Twoja wyszukiwarka

EUGENIUSZ ANDRULEWICZ
NASZ BAŁTYK
Wiedza i Życie nr 11/1998
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 11/1998

MAMY NA WŁASNOŚĆ KAWAŁEK BAŁTYKU. OZNACZA TO NIE TYLKO WODĘ, ALE TAKŻE TO, CO ZNAJDUJE SIĘ W NIEJ, NA POWIERZCHNI DNA ORAZ POD DNEM.

Morza i oceany, a w szczególności morza szelfowe oraz strefy przybrzeżne oceanów, przestały już być własnością niczyją. Przyczynił się do tego postęp techniczny w zakresie eksploatacji dna morskiego, a co za tym idzie - możliwość pozyskiwania jego zasobów. W 1982 roku podpisano Konwencję ONZ o Prawie Morza (United Nations Convention on Law of the Sea - UNCLOS), która określiła zasady podziału mórz na strefy ekonomiczne państw przybrzeżnych. Akt ten oznaczał w praktyce zawłaszczenie morskich terytoriów do granicy 200 mil morskich od brzegów, choć nadal nazywa się je tylko "strefami ekonomicznymi".

Również Morze Bałtyckie zostało podzielone na strefy narodowe na mocy ustaleń Konferencji UNCLOS. Granice polskich obszarów morskich ustanowiono w wyniku negocjacji z krajami sąsiednimi (jak do tej pory, jedynie z Danią nie udało się ustalić ostatecznej granicy). W wyniku tych podziałów północna granica Polski została przesunięta o kilkadziesiąt mil w głąb morza, a terytorium naszego kraju powiększyło się o 32 672 km2. Stanowi to ponad 10% powierzchni lądowej. Zasoby żywe i bogactwa mineralne tego obszaru, wraki oraz wszystko inne, co się tam znajduje, należy do Polski. Wytyczone na morzu granice nie mają oczywiście nic wspólnego z granicami naturalnymi. Masy wodne, ulegając działaniu wiatru, przemieszczają się bez przeszkód.

Fot. Sławomir Swerpel

Dno morskie otwartego wybrzeża Polski, a więc z wyłączeniem wybrzeża zatok i zalewów, zwykle ma charakter piaszczysty, ale występują też żwiry i kamienie. Zalegający w najpłytszych strefach piasek wraz ze zwiększaniem się głębokości stopniowo ustępuje miejsca drobniejszym materiałom, zawierającym coraz więcej materii organicznej. W głębinach są już tylko muły i iły. Inną cechą głębin Bałtyku jest okresowy brak tlenu, co przejawia się nieobecnością dającego się makroskopowo zaobserwować życia.

Badania dna Bałtyku zaowocowały odkryciem złóż zasobów mineralnych: gazu ziemnego, ropy naftowej, kruszywa budowlanego oraz bursztynu. Pełne ich rozpoznanie wymaga jednak jeszcze dużo czasu i pracy. Wydobycie bałtyckiej ropy naftowej jest na razie niewielkie (stanowi około 2% rocznego zapotrzebowania Polski). Istotne jest jednak to, że stało się faktem, a Polska jest pierwszym krajem, który rozpoczął eksploatację ropy na otwartych wodach Bałtyku. Znaczne zasoby żwiru i gruboziarnistych piasków udokumentowano na czterech obszarach w polskiej strefie Morza Bałtyckiego (mapka na następnej stronie). Jak do tej pory jednak, wydobycie kruszywa budowlanego z morza jest nieopłacalne. Wykorzystywane są natomiast piaski i żwiry zalegające na podbrzeżu. Jest to materiał łatwo przemieszczany przez fale i prądy morskie wzdłuż wybrzeża. Właśnie tak powstają mierzeje - charakterystyczne formy wybrzeża, w których zalewy i przymorskie jeziora oddzielone są od morza wąskim pasem lądu.

