkcjonującą maszynę, wprawioną niegdyś w ruch przez Wielkiego Poruszyciela dla dobra człowieka, pana stworzenia. Trafiali się wprawdzie malkontenci z uporem twierdzący, że wcale im się świat nie podoba, tych jednak zbywano zapewnieniem, iż trudności są przejściowe i polegają na niedoskonałości ludzkich instytucji. Ich naprawa jest kwestią czasu, a wtedy z pewnością zapanuje raj na ziemi.

Ludzie oświecenia nie dostrzegali metafizycznej pułapki, jaką sami na siebie zastawili, bowiem logicznie przemyślane do końca założenia mechanicyzmu prowadzą do odkrycia przerażającej samotności człowieka w martwym kosmosie, porzuconym przez Boga u zarania dziejów. Przeciwko temu właśnie zbuntowali się romantycy, przeciwko ponurej wizji stworzenia, która głosząc wyższość człowieka nad naturą, czyniła tak naprawdę z tej ostatniej wroga, tym bardziej straszliwego, że nie można się z nim było porozumieć. Tu jednak pojawiał się problem - można było odrzucić machnięciem ręki teoretyczne wywody filozofów, dużo trudniej natomiast zanegować praktyczne osiągnięcia nauki, działającej według formuł fizyki Newtona, z której wywodził się mechanicyzm.

ODKRYCIA NAUKOWE KOŃCA XVIII WIEKU

Pod koniec XVIII wieku, w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, każdy niemal rok przynosił rewelacyjne odkrycia. We wszechświecie poddanym prawom Newtona nie było miejsca na przypadek, działanie nieznanych mocy, zachowanie najdalszych gwiazd czy drobnych atomów można było określić dzięki niezmiennym wzorom. Na tym założeniu oparli się dwaj wielcy francuscy matematycy, Joseph Lagrange i Pierre Laplace, opracowując iście monumentalną mechanikę ciał niebieskich. Laplace twierdził nawet z przekonaniem, że gdyby idealnemu rachmistrzowi przedstawić parametry określające położenie wszystkich cząstek uniwersum, mógłby on bezbłędnie przewidzieć jego przyszłość. Instrumenty badawcze też zresztą podlegały ciągłemu doskonaleniu - w 1781 roku William Herschel, korzystając z teleskopu własnej konstrukcji, odkrył planetę Uran.

Szalone zainteresowanie uczonych budziły światło i ciepło; wprawdzie dopiero w 1801 roku Thomas Young wykazał prawomocność falowej teorii światła (w opozycji do obowiązującej teorii korpuskularnej Newtona), za to już w latach osiemdziesiątych XVIII wieku Antoine Lavoisier przedstawił poprawne wyjaśnienie zjawiska spalania, a Benjamin Rumford dowiódł eksperymentalnie, że ciepło powstaje w wyniku tarcia i - jak twierdził - jest rodzajem ruchu. Nie zmienia to zresztą faktu, że fałszywa teoria spalania, zwana flogistonową (od nazwy flogistonu - nieważkiej substancji, która miała rzekomo ulatniać się podczas palenia ciał), znajdowała zwolenników aż do połowy XIX wieku, a jej słuszność uznawał jeszcze Słowacki.

Antoine Lavoisier

Wielki spór naukowy wywołało odkrycie przez Luigiego Galvaniego w 1791 roku tzw. elektryczności zwierzęcej; chodziło mianowicie o wyjaśnienie przyczyny tajemniczego drgania żabich nóżek w zetknięciu z dwoma metalowymi przewodnikami. Część uczonych, jak na przykład Aleksander von Humboldt, skłonna była przyjąć istnienie specjalnego typu elektryczności, który byłby właściwy jedynie tworom organicznym. Tej hipotezie sprzeciwił się zdecydowanie Alessandro Volta, twierdząc, że żabie ciałko nie odgrywa bynajmniej kluczowej roli w obserwowanym fenomenie, ponieważ jest wyłącznie rodzajem elektroskopu. Prowadzone przezeń badania dowiodły, że miał rację, tym niemniej sugestia, iż uczeni odkryli tajemniczy "fluid życia", rozpalała umysły przez dobre dziesięciolecie.

Biologów i geologów interesowała przede wszystkim prehistoria Ziemi i zamieszkujących ją stworzeń, pojawiły się pierwsze teorie ewolucjonizmu autorstwa Erazma Darwina i Jeana Baptiste'a de Lamarcka. Geolodzy kłócili się natomiast zaciekle o sposób i tempo kształtowania się skorupy ziemskiej; dyskusje, czy zasadniczą rolę w tym procesie odegrały wody mórz i oceanów, czy też ogień gorejący we wnętrzu Ziemi, toczyły się aż po lata trzydzieste XIX wieku.