Granice polskich obszarów morskich

Rys. Eugeniusz Andrulewicz

Szacuje się, że u polskich wybrzeży, a szczególnie w Zatoce Gdańskiej, zatonęło wiele tysięcy drewnianych okrętów handlowych. Szczególnie dużo wraków znajduje się na morskim przedpolu Gdańska, który w minionych wiekach był liczącym się ośrodkiem morskiego handlu. Ponieważ w Bałtyku nie występuje świdrak okrętowy (robak, który niszczy drewno w morzach pełnosłonych), zachowały się drewniane łodzie i wraki, zatopione konstrukcje brzegowe, a także szczątki drzew z minionych faz rozwoju morza. Do ich niszczenia przyczynia się jedynie człowiek przez trałowanie dna, kotwiczenia statków oraz prace hydrotechniczne. Z uwagi na wysoce dynamiczne, piaszczyste dno strefy brzegowej, wraki nie pozostają na powierzchni dna, lecz pogrążają się w nim, zasypywane przez piasek. Dlatego ich odkrycie i penetracja są znacznie utrudnione. Dotychczasowe podwodne badania archeologiczne przyniosły Polsce wspaniałe znaleziska, chlubę Centralnego Muzeum Morskiego w Gdańsku, które przy odpowiedniej reklamie mogłyby stać się magnesem dla turystów (ramka Widma przeszłości na s. 29).

BRUDNE MORZE?

"Bałtyk umiera", "Najbardziej zanieczyszczone morze świata" - oto określenia, które często można usłyszeć w odniesieniu do Morza Bałtyckiego. Wielu ludzi w Polsce ma wątpliwości, czy ryby bałtyckie nadają się do spożycia. Powszechnie znany jest zły stan sanitarny niektórych plaż i kąpielisk na polskim wybrzeżu. Ostatnio coraz częściej pojawiają się informacje o toksycznych zakwitach glonów i konieczności okresowego zamykania popularnych kąpielisk.

Platforma wiertnicza "Petrobaltic"

Fot. Eugeniusz Andrulewicz

Odprowadzanie zanieczyszczeń z naszego terytorium lądowego do morza jest bardzo duże i tylko wysokiej dynamice wód, wynikającej z otwartego charakteru brzegów, zawdzięczamy stosunkowo czyste wybrzeże. Jako kraj gęsto zaludniony (około 50% mieszkańców obszaru zlewiska Bałtyku stanowią Polacy) i posiadający dużo ziemi uprawnej (około 50% w zlewisku Bałtyku), mamy niejako "prawo" do większego odprowadzania zanieczyszczeń do morza. Pomimo to, w przeliczeniu na głowę mieszkańca, należymy do najmniej uciążliwych "trucicieli" Bałtyku. Ilościowo jednak Polska zajmuje pierwsze miejsce i głównie od naszych działań zależy stan wód tego morza.

Najważniejszym problemem środowiskowym naszego morza jest eutrofizacja - proces intensywnego rozwoju fitoplanktonu w okresie od wczesnej wiosny do późnej jesieni, wywołany wzmożonym dopływem substancji odżywczych do morza (przede wszystkim związków azotu i fosforu). Wody zatok Gdańskiej i Pomorskiej, będące bezpośrednim odbiorcą wód rzecznych Wisły i Odry, zaczynają "kwitnąć" z początkiem wiosny. Stają się wówczas mniej przeźroczyste, bo przyrost masy fitoplanktonu ogranicza dostęp światła do dna. W wyniku tego procesu głębokościowy zasięg występowania roślinności w Zatoce Gdańskiej zmniejszył się do 8 m, z ponad 20 m przed II wojną światową. W głębi Zatoki Puckiej długo żyjące rośliny i ryby ustąpiły krócej żyjącym. Drastycznie zmalała populacja cenionych gatunków ryb. Co więcej, w efekcie eutrofizacji zwiększona ilość fitoplanktonu opada na dno morza, gdzie w procesie rozkładu zużywa tlen niezbędny do życia fauny dennej. Zjawisko to trudno ocenić ilościowo, gdyż w głębiach Bałtyku występują również naturalne deficyty tlenu, jednakże z całą pewnością można przyjąć, że eutrofizacja pogłębia ten niedobór.