NOWY WZORZEC NAUKI

Powróćmy do problemu romantyków - jak miał postąpić inteligentny człowiek, który nie chciał zgodzić się na dyktat mechanicyzmu, a jednocześnie nie odpowiadało mu chowanie głowy w piasek na widok ewidentnych osiągnięć nauki? Kilku artystów, niezależnie od siebie, znalazło wyjście z intelektualnej opresji. Uznali wprawdzie wiarygodność dokonań naukowych, lecz oświadczyli równocześnie, że to dopiero znikoma cząstka możliwych odkryć, które nastąpią, gdy uczeni porzucą zbyt ciasną (tj. czysto mechanistyczną) interpretację rzeczywistości, a docenią duchowy wymiar istnienia. Nie chodziło im przy tym o nawracanie uczonych na jakąkolwiek formę religii czy zachęcanie do spirytystycznych praktyk, ale o twórcze wykorzystanie wszystkich dostępnych człowiekowi narzędzi i form poznania. Nagłe olśnienie, niezwykłe skojarzenie, intuicja, fantastyczny sen winny być traktowane w pracy badawczej na równych prawach, co wyniki laboratoryjnych eksperymentów i matematyczne analizy. Taki sposób postępowania narzuca nam bowiem nasz obiekt badań - natura, która nie jest wysoce wyspecjalizowaną maszyną, ale podobnym do nas, mających własne życie wewnętrzne organizmem.

Izaak Newton

To był właśnie fundamentalny dogmat romantyzmu - natura jest podobną do nas istotą. Skoro zatem chcemy ją poznać - co stanowiło cel zarówno uczonych, jak i poetów - należy w pierwszym rzędzie szukać powinowactw, punktów wspólnych pomiędzy nią a nami. Niektóre pomysły romantyków mogą nam się dzisiaj wydawać zabawne; Schlegel na przykład dopatrywał się funkcjonalnych - jak byśmy powiedzieli - podobieństw pomiędzy kobietą a kwiatem czy włosami a liśćmi. Przekonany, że natura, tak samo jak ludzie, przechodzić musiała przez fazę niemowlęctwa, dzieciństwa itd., widział w szlachetnych kamieniach mineralne kwiaty, zapowiedź mających się dopiero pojawić roślin.

Niezwykłe analogie nie miały posiadać z założenia jedynie czysto literackich wartości, dostarczać poetom frapujących porównań i przenośni. Podstawowa zaleta myślenia per analogiam leżała w uaktywnieniu umysłu, w wyzwoleniu go ze sztampy myślowej i tym samym spotęgowaniu jego możliwości poznawczych. Na tej koncepcji opierał się niezrealizowany projekt "encyklopedii wszech nauk" Novalisa. Miała ona stanowić potężny zbiór informacji pochodzących ze wszystkich istniejących ówcześnie dziedzin nauki i sztuki - z fizyki, mineralogii, astronomii, fizjologii, socjologii, historii, językoznawstwa, muzyki, poetyki, a także górnictwa, ekonomii, sztuki kulinarnej i meblarstwa. W encyklopedii znaleźć też się miał katalog metod badawczych, właściwych poszczególnym dyscyplinom.

Friedrich von Hardenberg

Novalisowi nie chodziło jednak, mówiąc współczesnym językiem, o utworzenie gigantycznej bazy danych, zebranych bez ładu i składu gdzie się dało. Zgromadzone informacje umożliwić miały, jego zdaniem, prawdziwie twórcze uprawianie nauki; uczeni odnajdywać mieli coraz to nowe powiązania między poszczególnymi dyscyplinami wiedzy, odsłaniać nieprzeczuwane obszary badań, wykorzystywać osiągnięcia jednej dziedziny, by móc dokonywać odkryć w drugiej. Novalis uważał, że przy okazji wypracowane zostałyby uniwersalne kryteria, które stanowiłyby punkt wyjściowy dla wszelkich rozważań intelektualnych i umożliwiały porządkowanie gromadzonej wiedzy. Dzięki powstaniu poetycznej fizjologii, technicznej pedagogiki czy duchowej fizyki2 można by było nie tylko rozszerzyć znacznie horyzont poznawczy, ale przede wszystkim zarysować nowy obraz świata, pełnego nieznanych do tej pory zjawisk i niespodziewanych współzależności.

MIŁOŚĆ UKRYTA W MAGNESIE

Można tu postawić pytanie: dlaczego właściwie poeci zabrali się do instruowania uczonych, jak powinna wyglądać ich praca? Odpowiedź znów będzie nieoczekiwana, gdyż sprowadza się do konkluzji, że po prostu uważali, iż nauka odkrywa krok po kroku prawdy od wieków znane poetom. Słynny fragment Henryka Ofterdingen, nieukończonej powieści Novalisa, głosił, że istnieją dwie drogi poznania - pozarozumowa, czyli momentalny wgląd w istotę rzeczy, i rozumowa, mozolne i pełne błędów przebijanie się ku światłu. Bardzo zbliżone poglądy wyznawał zresztą pół wieku później i nasz Słowacki. Nielicznym jedynie dana jest łaska poznania pozarozumowego, lecz do tych nielicznych zaliczają się właśnie poeci, stąd spoczywa na nich obowiązek duchowego i intelektualnego przewodnictwa.