Lokalizacja obszarów dna, na których występują udokumentowane zasoby ropy naftowej (czerwona kropka), piasku i żwiru (zakreskowane na czerwono) oraz piasków wzbogaconych w minerały ciężkie (zakreskowane podwójnie na czerwono). Propozycje obszarów chronionych w obrębie polskich obszarów morskich zaznaczono na pomarańczowo. (Źródło: Oddział Morski Państwowego Instytutu Geologicznego w Sopocie)

Rys. Eugeniusz Andrulewicz

Skażenie środowiska Bałtyku substancjami toksycznymi, głównie metalami ciężkimi oraz syntetycznymi związkami organicznymi, powstało głównie wskutek odprowadzania do niego ścieków przemysłowych i komunalnych oraz wód rzecznych, zawierających związki chemiczne stosowane w rolnictwie. Związki nie podlegające biodegradacji i przemianom fizykochemicznym długo pozostają w środowisku morskim. Wieloletnie badania wykazały, że substancje te są rozmieszczone w wodach Bałtyku dość równomiernie i występują we wszystkich elementach środowiska. Wiadomo, że stopień bioakumulacji substancji toksycznych jest najwyższy u zwierząt żywiących się wyłącznie rybami, takich jak orzeł bielik czy foki. Udowodniono, że związki te spowodowały zmniejszenie populacji tych organizmów. Zespoły fauny dennej na razie są w dobrej kondycji, a ryby nadają się do spożycia, mimo iż zawierają śladowe ilości tych toksyn (normy żywieniowe Światowej Organizacji Zdrowia nie są przekroczone). Skutki obecności związków toksycznych w morzu są ciągle słabo poznane, głównie z uwagi na to, że rozmaite organizmy reagują na nie w różnym stopniu.

Z kolei skażenia bakteryjne niektórych odcinków wybrzeża spowodowane są dopływem ścieków komunalnych do morza. Najczęściej występują w pobliżu miast i osiedli oraz w ujściach zanieczyszczonych rzek [Powodziowa "bom-ba E", "WiŻ" nr 10/1997; Świat niewidzialnych drobin, "WiŻ" nr 10/1998]. W latach osiemdziesiątych na polskim wybrzeżu około 40% kąpielisk morskich miało stale lub okresowo zły stan sanitarny. Obecnie dzięki budowie oczyszczalni sytuacja się poprawiła - w rejonie Zatoki Gdańskiej tylko 20% kąpielisk jest zamkniętych na skutek zanieczyszczenia wody, podczas gdy 10 lat temu dotyczyło to wszystkich.

Drastyczne zanieczyszczenie środowiska produktami ropopochodnymi obserwuje się bardzo rzadko. Najbardziej skażone są baseny portowe i stoczniowe. Obserwuje się też większe zanieczyszczenie wody na szlakach żeglugowych, głównie w wyniku nielegalnych zrzutów zaolejonych wód ze statków. Aby zapobiec takim praktykom, Urząd Morski prowadzi stałe monitorowanie polskich wód z powietrza. Zanieczyszczenia ropopochodne to nie tylko związki pochodzące z rozlewów olejowych, ale także produkty spalania węgla kamiennego i ropy naftowej, m.in. wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne.

MNIEJ DORSZY

Rekordowe połowy ryb na Bałtyku notowano na początku lat osiemdziesiątych. Połowy dorsza w polskiej Strefie Wyłącznego Rybołówstwa przekraczały wtedy 120 tys. ton rocznie, a śledzia - 90 tys. ton. Obecnie wyjątkowo duże są odłowy szprota (105 tys. ton). Warto tu zaznaczyć, że rekordowe połowy wszystkich ryb na Bałtyku przed wojną nie przekraczały 20 tys. ton. Winą za zmniejszenie się w ciągu ostatnich kilku lat liczebności dorsza obarcza się m.in. pogarszające się warunki rozrodu tego gatunku w głębiach bałtyckich. Poza wymienionymi gatunkami odławia się również płastugi, a także - w niewielkim procencie - ryby łososiowate oraz słodkowodne, jak węgorz i szczupak.

Ryby to jedyne mające wartość gospodarczą zasoby żywe Bałtyku. Są stosunkowo dobrze zbadane i corocznie szacowane przez Morski Instytut Rybacki w Gdyni. Roślin i innych zwierząt nie eksploatuje się. Odłów ryb bałtyckich jest regulowany porozumieniami międzynarodowymi, zawartymi w Konwencji Gdańskiej z 1973 roku. Limity połowowe wyznaczane są przez Międzynarodową Komisję Rybołówstwa Bałtyckiego (International Baltic Sea Fishery Commission - IBSFC, organ wykonawczy Konwencji Gdańskiej), której sekretariat mieści się w Warszawie. Określa ona całkowity dopuszczalny zakres połowów na Bałtyku oraz dokonuje podziału limitów połowowych w narodowych strefach rybackich na podstawie przyjętych kryteriów.

Dla zapewnienia odnawialności zasobów stosuje się program ochrony ryb. Poprzez wprowadzanie okresów i obwodów ochronnych ogranicza się dostęp do tarlisk i miejsc wzrostu narybku. Natomiast ze środków technicznych stosuje się np. regulację oczek sieci. Podlega temu również moc łowcza statków rybackich, która wzrosła znacznie wskutek wprowadzenia akustycznych metod poszukiwania ryb, a także pojawienia się możliwości łowienia w pobliżu przeszkód na dnie.

Ochrona przyrody Bałtyku jest nowym obowiązkiem, wynikającym z podpisania Konwencji Helsińskiej z 1992 roku. Do lat dziewięćdziesiątych nie dyskutowano tej problematyki, głównie dlatego, że naukowcy nie podnosili tych zagadnień. Prawdopodobnie zaważyło tu przekonanie, iż Bałtyk jest morzem ma-ło atrakcyjnym. Gdy w 1991 roku wystąpiłem na forum Komitetu Ochrony Środowiska Komisji Hel-sińskiej, prezentując wysoką wartość ekologiczną polskich obszarów Bałtyku, ze zdziwieniem stwierdziłem, że zostało to zauważone tylko przez zagraniczne organizacje pozarządowe: World Wide Fund for Nature (WWF) i Baltic Marine Biologists (BMB), nie wywołując żadnego oddźwięku w Polsce.

Zmierzch nad Zalewem Szczecińskim

Fot. Sławomir Swerpel

Dopiero Nowa Konwencja Helsińska z 1992 roku podniosła to zagadnienie do rangi zobowiązań państw członkowskich. Utworzono Bałtycki System Obszarów Chronionych (Baltic Sea Protected Areas - BSPA), który na Bałtyku obejmuje 62 rejony. Polska zaproponowała najprostszy z możliwych systemów ochrony - rozszerzenie istniejących nadmorskich parków narodowych i krajobrazowych o wody przybrzeżne. Aktualnie odbywa się debata nad rozszerzeniem tego systemu o obszary położone na otwartym morzu. Dotychczas tylko administracja Wolińskiego Parku Narodowego zdołała załatwić niezbędne formalności w kraju i odnotować rozszerzenie terytorium Parku w Komisji Helsińskiej. Pozostałe propozycje są w fazie załatwiania odnośnych formalności lub zaledwie rozważań.

Oprócz tworzenia rezerwatów podwodnych, wprowadzane są też inne formy ochrony przyrody, takie jak ochrona pasa brzegowego (o szerokości 100-300 m od linii wody w stronę lądu i w stronę morza), ochrona gatunkowa organizmów rzadkich lub ginących (np. łososia dzikiego, morświna) oraz zagrożonych siedlisk (np. łąk roślinności podwodnej).

W niektórych przypadkach działalność ochronna prowadzi do odrodzenia się populacji w takim stopniu, że pojawiają się konflikty z innymi użytkownikami morza. Przykładem są kormorany nad Zalewem Wiślanym, które skutecznie konkurują w połowach z rybakami. Poważne trudności notuje się w Finlandii, gdzie foki wyjadają znaczne ilości ryb z sieci rybackich (będziemy o tym pisać w kolejnym numerze). W obu przypadkach rozważa się zniesienie ochrony tych zwierząt.

Przy okazji nowego podziału administracyjnego Polski warto zastanowić się, jak należy gospodarować na obszarach morskich i nadmorskich. Warto zastanowić się też nad oddaniem części morza we władanie gminom i miastom nadmorskim, które z pewnością potrafiłyby skorzystać z własnych wód morskich, a także lepiej zadbać o ich czystość. Podobne rozwiązania zdają egzamin w Danii, Szwecji i innych krajach.

Dr EUGENIUSZ ANDRULEWICZ jest kierownikiem Pracowni Jakości Środowiska Morskiego w Morskim Instytucie Rybackim w Gdyni. W latach 1991-1995 był wiceprzewodniczącym Komitetu Ochrony Środowiska Komisji Helsińskiej. Obecnie jest wiceprzewodniczącym Grupy Roboczej HELCOM ds. Monitoringu i Ocen Bałtyku.

O podobnych zagadnieniach przeczytasz w artykułach:
(09/98) NIEZWYKŁA PĘTLA
(11/98) BAŁTYK W ROZUMIE