Juliusz Słowacki

W omawianym okresie na przykład niezwykłym zainteresowaniem badaczy cieszyły się zjawiska magnetyczne i elektryczne, ponieważ nie poddawały się czysto mechanicznej interpretacji. Romantycy też byli nimi bardzo zaciekawieni, a to dlatego, że dostrzegli w nich fizyczną realizację prawa miłości, fundamentalnej według nich zasady funkcjonowania świata. Dwa przeciwieństwa, spojone siłą wzajemnego przyciągania, stanowiły - wedle Friedricha Schellinga, filozofa, który wywarł ogromny wpływ na klimat intelektualny swojej epoki - organizacyjny schemat natury. Tym, czym na najniższym szczeblu rozwoju są różnoimienne bieguny magnetyczne, miały być na wyższym poziomie kwasy i zasady, a wreszcie na najwyższym - mężczyzna i kobieta. Jedność świata gwarantowało owo nieustanne zmaganie się przeciwieństw.

Innym zagadnieniem, które fascynowało romantycznych poetów, była historia świata, a przede wszystkim ewolucja organizmów. To temat Genezis z Ducha, pochodzącego z 1843 lub 1844 roku poematu Słowackiego. Na pierwszy rzut oka wydawać się może, iż autor opisał po prostu pięknym językiem, a w zgodzie z doniesieniami nauki, dzieje Ziemi i stworzeń na niej żyjących, tak jak to czynili w XVIII wieku liczni twórcy popularnych poematów dydaktycznych. Bliższa dopiero lektura zdradza, że Słowacki interpretował swobodnie odkrycia naukowe, by wesprzeć własną teorię - ducha ewoluującego w naturze. Wygląd skały, muszli ślimaka, oczu ośmiornicy świadczył widomie o moralnym zaawansowaniu badanego obiektu, o jego postępach duchowych na drodze ku - po pierwsze - uczłowieczeniu, po drugie - ostatecznemu zespoleniu się z Bogiem. Genezyjski dogmat ścisłej zależności pomiędzy kształtem stworzenia a jego wartością duchową określał także przyszłe zadania nauki. Stać się miała rejestratorką przemian, dostarczać coraz to nowego materiału tym, którzy potrafią czytać z form3. Poetom.

Zaobserwowane przez uczonych fakty domagały się bowiem - zdaniem romantyków - stosownej interpretacji, której nie mogła zapewnić najbardziej nawet błyskotliwa teoria naukowa. Jej autor nie potrafił przecież ukazać głębszego sensu swego odkrycia, wytłumaczyć roli, jaką w planie rozwoju wszechświata spełnia kamień, ślimak czy jaszczur z ptasim dziobem. Fizyk umie mówić tylko o fizyce, biolog o biologii, ogranicza ich własny przedmiot badań, w którym są zamknięci niczym w skorupie. Nie są w stanie dostrzec - powtarzając za Novalisem - totalnego planu natury, zrozumieć jej symbolicznego języka.

Na zakończenie wspomnieć też warto, że z tej samej epoki pochodzi Frankenstein, wydany w Anglii w 1818 roku. Autorka słynnej powieści grozy, Mary Wollstonecraft Shelley (żona Shelleya), stawiała z pełną powagą pytanie o odpowiedzialność moralną człowieka, który, uzbrojony jedynie w wiedzę cząstkową (a tylko taką według niej dysponowała nauka), eksperymentuje z potężnymi siłami przyrody. Romantyczni poeci wierzyli, że powołani zostali właśnie, by wypełnić tę lukę, by wskazać kierunek błądzącym. Wierzyli, że dysponując połączonymi siłami intelektu, intuicji i wyobraźni, zdołają, jak często pisał Słowacki, zajrzeć za firanki materii.

Źródła ilustracji: Internet
oraz Archiwum Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza w Warszawie
(J.W. von Goethe, J. Słowacki).

1 Thomas Jefferson Hogg, Life of Shelley. Za: Desmond King-Hele, Shelley. His Thought and Work. London 1960.

2 Novalis, Schriften. Stuttgart 1977.

3 Juliusz Słowacki, Genezis z Ducha. Modlitwa. W: J. Słowacki, Dzieła wszystkie. Pod red. J. Kleinera. Wrocław 1954.

Dr EWA KOCHANOWSKA, absolwentka Instytutu Filologii Polskiej na Uniwersytecie Jagiellońskim, ukończyła na tej uczelni studia doktoranckie o specjalności komparatystyka literacka. Pracuje jako tłumacz.